Nie ma nic bardziej frapującego, niż tkwiąca immanentnie w rzekach „filozofia”: czy rzeki bardziej łączą czy też dzielą?
Na to pytanie jest wiele odpowiedzi, zależnie od miejsca postoju turystycznego. Ja przypłynąłem akurat statkiem z rumuńskiej delty Dunaju do bułgarskiego portu rzecznego Ruse. Ruse jest duże, Dunaj płynący u jego bram jest dość głęboki i szeroki. Statki w porcie mają też spore rozmiary. Wiozą kontenery albo turystów wzdłuż 2400 km transportowego dystansu, plus minus od niemieckiego Passau (Passawa) do delty Dunaju.
Autokar zabrał mnie z zielonego Ruse (wiele parków oraz skwerów, kwietnych konstrukcji w donicach i ulic z podwójnymi rzędami drzew!) do wioski Basarbowo. Krótka ekspedycja – 13 km od Ruse na południe. Gdybym pojechał na północ przez most na Dunaju, byłbym ponownie w Rumunii… Gdybym mógł dłużej zostać w Ruse, zobaczyłbym, gdzie się urodził literacki noblista Elias Canetti.
Sioło Basarbowo leży też w zielonej równinie. Tam po jednej stronie rzeczki Łom ciągnie się ściana niemal pionowych skał. Wyglądają chropowato – pełne małych uskoków, załamań, wgłębień, nisz, jaskiń i grot. Korzystają z tych formacji ptaki. Wykonały sobie misterne gniazda w załomach-dziuplach. Wykorzystali to również dawno mnisi prawosławni. Założyli tu w tych skałach klasztor, zamkniętą wspólnotę religijną. Lojalnie płacili podatki Turkom, okupującym przez wieki dzisiejszą Bułgarię. To była klasyczna formuła rządów tureckich na podbitych terenach – jeżeli ludność płaciła bez protestów daninę, zostawiano ją w spokoju, również religijnym. Pecunia non olet. Nie wszyscy musieli przechodzić na islam. Już w roku 1431 jest wzmianka o klasztorze w Basarbowie – mnisi prawosławni płacili regularnie haracz sułtanowi w dalekim Istanbule. Turcy notowali to skrzętnie w swych lokalnych dokumentach.
Klasztor zasłynął jednak dopiero w roku 1685, kiedy urodził się tu bardzo bogobojny pasterz, prosty chrześcijanin, Dymitr. Pasał na zielonych wzgórzach tłuste owce, pił wodę z Łomu, stukał suchym kosturem w białe skały klasztoru, aż wpuszczono go do świątyni. Jako bardzo pobożny człowiek, zaczął być poważany, czczony. Wintegrował się w życie klasztorne. Pochowano go na wiejskim cmentarzyku, między rzeczką Łom a skałami bardzo świątobliwymi w międzyczasie. Zaobserwowano, iż kiedy ktoś był zarażony kolejną epidemią i pomodlił się przy grobie Dymitra, zdrowiał w mgnieniu oka. Cud! Grób stał się magnesem pielgrzymkowym. Grób lepszy od lekarzy! Ludzie przybywali, robili znak krzyża, modlili się i odchodzili już nie jako chorzy.
BG-RO-BG-RO
Minęło parędziesiąt lat. Wybuchła wojna rosyjsko-turecka 1768-1774. Na tych terenach, blisko Ruse, dowodził oddziałami rosyjskimi generał Piotr Sałtykow. Młody doświadczony dowódca, już po kampaniach w Polsce, na Ukrainie oraz w Szwecji. Od lokalnych władz w Ruse dowiedział się o cudach zza grobu i o lokalnym świętym. Bez wahania postanowił: włożymy resztki świętego do skrzynki na furę i zawieziemy do Rosji. W naszej ojczyźnie nad Wołgą potrzebujemy świętych, cudów i zdrowych obywateli. Akurat w 1770 roku grasowała epidemia dżumy w Moskwie! Patriotyczny gest!
Natychmiast wykonano rozkaz generała Sałtykowa. Pieczołowicie zebrano prochy do specjalnej skrzynki. Przewieziono szczątki doczesne św. Dymitra solidną łodzią przez Dunaj na północ. Św. Dymitr opuścił (na zawsze?) ziemię bułgarską. Transport dotarł do Bukaresztu. Tam akurat panowała też epidemia dżumy. W miejscach postoju konwoju Bułgaria-Rosja ludzie zdrowieli w mig! Rumuni poprosili rosyjskiego generała o pozostawienie relikwii z Bułgarii nad Dymbowicą – to rzeczka płynąca przez Bukareszt. Generał o dziwo zgodził się – święty Dymitr pozostał w Rumunii. Do dzisiaj. Można się pokłonić relikwiom św. Dymitra w bukareszteńskiej katedrze patriarchalnej św. Konstantyna i św. Heleny w centrum miasta. Do dzisiaj. A zatem święty bułgarski pomaga Rumunom – na zawsze! Na zawsze?
A cicha wioska Basarbowo? Klasztor z czasem podupadał, mnisi się wynieśli. Dopiero krótko przed II Wojną światową ojciec Hrisant wznowił działalność religijną w miejscu z tak świetlaną przeszłością. Zaczęto czcić święto patrona 26 października. Przyszło „wyzwolenie” 1945 pod sowieckim młotem i sierpem. Klasztor przestał funkcjonować, bo musiał umrzeć ideologicznie. Sierp i młot były twardsze od skał przez niemal pół wieku. Ale poczucie dumy narodowej spowodowało, iż od 1978 skalny klasztor stał się zabytkiem narodowym, mimo panującego w Sofii komunizmu pod wodzą Todora Żiwkowa, wieloletniego pierwszego sekretarza partii.
BG-RO-BG-RO
Stoję pod skałami, słońce piecze. Wchodzę po wąskich, stromych i koślawych schodkach, wykutych w litej skale, uważając, aby się nie potknąć i nie spaść z wysokości 3-4 pięter. Trzymam się prymitywnej poręczy. Ale święty widocznie pomaga mi i dochodzę do jego sypialni. Jest to nisza, wykuta poziomo w twardym kamieniu (z braku miękkich). To jest jego „łóżko”. Za tym miejscem do spania na wolnym powietrzu (zimy potrafią być ostre w Bułgarii!) przechodzę przez wysoki próg do maleńkiej cerkwi. Przedtem było to zapewne pomieszczenie gospodarcze Dymitra. Teraz urządzono tu prawosławną świątyńkę.
Jest to najmniejsza cerkiew, w jakiej kiedykolwiek przebywałem jako turysta: malutki ikonostas z obrazami marnej jakości z ustalonym od wieków porządkiem: na lewo od drzwi ikonostasu Jezus, na prawo Maria, potem apostołowie. Niepozorna przestrzeń. Za ikonostasem również płaska ściana. Ciasno tu. Nie ma pomieszczeń dla popów za ołtarzem.
W ten sposób odkrywam nieznane mi dotąd zagadnienie niesnasek między Bułgarami a Rumunami za brzegiem dzielącego Dunaju. Bułgarzy domagają się coraz silniejszym głosem od Rumunów, aby oddali relikwie św. Dymitra. Oczywiście jest to spory problem, mający wiele aspektów, znany mi w innych krajach europejskich.
Miejmy nadzieję, iż kwestia miejsca spoczynku św. Dymitra rozwiązana będzie pokojowo.
Fakt, iż ważny Bułgar spoczywa w Bukareszcie, jest może karą niebios za to, że Bułgarzy nie czuli się kiedyś patriotami. Święty Paisij Hilendarski wydał w 1762 roku dzieło „Istoria Sławianobołgarskaja”.
Najsłynniejszy z niej cytat: „Oh, wy nierozsądni głupcy! Dlaczego wstydzicie nazywać się Bułgarami? Dlaczego nie czytacie i nie mówicie w ojczystym języku?”. Paisij Hilendarski, autor tych słów, wzywający do lektur, święty kościoła prawosławnego w Bułgarii, jest teraz patronem uniwersytetu w Płowdiw!
Schodzę ostrożnie po ciasnych stromych schodach. Opuszczam podwórzec u stóp skał, zerknąwszy jeszcze do nowej cerkwi na poziomie ulicy. Kościółek błyszczy i pachnie świeżością. Nie całkiem jeszcze gotowy. Wchodzę cicho do środka. Wewnątrz odświętnie i uroczyście ubrany tłumek rodzinny obserwuje chrzest małego dziecka przed ikonostasem. Osesek ma zaszczytne szczęście – być chrzczonym w Basarbowie to spory honor! Bardzo przystojny młody brodaty pop zanurza nagie dzieciątko niemal całkowicie w ciepłej wodzie w sporym metalowym naczyniu.
BG-RO-BG-RO
Dzielący Dunaj dotyka innego o wiele poważniejszego zagadnienia niż konflikt o relikwie: to Dobrudża. To jest kość niezgody, poważniejsza i twardsza niż kamienny grób świętego Dymitra. Problem niesnasek historycznych między Rumunami a Bułgarami właśnie dotyczy w pierwszym rzędzie Dobrudży! Jest to kawał ziemi o 23 tys. km², leżący przy brzegu Morza Czarnego, czyli na wschodzie Rumunii. To terytorium na południe od delty Dunaju, ku bułgarskiej granicy. Po rumuńsku ziemia ta nazywa się Dobrogea (wymowa: do-BRO-dża), a po bułgarsku Добруджа (wymowa do-BRU-dża). Główne miasto tego regionu w Rumunii to port Konstanca, a w Bułgarii miasteczko Dobricz.
Z rumuńskiego punktu widzenia jest to problem czysto strategiczny: gdyby Dobrudża była bułgarska, nie mieliby Rumuni dostępu do morza. Bułgarzy argumentują: to prawda, ale ten region był od VII wieku bułgarski. Co prawda, potem przez około 200 lat należał do Bizancjum, ale później znowu do Bułgarii. Konflikty nowoczesne na Bałkanach przyniosły rewolucyjne zmiany: w 1878 roku traktat berliński podzielił Dobrudżę między Rumunię a Bułgarię, której przypadła jedynie ziemia przy morzu na południe od Dunaju.
1913 – koniec wojen bałkańskich oraz ostateczny traktat przyznający Dobrudżę Rumunii (Neuilly-sur-Seine, 1919) zakończyły oficjalnie spory i kwasy między dwoma narodami, rozdzielonymi (połączonymi?) Dunajem. Oficjalnie. Lecz w sercach i głowach konflikt ten żyje jednak nadal – jakże typowy dla sąsiedzkich animozji i scysji w Europie. Polacy wiedzą też coś na ten temat…
Na początku XX wieku w Dobrudży – tak twierdzą oficjalne statystyki tamtej minionej epoki – żyli głównie Rumuni, stanowiąc plus minus 2/3 ludności, ale te ziemie były od wieków kolorową mozaiką narodowościową. Mieszkali tam od wieków w spokoju właśnie Bułgarzy, Cyganie, Gagauzi, Grecy, Polacy, Rosjanie, Ukraińcy, Tatarzy, Turcy oraz Żydzi. Nazwisko Dobrudzki albo Dobrucki świadczy o tamtejszych polskich rodzinach.
-Ach, poczciwa Europo z wiecznymi problemami etnicznymi, czyli ludźmi, przesuwanymi i usuwanymi na mapie jak pionki w grze „Człowieku, nie irytuj się”!
Wiesław PIECHOCKI, Basarbowo-Ruse, Bułgaria, czerwiec 2022












