Czyżby córka króla Kraka nie miała piątej klepki?

0

Legenda o Wandzie co Niemca nie chciała, należy do najsłynniejszych polskich mitów. Zawiera w sobie wszystkie elementy antyniemieckie, jakie tworzyły stereotypową opinię, by żadnemu Niemcowi nie ufać, mieć się na baczności, a nawet złożyć daninę krwi, byleby się z nim nie bratać… Wanda, piękna córka króla Kraka, zwróciła na siebie uwagę niemieckiego księcia Rydygiera, który posłał do Krakowa delegację z prośbą o rękę. Ale miłująca (?) swój kraj Wanda, kobieta urodziwa, acz bita już i śmigana, wszak była wdową z przychówkiem, nie tylko Rydygierowi odmówiła, ale ku jego pognębieniu, rzuciła się do wody wskutek czego zatonęła, niczym dziurawa krypa.

Wzór Wandy wrósł silnie w wyobraźnię Polaków, podobnie jak cyrkowy wóz Drzymały oraz czołg Rudy 102, który zdobył hitlerowski Berlin. Ale wzorowych, czyli idealnych bohaterów nie ma. Są tylko wyobrażenia o nich. Dobre dla małych dzieci, narodowców i sentymentalnych staruszków. Bo moim zdaniem, polska księżniczka, która dla wdowiego widzimisię rezygnuje z partii, dzięki której można by wiele ugrać dla swoich, była kobietą pozbawioną piątej klepki. Popełnić samobójstwo zamiast skalkulować korzyści? I do dziś uchodzić za ideał patriotyzmu? Co za piramidalna bzdura….

Czy były Niemki, które rzucały się na łeb na szyję do Renu czy choćby glinianki? Kto o takiej słyszał? Pewnie były rozumniejsze i cwańsze. Zaglądam do Wikipedii, do spisu żon władców Polski, które przyjechały na nasze ziemie z niemieckim paszportem. Jest ich niemało. Oda Dytrykówna, druga żona Mieszka I, Oda Miśnieńska, druga żona Chrobrego, Rycheza, żona Mieszka II, Judyta Maria Szwabska, żona Władysława Hermana, Saloema z Bergu, druga żona Krzywoustego, Agnieszka Babenberg, żona Władysława Wygnańca, Jadwiga Śląska, żona Henryka Brodatego, Jadwiga Anhalcka, żona Bolesława II Rogatki, Matylda Brandenburska, żona Henryka IV Prawego, Ludgarda Meklemburska, żona Przemysła II, Małgorzata Brandenburska, trzecie żona tego Przemysła II, królowa Polski. To tylko linia Piastów. A była jeszcze królowa polska Adelajda Heska, żona Kazimierza Wielkiego, znacznie później, Krystyna Eberhardyna Hohenzollern, żona Augusta II Mocnego i była Amalia Wittelsbach, małżonka Fryderyka Augusta, już w czasach Księstwa Warszawskiego. Pomijając dwie ostatnie utytułowane małżonki, żyjące w czasach późniejszych, całe polskie średniowiecze nie mogłoby się odbyć, gdyby zabrakło Niemek. Mówiąc inaczej, gdyby Niemki tak bardzo Polaka nie chciały, jak niemądra Wandzia, dzieje Polski potoczyłyby się zupełnie inaczej.

Ukazała się właśnie książka Andrzeja Zielińskiego „Żony, kochanki, damy, intrygantki. Niezwykłe kobiety u boku naszych władców” (Prószyński i S-ka, Warszawa). To popularno-naukowa opowieść o kilkunastu kobietach, różnych narodowości, które weszły w małżeństwa z polskim królami i książętami, zyskując ważny wpływ na historię swoich narodów. Małżeństwa między rządzącymi rodami zawsze miały na celu interes polityczny, militarny, gospodarczy. Czego kompletnie nie rozumiała Wanda, która wolała zginąć, niż zrobić interes z Niemcem. Jaki piękny przykład polskiego bezmyślnego patriotyzmu. Zginąć z własnej ręki, niż zrobić coś pożytecznego… Lektura książki Zielińskiego, w której znajdziemy trzy historie z Niemkami w rolach głównych przekonały mnie ostatecznie, że córka Kraka wszystkich klepek na pewno nie miała…

Kilka miesięcy temu, tuż przed Wielkanocą, pisałem w tym miejscu o polskich świętych, wyniesionych na ołtarze, a pochodzących z Niemiec. Wśród tej trójki dwie były kobiety. Dziś wspomnimy damy, które zaistniały przede wszystkim w polityce. Oto pierwsza… Rycheza, córka palatyna reńskiego, żona Mieszka II, koronowana razem z nim na królową Polski w katedrze gnieźnieńskiej w 1025 roku, była zaprzeczeniem onej Wandy. Ba! Była na polskim dworze kolorowym ptakiem pośród wróbli. „Świetnie urodzona, pisze Zieliński, wykształceniem przewyższająca nie tylko współczesnych jej świeckich, ale również wielu duchownych… nad wyraz ambitna, nad wyraz nietolerancyjna”. Wnuczka bizantyjskiej cesarzówny Teofano, jednej z najbardziej światłych kobiet średniowiecznej Europy. Rycheza nie zyskała sympatii poddanych, nazywano ją Ryksą, jak mówiono o wrednej kobiecie. Znienawidzono ją też prędko, ale niewątpliwie sama się do tego przyczyniła najbardziej, choćby przez fakt, że wywoziła z Polski ogromne pieniądze, pozwalające fundować jej w Niemczech kościoły i klasztory. Rycheza bowiem wydała się za Mieszka mając gotowy plan, który realizowała bezwzględnie. Wygnana z Polski wywiozła do Niemiec regalia królewskie, które podarowała (sic!) w prezencie cesarzowi niemieckiemu, a które już nigdy do Polski nie wróciły. Rycheza, owszem, wróciła, miała swe przemyślane dynastyczne zamysły, chcąc koronować na króla swego syna Kazimierza Karola (zwanego później Odnowicielem). Gdy ponownie musiała uchodzić przed karzącą ręką polskiej sprawiedliwości, zabrała z sobą kopie regaliów, które też już do Polski nie wróciły. Intrygowała, knuła i prowadziła własną politykę, często wbrew polityce kraju, którego była królową! Zasłużyła się za to niezwykle Niemcom, za co uczczono ją pochówkiem w kolońskim kościele Santa Maria ad Gradus. Mieście, które zasypała polskim złotem. Według kronikarza Jana Długosza była wrogiem Polski, typem kolonialnej władczyni wyciągającej z podbitego państwa co tylko się da. Przecież złotonośną kolonię można zdobyć nie tylko orężem, ale także przez małżeńskie łoże… Czemu tego nie ogarniała ta bidula z Krakowa? Gdyby się wydała za Rydygiera, może mielibyśmy dziś najlepszą w Europie gospodarkę? Największe rezerwy złota? Czyż nie powinno się Wandy piętnować jako dziewki nierozumnej i strachliwej?

Drugą Niemką na polskim tronie, jaką wspomina Zieliński, była Salomea z Bergu. Hrabianka miała ledwie 14 lat, gdy ją wydano za Krzywoustego, gwałtownika i brutalnego władcę. Jednak Salomea zyskała niezwykły wpływ na okrutnika, pisze autor. „Krzywousty okazał się niezwykle uległy wobec żony, matki jego trzynaściorga dzieci” i być może dlatego Salomea bez problemu mogła hojnie wyposażać benedyktynów w Zwiefalten, ufundowany przez rodzinę Bergów, w kościelne utensylia, drogie szaty, precjoza wielkiej wartości. Ich spisy (imponujące!) przetrwały do dziś. Gdy król-małżonek umarł, niemieccy duchowni przybyli do Polski na zaproszenie Salomei i szabrowali nasze świątynie na potęgę. Jednak dużo gorsze podejrzenie ciąży na cesarzu niemieckim i Salomei, jako osobach mających wpływ na testament Krzywoustego, czyli fatalny plan rozbicia dzielnicowego Polski, którego skutki zaciążą na dziejach państwa na pokolenia. Gdyby na miejscu Salomei znalazła się Wanda, a jej patriotyzm wpłynął na decyzję cesarza, czy dziś Badenia Wirtembergia byłaby polskim województwem? Tymczasem Wanda wolała do wody…

Na pociechę została nam Jadwiga Śląska, kanonizowana bez zwłoki, ale zasłużyła sobie dobrymi uczynkami i przykładem życia dla innych. Niezwykła Niemka… Nic to że chodziła boso, dbała o kmieci, biedaków, chorych i wykluczonych. Nauczyła się po polsku, ganiła sprzedaż polskiej ziemi Niemcom, dużo czytała, otaczała się ludźmi mądrymi. Zakładała miasta i wsie. Polska stała się jej drugą ojczyzną, przyznają historycy. Jako święta została patronką Europy, Polski, dynastii piastowskiej, Śląska. Patronuje miastom: Berlinowi, Dębicy, Krakowowi, Trzebnicy i Wrocławiowi. Jest patronką uchodźców, a także pojednania i pokoju, pisze Andrzej Zieliński.

Były więc co najmniej trzy drogi, jakie mogła wybrać krakowianka Wanda. Każda droga byłaby grzechu warta. Zamiast wejść do historii, Wanda trafiła między bajki.

Autor tekstu: Henryk Martenka, dwutygodnik „Samo Życie” z Dortmundu

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here