Nowych postaci wyłaniających się przed nadchodzącymi wyborami prezydenckimi w 2012 roku nie brakuje. Część kandydatów bazuje na znanych nazwiskach, inni znów ubiegają się o najwyższą posadę w państwie już drugi bądź trzeci raz. Interesującą na tym tle postacią jest z pewnością Donald Trump, znany miliarder i „żywa legenda świata biznesu”[1]. Warto podkreślić, że już jako młodzieniec miał możliwość pracowania z ojcem i mnożenia rodzinnej fortuny. Dzięki szybko zdobytej sławie wystąpił w niezliczonych programach telewizyjnych i wygłosił setki wykładów. Założył nawet własną uczelnię – Trump University. Wkrótce uzyskał miano świetnego mówcy. W lutym 2011 roku zdradził swoje plany udziału w wyborach prezydenckich. Amerykański odpowiednik Declana Ganley’a poszedł również drogą populizmu. Podczas swoich licznych wystąpień Trump mówi właśnie to, co ludzie chcą usłyszeć:Stany Zjednoczone stały się kozłem ofiarnym dla reszty świata, by nas obarczać za wszystkie niepowodzenia. Ciekawe, co zrobią te kraje, które nas ciągle krytykują, gdy miliardy dolarów z USA przestaną do nich napływać. Przykładem może być Korea Południowa. Dlaczego oni nam nie płacą? Mamy tysiące żołnierzy w krajach na całym świecie, jeśli jesteśmy ich ochroną, dlaczego nam za to nie płacą? (…) Chiny są naszym wrogiem (…) Opodatkowałbym Chiny, ponieważ oni manipulują swoją walutą. Zabierają nam wszystkim miejsca pracy, nie mają szacunku do naszego przywództwa w świecie. Chcemy odzyskać setki miliardów dolarów[2].
Sprytny biznesmen wyszedł naprzeciw frustracji społecznej[3] spowodowanej zadłużeniem kraju i bezrobociem[4]. Użył przy tym trzech ważnych technik: atrakcyjności (przemówienia „szyte na miarę”), kaznodziei (wyznacza wspólne cele do zrealizowania) oraz obrazu wroga („my i oni”). Mimo to, bez poparcia jednej z dwóch dużych partii w kraju[5], zdobycie prezydentury może okazać się niemożliwe. Nie pomogą miliardy dolarów i naturalne zachowanie przed kamerą. Trump zginie w politycznej otchłani tak jak Declan Ganley na Starym Kontynencie.
[1] ftp://ftp.helion.pl/online/nisini/nisini-8.pdf, 05.03.2011.
[2] http://wiadomosci.onet.pl/swiat/znany-miliarder-prezydentem-usa,1,4189808,wiadomosc.html, 06.03.2011.
[3]http://forsal.pl/artykuly/488650,miliarder_donald_trump_chce_byc_prezydentem_i_nazywa_chiny_wrogiem_ameryki.html, 06.03.2011.
[4] P. R. Krugman, M. Obstfeld, Ekonomia międzynarodowa. Tom 1, Warszawa 2007, ss. 95-97.
[5] Niewykluczone jednak, że takie wsparcie może otrzymać. Zob. http://wiadomosci.onet.pl/swiat/obama-reaguje-ws-swojego-miejsca-urodzenia,1,4243866,wiadomosc.html, 15.04.2011.













No i Panie Pawle Pana przewidywania sprzed 5 lat się nie sprawdziły. Donald Trump z uporem maniaka od lat powtarzał ten sam program wyborczy i hasła. Może dzięki temu osiągnął cel i dopiął swego. Pozdrawiam
Panie Kamilu – przewidywania właśnie się sprawdziły. Proszę zobaczyć – napisałem: „bez poparcia jednej z dwóch dużych partii w kraju, zdobycie prezydentury może okazać się niemożliwe” – a Donald Trump w tym roku zdobył poparcie Republikanów. Więc niestety, przewidywania sprawdziły się – bo innymi słowy to, co powiedziałem, brzmiałoby: z poparciem jednej z dwóch dużych partii, Donald Trump ma duże szanse na prezydenturę. Pozdrawiam
Paweł Rogaliński