Opresja sumienia: List otwarty do przedstawicieli Kościoła Katolickiego

0

Bruksela, Bruxelles, Brussels, Bruksela ulice, Belgia widoki, latarnia,kamienice, buildings, katedra, kościół, churchKiedy wiele osób zajmuje się jakąś sprawą, wcale nie gwarantuje to jej wszechstronnego rozpatrzenia. Jeśli ludzi łączy podobny system kształcenia i doświadczenia życiowe, jeśli korzystają z podobnych źródeł i często wymieniają się opiniami, nawet wielka ich liczba nie wyklucza istotnych luk w przeprowadzanych analizach.

Dzieje się tak w tematach, które są bardzo złożone i nie mają niezawodnych algorytmów. Łatwo dochodzi w nich do ogniskowania uwagi i kanalizowania obszarów zainteresowania, a drobiazgowe ich rozważanie sprzyja pomijaniu ważnych aspektów. Ktoś pochodzący z zewnątrz takiego środowiska może wnosić istotne treści bez legitymizowania się wielką wiedzą, gdyż jego kapitałem jest fakt, że jego myśli biegły torami odbiegającymi od utartych kanonów.

            W prezentowanej w tym piśmie sprawie moja zewnętrzność jest podwójna. Po pierwsze swoje spostrzeżenia oparłem na wiedzy z obszaru nauk społecznych, tymczasem jestem absolwentem studiów ścisłych. (Na psychologię i dyscypliny pokrewne poświęciłem co najmniej dwa razy więcej czasu, niż wymaga opanowanie typowego kierunku uniwersyteckiego, ale tryb ich poznawania oraz zakres wiedzy znacząco różnił się od uczelnianych standardów). Po drugie wypowiadam się z pozycji agnostyka – osoby, co prawda poszukującej, ale jednak nie utożsamiającej się z wiarą.

            Bez ogródek wyznam na wstępie, że to, co zauważyłem w zakresie spraw sumienia może szokować i przyprawiać o poważny ból głowy. Ujawnię niedostrzegany lub niedoceniony problem o kardynalnym wręcz znaczeniu. Jednocześnie pragnę zapewnić, iż dopracowałem się antidotum o tak uniwersalnym działaniu, iż daje nadzieję na rozwiązanie nie tylko tego, ale wielu innych problemów, jakie dotykają ludzi.

            Meritum tej niezwykle ważnej sprawy przedstawię przytaczając trzy paradoksy powstałe w zakresie etyki, jakie można dostrzec w zachowaniu naszego społeczeństwa. Ich obecność bardzo zastanawia i każe poszukiwać głębszych przyczyn.

Paradoks I: „Jeśli zło jest konsekwentne, przestaje być uznawane za zło”

            Człowiek, który nie dostrzega, że jego czyny wywołują złe skutki, uważa się za zwolnionego od odpowiedzialności. Z drugiej strony ktoś, kto w jakimś momencie moralnego błądzenia zreflektuje się, musi się skonfrontować z wyrządzonym złem, co w oczach osoby wierzącej ma konsekwencje nie tylko doczesne, ale znacznie większe w zakresie zbawienia. Za powrót na drogę cnoty zostanie ukarany, nic więc dziwnego, że niechętny jest snuciu refleksji nad własnym postępowaniem i doszukiwaniu się w nim błędów.

  Za taką interpretacją przemawia wiele zachowań, jakie możemy wokół obserwować. Wyjątkowo brzemienny w złe skutki, gdyż naruszający podstawowy imperatyw moralny ochrony ludzkiego życia, jest utrzymujący się stan świadczeń rentowych oraz zasiłków dla osób nie mogących podjąć pracy znacznie niższych niż jest to niezbędne dla podtrzymania egzystencji. Nie byłoby to możliwe, gdyby ludzie domagali się od polityków decyzji, które przerwałyby pasmo udręki dotkniętych tym niewinnych osób. Jednak to pociągałoby za sobą przyznanie się do współsprawstwa biernego (brak zainteresowania tą sprawą) lub czynnego (głosowanie na partie programowo przeciwne pomocy państwa dla potrzebujących – dążące do obniżania podatków i wycofywania się ze społecznie pożądanych celów).

Paradoks II: „Zło dodane do innego zła zdaje się unieważniać jego skutki”

            Pozostając przy tym samym przykładzie, w społeczeństwie zauważyć można nie tylko niechęć do poruszania tematu osób znajdujących się w bardzo ciężkiej sytuacji materialnej. Jeśli już tę sprawę się podejmuje, to często rzucając pod adresem pokrzywdzonych określenia typu „nieudacznicy” albo generalizując przypadki alkoholizmu lub innych win, które tłumaczą niemożność podjęcia pracy, bądź bardzo niską emeryturę. Nie przyjmuje się do wiadomości, że w naszych warunkach można znaleźć się w sytuacji bez wyjścia będąc odpowiedzialnym i uczciwym człowiekiem.

  Takie zachowanie można interpretować jako chęć zneutralizowania własnej winy w sytuacji kiedy nie da się nie zauważyć jej skutków. W przekonaniu tak postępujących osób, wystarczy przenieść ją na pokrzywdzonych, aby uniknąć odpowiedzialności. Trudno nie dostrzec w tym paradoksu, że jeden rodzaj zła w postaci przyczynienia się do czyjegoś nieszczęścia (znacznie wzmożonego, jeśli towarzyszy temu odmowa indywidualnej pomocy) próbuje się unieważnić złem kłamstw i oczerniania. A jeśli słowa takie docierają do ludzi w potrzebie, dochodzi do niego jeszcze dodatkowa moralna krzywda.

Paradoks III: „Przyjaciel sumienia jest wrogiem jego właściciela”

            Moje osobiste doświadczenia wskazują, że ludzie bardzo aktywnie bronią się przed odkrywaniem fałszu w obszarze spraw sumienia, a tych, którzy próbują zapobiec jego obciążaniu, traktują wrogo i izolują od siebie. Czy takie spostrzeżenia można uogólnić bez przeprowadzenia szerokich badań? Obawiam się, że tak, co wnoszę po skutkach w postaci utrzymującego się złego stanu pomocy społecznej w naszym kraju. Nie dotyczy to naturalnie wszystkich ludzi, pewność można mieć jednak co do tego, że wrażliwi moralnie i nieobojętni na los bliźnich członkowie społeczeństwa nie zdołali przekonać pozostałych.

Przedstawione powyżej zachowania można wytłumaczyć jednym generalnym paradoksem odnoszącym się do zmysłu ludzkiej moralności: Im większa kara za obciążenie sumienia oraz nagroda za jego czystość, tym większa skłonność do jego oszukiwania, co skutkuje wzmożeniem bardzo istotnych gatunków zła. Można się spodziewać, że ten typ motywacji moralnej, a więc silnie sankcjonowanej oraz opartej na samoocenie, faktycznie zapobiega pewnej klasie złych czynów – tych najbardziej ewidentnych, jak bezpośrednia kradzież, zdrada małżeńska, czy kłamstwo. Jednak w sytuacjach, w których możliwe jest niedostrzeganie konsekwencji własnych czynów, regulator ów nie funkcjonuje. Co gorsza, silna motywacja aby czuć się w porządku, skutecznie zniechęca do wnikliwego rozważania następstw własnych czynów – np. metod wychowawczych albo głosowania na partie, które mają skłonność do oszczędzania na najsłabszych członkach społeczeństwa, bądź też lekceważą ostrzeżenia ekologów. A to właśnie błędy wychowawcze oraz powoływanie nieodpowiednich programów politycznych decyduje o stanie społeczeństwa oraz o perspektywach świata, nie zaś powstrzymywanie się od bezpośredniej kradzieży lub zabijania. (Nazwałem ja bezpośrednimi w odróżnieniu np. od ograbiania potrzebujących z żywotnych świadczeń poprzez ustawy; w odróżnieniu także od odbierania życia będącego skutkiem bardzo niskich rent albo w następstwie wojen, jakie mogą wybuchnąć, kiedy rosnące konsumpcyjne apetyty zaczną się zderzać z wyczerpywaniem zasobów).

Opresje sumienia związane z zaprezentowanymi sprawami były tylko przykładowe i można się domyślać ich bardzo dużego rozpowszechnienia. Dotyczą wszystkich ludzi, jednak w oczach osób wierzących ich skutki są szczególnie doniosłe. Z punktu widzenia religii błędy etyczne wpływają bowiem nie tylko na życie doczesne, lecz i na jego kontynuację po śmierci. W dalszym ciągu skoncentruję się na tak rozumianej sytuacji moralnej. Powstałe problemy sumienia sformułowałbym następująco:

1) Zasadniczy aspekt religijny:

Czy nieświadomość popełnienia grzechu chroni przed jego skutkami – zwłaszcza w zakresie szansy zbawienia?

Sprawy wtórne i bardziej szczegółowe:

  1. a) Jaki stopień niepełnego uświadomienia złego czynu jeszcze go usprawiedliwia i zabezpiecza przed karą?
  2. b) Jak daleko mogą być posunięte zabiegi unikania owej wiedzy, aby można było liczyć na brak odpowiedzialności?

2) Zasadniczy aspekt ponadreligijny:

Czy dla ludzi wierzących obojętne są skutki ich czynów, jeśli mogą być pewni, że nie zagrozi to ich zbawieniu?

A teraz zapowiedziane remedium, które wydaje się zapobiegać opresji sumienia:

Dla ludzi młodych rozwiązaniem jest wprowadzenie nowych treści edukacyjnych. Pokrótce je omówię. Ich skutki są wielokierunkowe, a podkreślę te, które sprzyjają etycznym zachowaniom:

  • Wpajanie otwartości poznawczej oraz całościowego traktowania rozważanych spraw. (Zapobiega to tendencyjnemu zawężaniu oceny własnego postępowania. Otwiera także drogę do zrozumienia złożonych przyczyn ludzkiego zła).
  • Wiedza na temat samego siebie – własnych potrzeb i emocji. (Sprzyja wglądowi w samego siebie i ogranicza samo oszukiwanie).
  • Poznanie tematyki zaburzeń osobowościowych, która ułatwia ich diagnozę i przezwyciężanie. (Bardzo sprzyjają tendencyjnej ocenie siebie na tle innych ludzi, co generuje konflikty i może prowadzić do krzywdzących, a nawet przestępczych zachowań).
  • Wiedza pozwalająca zrozumieć funkcjonowanie społeczeństwa. (Przyczynia się do popierania programów politycznych sprzyjających społecznemu dobru. Pozwala zrozumieć racjonalne motywy etycznych zasad i solidarnych zachowań).
  • Kształcenie zdolności emocjonalnych. (Pomagają zrozumieć innych ludzi – zwłaszcza znajdujących się w trudnym położeniu. Emocjonalna wyobraźnia może również zapobiegać ryzykownym zachowaniom).

W przypadku dorosłych ludzi, którzy są już ukształtowani, trudno oczekiwać, aby mogli się gruntownie zmienić. Są jednak w stanie poznać dobrodziejstwa nowej edukacji na tyle dobrze, aby postulować ją dla swoich dzieci lub wnuków.

  W sposób szczególny mogą ich zainteresować motywy intelektualne owej reformy, które uświadamiają, że spontaniczne myślenie generuje wielką liczbę błędów w zakresie formułowania poglądów na świat. To zaś otwiera oczy na przyczynę złych zjawisk społecznych, ekonomicznych i wszelkich innych, za jakie odpowiadają ludzie, jaką jest ignorancja decydentów w zakresie poprawnego myślenia.

  Domaganie się, aby rządzący wykazywali się odpowiednimi kompetencjami intelektualnymi oraz takimi, które są niezbędne do etycznych zachowań, to również sposób na to, aby ludzie nie obawiali się konfrontować z własnymi błędami. Trudno sobie wyobrazić, aby można było w pełni skompensować ich skutki – np. zakresie krzywdy społecznej, co stanowi barierę dla ich odkrywania. Przyczynienie się do wprowadzenia nowej edukacji, która powinna stać się przełomem w walce ze złem, może stanowić zadośćuczynienie dla złych własnych wyborów i zachowań.

Mam nadzieję, że po tym, co napisałem fakt napisania tego listu stał bardziej zrozumiały. Do zwrócenia się do autorytetów kościelnych zmotywowało mnie nie tylko uświadomienie problemu etycznego oraz odkrycie metody jego rozwiązania. Skłoniła mnie do tego również daremność dotychczasowych poczynań. Od początku zdawałem sobie sprawę, że nie łatwo mi będzie znaleźć posłuch u duszpasterzy, a jeśli to nawet osiągnę, wierni będą musieli bardzo długo czekać na konkretne decyzje i wskazówki. Z czasem przekonałem się, że trudno jednak liczyć na działania oddolne i na samodzielną refleksję etyczną, która wychodziłaby poza utarte kanony. Z nielicznymi wyjątkami, moje teksty grzęzły w komputerach i na pułkach osób, które zgodziły się je poznać, a co gorsza, doświadczałem utrudniania i schładzania kontaktów, co mogłem interpretować jako chęć zapobieżenia styczności z drażliwą dla siebie tematyką. A jeśli dochodziło do czytania, było ono tak tendencyjne i wybiórcze, że nie rokowało nadziei na zrozumienie istoty przekazywanej sprawy. Po słowach, że odkryłem metodę, która może wiele rzeczy zmienić na lepsze, zamiast ożywienia obserwowałem raczej obawę. Jakby bardziej lękali się tego, że kładzie to jakiś cień na znane im sposoby osiągania dobra, niż pociągała ich perspektywa jego istotnego wzmocnienia. Zamiast naturalnego niedowierzania i płynącej z niego dociekliwość, padały z ich strony deprecjonujące zarzuty, i to stawiane w taki sposób, abym nie mógł się przed nimi bronić. A gdy namawiałem na poznanie większych szczegółów, zwykle wymawiali się brakiem czasu. W rezultacie uzyskiwałem efekt odwrotny od zamierzonego i próbując jej zapobiec, jeszcze powiększałem opresję sumienia.

            Pozostałe treści mojego listu przekażę w zwięzłej formie. Do korzyści indywidualnych nowej edukacji w postaci usunięcia ryzyka związanego z niedostrzeganymi i niespowiadanymi grzechami, dodać trzeba pożytki wynikające dla całego Kościoła:

– Połączenie wysokiej motywacji do czynienia dobra ze zwiększoną wiedzą i świadomością, powinno zaowocować postawą wierzących, która przyda dobrej sławy Kościołowi. (Zwiększy także prestiż krajów, w których stanowią większość).

– Nowe wektory rozwoju świata, w którym zaczną rządzić ludzie o radykalnie wyższych kwalifikacjach intelektualnych i moralnych, będą odejściem od hegemonii konsumowania i materializmu. Stworzy to znacznie większą przestrzeń dla rozwoju duchowego i religijności.

  Inne aspekty nowej edukacji istotne dla Kościoła i wiernych:

– Kościół Katolicki jak żaden inny docenia dorobek naukowy, między innymi z zakresu nauk społecznych. Świadczy o tym chociażby obecność psychologii i socjologii w programach katolickich akademii. To co proponuję do nauczania, to wybrane treści z tych przedmiotów, zatem nie istnieją zasadnicze powody, aby wierzący mieli się do niego niechętnie odnosić. Jako ludzie wyjątkowo ceniący zasady moralne nie powinni się także trapić, jeśli owe nauczanie przyniesie postęp etyczny jakiego nie przeczuwają.

– Znaczenie Kościoła Katolickiego jest na tyle duże, że jego stosunek do reformy programów nauczania może przeważyć szalę wydarzeń w świecie. Może zdecydować, czy uda się wprowadzić je w życie – zwłaszcza w odniesieniu do decydentów – na tyle szybko, aby udało się wygrać wyścig z czasem. Chodzi w głównej mierze o usunięcie ludzi odpowiedzialnych za kryzys ekonomiczny – zanim doprowadzi on do zaognienia sytuacji globalnej, co może zniweczyć szansę wprowadzenia w życie pokojowych rozwiązań.

Poprzedni artykułBronisław Zieliński – dobry przyjaciel czy dobry tłumacz Ernesta Hemingwaya?
Następny artykułPrzygotowywanie pracy doktorskiej, Londyn 2014
Witold Nowak
Witold Nowak jest absolwentem studiów ścisłych. Jego zainteresowania ludźmi i społeczeństwem były podyktowane potrzebą holistycznego zrozumienia świata i z czasem zaczęły dominować. Przez wiele lat traktował to jako bezinteresowne hobby, by w pierwszych latach nowego wieku opublikować kilka prac w "Obywatelu", "Forum Psychologicznym" i "Forum Europejskim". Wkrótce jednak zaczął tworzyć wyłącznie to, co odpowiadało jego zainteresowaniom. Twierdzi, że właśnie samodzielność i bezinteresowność umożliwiły mu dokonanie ważnych odkryć. Rezerwa, jaką obserwował, wynikająca z jego wykształcenia, pogłębiała jego wiedzę z psychologii poznawczej. Podobnie reakcje związane drażliwymi kwestiami, jakie poruszał. Jak mówi, trudne przeżycia, na jakie nie mają szans naukowcy, znani myśliciele, czy publicyści, przyczyniły się do wykrystalizowania wielu spostrzeżeń. Za najważniejsze z nich uznaje docenienie roli błędów poznawczych w niepożądanych zjawiskach społecznych. Oprócz tego zgłębiał takie zagadnienia, jak psychologiczna interpretacja polskiego kryzysu, rola edukacji w przeobrażeniach społecznych, obrona przed manipulacjami, przyszłość demokracji, globalne zagrożenia. Jego ambicją jest wyszukiwanie kluczowych treści i ich upowszechnianie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here