Niech ta wystawa nie będzie bez echa. Pukanie do drzwi kamienia?

0

Polecam PT Czytelnikom PD artykuł red. Bogdana Twardochleba pt. Niech ta wystawa nie będzie bez echa. Pukanie do drzwi kamienia? (którego pierwsza wersja ukazała się w Kurierze Szczecińskim w dniu 21 września), choć wystawy, o której pisze autor w gdańskim Muzeum Drugiej Wojny Światowej już nie ma.

Kim jest Autor:

Dziennikarzem, krytykiem literackim – choć formalnie już na emeryturze – nadal (co potwierdza zamieszczony poniżej artykuł) aktywnie działającym społecznie i piszącym.

Pracował na Uniwersytecie Szczecińskim (10 lat), w tygodniku „Morze i Ziemia”, a najdłużej w „Kurierze Szczecińskim” (29 lat).

Zajmował się głównie (i nadal zajmuje) publicystyką kulturalną, redagował (i nadal redaguje) kolumny  poświęcone sprawom polsko-niemieckim, głównie pograniczu.

Jego artykuły ukazały się też m.in. w „Przeglądzie Zachodniopomorskim”, „Stettiner Bürgerbrief” (Lubeka), berlińskim „Dialogu”, polsko-niemieckiej „Transodrze” – portalu i periodyku nieistniejącego już Polsko-Niemieckiego Klubu Dziennikarzy „Pod Stereotypami” (dostępne jest jego bogate archiwum TransOdra on Line; https://www.transodra-online.net), w polsko-niemieckich książkach zbiorowych, jak np.: „Szczecin – Odrodzenie miasta” („Stettin – Wiedergeburt einer Stadt”), „Zapomniana granica” („Die vergessene Grenze”), „Codzienne pogranicze“.

Do dziś też redaguje raz w tygodniu (środy) kolumnę „Pogranicze”, która jest dostępna także w Internecie (www24kurier.pl/przez-granice).

Red. Twardochleb jest autorem wielu recenzji i omówień prac szczecińskich pisarzy i historyków.

W jego dorobku są także artykuły naukowe o kwestiach osadnictwa polskiego na Pomorzu Zachodnim.

Cenne są też Jego spostrzeżenia nt. kultury regionu, a zwłaszcza odnoszące się do korzeni i tożsamości w społeczności lokalnych na Pomorzu Zachodnim.

Był też Bogdan Twardochleb współinicjatorem partnerstwa gazet:

„Kurier Szczeciński” – „Nordkurier” (Neubrandenburg) i Polsko-Niemieckiej Nagrody „Pomerania Nostra”.

Jeśli chodzi o bohatera polecanego artykułu, Gero  Hellmutha, jest on jednym z najwybitniejszych artystów naszego zachodniego sąsiada. Ale, co ja o nim będę pisał, skoro znajdziecie to Państwo w artykule Bogdana Twardochleba, który polecam:

Bogdan Twardochleb

Niech ta wystawa nie będzie bez echa. Pukanie do drzwi kamienia?

 

W Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku czynna jest wystawa prac niemieckiego artysty Gero Hellmutha „Hiob – lament i przezwyciężenie”. To nowa, rozbudowana wersja wystawy „Hiob”, która w Niemczech była pokazywana wielokrotnie, a którą w 2018 roku można było oglądać w Filharmonii Szczecińskiej. Była to pierwsza w Polsce wystawa Gero Hellmutha. Powstała w wyniku polsko-niemieckiego projektu, który został zainaugurowany w 2015 roku w Bundestagu, w 70. rocznicę zakończenia drugiej wojny światowej.

Gdyby wystawa w Gdańsku została otwarta we wrześniu dwa lata temu, w 75. rocznicę zakończenia drugiej wojny światowej, jak planowano, zapewne więcej by się o niej mówiło. Kolejne terminy otwarcia przesuwała jednak pandemia, na boczne tory zainteresowań zepchnęła ją wojna. Zginęła niemal z przestrzeni zainteresowań, przykryta inflacją, kryzysem energetycznym, problemem reparacji. Nie wywołała więc w Polsce echa. Nawet w Gdańsku niewiele mówi się, że artysta przekazał Polsce jedną z najważniejszych swoich prac, symboliczny, surowy Tryptyk Auschwitz.

Z wystawą łączy się muzyka Michała Dobrzyńskiego, kompozytora, który mieszka w Bydgoszczy, a pochodzi ze Szczecina, oraz improwizacje skrzypcowe Ewy Gruszki-Dobrzyńskiej.

* * *

Gero Hellmuth mieszka blisko granicy niemiecko-szwajcarskiej. Pochodzi z północy Niemiec, z miasta Neustrelitz w Meklemburgii. Gdy na początku 1945 roku miał pięć lat, musiał uciekać z rodzinnego domu. Wojna mściła się na państwie, które ją zaczęło i prowadziło z nieznanym wcześniej okrucieństwem. Gdy się kończyła, Niemcy płacili zbiorowo, niezależnie od win, za krzywdy wyrządzone innym. Ludzie odpłacali ludziom za lata poniżeń i śmierci. Państwa fortyfikowały granice, ryglowano drzwi. Sąsiad bał się sąsiada.

Gero Hellmuth ukończył Akademię Sztuki w Karlsruhe, bardzo ważną dla kreowania powojennego życia artystycznego w Niemczech. W jego pracach widać powinowactwa z artystami XX-wiecznej awangardy, takimi jak Karl Fred Dahmen, który komponował obrazy z drewna i metalu, reagując na doświadczenie wojny jako totalnej destrukcji. Podobnie można mówić o twórczości słynnego Anselma Kiefera czy Detlefa Kappelera, szczecinianina z urodzenia, który mając kilka lat, jak Gero Hellmuth uciekał z matką z rodzinnego miasta pod ostrzałem pikujących samolotów. Obaj przeżywali to, co wcześniej przeżywały dzieci we wszystkich państwach, na które napadły Niemcy.

Doświadczenie wojny i powojennego trudnego budowania pokoju powoduje, że twórczość Gero Hellmutha mocno wiąże się ze społeczną i polityczną codziennością. Artysta jest m.in. autorem „Krzyża bezrobotnych” stawianego – gdy trzeba – przed firmami, których pracownikom grozi bezrobocie. Odzwierciedlenie w jego pracach ma też dramat uchodźców.

Sięga w historyczne i kulturowe uwikłania współczesności. W cyklach „Hiob” kolorem, konstrukcją przestrzeni, jej głębią, doborem materiałów, zwłaszcza przeciwnych sobie, jak twardy metal i kruche drewno, aktualizuje odwieczne problemy. Dlatego tak ważna jest dlań Księga Hioba – dramat o cierpieniu i nadziei. Wątpliwości Hioba są powszechnym doświadczeniem ludzi.

Cierpienie wynika z natury życia – od bólu narodzin po ból śmierci. Ale jest też cierpienie, które człowiek świadomie zadaje drugiemu człowiekowi, decydując o jego bólu i śmierci. Nabrzmiałe od bólu były lata drugiej wojny światowej. Gero Hellmuth uważa, że nie można o nich zapomnieć i nie można rozciągać nad sprawcami przestrzeni milczenia.

* * *

Wśród jego prac jest cykl „Auschwitz”, inspirowany filmem dokumentalnym pokazującym więźniów obozu w dniu jego wyzwolenia. Na ręce jednego z nich artysta zauważył wytatuowany numer 19… Uznał go za symbol XX wieku. Częścią cyklu jest Tryptyk Auschwitz – Uwolnienie 1945, przypominający krzyż. Podczas wystawy w Berlinie stał na ołtarzu w kościele św. Mateusza. Było to symboliczne utożsamienie ofiar Auschwitz z ukrzyżowaniem Chrystusa. Gero Hellmuth, przenosząc w przyszłość ból i cierpienie więźniów Auschwitz, staje się świadkiem ich losu, a jednocześnie świadkiem czynów tych ludzi, którzy taki los im zgotowali. Napisał: „Tryptyk Auschwitz (…) ma przypominać barbarzyństwo niemieckiego narodowego socjalizmu, pod panowaniem którego Polacy i wiele innych narodowości doznało niewysłowionych cierpień, a poprzez to ma ożywiać potrzebę wyciągania nauk z przeszłości”.

Lewa część tryptyku symbolicznie przedstawia zagładę, centrum to drzewce krzyża, a strona prawa, jasna, to nowe życie. Tryptyk opisuje przejście od mroków wojny do światła przyszłości.

* * *

Gdy pokolenie niemieckich dzieci wojny zaczęło rozliczać się z pokoleniem swoich rodziców, zwłaszcza po 1968 roku, wzięło na siebie odpowiedzialność za jego winy i za cierpienia, jakie wyrządziło innym. Świadectw tej odpowiedzialności, której symbolem stała się słynna Akcja Pokuty, zaczęta jeszcze w latach 60. od dobrowolnej pracy młodych Niemców na rzecz upamiętniania w Polsce ofiar niemieckich obozów zagłady, jest w niemieckiej sztuce współczesnej i życiu społecznym bardzo wiele.

W takim samym duchu zadośćuczynienia była prowadzona masowa akcja pomocy Polakom w stanie wojennym, gdy z Niemiec, głównie Zachodnich, trafiały do Polski miliony paczek wysyłanych z odruchu serca przez zwykłych obywateli. W RFN przyjęto wówczas (i nie tylko wówczas) tysiące emigrantów i uciekinierów z Polski. Można by mówić o innych sprawach, m.in. redukcji polskiego zadłużenia, wspieraniu ratowania zabytków w Polsce, nauki, edukacji, kościołów, opieki nad miejscami pamięci. Zjednoczone Niemcy pomagały i pomagają też innym państwom, które tego potrzebują. Opiekują się miejscami pamięci u siebie, które są w dawnych obozach koncentracyjnych, miejscach straceń, pracy przymusowej. W centrum Berlina jest wielki pomnik Ofiar Holocaustu, blisko niego – Muzeum Topografia Terroru dokumentujące zbrodnie okresu nazizmu, w pobliżu powstanie Miejsce Pamięci i Spotkań z Polską. W Berlinie jest też placówka upamiętniająca wypędzenia i wysiedlenia Niemców w kontekście pamięci o winie Niemiec za wojnę. O tych sprawach są biblioteki książek, filmy, dzieła sztuki, podręczniki, w tym polsko-niemiecki podręcznik historii opracowany przez polsko-niemiecką komisję podręcznikową. Oczywiście, wciąż trzeba mówić o drugiej wojnie światowej. Przychodzą nowe pokolenia, które trzeba uczyć, bo pamięci historycznej nie ma w genach. Polacy też nie mają jej w genach.

* * *

Prologiem do wystawy w Gdańsku jest niewielka rzeźba „Znalezisko” – metalowa kołatka ocalona z drzwi domu, który ktoś musiał porzucić. Na co dzień kołatka służy do tego, aby ktoś, kto chce wejść do domu, mógł zapukać do drzwi. Po drugiej ich stronie musi być ktoś, kto zechce te drzwi otworzyć. Jeśli ludzie z obu stron drzwi sobie ufają, zostaną otwarte. W 1945 roku drzwi między Polakami a Niemcami zamknięto. Potem otwierano je długo. Kiedyś Gero Hellmuth pisał: „Kołatka wskazuje na niezwykłą wartość zaufania, jakie pomimo (…) nieszczęsnej przeszłości zrodziło się między naszymi narodami w ciągu ostatniego siedemdziesięciolecia. Częstokroć zaczynało się od tego, że ktoś pukał do czyjegoś domu”.

Zaufanie wciąż trzeba odnawiać. Do drzwi trzeba pukać z obu stron. Kto dziś to robi?

* * *

Do wystawy Gero Hellmuth włączył cykl obrazów „Dzieci. Ofiary wojny między granicami”. Do Gdańska przywiózł nowy obraz o cierpieniach dzieci Ukrainy. W 1945 roku, gdy miał pięć lat, sam poznał dziecięcy strach. I choć jako dziecko nie miał żadnego wpływu na czyny ówczesnych dorosłych, dziś – jako obywatel Niemiec – czuje się za nie odpowiedzialny. Mówi o tym jego twórczość.

Jego obrazy i reliefy trzeba oglądać w skupieniu. W reliefach znaczące jest zmaganie się tego co trwałe, żelazne, a co symbolizuje wojnę i okrucieństwo, z tym co nietrwałe, symbolizowane przez drewno. Przemoc ściera się w nich z bólem i śmiercią, zwątpienie z nadzieją, historia z codziennością, pragnienie dobra z żądzą wojny. W obrazy wpisana jest sylwetka człowieka uwikłanego w biel i czerń życia, odcienie szarości, wieloznaczność rozkwitającej czerwieni.

„Hiob” Gero Hellmutha to zmetaforyzowana historia upadku człowieka, który wywołuje wojny, i dźwigania się z upadku, gdy wojna się kończy. Po drugiej wojnie światowej ludzkość z trudem dźwigała się z upadku. Europejczycy zaczęli budować nowy dom na fundamentach pojednania, dialogu, kompromisu, solidarności, współpracy, wzajemnej odpowiedzialności, wiary w dobro i twórczą moc człowieka. Choć przynosi to dobre rezultaty, to jednak narastały i narastają siły destrukcji. Sprzyja im niepamięć o wojnie.

Dziś kumulują się lęki o przyszłość. Trwa wojna w Ukrainie, z której agresor, Rosja, nie chce się wycofać. W tym kontekście wystawa Gero Hellmutha zmusza do przemyśleń, czy te wartości, w oparciu o które budowaliśmy pokój, mogą zatrzymać morze zła i cierpienia? Czy są na tyle silne, by odebrać im siłę? Jak to zrobić?

***

Ludzkich cierpień i śmierci nie okupi się żadnymi pieniędzmi. Jedyną skuteczną drogą zadośćuczynienia za skutki wojny może być jej wyrzeczenie się, a przede wszystkim wspólna z innymi budowa pokoju. Dlatego krytyk sztuki Hans Gercke pisał, że w pracach Gero Hellmutha jest „perspektywa światła i nadziei”.

Artysta chciał pokazać swą wystawę właśnie w Gdańsku, gdzie zaczęła się druga wojna i gdzie jest muzeum dokumentujące morze zła i cierpienia. I w tym Gdańsku, gdzie zrodziła się idea solidarności, która rozlała się po Europie morzem nadziei, przezwyciężając lament Hioba, obalając mury i kurtyny, rozbudzając i umacniając nadzieje, docierając także do Niemiec, co dokumentuje Europejskie Centrum Solidarności.

Gero Hellmuth puka do naszych drzwi. Jednak jego pukanie jest dziś w Polsce prawie bez echa, jakbyśmy dziś z Niemcami nie chcieli żadnego dialogu o pokoju, wspólnego budowania przyszłości. Ma się wrażenie, że jest to „pukanie do drzwi kamienia”. Pod koniec ubiegłego roku w liście do przyjaciela w Polsce artysta pisał: „Wiesz, że jestem dzieckiem wojny i wiem z doświadczenia, że wojna jest plagą wszystkich plag (tak mówi stara pieśń z wojny trzydziestoletniej w XVII wieku). I dlatego chciałbym mój Tryptyk Auschwitz, jako gest pojednania i przyjaźni, przekazać Polsce. (…) Wiem, jak ważny jest dialog między Polską a Niemcami – byłbym szczęśliwy, gdyby mój projekt się powiódł”.

Pisał też, że jego tryptyk wzywa „do poszanowania praw człowieka, do dialogu, praktycznego szukania wspólnych dróg do lepszej przyszłości”. Podkreślał: „Stale widzimy, jak w Europie, a w rzeczywistości na całym świecie, kruche jest bezpieczeństwo. (…) Ja sam jestem dzieckiem wojny i czuję wspólnotę z wszystkimi ludźmi (…), którzy tak bardzo cierpią”.

W otwarciu wystawy uczestniczyło około stu gości. Gratulowali Gero Hellmuthowi przejmujących prac. Wysoki przedstawiciel rządu Niemiec mówił o wielkiej wartości wystawy, podkreślającej „wagę polsko-niemieckiego dialogu”. W tym duchu (po polsku!) mówił również Gero Hellmuth. Pisał potem do przyjaciela, że kwartet smyczkowy grał doskonale utwory Michała Dobrzyńskiego, a on sam prowadził z gośćmi ciekawe rozmowy. Dodawał: „Dla mnie najważniejsze było to, że moje przesłanie jest zrozumiałe i zostało zrozumiane!”, że również „przekazanie tryptyku zostało przyjęte z zadowoleniem”.

Wystawa Gero Hellmutha będzie czynna do końca września. Podkreślmy, że jest bardzo dobrze, przejrzyście i sugestywnie zaaranżowana. To sztuka ekspresyjna, niefiguratywna, w odbiorze wymagająca skupienia, nieprosta. Ale też wraca do doświadczeń drugiej wojny światowej, mówi o wojnach, trwających dziś, o okrucieństwie, bólu i cierpieniu, o czym w sztuce mówić trzeba także właśnie tak, odwołując się bezpośrednio do wrażeń, odczuć i uczuć.

Jeśli ktoś w najbliższym czasie będzie w Gdańsku, do którego zawsze warto jeździć, niech odwiedzi wystawę „Hiob – lament i przezwyciężenie”. Wierzę, że nie pozostanie bez echa.

Źródło artykułu Bogdana Twardochleba: 24kurier.pl

Poprzedni artykułDunaj dzieli i łączy
Następny artykułKsiążki Macieja Andrzeja Zarębskiego
Karol Czejarek, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt - kierownik po. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematyka UE i Globalizacji oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS. Rok 2024 owocował w dalsze dokonania twórcze Karola Czejarka. Oprócz 30 opublikowanych w PD artkułów, recenzji książkowych, pożegnań i rozmów, również wydanie dwóch publikacji książkowych: przekładu (z j. niemieckiego na polski) Hansa-Gerda Warmanna „Panie Abrahamson, Pańska synagoga płonie” (TSKŻ, Szczecin 2024) oraz „Autobiografii. Moja droga przez życie” (Biblioteka Świętokrzyska, Świętokrzyskie Towarzystwo Regionalne, Zagnańsk 2024). W kwietniu 2025 ukazała się monografia autora o życiu i twórczości Bronisławy Wilimowskiej „Wszystko było dla niej malarstwem” (w Wydawnictwie ASPRA-JR).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj