Angielska jazda, czyli wyspiarzy przepis na bezpieczeństwo

0

Wielka Brytania autostradaW Wielkiej Brytanii jest największy odsetek samochodów przypadających na kilometr drogi. Jednocześnie  okazuje się, że jazda po trasach Królestwa należy do najbezpieczniejszych na świecie. Ruch prawostronny, a może niespotykanie wysoka kultura jazdy – co ma tak zbawienny wpływ na bezpieczeństwo na brytyjskich drogach?

Mimo, że takie statystyki, a przynajmniej ich druga część, to powód do zadowolenia, Brytyjczycy nie tryskają entuzjazmem ironizując, że brak wypadków to efekt ślimaczego tempa, spowodowanego właśnie zbyt dużym zagęszczeniem ruchu. Zgodnie ze statystykami dostarczonymi przez organizację World Bank na każdy kilometr brytyjskich dróg przypada 77 samochodów. To o 76% więcej niż wynosi europejska średnia. To również dwa razy więcej niż w Norwegii, która z kolei wygrywa ranking w kategorii najspokojniejszych szos – na kilometrze asfaltu można zaobserwować tam tylko 29 pojazdów.

Biorąc pod lupę statystykę wypadków, z natury spokojni Skandynawowie wypadają jednak blado, a może należałoby powiedzieć: krwawo. W 2012 roku wypadki na drogach pochłonęły tam 148 ofiar, czyli innymi słowy 30 osób na każdy milion mieszkańców mroźnego królestwa. Z kolei królowa Elżbieta straciła w wypadkach w tym samym czasie „tylko” 28 z każdego miliona poddanych.

Takie liczby nie zrobią z pewnością wrażenia na Amerykanach, którzy noszą niechlubne piętno jednej z najbardziej „wypadkowych” nacji na globie. W USA odnotowano 33 780 zgonów związanych z wypadkami samochodowymi co daje zatrważającą liczbę 108 na milion obywateli – trzy razy tyle, co na Wyspach.

Mimo że ruch na brytyjskich drogach zwiększył się na przestrzeni ostatnich dekad dwukrotnie, liczba ofiar stale spada. W 1972 odnotowano 7700 ofiar, w połowie lat osiemdziesiątych już tylko 5500, a w 2012 liczba ta zmalała do 1754.

Nie da się jednak przemilczeć faktu, że każdego dnia w Wielkiej Brytanii ginie pięcioro zmotoryzowanych. Rocznie w skali globalnej liczba śmierci spowodowanych nierozważnym uczestnictwem w ruchu drogowym sięga 1,24 miliona, co sprawia, że wypadki na drogach to 8 z kolei przyczyna zgonów na świecie.

Czas uchylić rąbka tajemnicy brytyjskiego sukcesu statystycznego. Oprócz wspomnianego zagęszczenia ruchu można wymienić jeszcze kilka czynników. Po pierwsze, rozwiązania prawne: duże ograniczenia szybkości, bezkompromisowe podejście do pijanych kierowców i obowiązkowe zapinanie pasów. Do tego dochodzi planowanie budowy nowych odcinków dróg w taki sposób, aby były one w stanie zapewnić maksimum bezpieczeństwa, obwarowując je dodatkowo radarami i ogranicznikami prędkości.

Ponadto od lat 70. praktycznie każdy rząd wywierał na producentach presję, aby samochody przez nich wytwarzane były coraz bezpieczniejsze. Dzięki temu koncerny motoryzacyjne zrozumiały, że wysokie wyniki w testach zderzeniowych to jeden z najlepszych chwytów marketingowych i aktualnie same napędzają wyścig zbrojeń polegający na wypuszczaniu na rynek maszyn bezpiecznych zarówno dla pasażerów, jak i pieszych.

Wielka Brytania ma jednak pewną drogową bolączkę, z którą nie może sobie poradzić, a mianowicie drobne stłuczki, czyli to, co tak naprawdę jest solą w oku wszystkich kierowców. W 2012 ich liczbę oszacowano na 171 tysięcy, ale w rzeczywistości dane te mogą być o 40% wyższe – według specjalistów tyle właśnie osób nigdy nie zgłosiło swoich roszczeń z tytułu chronicznych urazów powypadkowych. Do większości stłuczek dochodzi w ciągu dnia, pomiędzy godziną 4:00 rano a 18:00 w terenie zabudowanym, gdzie ograniczenie prędkości wynosi 30 km/h. Ofiary tego typu zdarzeń często je bagatelizują, a kwestie formalne załatwiają po cichu, bez uczestnictwa firm ubezpieczeniowych. Takie postępowanie być może pozwala oszczędzić odrobinę czasu i na pewno ma zbawienny wpływ na statystyki. Nie pomoże jednak w otrzymaniu odszkodowania w przypadku, gdy po jakimś czasie dadzą o sobie znać niespodziewane konsekwencje wypadku w postaci na przykład problemów z kręgosłupem powstałych w wyniku gwałtownego hamowania – brak zgłoszenia wypadku odbiera nam bowiem wszelką możliwość ubiegania się o finansową rekompensatę z tego tytułu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here