Joe Biden, 47. prezydent Stanów Zjednoczonych jest w znacznym stopniu unikalną postacią w Białym Domu. Jego polityczna kariera prawie wyłącznie związana była ze sprawami obronnymi. Na tym odcinku zdobył ogromną wiedzę i doświadczenie. W 1973 r. został senatorem Stanów Zjednoczonych ze stanu Delaware. W Senacie przewodniczył m. in. Komisji Sprawiedliwości. Był przewodniczącym senackiej Komisji Spraw zagranicznych, a w latach 2009-2017 wiceprezydentem Stanów Zjednoczonych przy prezydencie Baracku Obamie. Biden nie był malowanym wiceprezydentem w administracji Obamy, który wykorzystywał doświadczenie swojego wiceprezydenta w ważnych misjach zagranicznych.
Kiedy Biden zasiadł w fotelu prezydenckim w Białym Domu wiedział, że społeczeństwo amerykańskie przede wszystkim oczekuje od prezydenta skutecznej polityki wewnętrznej, stabilizacji gospodarki, zmniejszenia bezrobocia, odbudowy zniszczonej infrastruktury kraju i oczywiście skutecznej walki z koronawirusem, który pochłonął w USA największą liczbę ofiar na świecie. Do polowy kwietnia br. ponad 570 tysięcy Amerykanów straciło życie w wyniku zakażenia wirusem Covid-19.
Biden zdawał sobie sprawę, że społeczeństwo amerykańskie oczekuje od prezydenta konkretnych działań modernizacji infrastruktury kraju, poprawy jakości dróg, mostów, unowocześnienia portów i lotnisk. Dużą wagę Biden przywiązywał do walki ze zmianami klimatu. Dlatego przywrócił członkostwo Stanów Zjednoczonych w światowej organizacji zajmującej się klimatem. 31 marca br. w czasie przemówienia w Pitsburgu prezydent obiecał odbudowę słabnącej infrastruktury kraju, rozbudowę zielonej energii. Poinformował również, że środki finansowe na realizację tych ambitnych celów uzyska m. in. z podniesionych podatków na korporacje. Dzięki podniesionym podatkom budżet uzyska 2 biliony dolarów w ciągu następnych 15 lat. Plan Bidena przewiduje budowę 2 milionów domów na miejsce rozpadających się. Skorzystają na tym zdaniem prezydenta przede wszystkim osoby biedniejsze.
Mówiąc o tych planach prezydent Biden dodał, że „jest to największa amerykańska inwestycja w stanowiska pracy od czasu Drugiej Wojny Światowej. Stworzy miliony dobrze płatnych stanowisk pracy. Przyczyni się do rozwoju gospodarki, uczyni nas bardziej konkurencyjnym krajem na świecie, wzmocni nasze interesy bezpieczeństwa i pozwoli wygrać rywalizację z Chinami w przyszłości”. Dodał jeszcze, że „jest to śmiały plan, ale go zrealizujemy”.
Biden nie zapomniał oczywiście o specjalności tzn. o polityce zagranicznej, ale ze względów politycznych nie mógł jej eksponować. M. in. zapowiedział przywrócenie dobrych stosunków i współpracy z sojusznikami. Rosji zagroził sankcjami otwierając jednak możliwość kontynuowania dialogu z Putinem. Prezydent wyraził gotowość przedłużenia układu z Rosją o ograniczeniu potencjałów strategicznych obu krajów. Zapowiedział wycofanie wojsk amerykańskich i sojuszniczych z Afganistanu. Za największe zagrożenie uznał Chiny i w związku z tym zaprosił premiera Japonii Yoshihide Suga jako pierwszego gościa zagranicznego w celu ustalenia wspólnej polityki wobec Chin.












