Cnoty domu Pasquale Revoltella

0

Przy molo w Trieście można podziwiać ratusz, tchnący elegancką powagą administracji, dwie rzeźby z brązu na styku morza z lądem (włoski żołnierz wychodzący z Adriatyku a obok żony rybaków oczekujące powrotu mężów), albo można wejść też do Museo Revoltella. Jest to w tej chwili zespół aż trzech budynków przy zbiegu trzech ulic: Torino (stolica Piemontu), Armando Diaz oraz Luigi Cadorna. Obaj ostatni byli szefami sztabu generalnego armii w 1914 roku. Obaj zasłużeni dla Włoch.

W połowie XIX w. stał tu, gdzie teraz rozparło się muzeum, jeden pałac. Należał właśnie do tytułowego pana Pasquale Revoltella. W testamencie przekazał swój pałac miastu. Potem zbiory muzealne się rozrosły, miasto dokupiło dwa obiekty. Ale na początku był plac budowy. Pasquale Revoltella przez parę lat pilnował budowania swego opus magnum. Jego pałac miał zaćmić inne w burżuazyjnym Trieście – i… jego ciche życzenie, początkowe słowo, ciałem się stało.

Wchodzę do pałacu-muzeum, myśląc, iż oczekują mnie 3-4 piętra  widoczne od ulicy. Do zwiedzania byłego domostwa pałacowego jest jedynie parter i pierwsze piętro. Ale jakie!

 

P.R.-P.R.-P.R.

 

Sień, bardzo obszerna – mogą wjeżdżać do niej pękate karety. Sień jest nadal solidnie wybrukowana! Wytrzyma ogniste konie i pojazdy przyszłości… Wchodzę do hallu, gdzie od razu wita mnie cała grupa z białego marmuru. Półnaga boginka daje pić dzieciom wodę. Zatem konotacja: starsze pokolenie poi i karmi następne. Pozytywna filozofia pracy! Woda pluszcze cichutko – doceniam sztukę inżynieryjną – woda leje się atrakcyjnie po ścianie, jest odprowadzana w obiegu, nic nie wycieka na bok… Pierwszy mój podziw.

Pałac był gotów w roku 1858, zaprojektowany przez berlińskiego architekta (Friedrich Hitzig). Wszystko tu działa, stoi, błyszczy, wisi, urzeka, ukazuje się turystom, tkwi pod nogami – tak jak wtedy. Wtedy dumny właściciel przechadzał się tymi samymi traktami, wracając w myślach do swej biografii: „Urodziłem się w Wenecji w 1795 roku. Moi rodzice byli biedni, ojciec był rzeźnikiem. Dzięki chaosowi, jaki spowodował Napoleon w naszej dumnej Republice Dożów, rodzice przeprowadzili się do Triestu, kiedy miałem 3 latka. Triest stał się dla mnie kuźnią, portem, świątynią, pałacem, laboratorium sukcesu. Duchowo zrosłem się z Triestem jak sęk z pniem. Na zawsze! Wszystko zawdzięczam temu włoskiemu miastu pod austriacką administracją. A ono mi też sporo…”

Kiedy pałac już stał blisko ratusza i Adriatyku, pachnąc przysłowiową świeżością, nastąpiła inauguracyjna kolacja. Goście byli starannie dobierani wedle kryteriów ważności, tytułów, koneksji – tak jak to bywa zawsze i wszędzie w takich momentach w eleganckim świecie. Tu wzrok wszystkich kierował się przed premierową kolacją w pałacu Revoltella na trzech mężczyzn – nie licząc gospodarza…

Pierwszy to arcyksiążę Maksymilian von Habsburg, budujący akurat też pałac, ale parę km stąd, czyli Miramare na urwistym brzegu morskim. Młodszy brat cesarza Franciszka Józefa z Wiednia na przyjęciu w Trieście to jest KTOŚ dla barwnej kroniki snobów!

Drugi to baron Karl Ludwig von Bruck, członek rządu z Wiednia, późniejszy cesarski minister handlu i finansów u Franciszka-Józefa.

Trzeci to sam wicehrabia Ferdinand de Lesseps, który przybył specjalnie z Paryża! Ten już rozpoczął budowę kanału sueskiego, czyli olbrzymiego przedsięwzięcia – łącznik między Morzem Czerwonym a Śródziemnym.

 

P.R.-P.R.-P.R.

 

Ten kontakt rozrósł się do tego stopnia, iż P. Revoltella z Triestu stał się wiceprezydentem budowy Kanału. To było olbrzymie przedsiębiorstwo: „Compagnie Universelle du Canal Maritime de Suez”. W ówczesnych warunkach technicznych  budowa 163 km tego szlaku wodnego była odważnym, trochę wariackim, trochę  genialnym pomysłem, realizowanym 10 lat. Sam Revoltella od dawna był rzecznikiem budowy Kanału. Wydał broszurę na ten temat, jeździł do Wiednia, aby przekonać cesarza do idei – myślał handlowo. Sam popłynął do Egiptu na rekonesans i swoje wrażenia oraz uwagi techniczne opisał w dziełku „Le voyage en Egypte”. Tak, opisał tę wyprawę po francusku! W Wiedniu rozmawiał na dworze cesarskim po niemiecku. Cesarz austriacki docenił tego energicznego i przedsiębiorczego Włocha, obywatela monarchii: obdarzył go tytułem barona w maju 1867. Świeżo upieczony arystokrata żył tu, w tym pałacu jeszcze 2,5 roku…

Oglądam w następnym hallu imponującą rzeźbę z białego marmuru „Przebicie Kanału Sueskiego”. Tytuł brzmi inżynieryjnie, a całość jest wspaniałą estetycznie grupą skąpo odzianych kobiet i mężczyzn, na czarnym cokole,  otaczających NIL. Sam Nil to wodne bóstwo męskie powabnie spoczywające na brzegu. Obserwuje tę grupę kontrolnie i zazdrośnie stary Posejdon z trójzębem w ręku, chciwie patrząc na półnagą boginkę, dzierżącą wiosło. Kobiety chętnie nadają kierunek losom świata… Wszystko harmonijnie dopasowane: postaci, funkcje, skojarzenia, symbole. Aluzje do arcy-ważnego wiecznego Nilu, tworzonego kanału, wody i zabójczego dla niej piachu. Woda tak! Piasek nie!

Na parterze nęci jeszcze biblioteka, czyli spory pokój. Krążę. Nie mogę jednak zbliżyć się do witryn, szaf, aby przeczytać złote tytuły na skórzanych grzbietach. Nie wolno.

Wchodzę wreszcie na piętro. Schody kręcą się w spirali. Zanim dojdę na wyższą kondygnację, patrzę na płaskorzeźbę na ścianie, niemal na 1. piętrze, w połowie traktu: trzy postaci kobiece obejmują tablicę, na której są jedynie 4 słowa i jedna data. Te słowa to „Onore-Riflessione-Intraprendenza-Perseveranza”, a zatem „Honor-Rozwaga-Przedsiębiorczość-Wytrwałość”. Rozumiem, iż dumny z sukcesów właściciel patrzał co dzień na to cnotliwe motto swego życia. To baza jego filozofii czynu oraz zaczynu energii. Dlatego je kazał tu wykuć. A goście też przy okazji dostrzegali, odczytując napis dlaczego, jakim składnikom swój nieprawdopodobny sukces finansowy zawdzięczał Signor Revoltella. A data? „MDCCCLVIII”, czyli po rzymsku 1858. Filozofia pozytywna gospodarza wsiąka do mnie nolens volens też po tylu latach nadal…

Przy końcu schodów, już na piętrze, przy balustradzie na cokole marmurowa też półnaga Ceres ścina sierpem zboże. Rozebrana, gdyż na polu jest gorąco… Wszędzie budujące  aluzje do pracy i jej owoców, do trudu i jego efektów, do pozytywnej aktywności na ziemskim padole i żniwach. Nie po to tu jesteśmy, aby się lenić. Dał nam przykład Revoltella…

 

P.R.-P.R.-P.R.

 

Idę dalej, do salonu – salon również olśniewa do dziś. Wchodzę i staję jak wryty. Jak tu na tych intarsjowanych ozdobach wspaniałego parkietu pod nogami musiały smakować tańce! Wzrok kieruję do góry. Architekt zadbał o dużą ilość światła: wysokie okna, drzwi szklane do innych pokojów a nawet nad głową prostokąt, dający naturalne światło od góry! Niebo docierało z góry prosto do domu Revoltella. W spokoju dotykam miękkich kotar. Jedwab pochłaniał muzykę. Podziwiam jedwabne tapety z Lyonu. Przeglądam się w serii weneckich luster. Nie protestują. Odbijają się w nich słońca żyrandoli. Orgia światła jednym słowem. Jasny oddech dawno minionej stabilnej Europy…

Z przestrzeni balowej przechodzę do jadalni. To następny rozdział bogactwa. Panuje tu cisza, ale ja słyszę okrzyki zachwytu gości nad wnoszonymi daniami. Stół jest odpowiedniej długości. Liczę krzesła: 18.  Opisy kolacji nie pozostawiają cienia wątpliwości: szef kuchni, paryżanin maître Antoine Delorme wyczarowywał cuda ze swym regimentem kucharek i kucharzy. A inny pułk wyfraczonej służby wnosił srebrne półmiski dla gospodarza i jego gości, będących il fior fiore miasta, czyli crème de la crème Triestu. Sama śmietana! Przy nakryciach dla dam leżały na stole hiszpańskie wachlarze, koronki oraz chusteczki z Paryża – wszystko do wzięcia, prezenty dla pań od barona!

Półmiski-niespodzianki były olbrzymie. Na przykład wnoszono dzika na zimno, którego atakowały cztery wielkie psy z masła. A sam dzik nie był dzikiem, lecz optyczną złudą –  kombinacją kiełbasek!  Wybuchał śmiech, prowokowany przez biegającego karła (nanerottolo) wokół stołu. Albo wtaczał się niesiony na srebrze krokodyl – również imitacja, gdyż był on ułożony z gigantycznej ilości ryb oraz frutti di mare! Albo półmisek z lodami – to ośnieżona góra, z której wyciągało się porcje lodów (także latem…) w pucharkach oczywiście srebrnych. Nie brakowało kwiatów w chińskich wazach. Kwiaty i pomarańcze do pałacu sprowadzano szybkimi parowcami z Sycylii. Gustowano w szampanie oczywiście z Reims. Co do win, to pan domu preferował niemieckie – „reńskie”. Konfitury pochodziły z Wiednia – ukłon w kierunku austriackiej stolicy.

Każde życie ma swe chmury. Nie każdy dzień to „la cuccagna”,  jak mawiają Włosi, czyli kraj mlekiem i miodem płynący. Pasquale Revoltella został nagle oskarżony o nieczyste interesy, ale został oczyszczony z zarzutów prawowitym wyrokiem. W areszcie przesiedział parę miesięcy. Kilka lat potem był już baronem… Metamorfozy, meandry,  poplątane nitki życia.

Współfinansował budowę Kanału Sueskiego, ufundował dwie firmy ubezpieczeniowe („Assicurazioni GENERALI” oraz „Lloyd Adriatico”), podsypując swymi funduszami stworzenie lokalnego uniwersytetu. Kiedy założył pierwszą skromną firmę, miał 38 lat. Inwestował w pewne interesy. Nie znosił ryzyka. Uwielbiał konsekwencję i wytrwałość. Ten tytan pracy zmarł po długiej chorobie 8 września 1869 roku, nie doczekawszy otwarcia Kanału Sueskiego (listopad 1869).

Jak słusznie o nim pisze autorka jego biografii, Anna Millo: „Pasquale Revoltella fu sempre partigiano del progresso lento ma continuo, cioè conservatore progressista“ – „Był zawsze zwolennikiem postępu powolnego, lecz stałego, to znaczy był postępowym konserwatystą”. Podpisuję się.

 

Wiesław PIECHOCKI, Triest

Poprzedni artykułPo śladach baronowej T. de Łempickiej
Następny artykułPropagandowa działalność antyhitlerowska Polskiego Państwa Podziemnego na Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim w okresie okupacji w walce o zachowanie polskości [1939-1945]
Wiesław Piechocki, doktor romanistyki Uniwersytetu Warszawskiego, nauczyciel, autor publikacji, dziennikarz. Stopnie kariery w UW: asystent, starszy asystent, adiunkt. Studiował ponadto w Paryżu na Sorbonie, we Włoszech (Perugia) oraz w Rumunii (Braszow). W czasie PRL publikował tłumaczenia utworów następujących poetów: Luciana Blaga (z rumuńskiego) oraz Eugenio Montale (z włoskiego) w „Literaturze na Świecie“. W 1981 wyemigrował z powodów politycznych wraz z rodziną przez Norwegię do Austrii. W latach 1982-2012 pracował jako nauczyciel w jedynym liceum w Księstwie Liechtenstein, w stolicy Vaduz. Nauczał w języku niemieckim francuskiego, łaciny oraz włoskiego. Wiesław Piechocki jest autorem: „Mini-Rozmówek Francuskich“, 1979; zbioru reportaży „Okolice“, 2005 oraz wspomnień „Lustro mojego czasu“, 2022. Jego wiersze znalazły się w antologii „Poezja naszych dni“, 2023. Na emigracji zamieścił setki reportaży, esejów o kulturze i sztuce w periodykach polonijnych: „Nowy Kurier“ Toronto; „Nowy Dziennik“ Nowy Jork; „Jupiter“ Wiedeń; „Panorama Polska“ Edmonton; „Nasza Gazetka“ Zurych. W języku niemieckim zamieścił 530 artykułów o tematyce kulturalnej i historycznej oraz 50 artykułów całostronicowych o dynastii Liechtenstein w lokalnej gazecie „Volksblatt“, ukazującej się w Vaduz, stolicy monarchii w latach 2000-2010. W 2015 otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski od prezydenta Bronisława Komorowskiego na wniosek ówczesnego ambasadora RP w Bernie, Janusza Niesyto. W latach 1981-2018 mieszkał z rodziną na zachodzie Austrii, blisko granicy z Liechtensteinem i Szwajcarią, od 2018 mieszka w Wiedniu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj