Nigdy dotąd w historii Stanów Zjednoczonych nie zdarzyło się, aby dwaj kolejni następujący po sobie prezydenci mieli wyjątkowo niskie notowania. A tak jest obecnie. Dotyczy to byłego prezydenta republikanina Donalda Trumpa i obecnego prezydenta demokraty Joe Bidena.
Donald Trump po tym jak osiągnął duży sukces w biznesie zapragnął sięgnąć po stanowisko polityczne, po prezydenturę, choć w tej dziedzinie nie miał żadnego politycznego doświadczenia. Zgłosił więc swoją kandydaturę na prezydenta. Dzięki bogatym funduszom wyborczym, na politycznym polu pokonał bardziej kompetentnych polityków republikańskich.
Już w okresie kampanii wyborczej Donald Trump zgłaszał zastrzeżenia do paryskiego układu z grudnia 2015 r., dotyczące klimatycznego porozumienia, które podpisał jego poprzednik, Barack Obama. Uważał, że za tym układem kryją się interesy Chin, by osłabić konkurencyjność towarów amerykańskich na rynkach światowych. Kiedy został prezydentem Stanów Zjednoczonych nadal podtrzymywał swe zastrzeżenia i zapowiedział wycofanie USA z tego porozumienia. W przededniu tej decyzji wystąpił do Trumpa przewodniczący Komisji Europejskiej Donald Tusk z apelem: „Nie zmieniaj politycznego klimatu na gorszy”.
Mimo to 1 czerwca 2017 r. Trump w swoim wystąpieniu uznał, że ustalenia paryskie są niekorzystne dla gospodarki amerykańskiej, mimo że 195 państw przystąpiło do tego układu pozwalającego na utrzymanie na ziemi temperatury nie wyższej niż 2 stopnie Celsjusza ponad średnią temperaturę sprzed epoki przemysłowej. W ten sposób Stany Zjednoczone obok Nigerii i Syrii stały się trzecim państwem poza paryskim układem klimatycznym. Trump zapowiedział, że Stany Zjednoczone będą chciały zawrzeć nową „bardziej sprawiedliwą” umowę, ale nie przedstawił szczegółów. „Jako ktoś kto troszczy się o nasze środowisko, nie mogę z czystym sumieniem poprzeć porozumienia, które karze Stany Zjednoczone” – powiedział i dodał, że porozumienie paryskie „w mniejszym stopniu dotyczy klimatu, a w większym stopniu pozwala innym krajom zyskać przewagę finansową nas Stanami Zjednoczonymi”. Prezydent wstrzymał również wkład finansowy USA dla ONZ-owskiego programu Green Climate Fund, który to fundusz jego zdaniem „kosztuje Stany Zjednoczone ogromne pieniądze”.
Przed spotkaniem grupy G-20 w Hamburgu, kanclerz Merkel wypowiedziała się w Bundestagu krytycznie o polityce Trumpa, zarzucając mu m. in. izolacjonizm i protekcjonizm. Wyraziła równocześnie nadzieję, że działając razem, uda się znaleźć właściwe rozwiązania problemów „szybciej i efektywniej”. Trump przyjechał na spotkanie G-20 słabszy, aniżeli był w momencie obejmowania prezydentury. Prezydent, który zapewniał, że uczyni i Amerykę ponownie wielką, nie mógł wykazać się żadną inicjatywą ustawodawczą, natomiast angażował się osobiście w rozmaite pyskówki na Twitterze. Nie przedłożył również konstruktywnej propozycji na arenie międzynarodowej. Zaszkodził natomiast wizerunkowi Stanów Zjednoczonych wycofując się z paryskiego porozumienia o zmianach klimatycznych.
Nic więc dziwnego, że Trump miał niskie notowania w społeczeństwie amerykańskim i w efekcie był prezydentem jednej kadencji.
Wydawało się więc, że jego zwycięzca demokrata Joe Biden odnotuje wysokie poparcie społeczne. Tymczasem notowania poparcia dla Bidena są równie niskie jak dla Trumpa.
To wszystko świadczy o kryzysie prezydentury amerykańskiej. Biden, mimo że był wiele lat Przewodniczącym Senackiej Komisji Spraw Zagranicznych, był wiceprezydentem Stanów Zjednoczonych i ma duże obycie międzynarodowe to obecnie dołuje podobnie jak w Trump w notowaniach wyborców amerykańskich. Jest to obrazem kryzysu politycznego elity amerykańskiej co najmniej od dwóch kadencji. Wyborcy amerykańscy obecnie uzanją prezydenturę Bidena za „klęskę”, a tylko 39% uznaje ją za sukces. Mimo że Biden jest aktywny na arenie międzynarodowej Amerykanie oczekują od prezydenta rozwiązania problemów trapiących społeczeństwo takich jak inflacja, drożyzna, bezpieczeństwo wewnętrzne. Szczególnie niską popularność prezydent ma wśród młodych Amerykanów, wśród Latynosów oraz wśród czarnoskórych wyborców. Ponieważ gospodarka amerykańska jest w zlej sytuacji, obywatele obwiniają za jej stan przede wszystkim ostatnich dwóch prezydentów Donalda Trumpa i Joe Bidena.












