Choć wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych są dopiero w listopadzie 2016 r. rozpoczął się już wyścig do Białego Domu, czyli najdłuższa i najbardziej kosztowna na świecie kampania wyborcza. Pierwszy na starcie stanął Ted Cruz, senator z Teksasu. 23 marca 2015 r. oznajmił on, że będzie ubiegał się o nominację Partii Republikańskiej, jako jej kandydat na prezydenta Stanów Zjednoczonych.
System wyboru prezydenta USA jest niezwykle skomplikowany. Składa się z dwóch zasadniczych części: a) uzyskania nominacji danej partii, co nastąpi na konwencji w lecie przyszłego roku oraz b) z finałowej rozgrywki kandydatów obu głównych partii. Ta finałowa rozgrywka zacznie się na początku września 2016 r. W pierwszy wtorek po pierwszym poniedziałku listopada przyszłego roku Amerykanie pójdą do urn. wyborczych i wybiorą nie prezydenta, ale 535 elektorów tworzących tzw. Kolegium Elektorskie, którzy w połowie grudnia 2016 r. wybiorą prezydenta USA. Ten system powoduje, że można uzyskać większość w głosowaniu powszechnym i przegrać wybory. I tak się to już czterokrotnie zdarzyło w historii Stanów Zjednoczonych. Ostatni raz miało to miejsce w 2000 r., kiedy kandydat Partii Demokratycznej, Al. Gore dostał w głosowaniu powszechnym o ponad pól miliona głosów więcej od republikanina George’a W. Busha, a prezydentem został ten ostatni wybrany przez Kolegium Elektorskie.
W chwili, gdy piszę ten artykuł już powstał tłok w wyścigu do Białego Domu. Zgłosiło się czworo kandydatów Partii Demokratycznej i trzynaścioro kandydatów republikańskich. Zapewniam Czytelników, że to nie koniec. Poza tą szesnastką już przymierzają się inni kandydaci Partii Republikańskiej.
Wśród 16 już zadeklarowanych kandydatów są dwie kobiety. Po stronie Partii Demokratycznej zdecydowaną faworytką do dominacji jest Hillary Clinton, była Pierwsza Dama, senator federalny ze stanu Nowy York, szefowa dyplomacji amerykańskiej w czasie pierwszej kadencji Baracka Obamy, wybitny prawnik zaangażowany w różne programy społeczne. Reprezentuje ona centrowy program, podczas gdy trzech demokratycznych rywali klasyfikowanych jest na lewo od niej.
Wśród kandydatów republikańskich prym wiodą przedstawiciele konserwatywnego skrzydła tej partii oraz zwolennicy tzw. Partii Herbacianej, zaliczanej do skrajnie konserwatywnego odłamu Partii Republikańskiej. W polityce zagranicznej republikańscy kandydaci są m.in. przeciwni normalizacji stosunków z Kubą, przeciwni porozumieniu z Iranem w sprawie ograniczenia przez ten kraj rozwoju programu nuklearnego, domagają się ostrzejszych sankcji wobec Rosji i są zwolennikami zapewnienia bezpieczeństwa Ameryce przez siłę.
Wśród kandydatów republikańskich jest dr Ben Carson, neurochirurg bez politycznego doświadczenia, ale znany m.in. z tego, że pierwszy rozdzielił bliźnięta syjamskie zrośnięte głowami. Kandyduje również Donald Trump, multimiliarder, właściciel konkursu na Miss Uniwersum.
O nominację Partii Republikańskiej ubiega się również Jeb Bush, syn i brat byłych prezydentów. Gdyby wygrał wybory to ustanowiłby precedens: trzech członków tej samej rodziny w Białym Domu. Dotąd poza Bushami na fotelu prezydenckim raz zasiadali ojciec i syn (John Adams i John Quincy Adams) oraz raz dziadek i wnuk (William i Benjamin Harrison). Amerykanie jednak, jako kraj o tradycji republikańskiej nie darzą sympatią dynastii politycznych.












