Awans na dyrektora COMUK! Autobiografia Karola Czejarka, cz. 11

4

Latem 1977 roku, gdy z rodziną spędzałem urlop u Teściów w Nidzicy, niespodziewanie przyjechali na „ul. Olsztyńską” Włodzimierz Sandecki – ówczesny dyrektor departamentu Domów Kultury, Bibliotek i Działalności Społeczno-kulturalnej MKiS i wiceminister kultury – Józef Fajkowski. Przyjechali z propozycją objęcia przeze mnie funkcji dyrektora Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury.

Po długiej rozmowie na temat programu COMUK i zapewnieniu mnie o pomocy z ich strony oraz partnerskim współdziałaniu ZGODZIŁEM SIĘ, czego nigdy nie żałowałem!

COMUK otwierał przede mną możliwość kontynuacji tego, co już wcześniej robiłem w Szczecińskim Towarzystwie Kultury. Tyle, że w jeszcze szerszym zakresie, gdyż teraz w służbie całego kraju, a nie tylko województwa. Moją pasją znów miała się stać służba szeroko rozumianej kulturze, a nie tylko książce.

Zadanie, jakie postawiono przede mną – to uczynienie z COMUK-u instytucji, której podstawowym działaniem będzie udzielanie fachowej pomocy Wojewódzkim Domom Kultury na rzecz amatorskiego ruchu artystycznego (ale nie tylko). Również zapewnienie pracownikom domów kultury, a przede wszystkim instruktorom amatorskiego ruchu artystycznego różnego rodzaju form doskonalenia zawodowego, wymiany doświadczeń oraz organizowanie różnego typu warsztatów i spotkań, będących z jednej strony prezentacją dorobku amatorskiej twórczości artystycznej, z drugiej – propozycją programową kształtującą aktywność kulturalną ich uczestników. I to się udało!

Instytucja, którą zacząłem kierować, powstała na bazie Centralnej Poradni Amatorskiego Ruchu Artystycznego działającej w latach 1957-1970, a wcześniej Centralnego Domu Twórczości Ludowej (1950-1957) oraz Centralnej Poradni Świetlicowej i Wzorcowni Artystycznej (1945-1950).

W okresie mojej „kadencji” – COMUK stał się instytucją doskonalenia metod upowszechniania kultury opracowanych „od strony nauki”, m.in. przez Instytut Kultury, którym kierował wówczas prof. Jerzy Kossak. Ale nie tylko tego Instytutu, gdyż współpracowaliśmy – co pragnę podkreślić – także z wyższymi uczelniami artystycznymi i uniwersytetami mającymi w swoich programach kształcenie kadr dla kultury. Partnerem COMUK-u stały się też zawodowe instytucje kultury i związki twórcze!

Byłbym niesprawiedliwy, gdybym w tym miejscu nie podkreślił, że w tym czasie szeroko współpracowaliśmy ze związkami zawodowymi, organizacjami młodzieżowymi (szczególnie ZSP prowadzącym wtedy bardzo ożywioną działalność kulturalną) oraz Związkami i Stowarzyszeniami amatorskiego ruchu artystycznego.

O tym wszystkim rozmawialiśmy w Nidzicy, kiedy namawiano mnie do przejścia ze Składnicy Księgarskiej do COMUK, co stało się z dniem 16 października 1977 roku.

Dla mnie TEN DZIEŃ był bardzo ważnym wydarzeniem życiowym! A uroczystość wręczenia mi powołania na nowe stanowisko odbyła się z udziałem wszystkich pracowników COMUK (których wtedy było ponad 70), także mojego poprzednika p. Wacława Wieckiego i zaproszonych gości.

Tak rozpocząłem swoją działalność, jako pracownik Ministerstwa Kultury, któremu COMUK bezpośrednio podlegał i był członkiem jego kolegium kierowniczego!

Moja praca w MKiS trwała do 31 sierpnia 1990 roku, z trzyletnią przerwą, kiedy pełniłem funkcję dyrektora Wydziału Kultury i Sztuki Urzędu m. Stołecznego Warszawy!

Przyznam, że awans na dyrektora COMUK był dla mnie niespodziewanym, ale miłym zaskoczeniem (zwłaszcza po przejściach, które spowodowały moje przeniesienie się ze Szczecina do Warszawy).

Teraz – już z perspektywy Resortu Kultury – mogłem służyć swoim doświadczeniem WSZYSTKIM WOJEWÓDZTWOM, gdyż kultura polska, to nie tylko Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań, Łódź i jeszcze kilka innych dużych miast, ale też inne, np. Ziemie Odzyskane, które wciąż jeszcze należało przywracać kulturze polskiej, a także bogate w polskie tradycje kultury ludowej regiony Lubelszczyzny, Suwalszczyzny, Kielecczyzny czy woj. rzeszowskiego.

Wsparcia w rozwoju kultury, zwłaszcza masowej, wymagało (i zawsze będzie wymagać) także Mazowsze, Małopolska, Wielkopolska, Śląsk i inne części naszego kraju (aby nie rozwijały się one w cieniu stolicy, a w jej blasku, także innych miast kulturotwórczych – np. Krakowa, Poznania, Wrocławia, Gdańska czy Łodzi).

POLSKA – to także Ziemia Kaszubska, Nowotarska, Warmia i Mazury, Podhale!

TO WIELKA RÓŻNORODNOŚĆ W JEDNOŚCI, którą COMUK miał wspierać i rozwijać i podjął się w mojej osobie tego wyzwania. Ale po kolei.

Najpierw jeszcze kilka zdań o teściach (bardzo kochanych) i o moim „pożegnaniu” ze Składnicą Księgarską („POŻEGNANIU” oczywiście w cudzysłowie, gdyż ja NIGDY NIE WYRZEKNĘ SIĘ PRZYNALEŻNOŚCI DO ZAWODU KSIĘGARSKIEGO! Zresztą po kilku latach wróciłem do tej ważnej dla rozwoju kultury profesji, gdy zostałem dyrektorem departamentu książki MKiS).

A wracając do teściów. Jestem im wdzięczny, że wsparli mój związek z ich córką. Z którego urodziło się dwoje naszych cudownych dzieci, Ania i Hubert, stąd – dopóki „dziadkowie” żyli – spędzaliśmy letnie wakacje, także święta Bożego Narodzenia i Wielkanoc – zawsze u nich.

Dziś nadal jeździmy do Nidzicy, choć już tylko na groby najbliższych, by zapalić im znicze i refleksyjnie powspominać dawne czasy…

Pożegnanie ze Składnicą Księgarską było smutne! Nawet bardzo smutne. Dyr. Palimąka powiedział przy najbliższych współpracownikach, że jest mu przykro z powodu mojego przejścia do innej firmy, i na nic zdały się z mojej strony zapewnienia, że KSIĘGARSTWO pozostanie dla mnie ZAWSZE „ŚWIĘTOŚCIĄ”!

I zdarzyło się, że tej obietnicy dochowałem! Bowiem kilka lat później, jako dyrektorowi departamentu książki MKiS, udało mi się uchronić „Dom Książki” przed połączeniem z „RSW Prasa, Książka, Ruch”! A takie (bzdurne) były zamysły władz centralnych!

Stąd podkreślę, że zawsze – pracując w ministerstwie – „walczyłem” o to, aby księgarstwo było w pionie „kultury”, a nie traktowane, jako instytucja podporządkowana resortowi handlu wewnętrznego. Udało mi się przekonać tych, którzy wtedy o tym decydowali. A i teraz, gdy piszę te słowa – myślę, że KULTURA ZAWSZE MUSIAŁA i MUSI NADAL WALCZYĆ O SWÓJ BYT!

Także księgarstwo (nie tylko bibliotekarstwo) potrzebuje nadal opieki Resortu Kultury, jako ważny podmiot rozpowszechniana książki (w tym naukowej, podręczników, także literatury dla ludzi zaocznie studiujących, ale także literatury pięknej, w tym i dla dzieci i młodzieży).

A bilansując swoją pracę w Składnicy, uważam ją za udaną i pożyteczną!

Podkreślę przy okazji, że przechodząc do COMUK-u, pozostałem nadal czynnym członkiem Stowarzyszenia Księgarzy Polskich (pod prezesurą NIEZAPOMNIANEGO Tadeusza Hussaka), jak i członkiem kolegiów redakcyjnych: miesięcznika „Księgarz” oraz tygodnika „Przegląd Księgarski”.

Instytucja, w której pracowałem teraz, miała swoją siedzibę w pięknym Pałacu Prymasowskim przy ulicy Senatorskiej w Warszawie. Kilka pokoi, wraz z moim gabinetem i Wydawnictwem COK (Centralnego Ośrodka Kultury, którego nazwa jest skrótem od COMUK), znajdowało się na parterze, a kilka udało mi się „zdobyć” dodatkowo na 2. Piętrze. Bardzo szybko stały się one swego rodzaju „centrum amatorskiego ruchu kulturalnego”.

Zdarzyło mi się gościć panią Triczkową – szefową bułgarskiego COMUK, z którym, jak i z innymi COK-ami w Europie Wschodniej, nasza instytucja pozostawała w stałym kontakcie. Pani Triczkowa oniemiała, gdy stojąc przed Pałacem Prymasowskim była przekonana, że to cały Pałac jest naszą siedzibą.

A korzystając z okazji powiem, iż współpracę z podobnymi instytucjami jak nasza, prowadziliśmy też z Finami, Holendrami, Duńczykami i Francuzami, a nie tylko z krajami „demokracji ludowej”. Wszystkie te kraje (chyba do dziś) szeroko wspierały rozwój domów kultury, przekształcały je w tzw. „centra kultury” dla potrzeb czynnego uczestnictwa, szczególnie młodzieży, w różnego rodzaju amatorskiej działalności artystycznej.

SIŁĄ „mojego” COMUK-u byli bardzo kompetentni współpracownicy! Zawsze będę ich wspominał z największą atencją i szacunkiem! Przede wszystkim: Rosię Dowgird (jako moją wspaniałą zastępczynię, znawczynię amatorskiego ruchu artystycznego);

dziękuję Wiesi Krodkiewskiej i Wandzie Uziębło, które odpowiedzialne były za „umuzykalnianie” i działania na rzecz rozwoju kultury muzycznej i teatralnej w kraju.

Z wielkim uznaniem wspominam panią Martę Paździor, która kierowała działem „domów kultury” oraz p. Poniecką zajmującą się kontaktami ze szkolnictwem artystycznym i związkami twórczymi.

Moim zastępcą ds. administracyjno-prawnych był najpierw Wojciech Dobrzański, a po jego odejściu – Jan Gan. (Bardzo kompetentni i pracowici panowie).

Wymienić chcę wśród tych nazwisk także p. dr. Michała Strąka, który zajmował się „kulturą na wsi”, jak i panią Pietrzyk – Zieniewicz, która była odpowiedzialna za wykorzystywanie w naszej działalności badań naukowych.

Jak najserdeczniej wspominam kierownictwo Wydawnictwa COK, na czele z panem Stasiakiem i panią Brakowiecką.

Dziękuję też panom, którzy kierowali naszą wewnętrzną drukarnią, dzięki której nasze pięknie wydawane publikacje szybko znajdowały się na rynku wydawniczym!

Dziękuję z serca WSZYSTKIM swoim pracownikom COMUK za SŁUŻBĘ, jaką wykonali dla rozwoju amatorskiego ruchu artystycznego, a przede wszystkim:

– w dziele doskonalenia kadry instruktorskiej dla tego ruchu;

– za stworzenie bardzo wielu CIEKAWYCH projektów programowych dla domów kultury i klubów;

– za pomysły rozwoju „kultury na wsi”,

– za kontakty z zawodowymi instytucjami kultury.

Szczególnie dziękuję pracownikom Wydawnictwa COK za wydanie wielu wspaniałych książek (nie tylko repertuarowych i szkoleniowych, ale także mówiących ogólnie o kulturze).

Wdzięczny oczywiście także jestem pracownikom naszej drukarni wewnętrznej, za ciągłą jej rozbudowę (mimo wielkich trudności)!

Chciałbym pochwalić TAKŻE wszystkich ówczesnych dyrektorów WDK za ich konstruktywną współpracę ze mną, jak i moimi współpracownikami.

Szczególnie wdzięczny jestem dyrektorom WDK z Chełma i Lublina, panom: Zbigniewowi Okoniowi i Stanisławowi Chanajowi, za pomoc w przeprowadzeniu I Ogólnopolskiego Spotkania Twórców i Działaczy Amatorskiego Ruchu Artystycznego, które de facto było I Kongresem ARA w Polsce (i w Europie).

Chwalę się tym KONGRESEM do dziś, gdyż był on wydarzeniem o dużej randze kulturalnej i społecznej!

Artystyczny ruch amatorski trzeba bowiem niezmiennie traktować, jako ofertę kulturalną DLA KAŻDEGO CZŁOWIEKA, niezależnie od jego wykształcenia, talentu artystycznego i kierunku zainteresowań.

Dążyłem do tego, aby w każdym domu kultury w Polsce (w zależności od potrzeb) było miejsce dla:

– indywidualnego i zespołowego uprawiania sztuki;

– rozwijania aktywności kulturalnej w kołach i zespołach przyjaciół teatru, filmu, fotografii, literatury, muzyki, plastyki – (praktycznie wszystkich dyscyplin sztuki)! Aktywność artystyczna amatorów (nie tylko artystów z tzw. dyplomem) rodzi często własne i oryginalne propozycje warsztatowe, inspiruje też twórców profesjonalnych, pogłębia więzi społeczne i integrację kulturalną środowiska.

Myślę, że udanym zamierzeniem było stworzenie platformy partnerskiej współpracy MIĘDZY ZAWODOWYMI A AMATORSKIMI FORMAMI TWÓRCZOŚCI I JEJ UPOWSZECHNIENIA.

O ile kiedyś np. proponowano dojazdy zawodowych instytucji kulturalnych do powiatów czy nawet gmin, tak teraz namawialiśmy „terenowe” domy kultury do organizacji wyjazdów widzów do muzeów, teatrów, filharmonii znajdujących się na ogół tylko w wielkich miastach!

Szczególne zasługi w tym dziele miały WDK-i z Krakowa (pan dyr. Starzec), Poznania (którego szefem był p. dyr. Szajek), Szczecina (pod kierownictwem p. Możejko) czy Wrocławia, z niezapomnianym dyrektorem Stefanem Liszewskim na czele.

Z kolei WDK-i z Konina i Płocka wspierały mnie w organizacji szkoleń kadry dla domów kultury. Np. przez kilka kolejnych lat odbywały się w Płocku tzw. „ Letnie Szkoły Kultury” w słynnej „Jagiellonce” – Liceum, którym kierował oddany naszej sprawie dyrektor Jan Przyszlak.

Na wyróżnienie w tym miejscu zasłużyły sobie też WDK-i: z Kielc, Radomia, Rzeszowa i Gdańska; każdy z nich wniósł wówczas swój indywidualny wkład w dzieło UPOWSZECHNIANIA KULTURY!

Wdzięczny też jestem dyr. Stanisławowi Dzieranowi z departamentu Włodka Sandeckiego, który walnie przyczyniał się ze swoimi współpracowniczkami, panią Agatą i Joanną, do organizacji „Szkół Letnich” w Płocku; w ogóle do wymiany doświadczeń Wojewódzkich Domów Kultury w temacie „Kultura w gminie”!

W wielu państwowych i samorządowych, a także zakładowych i spółdzielczych placówkach kultury, powstawały zespoły teatralne, muzyczne, recytatorskie, piosenkarskie, plastyczne i fotograficzne; ich działalność aktywnie wspieraliśmy. Teraz one też są, ale za uczestnictwo w nich bardzo często trzeba płacić!

Dziś widać znacznie mniej zainteresowania uczestnictwem w formach większych: zespołach pieśni i tańca, chórach, orkiestrach, amatorskich zespołach dramatycznych. Nie o krytykę tego faktu chodzi, a o zwrócenie uwagi na potrzebę tworzenia przez DOMY KULTURY w „mieście i na wsi” (jest ich nadal stanowczo za mało) warunków do czynnego uprawiania sztuki, zainteresowania ludzi, a szczególnie dzieci i młodzieży – muzyką, teatrem, fotografią, filmem, literaturą i innymi dyscyplinami sztuki.

Można powiedzieć, że obecnie zajmuje się tym szkoła w ramach zajęć pozalekcyjnych; zgoda, tylko gdzie? I na ogół zajęcia są odpłatne, a chodzi o to, aby w nowych osiedlach (na ogół szczelnie odgrodzonych wysokim płotem i ochroną), przeznaczano TAKŻE pomieszczenia (jak ongiś) na kluby kultury! Aby puszki po piwie, butelki po alkoholu nie leżały w bramach starych kamienic lub pod ławkami w parkach.

Ważne, aby PAŃSTWO, SAMORZĄDY, TAKŻE SEKTOR PRYWATNY wspierali inicjatywy kulturalne i umożliwiali ludziom czynne uczestnictwo – przykładowo – w kontaktach odbiorców z książką (i pisarzami), teatrem (i aktorami), filmem (i jego twórcami), z muzyką i dziełami plastycznymi, które są bardzo ważnym elementem w edukacji artystycznej i kulturalnej, nie tylko dzieci i młodzieży, ale KAŻDEGO człowieka!

W tym zakresie COMUK współpracował m.in. z Towarzystwem Kultury Teatralnej, Polskim Związkiem Chórów i Orkiestr, Ludowym Instytutem Muzycznym, Federacją Amatorskich Stowarzyszeń Fotograficznych i wieloma innymi! Po co?

ABY STWARZAĆ WARUNKI DLA UPOWSZECHNIANIA KULTURY!!

Te dwa wykrzykniki kończące poprzednie zdanie postawiłem celowo, aby podkreślić, iż w okresie mojej pracy w COMUK istniało ponad 35 tysięcy różnorodnych amatorskich zespołów artystycznych, zrzeszających około półtora miliona uczestników! Ale nie o liczby i statystykę chodziło, lecz o udział społeczeństwa w bezpośrednim tworzeniu kultury.

Świadomość wagi tej sprawy napędzała cały zespół moich pracowników i mnie samego do NIEUSTANNEGO DZIAŁANIA. Nikt z nas nie oszczędzał się w pracy, nie liczył godzin i często „w tych sprawach” wyjeżdżał w tzw. teren.

W każdy poniedziałek, o godz. 9:00 spotykaliśmy się WSZYSCY dla „rozliczenia się” z tego, co zrobiono w minionym tygodniu, co jest w realizacji lub planuje się.

Zachęcaliśmy do pracy w domach kultury i w amatorskim ruchu artystycznym pasjonatów, ale jednocześnie ludzi odpowiednio wykształconych, inspirując równolegle na wyższych uczelniach (nie tylko artystycznych) powstawanie nowych kierunków studiów, organizowanie dokształcania artystycznego, specjalistycznych studiów magisterskich i podyplomowych.

Zgłaszali się do nas na doskonalenie swoich umiejętności ludzie, którzy brali wcześniej udział w różnego rodzaju aktywności kulturalnej, jak np. w studenckim ruchu artystycznym, lub posiadali już kategorie instruktorskie (S, I, II czy III), a chcieli mieć wyższą; chcieli uzupełniać swoją wiedzę specjalistyczną i pedagogiczną, A MY STARLIŚMY SIĘ WYCHODZIĆ NAPRZECIW ICH POTRZEBOM.

Wielką rolę we wszystkich naszych działaniach spełniało Wydawnictwo COK! Można było wyróżnić jego dwa podstawowe profile tematyczne:

– opracowania instruktażowe do programowania pracy w domach i klubach kultury,

– publikacje służące doskonaleniu kadry tych placówek i amatorskiego ruchu artystycznego.

Ich autorami byli przede wszystkim pracownicy instytucji naukowych, PAN, uniwersytetów, Instytutu Kultury, w każdym razie specjaliści z poszczególnych dziedzin sztuki, jak też wybitni twórcy i praktycy.

Żeby nie być gołosłownym wymienię kilku autorów, z którymi współpracowaliśmy: Wojciech Wierzewski, Alicja Iskierko, Krzysztof Zanussi, Jerzy Busza, Alojzy Andrzej Łuczak, Dzierżymir Jankowski, Stanisław Antoni Czajka, Stanisław Adamczyk, Leon Górecki i wielu, wielu innych.

Przedmiotem naszej szczególnej troski była m.in. seria poświęcona folklorowi poszczególnych regionów, z dużym opisem folkloru m.in. tanecznego, muzycznego, obrzędowości, sztuki i rękodzieła ludowego.

W jej ramach ukazały się takie pozycje, jak: Folklor Śląska Górnego, Ziemi Lubuskiej, Lachów Sądeckich, Ziemi Opoczyńskiej, Górali Żywieckich, Warmii i Mazur, Kujaw.

Nasze książki znajdowały się w ogólnopolskich Zapowiedziach Wydawniczych i były w normalnym obiegu księgarskim. Zamawiały je także biblioteki publiczne i można je było kupić w 170 księgarniach na terenie całego kraju, zaś opracowania związane z muzyką – we wszystkich księgarniach muzycznych w Polsce.

Szczyciliśmy się też oczywiście tzw. publikacjami okolicznościowymi, jak np. „Polska Ojczyzna nasza”, tomem utworów repertuarowych nawiązujących do tematyki „wychowania w pokoju”, Dnia Nauczyciela, a obok tego także pozycjami dla teatrów lalek, „komediami współczesnymi” czy trzytomowym wydaniem „Monodramów”.

Nasza teka wydawnicza średnio obejmowała ok. 50 -70 tytułów rocznie! I to praktycznie z zakresu wszystkich dziedzin uprawianych przez amatorski ruch artystyczny, przy czym dbaliśmy tymi publikacjami nie zastępować profesjonalnych wydawnictw specjalistycznych!

Podkreślę też, że moi współpracownicy czynnie TEŻ pomagali przy organizacji wszelkiego rodzaju przeglądów (zwanych często „festiwalami”) amatorskich zespołów teatralnych, chórów, malarstwa, sztuki estradowej, ludowej takich, współorganizując m.in.:

Targi Sztuki Ludowej w Kazimierzu nad Wisłą,

Wratislavia Cantans we Wrocławiu

Festiwal Pieśni o Ojczyźnie w Kraśniku.

Nie było województwa, które nie miałoby w swoich działaniach (i dokonaniach) imprezy o charakterze ogólnopolskim, skupiającej i amatorów, i zawodowców.

Wrocław i Kraków np. szczycił się m.in. Muzykowaniem Rodzin,

Lublin – przeglądem „zespołów pieśni i tańca”,

Zielona Góra „festiwalami” piosenki,

Olsztyn – ruchem kabaretowym,

Gdańsk – Jarmarkiem Rękodzielnictwa…

Współpracowaliśmy w tym zakresie z ogólnopolskimi i regionalnymi stowarzyszeniami kulturalnymi, związkami twórczymi, Towarzystwem Kultury Teatralnej, Związkiem Chórów i Orkiestr, Ludowym Instytutem Muzycznym, Federacją Amatorskich Klubów Filmowych i Federacją Stowarzyszeń Fotograficznych, Związkiem Twórców Ludowych i innymi, choć nie wymienię wszystkich partnerów (było ich znacznie więcej); chodzi mi o podkreślenie roli, jakiej się podjęliśmy, stając się instytucją poradnictwa metodycznego z UDZIAŁEM stowarzyszeń i związków „działających w kulturze”.

Bazą dla tego rodzaju działalności były I POWINNY BYĆ NADAL (gdyż to sprawa „ponadustrojowa”!) domy kultury i kluby w całej Polsce. Ale tej BAZY BYŁO i jest WCIĄŻ ZA MAŁO!

Stąd spoczywał na nas obowiązek dbania o nieustanny jej rozwój, o inspirowanie władz terenowych do budowy nowych placówek, jak i systematyczne zwiększanie pomocy finansowej dla nich.

Nie zdarzyło się, aby w Resorcie – na cyklicznych posiedzeniach ministra ze swoimi zastępcami i dyrektorami departamentów – COMUK nie był reprezentowany przeze mnie lub towarzyszące mi osoby i nie odnosił się postulatywnie w sprawach, którymi tzw. „kierownictwo” wówczas się zajmowało.

Dyrektor COMUK, jak i dyrektor Instytutu Kultury oficjalnie zostali doproszeni do KOLEGIUM kierowniczego RESORTU. A wyjeżdżając w tzw. „teren”, kontaktowaliśmy się za każdym razem także z przedstawicielami miejscowej władzy, a nie tylko z pracownikami placówek kultury.

Wielokrotnie objechałem Polskę wzdłuż i wszerz! Poznałem wszystkie Wojewódzkie Domy Kultury, także większość powiatowych, a nawet Gminnych Domów Kultury. Znając potrzeby tych placówek, mogłem planować NASZE, COK-owskie zamierzenia! Stając się instytucją służebną dla ruchu upowszechniania kultury i społecznego w niej uczestnictwa! STALIŚMY SIĘ instytucją inspirującą, koordynującą i przenoszącą doświadczenia jednych placówek do drugich!

A przede wszystkim podejmującą działania instruktażowo-szkoleniowe, organizującą konferencje metodyczne dla pracowników domów kultury i instruktorów amatorskiego ruchu artystycznego.

W tym także w zakresie obowiązującego prawa, działalności społeczno-kulturalnej, funkcjonowania zakładów budżetowych, jakimi były domy kultury, zasad ich finansowania i wydatkowania (także zdobywania) środków finansowych.

Wiele wymienionych funkcji domów kultury jest NADAL AKTUALNA, zwłaszcza dotyczących aktywności artystycznych: prowadzenie warsztatów tkackich, muzycznych, plastycznych; organizujące spotkania autorskie z pisarzami, aktorami (np. w ramach dyskusji o filmach), czy artystami plastykami o roli sztuki w przestrzeni społecznej i w życiu każdego człowieka.

Warto zadbać o to, by w tych działaniach jak najmniej było polityki, aby służyły one ludziom w rozwoju ich hobby, ich talentów artystycznych i kształtowaniu dobrych nawyków odbioru tzw. WIELKIEJ SZTUKI.

W każdym razie tzw. CZAS w COMUK minął mi błyskawicznie, gdy niespodziewanie pojawiło się nowe zadanie…

Ciąg dalszy nastąpi

i będzie miał tytuł „Jak zostałem dyr. Departamentu Plastyki MKiS ?”

Poprzedni artykułMecze towarzyskie reprezentacji Polski z Rosją i Islandią…
Następny artykułJest nowa książka Szymona Koprowskiego! Ma tytuł: „Requiem dla Wrocławia”
Karol Czejarek
Karol Czejarek, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt - kierownik po. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematyka UE i Globalizacji oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS.

4 KOMENTARZE

  1. Ja też pamiętam COMUK jak wspierał m.in.teatry studenckie. To była instytucja, która wykonywała ogrom pożytecznej pracy dla upowszechniania kultury, szczególnie w różnych lokalnych środowiskach, gdzie ludzie z pasją chcieli coś tworzyć i mieli inicjatywę. Czy to ziarno jeszcze teraz daje plon? Szkoda byłoby zaprzepaścić tego dorobku. Czy luminarze kultury z Krakowskiego Przedmieścia czują tego bluesa?

  2. Dobrze że talent , pracowitość i szczęście współdziałania z mądrymi ludżmi nadal daje dobre owoce. Gratuluję

  3. Gęsta sieć nazwisk ludzi, którzy w każdych warunkach czynią wiele dobrego, inaczej nie potrafią, przyciągają się jak magnesy tworząc coś większego. Pamięć o nich, tak licznych, zajmując miejsce w osobistych wspomnieniach, jest niebywała. Ważny dokument o wyższych niż przyziemne potrzebach w tamtym codziennym życiu.

  4. Bardzo cenna inicjatywa, która umożliwiała rozwój osobisty oraz poszerzanie wiedzy w wielu ciekawych dziedzinach. A co najważniejsze z dala od polityki.

Skomentuj Andrzej Gabriel Anuluj odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here