„Żebrak i Pies” (fragment powieści Moniki Maciejczyk)

0
Autor fotografii Edward Hartwig

Szłam ulicami miast i miasteczek. Mijałam tak wiele nieszczęścia. A zdało mi się, że to sposób patrzenia, przywołał te dziesiątki, setki ludzi. Starych i zniedołężniałych. Ubranych niedbale w ciemne płaszcze i swetry, w porozciągane kurtki i bluzy. Ludzi o mrocznych twarzach bez śladu uśmiechu. Bowiem uśmiech nieśmiało błąkający się na twarzy jest jakimś światełkiem nadziei. Tych ludzi, zdawało mi się łączyło coś wspólnego, a niezmiernie ważnego… brak nadziei. To obraz polskich miast, gdzie w naszym codziennym zabieganiu patrzymy… nie widząc. Chorych i ułomnych, skrajnie ubogich, opuszczonych. Pchających przed sobą wózeczki pomagające utrzymać się na nogach. Bo jakże różne są odległości w czasie i przestrzeni, pomiędzy młodym i zdrowym, a chorym staruszkiem. To niekończące się drogi pokonywanych powoli trudów. Drogi, które przed laty były zaledwie chwilą. Dzisiaj są drogą przez mękę.

I cóż mogę Wam powiedzieć obok tego, że każdego z nas może spotkać ten los. Nie zapominajcie Państwo o tych ludziach, którzy znaleźli się w tym położeniu. I tych, których zaskoczyła choroba, nieszczęście i starość. Bowiem być może tam gdzieś, gdzie wzrok nie sięga inną miarą mierzą… a ostatni będą pierwszymi.

Dedykuję wszystkim, którzy marzą o Nowej Ziemi fragment mojej powieści – Żebrak i Pies (2015).

Nowa Ziemia

Dnia któregoś znalazł Antonio na śmietniku lśniący magazyn ilustrowany ,,National Geographic”.

I być może nie zwrócił by na niego uwagi, gdyby nie pewien tytuł, który zaparł mu dech w piersiach i sprawił, że poczuł ów dziwny dreszczyk ogarniający całe jego jestestwo z duszą i nogami razem, zupełnie tak jak wtedy, gdy słuchał bajań Dziadunia Papieża o… Gwiazdach. Schował więc sporej wielkości książkę za pazuchę jesionki, a gdy dzień dobiegł końca… zaniósł do domu. W piwniczce ciemno było choć oko wykol, a Antonio ku bezpieczeństwu swemu jak już wiecie światła nie palił, więc tylko położył księgę tajemną przy łożu i… zasnął. A dnia następnego, bladym świtem, gdy pierwsze promienie słońca wdarły się przez piwniczne okienko, ujął ją w dłonie swoje i długo przyglądał się okładce. Później zaś, niecierpliwie śliniąc palce i przerzucając kolorowe kartki, począł szukać owego zapisu. I znalazł go bliżej końca, tuż pod fotografią dwóch naukowców. Pochylali się nad świetlikiem. Tak, tak, nad takim świetlikiem, który w czerwcowy upalny wieczór świeci swoją małą dupiną w zaroślach. A gdy zapadnie letni zmierzch, dzieci w świecących bielą nocnych koszulkach hasają za nim łapiąc go w swoje małe, różowe rączki, a później lekko podrzucają do lotu śmiejąc się i ciesząc. Bo wiecie ci naukowcy rzekli tam bardzo poważnie, że znaleźć drugą Ziemię we Wszechświecie tak trudno jest jak dojrzeć w świetle reflektorów samochodu takiego właśnie robaczka świętojańskiego w odległości 5000 kilometrów i to… we mgle. To wiecie już, że to prawie niemożliwe… a jednak szukają. I uśmiechnął się Antonio zachwycony, że… szukają. Wedle słów świętych – szukajcie, a znajdziecie. Bowiem było to nadzieją dla wszystkich ludzi dobrej woli. Dla wszystkich niewidzialnych i tych co idą w pokorze nikomu krzywdy nie czyniąc. Po wielekroć siedząc z psem swoim w parku na ławeczce, przyglądał się Antonio bawiącym się dzieciom, chłopcom i dziewczynkom. I zawsze mu się to dziwnym zdało, że chłopiec i dziewczynka, a tacy inni, choć przecie to mali ludzie. O, spójrz, widzisz chłopca? Ładny, wesoły i taki jeszcze z niego dzieciaczek… widzisz, strzela. Z kija strzela, z patyka. Strzela do ludzi i do zwierząt. Spójrz, a tu dziewczynka… buduje dom z gałęzi i patyków. Gotuje obiad; karmi dzieci. Patrz, przytula swoje lalki, do snu je układa. Tak będzie gdy już dorosną. Mężczyźni pójdą na wojnę, a kobiety chleb będą piekły i rodziły dzieci. Czy nie myślisz, że to kobiety powinny rządzić światem? Tak, tak, mój Książę… patrz na dzieci, a będziesz wiedział wszystko.

I myślał sobie Antonio aby na nową Ziemię nie transportować ze sobą owego błędu ziemskiego, który doprowadzi ją do upadku. A może błąd ten zakodowany jest w człowieku i może jest jeszcze za wcześnie na odkrycie owej rajskiej planety. – Być może – powiedziałam – najpierw musi zmienić się człowiek i jego genomy, a wtedy system mądrości Wszechświata objawiając szczelinę czasoprzestrzeni, ukaże nowy świat i odsłoni go dając w darze nowemu człowiekowi. – Antonio, nie wiedział o czym mówię, jednak jakby podświadomie czuł, że nie wszystkie ścieżki znane są człowiekowi i tyle jeszcze dróg do poznania. A istotka ludzka jako to głupiątko, więcej jeno czuć może niźli rozumieć. I powiedział – a wie pani, że kiedyś narysowałem tę nową Ziemię o której marzę, na karteczce papieru w jednym rogu i była zaledwie kropeczką, a naszą starą matkę Ziemię całkiem daleko, najdalej jak tylko mogłem na drugim końcu białej przestrzeni. – I co? – spytałam. – I była jedna bardzo daleko od drugiej, a później kładąc się spać, złożyłem kartkę. Rankiem gdy obudziłem się i spojrzałem, to na złożonej kartce nowa planeta nałożyła się dokładnie na starą i były tuż obok. I wie pani… myślę sobie, że one są tuż obok siebie naprawdę tylko jeszcze dla nas niewidzialne. To tak jak kanały w telewizorze. Bierze pani pilota do ręki, naciska guzik i co chwilę wszystko się zmienia, a tak różne że trudno uwierzyć. I może ta druga Ziemia jest tuż obok nas… tylko jej ujrzeć jeszcze teraz nie możemy. – Pomyślałam sobie wtedy jak wielki geniusz dotknąć potrafi myśli zwykłego człowieka, który jeśli nie ufa to i mówić o wielu rzeczach nie chce, bo jakby nie było jak to mawia Antonio… nikt ostatecznie nie chce wyjść na wariata. A granica pomiędzy geniuszem a wariatem… krucha jest jak pierwszy lód. Jedno jednak powiem wam na pewno, że aby odkryć geniusza… samemu trzeba nim być. Wracając do nowej Ziemi, to marzył Antonio wieczorami, a później sny miał niespokojne. Bo śniła mu się wielka rakieta oczekująca na start i tłumy ludzi wokół. Tak to ich było wiele jako mrowiczek w mrowiczniku. Jak to mówią… ludziów jak mrówków. A wszyscy oni aż się ślinili co by do tej rakiety wnijść do środka. A tu nie, bo jakieś to straże trzymały porządek by im przystępu bronić. Bowiem rakieta ta była tylko dla… niewidzialnych. Pierwej wsiadł Antonio ze swoim pieskiem i na zad pojazdu międzygwiezdnego się udał. Tak to na wszelki wypadek, co by wszystko i wszystkich mieć na oku. Tak, co by nikt umyślnie lub nieopatrznie niczego nie zbroił. Później, nagle oczom swoim nie wierzył bo jak żywa weszła ci na pokład Matuś jego pod rękę z Janem Papieżem… i rzekła– A co, synuś, a co? A Jan Papież rozpromieniony powiedział – my tam idziemy dzieciuku najsamprzód rakiety, bo chcemy z Twoją Matką najpierwszymi pionierami się zapisać w owej nowej historii, nowej Ziemi. I spojrzał na nich Antonio i pomyślał sobie, że nigdy mu nawet przez głowę nie przeszło, że to się kochali. Bo widać to przecie na pierwszy rzut oka ale dopiero teraz i tutaj jakoby spadła z oczu i serca jakaś niewidzialna zasłona. Zadziwił się Antonio, jakże to oni taką miłość ukrywali w cichości serc. Dopiero tutaj jasnym się stało dlaczego Jan tak kochał go jak dziecko swoje, a i oprócz zimy srogiej cały Boży rok przebywał w Ogrodach, towarzysząc im i strzegąc od wszelkiego zła. A jak Matuś z Janem Papieżem przeszli do przodka… zaczem całe inne towarzystwo przybyło w postaci Prezydenta od miodu, Posła i Ministra razem z Eweliną Siostrą. Wkrótce targając z furią ogromną walizkę wypchaną badziewiem, nadszedł Starzec – więzienny Antonia Przyjaciel i całe towarzystwo ze schodów podziemnych w osobach zacnych Babki Antonii, niosącej pod pachą swojego żebraczego pieska, a tuż za nią podążał student ze skrzypcami. Jednak widział dobrze bo usiadł w końcu rakiety zaraz tuż przy Antonio. Nadszedł Bożydar i nie był kaleką. Szedł sobie uśmiechnięty na swoich prawdziwych, mocnych i zdrowych nogach. Onufry taszczył ze sobą książki do nabożeństwa i tu Antonio nie omieszkał go zapytać czy jest pewien, że na nowej Ziemi mieszka ten sam Bóg co na starej. Onufry spojrzał zdziwiony i rzekł, że nie wie ale to tak… na wszelki wypadek gdyby jednak był ten sam. O, idzie Gisela w kapeluszu z wielkim rondem i tuli małe swoje dzieciątko. Odwraca się i coś tam gada do Babki Pelagii tarmoszącej opierającego się przed podróżą i drapiącego kotka. Po chwili w drzwiach pojawił się dworcowy Dziadek, a za nim raźnie stąpała Babka Cezaryna z bańką zupy ogórkowej dla Antonia. I już wchodziło za koleją całe towarzystwo z noclegowni. Orlando Szalony, Leonardo i Eustachy w zgodzie wielkiej przy sobie zasiedli, a nieco z tyłu kochany Filozof z piękną małżonką swoją i dzieciątkiem. A wszyscy szczęśliwi, po brzegi pełni dobrej nadziei i roześmiani do rozpuku. Składnie i zgodnie zajmowali swoje miejsca, tylko córeczka Madamme Delfiny coś niecoś przemawiała się z mamusią, kto też ma przy oknie rakiety siedzieć co by lepiej w podróży kosmos widzieć. I odrzwia się zatrzasnęły i stęknęła rakieta jak stara krowa, gazy puściła i polecieli. A stara Ziemia spoczywała w plazmie szarości, gdzie nikt już nie potrafił odróżnić dobra od zła. I rzęsa gęsta pokryła owo bajoro wielkich sprzeczności, broniąc wydobyciu kłębiących się pod powierzchnią emocji i owej walki zaciekłej na zewnątrz… tak by zostały objawione światu. Pod grubym, nieświeżym kożuchem wszelkich brudów tego świata, spoczywało głęboko skryte zło, a mechanizmy tej fermentacji były wielką tajemnicą. I wszystko to nagle zniknęło jak gdyby rozpłynęło się we mgle. I lecieli, lecieli długo, długachno. Antonio podczas lotu pierwej pomacał swój plecaczek, zarys cegły wyczuł pod palcami swoimi i kontent pomyślał, że od tego zacznie się pierwszy jego dzień na nowej Ziemi… Bowiem zbuduje dom. I tak szczęśliwie odprężony z towarzyszącym mu poczuciem wielkiej ulgi wygodnie rozsiadł się w fotelu. Antonio w podróży zupę ogórkową jadł. Jeszcze ciepła była… gdy Babka Cezaryna wlała mu całą zawartość bańki blaszanej do krzywej menażki, a Antonio począł zawijać łyżką, myśląc przy tym z niejaką obawą czy aby na nowej Ziemi na pewno rosną ogórki. Rozgniatał zupę bezzębnymi dziąsłami i z lubością rozprowadzał językiem po podniebieniu, smakując rozgotowane kartofle, miękkie, słodkie kawałki marchewki i delikatne, kwaśne strużki i ociupiny ogórków. A wszystko zaprawione smakowicie gęstą i kwaśną, kremową śmietaną. Myślał przy tym sobie, że trochę to niesprawiedliwe, że na podróż odkrywczą nowego świata, student wzrok odzyskał aby mógł oglądać jego urodę, Bożydarowi odrosły zdrowe i mocne nogi aby mógł przemierzać nową Ziemię z krańca po kraniec, a… Antonio jak zębów nie miał, tak i nie ma. I to smuciło go najbardziej. Jednak wszystko wynagrodził mu smak dobrze zaprawionej śmietaną zupy ogórkowej. Aż nagle zbliżać się poczęli do kuli błękitnej. A im bliżej ci było, tym kula bardziej pęczniała i zieleniała. A później rakieta pochyliła się zgrabnie i zmieniła w samolot… a on ci zwalniać począł i otworzył dachy swoje. I lecieli tak, a wiatr ciepły rozwiewał im włosy i pieścił skórę. W dole niebieściły się oceany i szmaragdowo lśniły cudne jeziora. Zieleń lasów i łąk, soczysta była i nieskażona obecnością człowieka. I wolniej lecieli i coraz to niżej, aż ujrzał Antonio zwierzęta miłe. Jakieś takie nie drapieżne i łagodne tak, że jedno drugiego zabijać i zjadać nie musiało… by przeżyć. W krystalicznie czystym, rześkim i łagodnym powietrzu, unosiły się małymi stadkami ptaków śpiewnych chóry i motyle migocące tysiącami barw, aż bolały oczy. A wszystko przepełnione było cudną wonią kwiatów. I ujrzał Antonio Ogrody. Wielkie i niezniszczalne, bowiem poddane naturze samej, a nie człowiekowi. I jako wzrok sięgał słały się one dobrotliwością, żyznością i urodą swoją poprzez falujące łany Ziemi nowej, kwiatów i owocu pełne oraz wszelkiego dobra. A Antonio ze szczęścia płakać począł ale tak cichutko w sobie i pewność miał, że tą wielką nową Ziemią rządzi serce. Bowiem czuł, że tu serce sercem było, jako odnalazło swoje właściwe miejsce i dogodny czas w wielkim i niezmierzonym Wszechświecie. I co zaskoczyło Antonia na nowej Ziemi najbardziej, to że nie było na niej człowieka. Człowieka na obraz i podobieństwo. – I cóż teraz uczynimy? – spytał Onufrego. A tenże rzekł patrząc na wszystkie święte księgi jakie zgromadził w życiu swoim – one już chyba nam się tu na nic nie przydadzą. I począł mamrotać pod nosem… I widziałem nowe niebo i nową ziemię albowiem pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły. I śmierci już nie będzie ani smutku, ani krzyku, ani mozołu już nie będzie, albowiem pierwsze rzeczy przeminęły. Błogosławieni cisi albowiem oni posiądą ziemię. I nie będzie się wspominało rzeczy dawnych i nie przyjdą one na myśl nikomu… tak mówią księgi – rzekł Onufry. Daj pokój księgom… rzekł Antonio. Bo oto rozpoczyna pisać się nowa historia świata. Pojazd powietrzny osiadł lekko na białej plaży i wtedy ukazał się im widok którego słowami Ziemianina nie opiszesz. Plaża piaszczysta była i mięciutka, morze błękitne i spokojne nad wyraz, a w oddali widać było bielą ośnieżone niebieskie szczyty gór. Nad tym wszystkim zawisły w górze dwie planety… jedna mniejsza i światła pełna ciepłego dobrem i miłością, a druga ogromna i srebrzysta czuwająca nad spokojem tego świata. I czuł Antonio wielką obecność wszechogarniającej miłości choć nie wiedział skąd wypływała. A miłość owa i spokój spływały na nich jak łaska i wszystkich obdarzały jednako i sprawiedliwie. Powoli zaczął zapadać ciepły zmierzch. Pora wieczoru srebrzyć się poczęła ogromnym tuż nad Ziemią zawieszonym księżycem i wiatrem ciepłym od łąk pachnących, nagrzanych nowym słońcem i nagle poczuł Antonio znajomy zapach, delikatny, pełen niewysłowionej słodyczy i miły… zapach szczęścia. Oto nowa Ziemia, powiedział do przyjaciół swoich niepomiernie szczęśliwy Antonio… westchnął i obudził się.

A gdy już dobrze przetarł oczy, to pomyślał… a może ta nowa Ziemia jest w nas… tylko czeka na odkrycie i na swój czas

 Monika Maciejczyk

O autorce:

Magister archeologii. Ukończyła studia filozoficzno-historyczne,oraz na wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Wrocławskiego. W latach 1993–1998 włączyła się aktywnie w działalność polityczną i przeprowadzenie wolnych demokratycznych wyborów prezydenckich (szef sztabu wyborczego Lecha Wałęsy w woj. wałbrzyskim), oraz parlamentarnych (koordynator w ramach Ruchu „Solidarni w Wyborach”). Założyciel i Prezes Bezpartyjnego Bloku Wspierania Reform w woj. wałbrzyskim. W latach 1994–1997 była współpracownikiem Klubu Parlamentarnego BBWR. Działacz społeczny i organizator imprez integracyjnych dla dzieci zdrowych i specjalnej troski, oraz szeroko pojętej działalności charytatywnej. W latach 1997–2000 Prezes Fundacji „Pomoc Choremu Sercu Dziecka”.

Obecnie mieszka i tworzy w Polanicy. Pisze poezję i prozę

.    W 2008 roku ukazała się jej powieść pt. Marina.

W roku 2012 wydała się dwa tomiki poetyckie – Polskie Drogi i Madonna nieświęta.

W roku 2015 ukazała się jej powieść społeczno-obyczajowa – Żebrak i Pies

W roku 2018 ukazała się międzynarodowa ANTOLOGIA POKOJU pod redakcją Moniki Maciejczyk

Od 2012 roku należy do Warszawskiego Oddziału Stowarzyszenia Autorów Polskich.

Od 2015 roku członek –  Związku Literatów Polskich.

Od lutego 2019 roku –    Członek Zarządu ds. Promocji  Związku Literatów Polskich na Dolnym Śląsku

 

                                    Jest założycielką i animatorką

                 Międzynarodowego Saloniku Literackiego Różany Dwór

                                    działającego pod hasłem

   – LITERACI WSZYSTKICH KRAJÓW ŁĄCZCIE SIĘ DLA POKOJU.

W Różanym Dworze odbywają się cykliczne spotkania literatów z kraju i z zagranicy; także wykłady na temat pokoju, kultury i literatury w Polsce i na świecie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here