Siedzę w ławce kościoła, ani zbyt ładnego ani zbyt brzydkiego. Rozglądam się po sklepieniu, witrażach. Dominuje bogato zdobiony ołtarz. Tego zimnego kościoła nie było tu przed rokiem 1889. Marznę w nim. Jeszcze nie ma wiosny.
Kościół powstał na smutny rozkaz cesarza Józefa Franciszka z Wiednia. Stolica Austrii jest oddalona stąd o jakieś 40 km. To dystans olbrzymiego bólu cesarza oraz jego pięknej małżonki Elżbiety („Sissi“). Wtedy nawet końmi było z wiedeńskiego pałacu Schönbrunn do wioski Mayerling blisko. A daleko było do zrozumienia tej rodzinnej tragedii.
Tu w myśliwskim pałacyku, zbudowanym celowo dwa lata wcześniej dla cesarskiego syna Rudolfa, rozegrał się bardzo smutny finał życia tego jedynego syna, następcy tronu. Syn Rudolf, obwieszony tytułami, orderami, odznaczeniami, bardzo dobrze wykształcony, strzela tutaj raz celnie do swej kochanki, a potem też raz – sobie w głowę. Dwa strzały. Dwa trupy na łóżku cichej sypialni myśliwskiego dworku. Data? 30 stycznia 1889 roku.
Nie tylko smutna sypialnia była wtedy cicha. Tu nadal jest cicho. Dookoła Wiener Wald, czyli łańcuch łagodnych idyllicznych wzgórz na zachód od Wiednia. Mayerling nie rozrósł się nawet do dzisiaj. Parędziesiąt domostw, droga przez wieś, drogowskazy, kilka znaków dla kierowców, dobra restauracja i klasztor sióstr karmelitanek. Cisza panuje wokół zabudowań klasztornych, nad łąką dla turystów, nad wieżą kościoła, nad wyschłą krwią dramatu. Tych budynków nie było przed tragedią. Ta była dopiero początkiem wstrząsów dla cesarza, zachowującego do końca kamienną twarz. Poker. Do kresu życia, do końca 64-letniego panowania na tronie. Franciszek Józef to cała epoka w dziejach nie tylko Austrii, lecz Europy. To władczy ojciec. Zbyt władczy również dla swych dzieci?
∞ ∞ ∞ ∞
Arcyksiążę Rudolf miał 31 lat w momencie samobójstwa a jego kochanka była panienką 18-letnią. Rudolf miał oficjalną małżonkę, Stéphanie, córkę belgijskiego króla, oraz 6-letnią córeczkę, o której mawiał publicznie, iż szkoda, że nie jest chłopcem. Sam Rudolf był wychowywany nader dziwnie, drastycznie – z punktu widzenia dzisiejszych zasad pedagogiki. Wychowujący 3-letniego brzdąca arystokrata polewał go lodowatą wodą z wiadra, aby chłopczyk zahartował się do trudów życia. A kiedy malec spał, książę pedagog strzelał z pistoletu koło łóżeczka, aby przybliżyć malutkiego Rudolfa do elementów dźwiękowych walk i bitew w przyszłości, gdzie się przecież ostro strzela z pistoletów, karabinów, moździerzy i armat. Czy zaważyło to na charakterze młodego Habsburga? Dewiacje, meandry duszy, dylematy, wahania czają się wszędzie za młodu…
Trudno ocenić dziś otoczenie Rudolfa, wpływ nauczycieli i ich metod na skomplikowane kształtowanie się jego psyche. Sam żył w złotej klatce. Malował bardzo udanie ptaki. Zazdrościł im wolności? W małym muzeum Mayerling mogę oglądać jego zupełnie dobre obrazki: akwarele i rysunki. Teraz siedzę w kościele, powstałym po tragedii.
Cesarz kazał po stracie jedynego syna zburzyć cały pałac myśliwski i wybudować na tym miejscu kościół a obok klasztor! Coś za coś. Żadnego vacuum… Stworzono mury, ogrody, aby mogły tu żyć zakonnice karmelitanki. Do dzisiaj. Karmel oznacza po hebrajsku „ogród Boga”, a zatem nowe przeznaczenie przestrzeni miało zaakcentować zacieranie śladów po tragedii tej szczególnej love-story o politycznych wymiarach. Ogród, zieleń, kontakt z przyrodą leczą ponoć rany. Właśnie tu los zapoczątkował koniec habsburskiej monarchii…
Zacieranie śladów zaczęło się natychmiast. Nieliczni świadkowie (lokaje, kucharki, stangreci) musieli przysięgać przed sędzią śledczym, iż nic nie widzieli, nic nie słyszeli. Będą milczeć w przyszłości. Nazajutrz „Wiener Zeitung” oznajmiła milionom czytelników w całej monarchii austro-węgierskiej, iż następca tronu zmarł nagle, z powodu Herzschlag, a zatem doznał udaru serca. To kłamstwo stało się strawą dla obywateli. Zdjęcia ukazywały głowę arcyksięcia w trumnie, z bandażem wokół czaszki. Jak tylko długo można było, tak precyzyjnie tuszowano powody zgonu Rudolfa. Właściwie trwało to do końca monarchii, czyli do roku 1918. To był temat tabu. W salonach Wiednia, Budapesztu, Bratysławy czy Lwowa nie wypadało rozgrzebywać tego tematu. Ciszej nad tą trumną, a raczej tymi dwiema trumnami!
∞ ∞ ∞ ∞
Cesarz, jak wspomniałem, kazał zburzyć kompleks budynków. A były one nowiuteńkie, nowoczesne. Inaugurowano Mayerling ledwie dwa lata wcześniej, przed dramatem. Jak dziś wgłębić się w psychologię cesarskiego postępowania? Czy to był kompleks winy, ekspiacja, materialne zniszczenie miejsca samobójstwa a zatem zredukowanie rozmiarów smutku? Czyżby pragnął faktycznie i optycznie „wymazać” dramat?
Siedzę w kościele, którego ołtarz główny stoi dokładnie w miejscu, gdzie była sypialnia w pałacyku myśliwskim! Ten ołtarz, zanim został poświęcony, był częścią sypialni pałacyku myśliwskiego. Nigdy dotąd nie przeżyłem jako turysta takiej metamorfozy. Cesarz polecił architektowi tak to zaplanować! Patrzę na ozdoby, złocenia, świece, obrazy, mozaiki, obrus na ołtarzu, usiłując przywołać i połączyć wizję łóżka, niewidocznego dziś symbolu miłosnych gier, zduszonych westchnień, erotycznych szeptów, eksplozji śmiechu, gorzkiego płaczu i niejasnej przyszłości. Czy łóżko stało obok świec? A może na lewo od antepedium? Gdzie dokładnie stało to łóżko z historycznymi konotacjami? Jak tu się skupić religijnie? O, Boże!
Młodziutka partnerka, Maria Vetsera, była dość świeżą zdobyczą Rudolfa, nie stroniącego od powabu kobiet, zabiegających o kontakty z nim na tak wysokich salonach – najwyższych w ogromnej monarchii. Młoda Maria nie pasowała do tej tragedii. Ale wzięła w niej śmiertelny udział z powodu porywczego charakteru, pasji i miłości z konsekwencjami. Jego inna kochanka, panienka z Grazu, rok wcześniej, poszła na policję i zameldowała, iż arcyksiążę Rudolf zaproponował jej, iż po miłosnej nocy, on ją zastrzeli a potem siebie. Policjant nie uwierzył panience. Uznano to za jej fanaberie i chęć zyskania sławy kosztem syna cesarza!
Maria, panienka, która weszła do historii dzięki schadzkom z męską przyszłością Austrii, miała ojca barona, bankiera z Marsylii. Matka Marii, Helena z domu Baltazzi, była dumna, iż córka ma takie perspektywy: może zostanie kiedyś żoną cesarza? Matka, pani Baltazzi-Vetsera, podarowała srebrną papierośnicę Rudolfowi, jako prezent urodzinowy. Wewnątrz był wygrawerowany tekst z dedykacją dla niego. Matka zastrzelonej Marii żyła jako wdowa w żałobie i smutna rodzicielka jeszcze 36 lat po strzałach w Mayerling. Przeżyła wszystkie dzieci – nieszczęsną córkę oraz swych czterech słynnych sportowych synów – ich żywiołem były zawody konne. Byli uznanymi i słynnymi bezkonkurencyjnymi mistrzami jazdy konnej w Austrii.
∞ ∞ ∞ ∞
Wstaję z ławki, idę w kierunku ołtarza, skręcam do drzwi byłej zakrystii. Tam w kilku pokojach urządzono muzeum. Napotykam na wiele eksponatów, przypominających ten dramat, który wstrząsnął Europą. Po zgonie Rudolfa, wyszukano wedle ustalonego klucza na dworze cesarskim następcę tronu. Został nim arcyksiążę Ferdynand. Niestety, został zastrzelony w Sarajewie przez serbskiego terrorystę w lecie 1914. Cesarz Franciszek Józef był prywatnie osobą wyjątkowo doświadczoną przez los. Same zgryzoty i ciosy losu.
Przecież 9 lat po Mayerlingu, w Genewie, włoski terrorysta zabił mu małżonkę. Sissi spacerowała po eleganckiej alei w parku przy Jeziorze Lemańskim. Włoch wbił długi ostry pilnik w serce 61-letniej niewinnej arystokratki. Dla terrorysty była jednak reprezentantką reżimu austriackiego, znienawidzonego w jego ojczyźnie. Franciszek Józef stracił przedwcześnie syna oraz żonę.
Gdyby nie tragedia w Mayerlingu, nikt dzisiaj nie znałby tej wioski. A tak zyskała ponurą sławę. Zbudowano tu w międzyczasie nowoczesne centrum turystyczne, gdzie się płaci za wstęp, gdzie można kupić nostalgiczne pamiątki po przebrzmiałej monarchii.
W muzeum, czyli rozszerzonej o kilka pomieszczeń zakrystii docieram wśród eksponatów do ostatniego pokoiku. Stoi tu za szkłem trumna Marii Vetsera, córki bogatej rodziny, smutnej bohaterki tragedii. Trumna wygląda na splądrowaną. Ma rozłupane miedziane wieko. Kiedyś było lśniąco-rudawo-czerwonawe, teraz (patyna!) jest szaro-zielone. Można przez pancerną szybę, dzięki szparom w wieku zaglądnąć trochę do środka. Oczywiście trumna jest pusta. Rudolf prosił w testamencie o pochowanie go razem z Marią. Nie spełniono jego ostatniej woli. Noblesse oblige, a może raczej – n’oblige pas? On spoczywa w cesarskiej krypcie kapucynów w centrum Wiednia. Ona w klasztorze Heiligenkreuz, parę kilometrów od Mayerling.
Najpierw sporządzono dla Marii bardzo prostą trumnę (nr 1) z sosnowego drewna. Pół roku po miłosnym dramacie przełożono ją do miedzianej trumny. Właśnie przed nią (nr 2) stoję. Ale w 1945 roku, przy zdobywaniu Austrii, radzieccy żołnierze wzięli z ogrodu przyklasztornego w Heiligenkreuz motyki, kilofy i rozwalili wieko trumny, szukając przy trupie Marii skarbów. Teraz rozumiem te brutalne ślady uderzeń na wieku… ZSRR okupował Austrię strefowo do 1955 roku. Biedną Marię przełożono do cynkowej trumny (nr 3). W 1991 roku historyk-amator z Linzu wykradł trumnę z szukającą pokoju (requiescat in pace!!) Marią dla analiz naukowych. Może to sama Maria się zastrzeliła? Kiedy ją policja wreszcie odnalazła, przełożono ją do żelaznej trumny nr 4.
∞ ∞ ∞ ∞
Podobno Sissi, matka Rudolfa była dla niego oschła, oziębła. Następne pytania: Dlaczego? Jakie były jej zasady wychowania dzieci?
Kiedy dowiedziała się o finale afery w Mayerling – po tygodniu – nie wzięła udziału w pogrzebie! Orzekła: „-Mój syn nie umarł. Nie przyjmuję do wiadomości jego zgonu. Będzie żył dla mnie wiecznie!”. Udała się jednak do krypty kapucynów tydzień po uroczystościach pogrzebowych. Klęcząc przed trumną, wykrzykiwała jedynie jego imię…
Kończę wizytę w smutnym miejscu. Idąc ku wyjściu, dostrzegam małą budowlę. Wygląda jak kwadratowy parterowy niewielki domek z kilkoma oknami i kopułką. Z daleka przypomina niepozorną kapliczkę. Podchodzę. Można zwiedzać. To „Pawilon herbaciany”, czyli takie pomieszczenie na five o’clock. Wchodzę do zimnego wielkiego pokoju. Jedyny na parterze. Nikt nie czeka z filiżanką gorącej aromatycznej herbaty. Widzę dwie ciekawostki: niemal 3-metrowy pionowy stojący na posadzce „wachlarz” (jako symbol salonów) na którego częściach ukazano tekstami i zdjęciami życie Marii Vetsera. W pożegnalnych kilku zdaniach napisała tu w Mayerling do matki: „Śmierć będzie dla mnie szczęśliwsza niż życie! Wybacz mi mamo to, co robię!”
Nad moją głową na suficie pawilonu „płyną po niebie” bardzo udane freski. To druga ciekawostka. Freski udają barokowe girlandy, kwiaty w wazonach, wesołe jasne chmurki. Powstały właśnie w 1887 roku, przy inauguracji pałacyku myśliwskiego. Informacja przy drzwiach mówi, iż te freski wykonał polski malarz Józef Mikulski! Polonicum. Dzięki pastelowym barwom, motywem radosnych kwiatów, stanowią silny kontrast do ogólnej tu przygnębiającej atmosfery miłosnego dramatu, konfliktów pokoleń, niespełnionych oczekiwań od życia, smutku odejść, drastycznych działań oraz czekającej za kulisami śmierci. Znamy to nie tylko w Mayerling.
Teraz dowiaduję się, iż (dla orientacji przestrzennej?) cesarz pozwolił pozostawić tylko ten domeczek, pawilonik, jako jedyny architektoniczny ślad po pałacyku, gdzie stracił syna. -Ach, scenariusze naszej egzeystencji! Żegnam spokój tego pseudo idyllicznego miejsca, idąc w kierunku cichego parkingu.
Wiesław PIECHOCKI, Mayerling, Dolna Austria, luty 2022












