Bronisław Zieliński – dobry przyjaciel czy dobry tłumacz Ernesta Hemingwaya?

0

Bronislaw Zielinski Ernest HemingwayAby lepiej zrozumieć utwory Hemingwaya, jego styl pisania i zagadnienia, które podejmował w swojej twórczości, należy najpierw zapoznać się nieco z jego biografią. Zadziwiający jest fakt, iż ten znakomity pisarz, którego utwory są znane każdemu z nas, ma tak barwną i niesamowitą przeszłość, o której wie bardzo nieliczna liczba jego zwolenników. W związku z tym z początku przybliżę pewne bardziej istotne fakty z jego życia, aby łatwiej było w późniejszym etapie tej pracy omawiać jego twórczość.

[tekst opublikowany po raz pierwszy w 2007 roku]

Ernest Hemingway urodził się 21 lipca 1899 roku, w Oak Park, niedaleko Chicago. Jego ojciec był lekarzem, potężnej budowy mężczyzną, zwolennikiem surowej dyscypliny. Uczył chłopca wykonywać typowo męskie prace, jak rąbanie drewna; chodził z nim na polowania i mocno zachęcał do uprawiania sportów. Matka, z drugiej strony, była kompletnym przeciwieństwem swojego męża. Niedoszła śpiewaczka operowa miała zamiłowanie do muzyki i sztuki, uwielbiała spędzać czas na licznych rozrywkach i wydawaniu pieniędzy. Oprócz dzieci, tych dwoje nic nie łączyło, a wręcz można by uznać, że Ernest był ich kością niezgody. Wiecznie kłótnie odnośnie wychowania syna, z pewnością nie ułatwiały chłopcu dzieciństwa. Tak więc ojcu Ernest zawdzięcza wysportowaną sylwetkę i wrodzone męstwo, a matce – wrażliwość duchową, z której wynikało zamiłowanie do opisywania swoich przeżyć i obserwacji.

W wieku 18 lat Ernest zgłosił się na ochotnika do Czerwonego Krzyża. Został wysłany na front wschodni. Kazano mu rozwozić do okopów papierosy i czekoladę. Tam spotkał go poważny wypadek. Gdy Ernest biegł wraz z kolegą ku okopom, w ich pobliżu wybuchła mina. Kolega młodego pisarza stracił nogi i w wyniku utraty krwi zmarł. Hemingway natomiast zemdlał, a gdy oprzytomniał, okazało się, że choć żyje, ma kilkadziesiąt odłamków w kończynach.

Mimo poważnych obrażeń, gdy zauważył koło siebie rannego żołnierza, nie myśląc wiele, wziął go na plecy i zaczął maszerować do obozu. W wyniku intensywnego ostrzału, został postrzelony w kolano, ale nawet i wówczas nie poddał się i uratował zarówno siebie, jak i wspomnianego rannego żołnierza. Ten bohaterski czyn uświadomił mu, jak świetnie daje sobie radę na polu walki i że nie podda się nawet wtedy, gdy sytuacja wydawać by się mogła beznadziejna. W szpitalu Hemingwayem opiekowała się o 7 lat starsza od niego pielęgniarka, śliczna Agnes, w której Hemingway bez pamięci się zakochał. Ich romans trwał jednak krótko i Agnes, porzuciwszy go, sama została również odrzucona przez Włocha, dla którego zostawiła Ernesta. Jego pierwsza młodzieńcza miłość pozostawiła pustkę i chęć znalezienia sobie nowej ukochanej.

Tak się stało, gdy Ernest przyjechał do Chicago. Wojna wkrótce dobiegła końca, a Hemingway odzyskał siły. Jego nową wybranką życia stała się wtedy Hadley Richardson. W chwili, kiedy ujrzał tę śliczną, rudowłosą panienkę, postanowił się z nią ożenić. I tak się stało. We wrześniu 1921 roku razem wzięli ślub, po czym przenieśli się do Paryża, a Ernest rozpoczął karierę dziennikarską. Niedługo po tym Hadley zaszła w ciążę. Ernest był z początku trochę przerażony, jako, że niezbyt podobała mu się perspektywa zostania 23-letnim tatą. Niemniej jednak dziennikarz z czasem przywykł do tej myśli, a w ciągu kolejnych miesięcy urodził się jego syn John.

Hemingway miał wielu przyjaciół, razem z Halley spędzali najcudowniejsze chwile ich życia. Ponadto, zgodzono się wydać jego zbiór opowiadań, co bezgranicznie rozradowało pisarza. Niedługo później, Ernest rozpoczął pracę nad pierwszą powieścią Wiosenne Potoki. Kolejną była: Słońce też Wschodzi, opisująca lata powojenne „straconego pokolenia” oraz prezentująca „zgniliznę moralną”, co nie spodobało się krytykom. Mimo to Hemingway zaczynał odnosić swoje pierwsze sukcesy.

W związku z dużym rozgłosem i wielką karierą, pisarza zaczęły otaczać piękne kobiety. Jedną z nich była Pauline Pfeiffer, w której autor zakochał się bez pamięci. Sytuacja ta wpędzała go w depresję, jako, że kochał dwie kobiety naraz. Obie były ciągle przy nim obecne i ciężko mu było odnaleźć się w tej sytuacji. Uciekł więc sam do Hiszpanii.

Halley, sama będąc w niełatwej sytuacji, wpadła na pomysł rozwiązania problemu. Poprosiła męża, aby przez 3 miesiące nie miał żadnego kontaktu z kochanką, a jeśli po tym czasie nadal będzie ją kochał, to ona sama zgodzi się na rozwód z Hemingwayem. Pisarz przystał na propozycję, która niestety nie skończyła się pomyślnie dla jego żony. Ślub Ernesta i Pauline odbył się 10 maja 1927r.

Wkrótce Pauline zaszła w ciążę. Straciła na urodzie, źle znosiła stan błogosławiony, wiecznie marudziła. Ernest sam popadł przez to w depresję, w dodatku silnie skaleczył się w nogę, przez co zmagał się z infekcją i powikłaniami. Jak napisała Mira Michałowska: „Oboje z Pauline nieustannie kwękali i żyli, jakby ślepy prowadził kulawego”.[1]

Krytycy również nie oszczędzali Hemingwaya, a Pauline urodziła mu dwóch kolejnych synów. Wkrótce okazało się, że ojciec pisarza popełnił samobójstwo poprzez strzał w głowę, a on musiał zaopiekować się starą matką, za którą nie przepadał. Ponadto trapiły go najrozmaitsze choroby, wśród których były problemy z nerkami, chroniczna chrypa, silne bóle głowy i naderwane wiązadła na udzie. Hemingway pogrążał się więc coraz bardziej w nadmiernym piciu alkoholu, a ponadto znalazł sobie nową rozrywkę – zabijanie zwierzyny. Walki byków, oglądanie ich agonii, jak i polowanie stały się jego ogromną pasją.

Kolejne lata mijały podobnie. Słaby stan zdrowia Ernesta pogarszał się. Było tak nie tylko ze względu na jego alkoholizm, ale i wielokrotne narażanie życia. Hemingway przeszedł wiele wypadków samochodowych, a także… samolotowych. Mira Michałowska posuwa się nawet do stwierdzenia, że był ofermą życiową. Było w tym trochę prawdy, ponieważ, jako, że miał słaby wzrok, nieustannie potykał się o wszystko, wpadał na ostre występy, czy też uderzał o coś głową.

Kiedy Pauline urodziła mu trzecie dziecko, dom legł w ruinie. Dzieci próbowały się otruć trutką na komary, Pauline załamała się, Ernest stracił głos i znów uciekł z domu – tym razem na Kubę. Wdał się tam w romans z piękną Jane Mason, który skończył się wraz z wypadkiem samochodowym, którego doświadczyli. Dziewczyna złamała kręgosłup, a Ernest uciekł do żony, pozostawiając Jane z jej mężem, który miał się nią opiekować.

Po tym jak w Hiszpanii wybuchła wojna domowa, na jego uczuciowym horyzoncie pojawiła się Marta Gellhorn, inteligentna, piękna dziennikarka. Towarzyszyła mu gdziekolwiek nie pojechał i wspierała w pracy korespondenta wojennego. Hemingway napisał wkrótce ‘Komu Bije Dzwon’ i został najpoczytniejszym amerykańskim pisarzem, przez co bardzo się wzbogacił. Nie trudno się domyślić, że los Pauline był przesądzony. Marta i Ernest wzięli ślub w 1940 roku. Wkrótce jednak okazało się, że Marcie bardzo nie odpowiada styl życia Ernesta. Jego wiecznie pijani koledzy kręcący się po domu, straszny bałagan, jaki robił, brudne koty, które przygarniał, jego niechlujny ubiór i wieczne przechwalanie się własnymi wyczynami z przeszłości. To wszystko było dla niej zbyt dużym obciążeniem. Postanowiła więc na jakiś czas się z nim rozstać. Po wyjeździe Merty, Hemingway upijał się codziennie, zapuścił długą brodę i ponownie czuł się bardzo samotny. Kiedy się ponownie zeszli w 1944 roku, Ernest poznał Mary Welsh, żonę australijskiego dziennikarza. Od tej pory pisywał do niej wiersze, adorował ją, a żona znów odeszła w zapomnienie. Po kolejnym wypadku samochodowym, założono mu 57 szwów. Opiekę nad chorym przejęła Mary.

Wkrótce, w 1946 roku, Ernest i Mary wzięli ślub. Stan zdrowia Mary, będącej w ciąży, nagle załamał się – ciężarna dostała krwotoku, gdyż pękł jej lewy jajowód. Młody stażysta powiedział Hemingwayowi, że jego żona nie dożyje świtu. Wówczas Ernest zmusił go, biorąc na siebie odpowiedzialność, do odszukania żyły i założenia kroplówki z plazmą. Ryzykowny zabieg udał się i uratował jej życie. To wydarzenie, jak nic innego, zbliżyło do siebie małżonków.

Kilka lat później, Hemingway, napisał swój, jak sam twierdził, najlepszy utwór – Stary Człowiek i Morze. Tym razem krytycy byli dla niego łaskawi. Latem, 1953 roku, Hemingwayowie ruszyli w ostatnią wielką podróż, do Nairobi. Spotkała ich tam przykra niespodzianka, gdy, podczas startu samolotu zapalił się silnik i Ernest doznał pęknięcia czaszki, a oni razem ledwo uszli z życiem. Od tego czasu pisarz cierpiał na wiele dolegliwości. Miał poparzone ręce i twarz, miał obite nerki, pękniętą czaszkę, uszkodzony kręgosłup i tracił słuch.

W 1954 roku Hemingway dostał Nagrodę Nobla. Przyjął ją, jak twierdził, dla pieniędzy, i bez entuzjazmu. Uważał, że jest spóźniona o wiele lat, toteż nie pojawił się w Sztokholmie, wysłał tylko przemówienie. Oboje z Mary byli w kiepskiej formie psychicznej i fizycznej. Postanowili więc przenieść się do małej miejscowości Ketchum, gdzie kupili dom.

To tam, w 1958r, odwiedził ich polski tłumacz Hemingwaya, Bronisław Zieliński. Pomimo faktu, iż spędził on tam tylko 3 dni, między panami nawiązała się serdeczna przyjaźń, która później zaowocowała wspólną korespondencją. Ernest Hemingway zgodził się ugościć tłumacza, chociaż zapraszał do swojego domu tylko najbliższe mu osoby. Jednak Bronisław od razu przypadł mu do gustu. Był miły, sympatyczny i taktowny, co podobało się pisarzowi. Poza tym, w momencie, gdy Ernest dowiedział się, że Bronisław świetnie obchodzi się z bronią i celnie poluje, zapałał do niego jeszcze większą sympatią. Hemingway nienawidził rozmów filozoficznych czy rozważań intelektualnych i był zadowolony, że Bronisław należy do takich osób, z którymi śmiało można przeprowadzać „męskie rozmowy”. Panowie odkryli, że mają ze sobą wiele wspólnego, miło im się przebywało w swoim towarzystwie, a jeszcze przyjemniej rozmawiało. Nie rozkwitła między nimi jednakże jakaś większa przyjaźń, jako, że od wyjazdu Bronisława stan zdrowotny Hemingwaya stopniowo się pogarszał. Napisał on do Zielińskiego 9 listów i kilka depesz, ale później kontakt się urwał.

Hemingway popadł w głęboką depresję. Ponieważ w tamtych czasach nie znano jeszcze leków na taką chorobę, często miała ona tragiczne skutki. Tak właśnie było z Ernestem. Pomimo leczenia elektrowstrząsami, które dawały chwilową poprawę, stan się pogarszał. Oczywiście pisarz cierpiał też na wiele dolegliwości fizycznych, ale to ta na tle psychicznym -depresja – była najcięższą z nich wszystkich. Ernest Hemingway popełnił samobójstwo w 1961 roku, strzelając sobie w głowę, tak, jak niegdyś jego ojciec.

Bronisław Zieliński, chociaż świetnie porozumiewał się z pisarzem, wiódł zdecydowanie mniej urozmaicony tryb życia. Ernest Hemingway był wiecznie atakowany przez krytyków i określany mianem marnego pisarza, choć jego książki nie schodziły z list bestsellerów. Zieliński natomiast również był krytykowany jako kiepski tłumacz kiepskiego pisarza, ale osądy te, bardzo pochopne, nie były, jak się później okazało, uzasadnione.

W mojej pracy chciałabym omówić tłumaczenie drugiej powieści Hemingwaya Słońce też Wschodzi. Jak już wspominałam, jest to książka o straconym pokoleniu, a bohaterzy są odwzorowaniem ludźmi, których Hemingway poznawał i którymi się otaczał. Dla przykładu, w paryskim barze w 1925 roku, Hemingway poznał wytworną angielską arystokratkę, Lady Duff Twysden, która stała się inspiracją do stworzenia Lady Brett Ashley. Jej książkowy partner, Jake, często jest utożsamiany z samym pisarzem.

Słońce też wschodzi, której angielski tytuł brzmi The Sun Also Rises, jest powieścią „lekką”, niedługą i niezbyt skomplikowaną. Poza tym uderzającą cechą większości utworów Hemingwaya jest ich prosty styl. Zdania są niemalże banalne, notorycznie brakuje podmiotów, widoczne są częste powtórzenia i jednowyrazowe bezokoliczniki.

Słownictwo jest również mało rozbudowane, a największym atutem jego powieści są wątki. W zasadzie Hemingwaya można określić jako człowieka bardzo konkretnego, stawiającego na treść, a nie formę.

W związku z powyższym tłumacz miał bardzo ułatwione zadanie. Po przeanalizowaniu całej książki i porównaniu jej z tłumaczeniem, łatwo można dojść do kilku wniosków.

Po pierwsze, Hemingwaya charakteryzują liczne powtórzenia. Zieliński natomiast za wszelką cenę stara się ich unikać, zmieniając, przekształcając tekst, czasem dodając coś od siebie lub zastępując słowo synonimem. W wersji Hemingwaya[2] mamy: “He had been taken in hand”, a później: “Cohn never had a chance of not being taken in hand”(1970, 5). Bronisław Zieliński[3] przetłumaczył zdania bardzo zgrabnie, unikając powtórzeń: „wzięła go w obroty pewna pani”, „Cohn nigdy nie potrafił przeciwstawić się jej woli”(1990, 9).

Tak samo jest w innych fragmentach: “There’s a certain quality about her, a certain fineness. She seems to be absolutely fine”(1970, 38). Zieliński przetłumaczył: „Jest w niej coś szczególnego, jakaś dziwna finezja. Wydaje mi się, że jest zupełnie wspaniała.”(1990, 38). „Fineness” to „finezja”, natomiast „fine”, „wspaniała”. W kolejnym zdaniu: „That was a fine girl”(1970, 46), Zieliński znów posłużył się wyobraźnią i napisał „pyszna dziewczyna”(1990, 45).

Bardzo interesującym słowem okazał się również wyraz „rotten”. I tak „rotten luck”(1970, 47), to u Zielińskiego „paskudny pech”(1990, 46), „it’s a rotten same” to „straszna szkoda”, „a rotten chance”(1970, 95) to „bardzo słaba” szansa (1990, 87), natomiast „a rotten Catholic”(1970, 97) to „lichy katolik”(1990, 89). Poprzez użycie synonimów, polski tekst jest znacznie przyjemniejszy w czytaniu i lepszy stylistycznie. Jak widać, bogactwo słownictwa w języku polskim jest dość duże, więc pan Bronisław miał w czym wybierać. Niestety, gorzej poszło mu z wyrazami francuskimi, które skrzętnie wplatają się co jakiś czas w tekst. Hemingway, nie przejmując się o styl, wrzucił kilka francuskich „hors d’oeuvres” w jeden paragraf. Zieliński natomiast próbował to jakoś przetłumaczyć. I tak w angielskim tekście mamy: „They’ve got good hors d’oeuvres… We ordered hors d’oeuvres and beer. There were a dozen different dishes of hors d’oeuvres”. (1970, 37). W języku polskim natomiast: „Tam mają dobre hors d’oeuvres…Zamówiliśmy przekąski i piwo. Podali nam pół tuzina różnych zakąsek”.(1990, 37). Zieliński pozostał konsekwentny w zastępowaniu wyrazów synonimami. Natomiast, kiedy w tekście kolejny raz pojawiło się „the first meal in Spain was always a shock with the hors d’oeuvres..”(1970, 94), Zieliński przetłumaczył to „pierwszy posiłek w Hiszpanii jest z reguły pewnym szokiem, bo składa się z hors d’oeuvre’ów…”(1990, 86). I tutaj, podczas odmiany tak trudnego słowa dla Polaków, powinien był się pojawić jakiś synonim typu zakąsek czy przekąsek, ponieważ forma „hors d’oeuvre’ów” nie wygląda i nie brzmi zachęcająco. Bardzo podobny przykład jest ze słowem „concierge”(1970, 53), które pojawia się u Hemingwaya kilka razy. W polskiej wersji najpierw nie jest wcale przetłumaczone, co może być istotną zagadką dla czytelnika, a dopiero w późniejszych zdaniach pojawia się tłumaczenie „dozorczyni”(1990, 51). Tutaj problem jest rozwiązany dość kiepsko, gdyż, jeśli pan Zieliński zdecydował się na użycie tłumaczenia, powinno ono pojawić się raczej na początku i wprowadzić w kontekst, niż na końcu, po rozszyfrowaniu informacji przez odbiorcę.

Kolejną ważną rzeczą cechującą tłumaczenie Bronisława Zielińskiego jest dodawanie słów, czy fragmentów zdań. Ponieważ, jak wspominałam wcześniej, Hemingway bardzo ekonomicznie posługiwał się językiem, toteż Zieliński nie mógł się czasem oprzeć, żeby nie dołożyć czegoś od siebie. Fragment: „we’ve just had scenes”(1970, 47) jest nieco wzmocniony: „robimy sobie potworne sceny”(1990, 45). Tak samo tekst: „Tight, Jake. I was tight.”(1970, 70), brzmi: „Byłem zalany, Jake. Kompletnie zalany”.(1990, 65). Od razu widać, że polska wersja jest znacznie mocniejsza, ale i ciekawsza, ponieważ zostały dodane przymiotniki, które są tak rzadkim zjawiskiem u Hemingwaya. Dodatkowo pojawiają się jeszcze takie drobnostki, jak: „Oh, he said”(1970, 93) przetłumaczone na „I owszem, odpowiedział”(1990, 85). Na koniec warto wspomnieć, iż są jeszcze pewne słowa pozostawione w domyśle, niedopowiedziane, które Zieliński jednak skrzętnie odnotowuje, jak: „we saw the headlight coming up the hill”(1970, 98) przetłumaczone z dołożeniem lokomotywy: „zobaczyliśmy światła lokomotywy przejeżdżającej przez zbocze”(1990, 90). Podobnie jest w zdaniu: „Bill looked and nodded his head”(1970, 93), które w tłumaczeniu brzmi: „Bill rozglądał się i kiwnął do mnie głową”(1990, 86).

W bardzo wielu sytuacjach wielkim plusem pana Zielińskiego było nie kalkowanie zwrotów czy zdań z języka angielskiego na język polski, mające niestety miejsce u wielu tłumaczy, ale zastąpienie fragmentu czymś innym, niewątpliwie lepszym. W całej powieści pełno jest takich przykładów. Przytoczę kilka z nich. „I lay awake and my mind jumping around”(1970, 31) zostało zamienione na znacznie zgrabniejsze: „Leżałem bezsennie a moje myśli gnały jak szalone”(1990, 32). Podobnie „Oh, cut out the prep-school Staff”(1970, 39) na „Ach, dajże spokój z tymi historiami ze szkoły powszechnej”(1990, 39). Bronisław starał się również zamieniać pewne angielskie wyrazy, niekoniecznie na ich odpowiedniki, ale na inne słowa pasujące do kontekstu. Czasem, trzeba przyznać, wychodziło mu to lepiej niż w oryginale. „He was nervous and I did not try to help him any”(1970, 97) – „Był poddenerwowany, a ja wcale nie starałem się go uspokoić”(1990, 89), czy „I saw he was angry and wanted to smooth him down”(1970, 95) – „Wiedziałem, że jest zły i chciałem go udobruchać”(1990, 87).

Czasem zdarzały się drobne wpadki, jak „shook hands”(1970, 94) przetłumaczone na „wyściskał nam ręce”(1990, 86), podczas, gdy znacznie lepiej brzmiałoby „uścisnął nam ręce”, ale tego typu pomyłki zdarzały się stosunkowo rzadko.

W podsumowaniu, chciałabym zaznaczyć, że książka Miry Michałowskiej Do Zobaczenia, Stary Wilku, z której skorzystałam podczas pisania tej pracy ma podtytuł Opowieść o przyjaźni Ernesta Hemingwaya z jego polskim tłumaczem Bronisławem Zielińskim. Od początku sugeruje on specjalną więź pomiędzy tymi dwojga. Być może panowie przypadli sobie do gustu, nawiązała się między nimi znajomość i sympatia, aczkolwiek ciężko tu mówić o przyjaźni po jedynych 3 dniach spędzonych razem i ubogiej korespondencji. Za to, jeśli chodzi o przetłumaczenie większości dzieł Hemingwaya, w tym wypadku Bronisław Zieliński zrobił to naprawdę fachowo i ze zręcznością taką, jakby rzeczywiście byli przyjaciółmi od lat, znali się doskonale. Na pytanie postawione w tytule pracy jednakże, można odpowiedzieć twierdząco na oba pytania. Bronisław Zieliński to dobry tłumacz i dobry „duchowy” przyjaciel Ernesta, jako, że podziwiał on pisarza niezmiernie, zachwycał się jego talentem i bardzo przeżył spotkanie z nim.

 

Bibliografia:

 Ernest Hemingway, Słońce Też Wschodzi, Tłum. Bronisław Zieliński, Warszawa, Państwowy Instytut Wydawniczy, 1990.

Ernest Hemingway, The Sun Also Rises, Nowy Jork, Charles Scribner’s Sons, 1970.

Mira Michałowska, Do Zobaczenia, Stary Wilku. Opowieść o przyjaźni Ernesta Hemingwaya z jego polskim tłumaczem Bronisławem Zielińskim, Warszawa, Prószyński i S-ka, 1997.

[1] Mira Michałowska, Do Zobaczenia, Stary Wilku, Warszawa, Prószyński i S-ka, 1997:32.

[2] Ernest Hemingway, The Sun Also Rises, Nowy Jork, Charles Scribner’s Sons, 1970; wszystkie cytaty w języku angielskim pochodzą z tej wersji książki.

[3] Hemingway, Słońce Też Wschodzi, Tłum. Bronisław Zieliński, Warszawa, Państwowy Instytut Wydawniczy, 1990; wszystkie cytaty w języku polskim pochodzą z tej wersji książki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here