Dobre bo polskie!

6

  W ślad za emigracją, do Wielkiej Brytanii popłynęła rzeka naszych rodzimych produktów. Są one dostępne nie tylko w niezliczonych obecnie polskich sklepach, ale i supermarketach, na stacjach benzynowych, w sieciach pawilonów spożywczych i wszędzie tam, gdzie tylko są Polacy. Wyspiarze, którzy do tej pory nie znali produktów z Europy Środkowo-Wschodniej, teraz coraz liczniej kupują mleko Łaciate, dżemy Łowicz, czy pasztety Profi. Największą furorę robią jednak dania gotowe Pudliszek i Delecty, takie jak gołąbki, gulasz, czy klopsy, które niejednokrotnie zastępują Anglikom ich tradycyjną kuchnię. O opinię dotyczącą polskiej żywności zapytałem Jonty Hanson’a, klienta podlondyńskiego supermarketu Tesco.od lewej: Jonty Hanson i Paweł Rogaliński

Jakie produkty ze stoiska „polska żywność” zamierzasz kupić?

Na pewno ogórki kiszone Vitarol. Żona często przyrządza naszemu synowi hamburgery i to właśnie do nich używa ogórków. Czasem jemy je też z fasolką i tłuczonymi ziemniakami puree. Na próbę wezmę paprykarz szczeciński, bo moi polscy koledzy z pracy bardzo sobie go chwalili.

A z dań gotowych?

Ostatnio miałem na obiad gołąbki Pamapol. Moja żona, Vikki ugotowała do nich kluski i muszę przyznać, że było to jedno z najlepszych dań, jakie jadłem. Od znajomego Polaka, Chrisa, wiem, że smaczne są zupy z waszego kraju. Dlatego kupię też kostki rosołowe Winiary.

Kiedy pierwszy raz zetknąłeś się z kuchnią polską?

Pewnego dnia byłem z teściem w supermarkecie. Mieliśmy dość długą listę zakupów, bo kolejnego dnia miał być mały zjazd rodzinny. On poszedł w jedną stronę w poszukiwaniu pieczywa i napojów, ja zaś kupowałem wszystkie inne produkty z listy sporządzonej przez teściową. Na liście zakupów widniały ogórki konserwowe (ang. gherkins). W pośpiechu złapałem jeden słoik i spakowałem do koszyka. Nie zdawałem sobie wtedy sprawy, że była to półka polska, a ogórki które zakupiłem były kiszone (ang. cucumbers in brine). Szczerze mówiąc po spróbowaniu przekonałem się, że mają ciekawy smak – jak te z hamburgerów z McDonald’s. I przyznam się, że do pewnych potraw pasują idealnie. Od tamtej pory kupuję je co jakiś czas.

Jak często jesz polską żywność?

To zależy. Kiedyś kupowałem tylko ogórki, potem, po kolei zacząłem próbować innych produktów. Teraz, kiedy „odkryliśmy” z żoną gotowe dania Pamapol, myślę, że będziemy je jadać dość często. Vikki jest zapracowana, nie ma za dużo czasu na gotowanie i zawsze musieliśmy jeść niezbyt smaczne, opatrzone w logo supermarketu, zupy w puszkach. Teraz mamy za to obiad równie tani i szybki do przyrządzenia, ale w dodatku jaki dobry!

 A czy jest jakieś danie z tej półki, które Ci nie smakowało?

Kiedyś poszedłem na urodziny Chrisa i zostałem poczęstowany bigosem, podobno jednym ze specjałów kuchni polskiej. I nie przypadł mi do gustu. Taki kwaśny, dziwny w smaku… Może, gdyby był słodszy, zmieszany z kluskami lub siekanymi ziemniakami, polubiłbym go.

Co myślisz o jakości polskich produktów?

Jest dobra, a produkty smaczne.

A czy poleciłbyś znajomym i rodzinie kuchnię polską?  

Tak, z pewnością. Myślę, że zasługuje ona na uwagę. W szczególności dania mięsne, które według mnie są wyśmienite.

Dziękuję za rozmowę. Jak widać, eksport polskich dań gotowych na Zachód opłacał się. Tym bardziej, że nie trudno jest konkurować ze słynną z niewyszukanego smaku kuchnią angielską. Dodatkową, darmową reklamę rodzimym produktom robią sami Polacy, którzy zachwalając własne wyroby przekonują Wyspiarzy do porzucenia ich starych, sprawdzonych marek. Skoro więc z roku na rok eksport z kraju wzrasta, w przyszłości firmy znad Wisły mogą stać się europejskimi gigantami. Zanim jednak to się stanie, czeka je długa droga do zdobycia większych rzeszy klientów. Wystarczy więc ciężka praca, cierpliwość i ciągła kontrola nad jakością, by utrzymać dobrą opinię za granicą. Jest to o tyle ważne, bo jak mówi znane, polskie przysłowie: Na dobry towar zawsze trafi się kupiec!  

———————–

ARTYKUŁ ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W CZASOPIŚMIE „RYNKI ZAGRANICZNE” 14.08.08, NR 32-33 (7658), S. 21.