Andrzej Sapkowski: „Ludzie powiedzą, że piszę książki na podstawie serialu Netflixa”

0

Mistrz polskiego fantasy, Andrzej Sapkowski, odwiedził targi książki ADIBF na Bliskim Wschodzie. Jakie są jego wrażenia? Co uważa o promocji „Wiedźmina” w krajach muzułmańskich? Czy serial Netflixa o Geralcie z Rivii to jego zdaniem dobry pomysł?

Paweł Rogaliński: – Jak ocenia Pan organizację targów w Abu Zabi?

Andrzej Sapkowski: – Nie mam żadnych zastrzeżeń, wszystko jest tak, jak należy.

– Podczas swojego wystąpienia na targach wspomniał Pan, że polska literatura ma świetlaną przyszłość…

– To prawda. Nie widzę przed nią żadnych zagrożeń. Mówi się, że poziom czytelnictwa nie jest na najlepszym poziomie, ale dzisiaj dowiedziałem się od handlowców z wydawnictw, że sprzedaż książek trzyma się od lat na tym samym poziomie, i że wcale nie spada, jak niektórzy mówią. Poza tym często niemożliwe jest policzenie wszystkich tych czytelników, którzy korzystają z e-booków, a takich osób jest przecież coraz więcej. Może właśnie w związku z tym sprzedaż książek papierowych nie rośnie.

– A Pan czyta książki drukowane czy elektroniczne?

– Oj, bardzo rzadko zaglądam do materiałów drukowanych. Czytam wyłącznie e-booki, bo jest to po prostu wygodniejsze. Nie mam żadnych sentymentów, że papier musi szeleścić, czy tym podobnych. Dla mnie to nie ma znaczenia. Liczy się treść i na tym koniec. Oczywiście są wydawnictwa albumowe, ilustrowane, historyczne i tym podobne i w ich przypadku elektronika nie zapewni tych samych wrażeń, co papier. Ale „zwykłe” książki, typu beletrystyka, czytam wyłącznie w formie elektronicznej.

– Powracając do tematu przyszłości polskiej literatury – jaką pozycję na rynku ma obecnie fantasy?

– Wie Pan, tak samo, jak mainstream ma w pogardzie fantastykę, tak też tzw. „twarda” fantastyka ma w pogardzie fantasy. A co do polskich autorów… wydawcy przez dość długi czas nie chcieli wydawać książek napisanych przez Polaków sądząc, że nie przyniosą one dostatecznie dużego zysku. Publikowało się więc zagranicznych pisarzy. Momentem przełomowym była decyzja wydawnictwa SuperNowa, by wypuścić na rynek kilka książek fantastycznych polskich pisarzy, w tym moją. SuperNowa zrobiła na tym zawrotny interes. Wtedy konkurencja złapała się za głowę i postanowiła szybko wydać swoje pozycje pisane przez rodaków. Niestety ten trend wyczuli też pisarze i to w dużej części tacy, którzy nie powinni się zabierać za ten interes. Otworzyło się więc pole do popisu dla autorów – zarówno dobrych, którzy wcześniej nie mogli się przebić na rynku, ale też i takich, którzy znaleźć się tam nie powinni. No, ale czemu nie – czytelnik powinien się tylko cieszyć. Mamy w końcu do czynienia z rynkiem konsumenta, a nie producenta. Czytelnik odwiedza księgarnię i sam wybiera, co chce kupić. Jeden wybierze książki Sapkowskiego, a drugi pozycje napisane przez kogoś innego.

– Czyli fantastyka w naszym kraju nie jest w odwrocie?

– Nie, broń Boże, nie sądzę. Ona nie tylko nie jest w odwrocie, ale i wręcz przeciwnie – całkiem nieźle się rozwija. Nie śledzę tego bardzo dokładnie, nie mogę więc i nie chcę tego oceniać.

– Porozmawiajmy zatem o Bliskim Wschodzie. Czy myśli Pan, że literatura fantasy ma szansę zdobyć rynek czytelniczy w krajach muzułmańskich?

– Podczas mojego spotkania autorskiego na targach zapytano mnie: „Jaki jest wpływ literatury fantasy na wzrost przestępczości?” Po tym kuriozalnym epizodzie doszedłem do wniosku, że gatunek ten nie zdobędzie Bliskiego Wschodu. Jeśli bowiem komuś mogła taka bzdura przyjść do głowy, to może – choć nie musi – być to objaw stosunku do tego typu literatury. Ta rzecz mnie naprawdę zdumiała…

– Chyba wszyscy obecni Polacy byli zaskoczeni tym pytaniem z widowni.

– Były kiedyś podobne sytuacje w USA. Dowodzono wówczas, że jakiś seryjny morderca miał w domu na półce książki Stephena Kinga.

– Starano się powiązać oba fakty?

– Oczywiście. Jak słyszę tego typu historię, zawsze odpowiadam, że tuż obok na pewno leżała Biblia, przecież to amerykański dom. W takim razie powstaje pytanie, którym źródłem inspirował się ten seryjny morderca?

– Podobne myślenie jest na Bliskim Wschodzie?

– Pytanie samo w sobie mogło sugerować, że taki właśnie jest odbiór fantasy w Emiratach. Więc jeśli tak naprawdę jest, to ten gatunek literatury nie ma tu żadnych szans. Bo nawet, jeśli znajdzie się jakiś odważny wydawca, to on też nie pracuje dla idei sobie a muzom, tylko będzie oczekiwał, że książka się sprzeda i przyniesie dochód. Jeśli zaś dana pozycja trafi na tego typu publikę, nikt tej książki nie kupi albo zakaże jej czytać dzieciom…

– Islam ogólnie postrzega wszelką magię jako zakazaną, haram, więc może tutaj należałoby upatrywać przyczyny?

– Nie wiem. Wcześniej myślałem, że moje książki mają szansę osiągnąć sukces niemal wszędzie. One świetnie sprzedają się w Korei, na Tajwanie, w Chinach kontynentalnych, w Ameryce Łacińskiej, we wszystkich krajach Europy… A teraz nie wiem, co z regionem krajów muzułmańskich. Teoretycznie, na podstawie jednej tego typu wypowiedzi, nie można budować żadnej teorii… No cóż, zobaczymy.

– Pozwolę sobie zmienić temat i zapytać o zapowiadaną przez Pana nową powieść o Wiedźminie. Podobno będzie to historia sprzed wydarzeń z pierwszej części sagi albo też historia poboczna. Czy uchyli Pan rąbka tajemnicy i…

– Nie, proszę mnie o to nie pytać.

– W takim razie poruszę inny, acz równie owiany tajemnicą temat – Netflix. Podobno czytał Pan scenariusz pierwszego odcinka serialu o Wiedźminie.

– Mam go, ale jeszcze go nie czytałem. Zresztą to jest scenariusz pilota.

– Ale podjął Pan ostateczną decyzję o współpracy z Netflixem?

– Już bardzo dawno tę decyzję podjąłem. Ale żadnych szczegółów też nie mogę ujawnić.

– W takim razie przejdźmy do gry Wiedźmin. W wywiadach dość różnie wypowiadał się Pan na temat współpracy z jej twórcami i wpływu gry na sprzedaż książki. Jednym razem dość negatywnie mówił Pan o CD Project, innym znów razem przyznał Pan, że twórcy gry zasługują na te wszystkie korzyści, które wypracowali. Jak jest naprawdę?

– Ta druga wypowiedź jest prawidłowa. Nigdy nie krytykowałem samej gry, nie było takiej sytuacji, żebym krytykował grę komputerową. Ona jest bardzo udana i niech sobie będzie. Jedno jest pewne, że to „nie moja bajka” i w nią nie zagram. Ani myślę.

– W takim razie skąd krytyka?

– To, co niestety mam z grą wspólnego i na pieńku – ale zaznaczam, że gra nie jest tu w niczym winna ani jej producenci – to jest fakt, że poszerza się grono ludzi, którzy dobrze znają grę komputerową, a o powieści nawet nie słyszeli. I kiedy nagle usłyszą oni o istnieniu książek, albo je zobaczą na półce w księgarni, to myślą, że powieść jest napisana na podstawie gry. Ludzie są wręcz o tym przekonani. Sądzą, że ktoś wymyślił grę komputerową, a ja do niej dopisuję historyjki!

– Czy nowo powstający serial Netflixa ma szansę zmienić tę sytuację?

– Nie mam pojęcia… Z jednej strony może i tak, ale z drugiej – może być jeszcze gorzej. Ludzie powiedzą: „Aha, on pisze książki pod ten serial!” (śmiech).

– Bardzo dziękuję za rozmowę.

– Dziękuję.

Rozmawiał: Paweł Rogaliński, „Przegląd Dziennikarski”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here