Czuję się jak w Jardim Botánico w Rio de Janeiro, a chodzę w dusznym powietrzu wspaniałego parku, blisko miasteczka Sintra, parę km na północ od Lizbony. Słońce intensywnie świeci (pali), gdyż panuje lato. Nie ma szans na obfity deszcz i nietropikalne temperatury. Dookoła wzgórza bardziej niż zielone.
Kroczę po pochyłych ścieżkach, patrząc na groźne kaktusy, na palmy o reumatycznych kształtach, obfite krzaki, twarde agawy i na innych reprezentantów flory portugalskiej. Mijam udawane ruiny, niby sarkofagi etruskie – romantyzm karmił się łzawymi wspomnieniami. Po kilometrze licząc od bramy wejściowej i parkingu, powoli ukazuje mi się Palácio de Monserrate. Między gęstymi, obfitymi drzewami widzę dachy pałacu, jego trzy wieże-kopuły. Największa udaje tę z katedry florentyńskiej. Uśmiecham się. Tyle razy widziałem Monserrate na zdjęciach, teraz premierowo in natura. Rzeczywiście zgadzają się wstępne myśli: tu chyba każdy styl jest wtłoczony przez architekta – James Knowles. Zadbał o syntezę: neoromantyzm, renesans, mauretańskość, neogotyk, barok a może i rokoko? W każdym razie jest to konkurencja do wiedeńskiego kościoła św. Karola Boromeusza, gdzie też jest bez końca odważnych pomysłów stylistycznych, tworzących spokojny eklektyzm.
Brytyjski architekt zaprojektował to cudo. Na horyzoncie, z dala widać kopuły, jak perły, puzderka w oceanie zieleni. Spełnił swe zawodowe zadanie na życzenie innego Anglika: bogacz Francis Cook kupił ten teren w 1863 roku. Po paru latach eklektyczny pałac stał – niemal echo słynniejszego tu w okolicy Palácio da Pena na górze spoglądającej na Atlantyk. Fal oceanu w Monserrate nie słychać. Natomiast słychać śpiewy i krzyki ptaków oraz dzieci a także szum wachlarzowatych liści palmowych.
‡ ‡ ‡ ‡
Francis Cook, właściciel, jest typowym człowiekiem sukcesu. Multimilioner. Interesy udawały mu się nad wyraz. Handlował tekstyliami (wełna, bawełna, len oraz jedwab) między Wielką Brytanią a Indiami, między USA a Australią. Na wyspach brytyjskich był potentatem. Ponieważ Portugalię łączyły ścisłe więzy handlowe z Anglią, zażyczył sobie mieć pałac obok Lizbony na wzgórzach peryferyjnych Sintry, znanej z innych atrakcji.
Sam pałac nie był tu pierwszą budowlą. Przedtem stała tu spora leśniczówka, gdzie w 1809 roku przebywał sławny poeta brytyjski, lord Byron, znany ekscentryk. Tu napisał część utworu „Childe Harold’s Pilgrimage”. Sam „pielgrzymował” sporo, zaznaczając swą postawę polityczną wiele lat potem u Greków, pomagając im pozbyć się jarzma tureckiego. Byron rozsławił portugalskie Monserrate.
Puenta finansowa życia F. Cooka? Jego pozycja nr 3 na liście najbogatszych obywateli arystokratycznych w Wielkiej Brytanii w chwili zgonu! Był niebywale bogaty, kiedy umierał 17 lutego 1901 roku, kilka dni zresztą po królowej Wiktorii (nr 1).
Chodzę po salach pałacu, korzystając z relatywnego chłodu. Słońce tu nie piecze, lecz tylko ogrzewa przez okna, wpada do środka, oświetlając piętra, kolumny, pilastry, korytarze, klatki schodowe, salony i sypialnie. W salonie muzycznym nie będzie koncertu, gdyż nie ma instrumentów. Za oknami przepyszne widoki, już wspomniane: mieszanka zieleni i błękitu, kontrast strzelistych palm i pełzających krzewów, tafle stawów i jeziorek oraz orgia barw na egzotycznych kwiatach.
Mało jest w pałacu dzieł sztuki. Piękna płaskorzeźba (marmurowa „Madonna”, Florencja, Gregorio di Lorenzo, 1465) to jedyny renesansowy skarb, trochę mebli, biblioteka – samych rekwizytów dawnych czasów jest mało. A słynna kolekcja obrazów F. Cooka liczyła 510 sztuk. Potrzebował na ich zakup tuzin lat! Kupił je dla upiększenia nie tylko Monserrate. Jak ptaki – obrazy poleciały we wszystkie strony świata. Przykładowo nie ma tu obrazu Leonarda da Vinci „Salvator mundi”, („Zbawiciel świata”). To „portret” Jezusa. W 2017 na aukcji to dzieło proweniencji chrześcijańskiej kupił saudyjski książę za 450 milionów dolarów. Ojczyzna? Pieniądze nie mają jej…
Państwo portugalskie, właściciel Monserrate (pałac oraz hektary terenów) od 1949 roku, dokłada starań, aby napełnić sztuką sale, salony zdobytymi dziełami. Są sukcesy. Sam rozległy park-ogród zajął pierwsze miejsce w 2013 roku jako najlepiej utrzymany teren w konkursie European Garden Award (Europejska Nagroda Ogrodnicza). Sam pałac też znalazł się na liście spuścizny kulturowej świata (UNESCO).
‡ ‡ ‡ ‡
Przedtem była to własność prywatna. Należało Monserrate do wspomnianego rodu arystokratycznego Cooków. Sam Francis żenił się SIEDEM razy. Widocznie musiał być przystojny nad wyraz… Nazwano go ironicznie „Britain’s most married baronet” – zatem: najbardziej „żeniony” arystokrata Wlk. Brytanii.
Z pierwszą małżonką współżył 43 lata. Miał z nią dwu synów i jedną córkę. Bardzo ciekawą postacią była następczyni: Amerykanka Tennessee Celeste Claflin. Pracowała w dwu profesjach: była maklerką na giełdzie w Nowym Jorku oraz jasnowidzką w swym mieszkaniu. Dwa spolaryzowane źródła zarobkowania. Jej siostra przeszła do historii politycznej USA: Victoria Woodhull okazała się pierwszą kobietą w tym olbrzymim kraju, kandydującą na fotel prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Po I Wojnie światowej zmieniły się układy. Do 1939, czyli do wybuchu następnej Wojny światowej, pulsowało tu życie. Syn Francisa najął nowego zarządcę. Ten organizował w imieniu właściciela bankiety, rauty, bale, balety, kolacje, przyjęcia i pikniki. Kwitło życie towarzyskie jak flora w obszernym parku. Florę trzeba podlewać wodą, a spotkania na kanwie życia towarzyskiego trochę mocniejszymi płynami…
Chodzę po salach, gdzie na ścianach wiszą fotografie z tamtych lat. W głowie się kręci od wspaniałych kreacji dam: prezentują biżuterię do pasa, kapelusze do pory dnia, dekolty też do pasa, najdroższe buty do golfa, akcesoria do podziwiania przez przyjaciółki, fryzury do żurnali świeżo z salonów Lizbony. Panowie: garnitury, kamizelki, krawaty, muszki, dwukolorowe obuwie, cygara, kapelusze, laseczki. To forma. A treść?
Zarządca, pan Kingsbury, był radcą w ambasadzie królewskiej Wielkiej Brytanii w Lizbonie. Zarządzał też siecią szpiegowską monarchii. Czasy były ryzykowne. W sąsiedniej Hiszpanii 1936 wybuchła wojna domowa. W czasie zmagań światowych przeciw Hitlerowi, Hiszpania i Portugalia pozostały krajami neutralnymi. Dotrzeć do portu w Lizbonie przez Pireneje – wymarzony cel wielu setek tysięcy Żydów europejskich, prześladowanych przez Niemców.
Tu w Monserrate przewijało się mnóstwo postaci z krajów alianckich: rzutcy dyplomaci, cisi szpiedzy, domniemani dyrektorzy, rozpanoszeni szefowie firm, poddenerwowani hochsztaplerzy, ludzie o nie do końca prześwietlonych biografiach, o pokerowych twarzach. Maska zawsze pomaga w utrzymaniu swoistego image. Na piknikach flirtowali z damami, popijając mocną herbatę z porcelanowych filiżanek lub drogie alkohole z kryształowych kieliszków. W 1940 roku rozeszła się w Lizbonie plotka, że Hitler zaatakuje Portugalię, ponieważ chce przechwycić dla Niemiec zasoby wolframu na potrzeby zmagań wojennych. Sporo ludzi uciekło wtedy z Portugalii do Kanady.
A poza tym dzień powszedni personelu między wojnami światowymi był tu ustabilizowany. W domu warsztatowym pracowali spoceni cieśle, w stodole leżały zapasy zboża w workach „na wszelki wypadek”, w stajni stały cierpliwe krowy do wydojenia, muskularne woły do wożenia furami drewna do kominków w pałacu. Sztab 25 ogrodników doglądał roślin, kopał, pielił, podlewał, wyrzucał i wywoził zwiędłą florę, obowiązkowy osiołek służył dzieciom jako ruchoma zabawka. Normalne życie na wsi portugalskiej pod kuratelą Anglików.
Przybywali też turyści, aby chodzić po trasach ukazujących pulsujące piękno przyrody. Łańcuchy przy wygracowanych ścieżkach pokazywały dyskretnie granice spacerów. Respektowano łańcuchy, stanowiące granicę między prywatnością a terenami dla ówczesnych turystów. Kwiaty mogły spokojnie rosnąć, aby razić oczy swym wiecznym pięknem.
Tylko rewolucje powodują pękanie łańcuchów gwałtownym zrywem. Ale ostatnia rewolucja w Portugalii wybuchła w 1910 roku – przed II Wojną światową. Następna rewolucja została symbolicznie ukwiecona goździkami w lufach karabinów – ale to już kwiecień 1974. W ciszy ustabilizowanej historii oddalam się od Monserrate, tętniącego duchem czasów zabranych bezpowrotnie przez historię.












