Antyutopia

0

stara ksiega„Zbliżając się do przepaści, światowa gospodarka wciąż stara się przyśpieszać, co widać po obietnicach rządzących polityków, że po „przejściowych trudnościach” kryzysu, który wybuchł w 2008 roku, już zaraz, za moment, świat powróci na ścieżkę wzrostu przez wszystkich jakoby pożądanego”.

  1. Utopia w słowach i czynach

            Utopia według greckiego źródłosłowu jest miejscem, którego nie ma. Pierwotnie dotyczyło to wyimaginowanych, wolnych od wad struktur społecznych, ale z czasem poszerzyło swoje znaczenie na inne rzeczy niemożliwe do urzeczywistnienia. W tekście tym podejdę do tego pojęcia mniej ortodoksyjnie, odnosząc go również do wytworów, które opierając się na błędnych założeniach, przez jakiś czas mogą funkcjonować – do czasu aż tkwiące w genezie fundamentalne wady nie doprowadzą do ich upadku. A uczynię tak z tego powodu, że utopie dosłowne nie są podobnie groźne, skoro pozostają jedynie w sferze wyobraźni i w żaden sposób nie dają się zrealizować.

            Jeśli zgodzić się z taką definicją i pozostać w obszarze społecznych urządzeń, trudno nie przywołać z historii utopii narodzonych w epoce totalitaryzmu. Komunizm i faszyzm kierowały się do całkiem odmiennych i nie koniecznie równie wzniosłych celów, ale jeden i drugi charakteryzował się podobnie dalekimi od ideału harmonii środkami, które do nich prowadziły.

  Faszyzm upadł, gdyż wolny od niego świat zmobilizował wszystkie siły aby obronić się przed jego potwornościami, z komunizmem zaś bywało różnie: Przybierające przerażające formy eksperymenty społeczne w Kambodży za czasów Pol Pota zakończyła interwencja ościennego państwa; komunizm Bloku Wschodniego upadł jak na jego krwawe początki niezwykle łagodnie; nikt jednak nie wie w jaki sposób i za cenę jakich ofiar zakończy swoje istnienie system panujący w Korei Północnej, jednak każdy rozsądny człowiek nie ma wątpliwości, że to kiedyś nastąpi.

  1. Utopia współczesności

            Po upadku komunizmu, a właściwie realnego socjalizmu, który miał jakoby do komunizmu prowadzić, choć w jego schyłkowych stadiach mówiło się o tym coraz ciszej, w świecie zapanował demokratyczny i wolnorynkowy „koniec historii” zdefiniowany przez profesora Fukuyamę. Jednak też jakby nie w pełni, zważywszy nie tylko Koreę Północną, czy azjatyckie monarchie, ale przede wszystkim taki wyjątek jakim są Chiny. Nie mniej można przyjąć, że w świecie dominuje kapitalizm, a wszystko inne wydaje się większymi lub mniejszymi meandrami do niego prowadzić. Lecz to nie on jest tytułową antyutopią, lecz wręcz przeciwnie, problemem, z którym zwolennicy twardego realizmu będą się musieli dopiero zmierzyć – o ile oczywiście uda się ich przekonać aby otwarli oczy na nie udrapowaną i pozbawioną makijażu prawdę.

            Jedną z generalnych wad kapitalizmu jest kumulowanie majątku w wąskich kręgach, co jest prostą konsekwencją faktu, że im więcej się ma, tym łatwiej inwestować i powiększać stan posiadania. Drugą stroną tego ekonomicznego medalu jest spychanie nisko wynagradzanych przemysłowych najemników, a tym bardziej ludzi pozbawionych pracy, w objęcia niedostatku, a nawet nędzy. Płynąca z tego desperacja doprowadzała do powtarzających się niepokojów społecznych, które osiągały niekiedy rewolucyjny poziom wrzenia. W Rosji Rewolucja Październikowa zrodziła komunizm, a właściwie urzeczywistniła jego teoretyczny zamysł, do czego by zapewne nie doszło, gdyby nie I Wojna Światowa, a zatem międzynarodowy konflikt będący w opinii wielu historyków owocem żywiołowej globalizacji powiązanej z kolonializmem – kolejnych wytworów ekspansywnego kapitalizmu. Jeśli do tej mieszanki dodamy jeszcze jeden czynnik nierozłącznie związany z tym systemem – kryzys finansowy o światowym zasięgu, otrzymamy diabelską miksturę, na której podłożu w latach trzydziestych minionego stulecia rozwinął się i sięgnął po władzę niemiecki faszyzm.

  Wymienione skutki liberalnego kapitalizmu walnie przyczyniając się do wybuchu II Wojny Światowej mogły pogrzebać demokrację i zanurzyć świat w totalitarnym szaleństwie. Niewiele do tego zabrakło, ale za cenę dziesiątków milionów ofiar świat pozbył się nazistowskiego potwora oraz jego włoskich i japońskich pobratymców.

            Widzimy zatem, że kapitalizm stwarzał w przeszłości warunku do inicjowania społecznych utopii, ale ten aspekt można nazwać co najwyżej potencjalnie utopijnym. Prawdziwa utopia (cały czas mowa o względnej, gdyż możliwej do przejściowego zrealizowania) musi mieć nieuchronny koniec, ten zaś gwarantuje inna niż wcześniej wymienione właściwość rozważanego systemu. Kapitalizm może się ew. obyć bez zdobyczy terytorialnych, ale nie bez ustawicznego wzrostu i to wykładniczego, czyli charakteryzującego się przyrostem produkcji proporcjonalnym do jej aktualnego poziomu, a więc coraz szybszym. (Składa się na to między innymi konieczność spłacania zadłużeń oraz wypełnianie zobowiązań związanych z długoterminowymi lokatami). A ponieważ nie nadąża za nim tempo eksploatowania innych planet, które tak naprawdę jest dopiero w fazie marzeń, musimy wziąć pod uwagę twardy fakt, że nasz glob ma skończone wymiary i w końcu zabraknie zasobów dla niezbędnego wzrostu. A może zwolennicy i ideolodzy kapitalizmu zauważą tę oczywistość i w porę się zreflektują? Taką nadzieję mieli członkowie głośnego w swoim czasie Klubu Rzymskiego, po tym gdy świat zignorował ich alarmistyczny raport Granice wzrostu opublikowany w 1972 roku. I choć po 40 z górą latach prognozy dalekowzrocznych ludzi spełniły się i uwiarygodniły ich ostrzeżenia, i choć wchodzimy już w okres zderzania się wzrastających potrzeb z możliwościami ich zaspokajania, jakoś nie widać objawów zasadniczego otrzeźwienia.

(Tak naprawdę zaczęliśmy podcinać gałąź, na której siedzimy dużo wcześniej, przekraczając granicę zdolności do regeneracji ekosystemów, a także poprzez nieodwracalne zużywanie zasobów, które się nie odnawiają. Te jednak fakty są tym bardziej niemożliwe do pojęcia dla ludzi nie wyobrażających sobie świata bez ustawicznego ilościowego „rozwoju”).

  1. Anatomia utopii

            W punkcie tym postaram się wyjaśnić dlaczego zbliżając się do przepaści, światowa gospodarka wciąż stara się przyspieszać, co widać po obietnicach rządzących polityków, że po „przejściowych trudnościach” kryzysu, który wybuchł w 2008 roku, już zaraz, za moment, świat powróci na ścieżkę wzrostu przez wszystkich jakoby pożądanego. Zacznę od analizy systemu podejmowania istotnych decyzji – oczywiście analizy bardzo zwięzłej i tak jak wszystko w tym tekście uwzględniającej tylko najistotniejsze czynniki – by następnie poszukać głębszych przyczyn intelektualnej ślepoty, bez której nie może się obejść żadna utopia, a już tym bardziej taka, czyli krzycząca i przez swoje zakamuflowanie oraz potencjalne skutki wyjątkowo niebezpieczna.

Podejmowanie kluczowych decyzji

– Kandydaci na obieralne stanowiska, włącznie z najwyższymi, nie muszą się legitymizować żadnymi istotnymi dla rządzenia kwalifikacjami: Nie muszą rozumieć świata i jego sytuacji, nie muszą wykazywać się umiejętnością budowania poprawnych reprezentacji rzeczywistości, czyli poglądów, nie muszą się nawet odznaczać psychicznym zdrowiem.

– Kampanie wyborcze, a ze szczególną jaskrawością drugie tury prezydenckich wyborów, ujawniają mechanizm skierowujący programy polityczne w konformistycznym kierunku schlebiania temu, co myśli i pragnie większość wyborców.

– Zwycięzcy politycy nie dotrzymują wszystkich obietnic jakie dali, nie mniej nie mogą odchodzić od nich zbyt daleko, podobnie jak od wyników sondaży dotyczących bieżących opinii społecznych na ważkie tematy.

– Ktoś, kto z satysfakcją skwituje te stwierdzenia, że teraz naprawdę rządzi lud, musi wziąć pod uwagę, że skoro tak, to o strategicznych kierunkach rozwoju decydują ludzie katastrofalnie zapracowani i nie mający czasu i sił na poważne lektury i rozważania. Co gorsza, wciągnięci są w konsumpcyjny wyścig, co powoduje, że postrzegają jako niebywałe nieszczęście ewentualność ograniczeń oszczędzających środowisko i jego zasoby.

– O to by masy nie obudziły się i nie zażądały radykalnej walki z globalnym ociepleniem i podobnymi problemami, by nie dopuściły do władzy ludzi pragnących głębszych zmian, dbają potentaci rynkowi, mający poważny udział w mediach. Ludzie ci, choć bardzo inteligentni, nie zdają sobie sprawy, że posiadane bogactwo daje im złudne poczucie bezpieczeństwa. Czerpanie ogromnych zysków z wysokiego poziomu wytwarzania powoduje, że skutecznie usuwają ze swojej świadomości złowróżbną stronę industrialnego medalu.

– A konkluzja z tych stwierdzeń jest następująca: Kapitalizm w obecnym wydaniu nigdy nie będzie dalekowzroczny i nie zapobiegnie nieszczęściom, dopóki nie staną się ewidentne i niemożliwe do uniknięcia.

Opisany wyżej system podejmowania ważnych decyzji jest stabilny i niewrażliwy na głosy rozsądku pochodzące spoza jego kręgu. Gdyby chociaż naukowcy, czy religijni przywódcy mówili o globalnych zagrożeniach jednym i konsekwentnym głosem, ale pojedyncze rozsądne wypowiedzi giną w medialnym hałasie.

  Szczególne miejsce, niestety tylko potencjalnie, mają wśród autorytetów społecznych filozofowie. Ci nie są tak jak pozostali naukowcy przypisani do wąskich specjalizacji i wydani na naciski rynkowe wpływające na kierunki ich badań. Jako niezależni i obdarzeni wyjątkową inteligencją myśliciele mogliby spełniać niezwykle pożyteczną rolę śledzenia świata z dystansu i tłumaczenia zagonionym ludziom jego zawiłości i priorytetów. Niestety zamiast wyjaśniać, każdą napotkaną rzecz niewyobrażalnie gmatwają, a skłonność do arcydrobiazgowych dociekań nie zostawia im czasu i miejsca dla szerokich analiz niezbędnych dla zrozumienia rzeczywistości. Ich milczenie w kardynalnych sprawach zbiorowego bezpieczeństwa usypia opinię publiczną, zaś niesłychanie złożone i wieloznaczne wypowiedzi zniechęcają do samodzielnego myślenia (skoro Oni ciągle coś drążą i nic pewnego nie wiedzą, to czegóż mógłbym oczekiwać od siebie?) albo co gorsza skłaniają do szukania irracjonalnych wyjaśnień i na zdawanie się na intuicję lub wiarę.

Przyczyny poznawcze

            Punktem wyjścia dla wyjaśnienia głębszych przyczyn chocholego tańca niemożności, będzie konstatacja łatwego do zaobserwowania faktu, że ludzie często prezentują poglądy, których zdają się być absolutnie pewni, a które są wzajemnie sprzeczne, z czego można wnosić, że część z nich musi być błędna. Zaczniemy zatem od zdziwienia, jak się to dzieje, że można być pewnym czegoś, co ewidentnie rozmija się z prawdą. Nie da się tego w pełni wytłumaczyć w kategoriach tu i teraz, ale trudno uniknąć wniosku, że dana osoba w jakiś sposób posiadła zdolność wybiórczego postrzegania i kojarzenia, czyli brania pod uwagę jedynie czynników sprzyjających wypowiadanej tezie, przy jednoczesnym eliminowaniu pozostałych. Obserwując takich ludzi w konkretnych sytuacjach można odnieść wrażenie, że traktują fakty i ich interpretacje na podobieństwo towarów z hipermarketu, z którego ogromnego bogactwa tylko nieliczne trafiają do osobistego koszyka. Różnica w tej analogii polega na tym, że to co wybrali uważają za jedyne możliwe, a więc w jakiś sposób udaje się im zaprzeczyć, że w ogóle istnieje nie tylko jakiś bogaty zbiór potencjalnych poglądów w danej sprawie, lecz nawet jakakolwiek sensowna alternatywa dla tego co głoszą. Logicznym wyjaśnieniem tego fenomenu może być ciągłe powtarzanie tych samych ścieżek myślowych prowadzących do danego wniosku – co ma stwarzać pozór, że daną rzecz ponownie rozważają. Łatwo zrozumieć, że owe powtórki pogłębiają koleiny myślowe (neurolodzy tłumaczą to zagęszczaniem często wykorzystywanych połączeń synaptycznych), z których coraz trudniej jest wyjść. Podobnie logiczne jest to, że aby uniknąć dyskomfortu ujawnienia utrwalonego błędu, mózg uczy się nie dostrzegać lub pomniejszać znaczenie tego, co przeczy przyjętej tezie, a bardziej wyrafinowane umysły dorabiają dla jej uzasadnienia wymyślne interpretacje. (To dlatego sama inteligencja nie wystarcza dla unikania błędów; źle wykorzystana jest wręcz czynnikiem ryzyka, podobnie jak wszystko co sprzyja nadmiernej pewności siebie: wykształcenie, wysoka pozycja społeczna i władza). W konsekwencji braku samokrytycyzmu oraz pochopnego wyrażania stanowczych sądów, ludzie programują swoje mózgi aby ich sprawnie oszukiwały (!!)

  Zacząłem od tu i teraz, ale możemy te rozważania poszerzyć stwierdzając, że ktoś, kto nauczył się wybiórczo patrzeć i rozumować, łatwiej będzie budował błędne sądy w innych sprawach. To było poszerzenie w kierunku przyszłości. Z kolei cofając się w czasie możemy wyobrazić sobie, że ktoś, kto w młodych latach nie został nauczony rozpoznawania złożonej natury rzeczywistości i mnogich powiązań pomiędzy jej składnikami, a także tego, że stanowczy osąd można wypowiadać tylko po uwzględnieniu wszystkich ważniejszych aspektów danej sprawy, wstępuje na niedobrą ścieżkę (jakże problematycznego) rozwoju, którą doskonali, a przy okazji stale powiększa pulę własnych poglądów, przez co staje się coraz mniej prawdopodobne, że odkryje swoją gruntownie wadliwą metodę poznawczą i wynikające z niej błędne przekonania.

Przyczyny ewolucyjne

            Całościowego, logicznego myślenia uczą niektóre przedmioty politechniczne i sytuacje życiowe. Jak to się dzieje, że tylko bardzo nieliczni nie wpadają w objęcia opisanego powyżej mechanizmu, który określam w swoich pracach jako myślenie intencyjne (powodowane jakimś subiektywnym motywem – uzyskania szybkiej satysfakcji, że się coś zrozumiało, czy oceniło, albo potrzebą zaspokojenia osobistej potrzeby – nie zaś chęcią wiernego odzwierciedlenia rzeczywistości)? Odpowiedź wydaje się tkwić w naturze człowieka zakodowanej przez tysiące lat ewolucji, podczas których panowały zupełnie odmienne od dzisiejszych warunki. Świat był dla ludzi dużo bardziej niebezpieczny, ale zarazem nieporównanie prostszy. Premiowani przetrwaniem i utrwaleniem własnych genów byli ci, którzy potrafili szybko reagować na zagrożenia, a także umieli podporządkować się plemiennym przywódcom. Chodzenie w myśleniu na skróty i za głosem emocji, a także skłonność do zawieszania na kołku samodzielnego myślenia w obliczu presji grupy i jej autorytetów, w obecnych warunkach już nie daje prawdziwych korzyści – wręcz przeciwnie, stanowi źródło poważnych problemów.

  1. Ratunek w edukacji

            Powyższe rozważania przekonują, że otaczającej nas i wszechogarniającej utopii nie da się pokonać w inni sposób niż sięgając do jej źródeł, czyli poprzez głęboką zmianę ludzkiej świadomości.

  Nie rodzimy się z umiejętnością czytania i pisania, ale nie biadoli się, że jesteśmy z natury niepiśmienni, lecz uczy się dzieci owej sztuki, którą samodzielnie w mniejszym lub większym stopniu potem doskonalą. Podobnie może być z umiejętnością kompensowania wrodzonych skłonności w zakresie kształtowania poglądów. Bez większego trudu można wyeliminować fundamentalny absurd naszej cywilizacji polegający na tym, że nie znamy najbardziej nawet elementarnych właściwości naszego umysłu posługując się nim na każdym kroku oraz mając do dyspozycji coraz bardziej złożone i niebezpieczne narzędzia. Niezastąpionym środkiem prowadzącym do tego celu jest uzupełnienie programów powszechnego nauczania o wszystko co służy prawidłowemu i całościowemu myśleniu. Ale nauczanie umiejętności czysto logicznych z holistycznego punktu widzenia nie wystarczy i powinno temu towarzyszyć kształcenie zdolności emocjonalnych. Są one istotne z wielu powodów:

  • Obiektywne myślenie wymaga umiejętności opierania się pokusie kształtowania wygodnych wyobrażeń (przynoszących doraźne korzyści – z reguły kolidujących z długofalowymi), nieraz też zdolności wycofywania się z błędów, co jest jeszcze trudniejsze.
  • Kształcenie wyobraźni emocjonalnej wybitnie sprzyja empatii, ta zaś solidarnym zachowaniom pozwalającym kształtować dobre stosunki międzyludzkie i społeczne, które są niezbędne do satysfakcjonującego i bezpiecznego życia.
  • Empatia – zwłaszcza wobec samego siebie – to również coś, co mobilizuje do działań na rzecz przyszłości wolnej od poważniejszych zagrożeń.
  • Generalnie, szeroko rozumiane kompetencje w zakresie emocji pozwolą z nawiązką skompensować ograniczenia konsumpcyjne konieczne do tego, aby zmienić promowaną obecnie filozofię życia skoncentrowaną na materii, na taką, która będzie się ogniskować wokół rozwoju osobowości i ducha.

            Ktoś, kto zrozumie i doceni moc takiej edukacji odniesionej do ludzi młodych, zapragnie aby tak szybko jak to tylko możliwe opanowali owe umiejętności kandydaci do władz wyższego szczebla (przede wszystkim z zakresu poprawnego myślenia). Także inny cywilizacyjny absurd nie musi dalej trwać, polegający na tym, że ludzie, którzy decydują o najważniejszych naszych sprawach mają zdeformowane i pełne białych plam postrzeganie (skutek myślenia intencyjnego), co wyklucza zrozumienie świata i w oczywisty sposób zagraża naszej przyszłości.

A co z kapitalizmem i jego dążeniem do samounicestwienia? Można założyć, że kiedy ludzie uwolnią swoje umysły spod więzów, nie tylko zakwestionują wiele wytworów ludzkiego intelektu, ale znajdą dla nich lepsze alternatywy.

  By zapobiec straszeniu powrotem „dyktatury proletariatu” sądzę, że warto już teraz naszkicować przybliżony zarys pożądanego ustroju. Aby był wolny od jakiegokolwiek utopizmu, nie może kumulować zjawisk groźnych dla jego przyszłości. Musi mieć zawarowany w niezbywalnych, konstytucyjnych zapisach wymóg dbania o zrównoważony rozwój dostosowany do możliwości środowiska naturalnego i ziemskich zasobów. Podobnie z troską o podział przychodów nie znoszący motywacyjnej roli pieniądza, a jednocześnie nie zagrażający żadnej grupie ludzi społeczną, a tym bardziej biologiczną degradacją. Równowaga powinna być zapewniona także w zakresie kompetencji władzy centralnej i samorządowej, planowania i samoregulacji oraz na wszelkich innych zasadniczych płaszczyznach życia. Zaś o to wszystko powinni zadbać najlepsi z najlepszych demokratycznych wybrańców osiągający wybitne wyniki w testach sprawdzających zdolności poznawcze (a oprócz tego wiedzę merytoryczną).

 

  1. Utopia się broni

            Ludzie, którzy wyrażają stanowcze opinie nie dlatego, że uwzględnili przy ich konstruowaniu wszystko co potrzeba, lecz dzięki samoupewnianiu, każdy odmienny pogląd traktują jako zagrożenie. Potrafią się także sprawnie bronić, bez czego nie mogliby utrzymać słabo uzasadnionych przekonań.

  Pierwszą rzeczą jaka im przychodzi do głowy kiedy słyszą, że można w świecie wiele rzeczy dużo lepiej urządzić, jest oczywiście utopia. Kiedy z pełną wiarą w swój nieomylny osąd wypowiedzą to słowo, stają się głusi na rzeczowe tłumaczenia, że np. perspektywa znacznego zredukowania poziomu przestępstw oparta jest na dobrze ugruntowanej wiedzy o ludziach i społeczeństwie, a także na obserwacjach życia i solidnej logice.

  Gdy pada słowo edukacja, bez zastanowienia ripostują, że to nic nowego i znowu usiłują bronić pochopnego zdania wbrew argumentom uzasadniającym, że w nauczaniu chodzi o zupełnie nową jakość.

  A gdy zaczyna być mowa o błędach poznawczych, pojawia się w ich głowach sygnał alarmowy i mobilizują wszelkie siły, aby nie dać się przekonać i obronić poglądy, w które tak mocno wierzą. Kiedy okazuje się, że mają do czynienia z osobą rozpoznającą erystyczne chwyty – demagogię, czy argumenty siły, uciekają z dyskusji, wymawiając się brakiem czasu.

Do walki przeciwko totalitarnym utopiom zmobilizowane były wielkie środki oraz armie ludzi gotowych na poświęcenie. Tymczasem w obronę współczesnego kapitalizmu zaangażowani są nie tylko jego zwolennicy, lecz również zdeklarowani oponenci, którzy upierają się przy nieskutecznych metodach jego zwalczania i równie nierealistycznych wizjach świata, a na hasło błędów poznawczych tak jak inni wpadają w panikę. A skoro tak, to być może faktycznie utopią jest pozbawione ofiar wyjście z obecnej utopii i musi ona legnąć w gruzy grzebiąc pod sobą wielką ilość ludzkich istnień?..

  1. Wyścig o najwyższą stawkę

            Argumenty przemawiające za rozwiązaniem edukacyjnym i służące jego promocji są naprawdę mocne. Każdy normalny człowiek bardzo dużo by dał aby uchronić siebie i swoją rodzinę od nieszczęść – przy trzeźwej ocenie, znacznie więcej, niż wymaga skonfrontowanie się z trudną prawdą. Bez większych oporów ludzie także przyznają, że błędne poglądy przynoszą im szkodę, można ich zatem przekonać do poznawania tekstów opisujących reformę – zwłaszcza do tych, które zawierają praktyczne rady jak usuwając niewłaściwe metody, usprawniać własne myślenie. Wydaje się więc jedynie kwestią czasu zaakceptowanie nowego nauczania dla młodzieży szkolnej i decydentów. Niestety tego czasu bardzo brakuje i każdy dzień zwłoki pogarsza perspektywy zastosowania takiej metody. Jeśli światu uda się wyjść z obecnego kryzysu i nie pojawi się niespodziewany kataklizm, minie jeszcze kilka, a może kilkanaście lat, zanim napięcia wewnętrzne wywołane załamaniem się wzrostu oraz międzynarodowe konflikty na tle rywalizacji o kurczące się zasoby uniemożliwią wprowadzenie reformy edukacyjnej w życie. (Trzeba pamiętać, że w przypadku szkół podjęcie niezbędnych decyzji, opracowanie programów i przeszkolenie nauczycieli musi odpowiednio potrwać; edukację polityków można zrealizować szybciej). Jeśli jednak mają rację ci komentatorzy, którzy alarmują, że wzrost jest już niemożliwy, a kryzysu nie da się pokonać za pomocą ordynowanych środków, pozostanie bardzo mało czasu, aby rozpowszechnić założenia reformy na tyle skutecznie aby w porę udało się usunąć niekompetentnych rządzących i to we wszystkich liczących się krajach – oczywiście demokratycznych.

  W prosty sposób ekstrapolując obserwowane przeze mnie tempo przekonywania ludzi – czas potrzebny na niezbędne rozmowy, czy oczekiwanie na to, aby kolejka obowiązków pozwoliła im na poznanie jakiegoś tekstu, zadanie takie wydaje się niewykonalne. Proces propagacji stoi niemal w miejscu, uprawniona jest jednak nadzieja na pojawianie się przełomów, kiedy uda się zaangażować w tę sprawę choćby jednego człowieka obdarzonego dużym autorytetem, przekona się do niej ważny tytuł medialny albo światłego sponsora, który znacząco wesprze promocję. Trzeba mobilizować każdą rozsądną osobę i szukać wszelkich możliwości dla poszukiwania obiecujących kontaktów. Najtrudniejszy jest stan obecny, kiedy jeszcze nikt o tym publicznie nie mówi, a świat funkcjonuje w miarę normalnie i trudno ludzi przekonać, że szykuje się coś dramatycznego. Trzeba ich namawiać do zaufania własnemu oglądowi sytuacji i do samodzielnej oceny reformy. Jeśli ktoś przekona się co do słuszność przynajmniej niektórych tez, które formułuję lub przytaczam, miejmy nadzieję zaufa też pozostałym. Kiedy uświadomi sobie, że jego plany życiowe są poważnie zagrożone, stanie się dla niego oczywista konieczność poświęcenia części czasu przeznaczonego na ich realizację dla poznawania i wspierania reformy. Można liczyć na to, że usprawnianie myślenia wynikłe z kontaktu z tekstami przybliżającymi nową edukację, znacząco przyspieszy ten proces.

Dla osób, które nie uciekają od tej tematyki i stwarzają nadzieję na współpracę, krytyczne jest przejście przez trudny początek. Niejednokrotnie obserwowałem jak przyjazne stosunki w mgnieniu oka się psuły, gdy wychodził na jaw pierwszy błąd danej osoby, pojawiała się pierwsze kontrowersja lub nieporozumienie. Przy współpracy trzeba być przygotowanym na wiele takich sytuacji, warto także doskonalić wzajemne relacje, aby współdziałanie nie okazało się tylko mirażem. Każdy kto z góry nie wyklucza udziału w tym dziele powinien być przygotowany na to, że pierwsze kontakty z drażliwą tematyką globalnych zagrożeń, a przede wszystkim błędów poznawczych, wzbudzą w nim opór, a może nawet lęk objawiający się agresją. (Takie reakcje mogą wystąpić także u tego, kto od dłuższego czasu się z tym stykał, ale intelektualnie i emocjonalnie separował się, uważając siebie za nieomylny albo odporny na stresy wyjątek). Wszystko zostanie zaprzepaszczone, jeśli nie będzie wierzył, że z czasem odczucia się odmienią, a nowa wiedza przyniesie mu istotne indywidualne pożytki, zaś zrealizowany cel sławę pioniera, a przede wszystkim bardzo poważne ogólne korzyści.

Warto mieć na uwadze fakt, że dopóki nie dokona się znaczącego postępu w zakresie poznawczym, bezwiednie przyznaje się większą wagę informacjom częściej powtarzanym. Rozmowy, czy lektury na temat reformy, to czas całkiem niewielki, po którym wraca się do świata wyglądającego normalnie. Trzeba dużego wysiłku wyobraźni, aby uzmysłowić sobie jak kruchy i mylący jest to spokój, a także jak będzie odczuwane jego zawalenie się. (To pokazuje, że oprócz usprawniania myślenia logicznego, warto także kształcić umiejętności emocjonalne). W najnowszej historii nasz glob parę razy otarł się o atomową zagładę, a o tym że ludzie niewiele zmądrzeli świadczy choćby fakt, że niedojada lub wręcz głoduje ponad miliard ludzi, rzesze uchodźców wegetują w poczuciu beznadziei, zaś nieznany wcześniej terroryzm może uderzyć w niespodziewanym miejscu. Oto jak wygląda „podszewka” obecnej normalności, a co będzie, kiedy otaczająca nas utopia na dobre zacznie się wyczerpywać i wszystko co się złego tli w różnych zakątkach szeroko się rozleje? Ale wyobraźnia może mobilizować także w pozytywny sposób, podsuwając wizję całkiem innego świata, a także triumfu tych, którzy odważyli się go zmienić.

Poprzedni artykułNadszedł kryzys demokracji?
Następny artykułOrganizacje NGO do posłów: "To zaściankowość, egoizm i kłamstwo"
Witold Nowak
Witold Nowak jest absolwentem studiów ścisłych. Jego zainteresowania ludźmi i społeczeństwem były podyktowane potrzebą holistycznego zrozumienia świata i z czasem zaczęły dominować. Przez wiele lat traktował to jako bezinteresowne hobby, by w pierwszych latach nowego wieku opublikować kilka prac w "Obywatelu", "Forum Psychologicznym" i "Forum Europejskim". Wkrótce jednak zaczął tworzyć wyłącznie to, co odpowiadało jego zainteresowaniom. Twierdzi, że właśnie samodzielność i bezinteresowność umożliwiły mu dokonanie ważnych odkryć. Rezerwa, jaką obserwował, wynikająca z jego wykształcenia, pogłębiała jego wiedzę z psychologii poznawczej. Podobnie reakcje związane drażliwymi kwestiami, jakie poruszał. Jak mówi, trudne przeżycia, na jakie nie mają szans naukowcy, znani myśliciele, czy publicyści, przyczyniły się do wykrystalizowania wielu spostrzeżeń. Za najważniejsze z nich uznaje docenienie roli błędów poznawczych w niepożądanych zjawiskach społecznych. Oprócz tego zgłębiał takie zagadnienia, jak psychologiczna interpretacja polskiego kryzysu, rola edukacji w przeobrażeniach społecznych, obrona przed manipulacjami, przyszłość demokracji, globalne zagrożenia. Jego ambicją jest wyszukiwanie kluczowych treści i ich upowszechnianie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here