Camino de Santiago – droga wyboru

0
140

Ten artykuł chciałbym zacząć dość nietypowo. Dzięki znajomości z moim starszym kolegą, z którym byliśmy na kilku pielgrzymkach i wycieczkach, dotarłem do bardzo ciekawego filmu pt. Droga życia. Wywarł on na mnie wielkie wrażenie. Pokazuje różne powody, motywy wybierania się na pieszą pielgrzymkę do miasta św. Jakuba.

Zainteresowały mnie relacje między pielgrzymami, a zwłaszcza, jak już wspomniałem, motywy wybrania tej formy pielgrzymowania. Po publikacji mojego tekstu o Santiago de Compostela i po spotkaniu z Zygmuntem, właśnie tym moim starszym kolegą, który był w tym roku na pielgrzymce w Portugalii, Hiszpanii, Francji i przeszedł pieszo pięć etapów tej drogi świętego Jakuba, postanowiłem napisać tekst o ludziach pielgrzymujących Camino de Santiago. Pragnę mu podziękować za wszystkie materiały, zdjęcia, które pomogły mi napisać ten artykuł. W moim artykule o Santiago de Compostela wspomniałem, że jest wiele tych dróg. Wtedy napisałem, że najdłuższa droga do Santiago prowadzi z Portugalii, na jej południu, z miasta Lagos. I trasa ta liczy 1050 km. Nazywana jest Camino Portuguese. Najpopularniejszą jest jednak 800-kilometrowa Camino Francés. Zapewne ze względu na tradycję.

Historia Drogi św. Jakuba sięga IX wieku. Pierwszym pielgrzymem, który wybrał tę drogę pielgrzymowania do grodu św. Jakuba, był francuski biskup. Obecnie Santiago jest uznawane za trzecie najważniejsze miejsce chrześcijańskiego pielgrzymowania. Zaraz po Jerozolimie i Rzymie. Teraz ten szlak do Composteli przeżywa jakby swój renesans. Uważa się, że to wszystko dzięki Janowi Pawłowi II. Po jego spotkaniu z tym miastem Camino de Santiago zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Akces do tego pielgrzymowania zgłaszają osoby z całego świata. I prawie każdy z nich, wzorem średniowiecznych pielgrzymów, ma zamiar dotrzeć do grobu św. Jakuba w Composteli. Każdy z nich wpisuje się w ten kilkusetletni szlak, niosąc ze sobą bagaż własnych przeżyć, doświadczeń, swoich intencji, motywacji. Wspominałem już o tradycyjnym pielgrzymim szlaku – Camino Portuguese, czy najbardziej popularnym Camino Francés. Ale warto wspomnieć o średniowiecznym szlaku prowadzącym z Kujaw i Pomorza do Santiago. Camino Polaco wciąż jest popularne. Ten szlak, który staje się coraz bardziej popularny, prowadzi z Olsztyna poprzez Toruń aż do Composteli.

Ciekawe i intrygujące są wspomnienia tych peregrinos (pielgrzymów). Wielu z nich uważa to za swoistą przygodę życia. Jedni uważają to za symbol, inni zaś za drogę wiary, za podróż na spotkanie z różnorodną, inną przyrodą, ale także w sensie duchowym – w poszukiwaniu samego siebie, własnego „ja”. Szlakiem św. Jakuba bardzo często pielgrzymują ludzie bardzo wrażliwi. I dla nich pokonanie tych wieluset kilometrów to nie tylko wysiłek fizyczny, trud. To także pewnego rodzaju wyzwanie mentalne, ale też duchowe.

Na trasie Camino de Santiago pielgrzymi pozdrawiają się zwyczajowo hiszpańskim „Buen Camino, Peregrino!” (Dobrej drogi, pielgrzymie) albo zwyczajnym „Hola” (cześć). Jako ciekawostka, a właściwie informacja – każdy pielgrzym powinien mieć na plecaku muszlę św. Jakuba, legendarny symbol Camino. Właśnie tą muszlą w żółtym kolorze oznaczony jest szlak do Santiago.

Na początku trasy pielgrzymi otrzymują Credencial del peregrino, czyli paszport pielgrzyma, w którym na całej trasie zbiera się stemple (los sellos) – np. w schroniskach, w kawiarniach, w sklepach, ale również w muzeach i kościołach. Jest to bardzo ważny dokument – jest niezbędny do zameldowania się w schroniskach. W nim zbiera się pieczątki ze schronisk, w których przebywają pielgrzymi, a także w innych ważnych miejscach. Jest on potwierdzeniem statusu pielgrzyma. Credencial jest bardzo potrzebny również do tego, by w Santiago de Compostela otrzymać na jego podstawie compostelkę – zaświadczenie o odbytej pielgrzymce, rodzaj certyfikatu. Aby otrzymać ”compostelkę”, pielgrzym musi przejść minimum 100 kilometrów. Te obydwa dokumenty to pozostałości jeszcze z czasów średniowiecznych, kiedy to listy polecające lub uwierzytelniające wystawiali królowie, książęta czy nawet papież.

Ważnym miejscem dla pielgrzymujących Camino de Santiago jest „albergue”, schronisko dla pielgrzymów. Jest to swoisty ewenement w warunkach Hiszpanii! To rodzaj schroniska, hostelu czy nawet noclegowni, przeznaczony dla pielgrzymujących do grobu św. Jakuba. Prowadzą je ośrodki katolickie (w tym zakonne, parafialne), a także miejskie, prywatne lub władze Galicji. Najwięcej „albergue” znajduje się na Camino Francés. Te miejsca w pokojach zapewnia się dla osób posiadających credencial. W sali znajdują się zazwyczaj miejsca od kilku do kilkunastu osób, ale są też „albergue” z salami i na kilkaset osób. A ceny „przechowania” wahają się między 3 a 9 euro.

Magnesem, który przyciąga pielgrzymów na Camino de Santiago, prócz wielusetletniej tradycji pielgrzymowania do grobu św. Jakuba, jest wielokulturowość. Mimo że większa część uczestników pielgrzymki wybiera samotną drogę na szlaku, to niektórzy uczestnicy podkreślają potrzebę znajomości języka angielskiego i trochę hiszpańskiego. Jak mówią: „Wtedy oprócz Drogi będziemy mieli okazję poznać tych, którzy tworzą jej ducha – pielgrzymów z całego świata”. I dodają, że ten szlak, droga św. Jakuba, nieprzypadkowo nazywana jest „Główną Ulicą Europy”.

Jeden z uczestników tej pieszej pielgrzymki powiedział, że Camino de Santiago to droga dla każdego. I podczas tego pielgrzymowania każdy przeżywa ją na swój sposób. „Warto przejść te kilometry, żeby zrozumieć coś wielkiego, znaleźć radość w zwykłych czynnościach, pobyć z przyjaciółmi, nieznajomymi z całego świata”. Ta, nazwijmy to, pielgrzymkowa wędrówka, z czasem przestaje mieć wyłącznie religijny charakter. Zresztą tym szlakiem podróżują pielgrzymi, turyści różnej narodowości i wyznań. Niektórzy z podróżujących tym szlakiem chcą znaleźć nie tylko odpowiedzi na trapiące ich pytania, ale pragną na tej trasie spojrzeć w głąb siebie.

Mój starszy kolega, Zygmunt, z którym rozmawiałem i pytałem go o jego przeżycia, wrażenia, był uczestnikiem Camino de Santiago. W trakcie rozmowy potwierdził też i moje spostrzeżenia po lekturze opisów uczestników Camino de Santiago. Mnie interesowały i oczywiście dalej ciekawią motywy podjęcia się takiej formy pielgrzymowania. A nie jest to łatwa droga, zważywszy na odległości, trudności na trasie spowodowane np. różnymi warunkami atmosferycznymi. Mój rozmówca, wiek – 83 lata (!), przeszedł pieszo pięć etapów. Każdy liczył mniej więcej po 26 km. Ulewna pogoda niestety im nie sprzyjała. Dopytywałem go, dlaczego podjął się takiej wędrówki. Nie był tam z powodu jakichś przeżyć stricte religijnych. Ponieważ jest miłośnikiem przyrody, natury, ogólnie biorąc, interesowała go przyroda, jakże inna od naszej. Pytałem go o relacje z pielgrzymami. Określił je jako sympatyczne. Dodał jednak, że na ogół każdy szedł sam. Sam ze swoimi myślami, obserwacjami, wrażeniami, refleksjami. A także ze swoim zmęczeniem, trudem związanym z pokonywania kolejnych kilometrów następnego etapu. Aż do Santiago de Compostela, miasta świętego Jakuba.

Inspiracją do napisania tego artykułu o drogach do Santiago de Compostela był wywiad ze znanym podróżnikiem, zdobywcą obu biegunów, Markiem Kamińskim. Z tym podróżnikiem rozmawiała Karolina Wierzbińska, naczelna redaktor w zespole serwisów turystycznych w Wirtualnej Polsce. Rozmowa dotyczyła książki podróżnika pt. „Trzeci biegun”, w której autor opowiada o swojej drodze z Kaliningradu do Santiago de Compostela. Na trasie tej pielgrzymki spotkał Jana Czarlewskiego, syna swoich znajomych, z którym się zaprzyjaźnił. Później Czarlewski zrealizował film pt. „Pielgrzym”.

Jan Paweł II w czasie pobytu w Santiago zacytował słowa Goethego, który powiedział, że „Pielgrzymowanie było osią, wokół której stworzyła się tożsamość Europy”. Kamiński był kiedyś na grobie Kanta w Kaliningradzie. Był zafascynowany filozofią Kanta. Grób tego filozofa stał się dla Kamińskiego idealnym symbolem. Nazwał go drugim biegunem Europy, symbolem rozumu. Jego zamiarem było przejście od bieguna rozumu do bieguna wiary, czyli Santiago de Compostela. A trzecim biegunem jest według niego droga. Gdy na swojej drodze spotykał wędrujących pielgrzymów do miasta św. Jakuba, pytał ich o powód wybrania takiego sposobu pielgrzymowania. A oni w różnych językach odpowiadali tak samo: „zawołała mnie droga”. Autor „Trzeciego bieguna” ma wiele ciekawych spostrzeżeń odnośnie tego typu podróży. „Pielgrzymowanie jest specyficznym rozumieniem podróży. Nie chodzi o poznawanie świata czy atrakcje turystyczne, a raczej o drogę do poznawania odpowiedzi na pytanie, kim i skąd jestem”. Wspomniałem już, że swoją Camino de Santiago de Compostela rozpoczął w rosyjskim Kaliningradzie – biegunie rozumu. W ciągu prawie 100 dni pokonał trasę 4.000 km. Jak sam przyznał, codziennie przeszedł trasę maratonu. Były oczywiście momenty silnego zwątpienia, zwłaszcza po przejściu 2.000 km. Wtedy pojawiły się myśli, by zrezygnować. Przecież mamy XXI wiek! Dlaczego nie mógłby polecieć samolotem?! Ale jakoś pokonał te chwile zwątpienia.

W rozmowie z redaktor Wierzbińską Marek Kamiński przyznał, że ta podróż dojrzewała w nim od jego pierwszego pobytu w Santiago. I od tego czasu ta droga stale w myślach do niego wracała. Po 20. latach, gdy przeszedł tę daleką drogę do miasta św. Jakuba doszedł do wniosku, że to właśnie droga jest najważniejsza. „Nie chodzi o to, by dojść do katedry św. Jakuba w jakikolwiek sposób, ale aby przejść Camino w sposób właściwy, prawdziwy. Nie „zaliczyć” to miejsce, ale mieć czas na poznanie samego siebie i ludzi, których spotykamy. Dotknąć sfery, która wymyka się rozumowi”. Camino było dla Kamińskiego długą medytacją. Spodobała mi się myśl tego podróżnika – pielgrzyma, który w wywiadzie powiedział: „Czasami medytacją jest zwyczajne niemyślenie. To nie jest pustka, to forma otwarcia się na coś”. Na koniec refleksji o pielgrzymce Marka Kamińskiego do Santiago zacytuję jeszcze jeden fragment z wywiadu z Karoliną Wierzbińską. „Nawet chodząc dookoła domu można dojść do Santiago. Myślę, że Bóg daje nam jakieś zadania, jakieś przeszkody. Nie warto zadawać sobie pytań »po co« i »dlaczego« spotkała mnie jakaś choroba, cierpienie, tylko odnaleźć spokój. Poza tym najgorzej jest chcieć cały czas być szczęśliwym. Najgorsze nieszczęście to chcieć być ciągle szczęśliwym”. Kamiński w tej rozmowie uznał, że można połączyć jego wyprawę na biegun polarny z drogą do Santiago de Compostela. Dla niego nie było ważne zdobycie bieguna północnego, ale cel, by tam dojść. Ta droga była właśnie dla niego najważniejsza. Jak przyznaje: „Już idąc na biegun myślałem, że droga jest ważna, ale dopiero na Camino zrozumiałem, że to właśnie ona jest najważniejsza. A istotą drogi są ludzie. Zasługą, magią tej trasy jest, że ludzie zrzucają swoje maski (…). Na Camino jesteśmy sobą. Ze słabością, pychą i pokorą. Pozostawiamy rozum, wchodzimy w inną sferę”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here