Nietrudno odnieść wrażenie, że biuro Pani Poseł Joanny Skrzydlewskiej jest wiecznie zapracowane. Łatwo przywyknąć i pokochać tę codzienną wrzawę. Krótkie wymiany zdań, w pośpiechu zalewana herbata, odgłos drukujących się kartek, które, jeszcze ciepłe, nerwowo wyskakują z maszyny po prawej stronie mojego biurka. Czym prędzej łapię kilka z nich, łączę spinaczem i biegnę na obrady, które lada chwila się zaczną.
Sala pełna polityków i ich asystentów, przedstawicieli mediów, organizacji pozarządowych oraz zaproszonych gości. Pani Poseł przemawia na temat rozsądnego podejścia do kwestii równouprawnienia. Wszystkie oczy skierowane na mówczynię pochłaniają jej słowa. Wszystkie kamery i mikrofony rejestrują każdy dźwięk, każdy ruch. Kiedy kończy, wypowiedź jak zwykle wywołuje burzę oklasków.
Wracając ze spotkania maszeruję szybkim krokiem po zawiłych przestrzeniach parlamentu. Czym prędzej wchodzę do jednego pokoju, następnie drugiego i trzeciego. Każdy z nich mieści się na innym piętrze, w innej części eurolabiryntu. I w każdym czeka na mnie coś ważnego: jakieś dokumenty, papiery, faktury, rezerwacje. Wszyscy biegną, gdzieś się śpieszą, coś załatwiają. Parlament, niczym mrowisko, wiecznie pełny jest tumultu, niepokoju, a w tej całej plątaninie każdy ma jakiś cel i jakąś misję.
Wchodzę do biura, symbolicznie się witam, podaję otrzymane dokumenty Marcie, a jej lekki uśmiech zadowolenia na twarzy to zdecydowanie wystarczająca nagroda. Siadam przy biurku i za jednym kliknięciem myszki wysyłam przygotowane wcześniej poprawki do projektu sprawozdania komisji. Lotem błyskawicy otrzymuję akceptującą odpowiedź od Anny Kuchty. Wszystkie poprawki są dobre – cieszę się.
Wieczorem Pani Poseł organizuje wystawę i koncert. Muzyka Chopina rozbrzmiewa w murach parlamentu, a zagraniczni goście z otwartymi ustami wsłuchują się w dźwięki przesycone nieśmiertelnym talentem wielkiego kompozytora. Na środku sali podźganej światłami reflektorów ponownie przemawia Pani Poseł, a Marta czujnym okiem lwicy dogląda, czy wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Po uroczystości na gości czeka obfity polski poczęstunek, pełen kolorowej kompozycji smaków i zapachów. Kiedy impreza dobiega końca, parlament jest już pusty, a światła na korytarzach przygaszone. Ogromne komnaty gmachu sprawiają wrażenie niesamowitych, majestatycznych.
Każdy kolejny dzień to nowe odkrycia, nowe doświadczenia, nowe spojrzenia na wspólną Europę. Każdy poranek przepełnia burza świeżych idei i rozwiązań. Dynamika zmian w parlamencie jest niewyobrażalna, a bycie jej częścią to wspaniałe uczucie. Uczucie możliwości wniesienia w unijną wspólnotę swojej małej „cegiełki”. Serdecznie dziękuję za to Pani Poseł Joannie Skrzydlewskiej a także wszystkim pracownikom biura (Marta Dyszyńska, Anna Kuchta, Agnieszka Kosna, Ewelina Grzanka, Katarzyna Jędruszek, Piotr Linke).
Paweł Rogaliński












