Z powodów rodzinnych znalazłem się z żoną w dniach 12-14 lipca 2021 roku w Krakowie. Byliśmy tam na zaproszenie naszej wnuczki. Zgodnie ze zwyczajem jadąc planujemy zawadzić po drodze o ciekawe miejsca. Pierwsze z nich to Muzeum im. Przypkowskich w Jędrzejowie. Mieści się w dwóch sąsiadujących zabytkowych kamienicach: byłej aptece klasztornej z 1712 roku i domu farmaceutów z tego okresu, nabytym i przebudowanym w 1868 roku przez Przypkowskich. Stanowi jedną z najważniejszych atrakcji Jędrzejowa. Zostało utworzone w roku 1962, w wyniku przekazania państwu kolekcji zegarów słonecznych, przyrządów astronomicznych oraz biblioteki starodruków przez rodzinę Przypkowskich. W zbiorach znajduje się także list króla Zygmunta Starego z roku 1535 do Mikołaja Przypkowskiego, protoplasty rodu. Założycielem istniejącej do dziś biblioteki Muzeum stał się jego potomek Jan Józef Przypkowski (1707-58), profesor matematyki i astronomii na UJ. Natomiast twórcą ekspozycji matematyczno-gnomonicznych, które stanowiły podstawę zbiorów Muzeum był Feliks Przypkowski (1882-1951). Interesował się astronomią oraz gnomoniką. Obecne zbiory obejmują 600 zegarów słonecznych oraz astronomicznych przyrządów pomiarowych. Warto pamiętać, że w Jędrzejowie znajduje się trzecie pod względem prezentowanych ilości czasomierzy, po Chicago i Oxfordzie, muzeum na świecie. Obok setek zegarów i przyrządów gnomonicznych można tu obejrzeć różne przyrządy do mierzenia czasu: klepsydry, zegary ogniowe i mechaniczne, a także przyrządy astronomiczne. Do najciekawszych eksponatów zalicza się zegar słoneczny z armatką strzelającą w południe, wykonany przez Erazma Habermela oraz XVII–wieczną klepsydrę wodną wykonaną z majoliki. W dziale starodruków liczących około 600 tomów znajduje się dzieło Mikołaja Kopernika z 1566 roku i egzemplarze z autografami Heweliusza i Kartezjusza. Godna uwagi jest ponadto kolekcja grafik i ekslibrisów licząca około 25 tysięcy dzieł powstałych od XVI do XX wieku oraz zachowane klimatyczne wnętrza domu Przypkowskich, wypełnione zbiorami sztuki. Warto dodać, że na dachu jednego z budynków muzeum znajduje się kopuła obserwatorium astronomicznego z 1913 roku, a ściany od strony podwórza pokrywa neorenesansowe sgraffito (1955 r.). Wnętrza pokojów zostały odtworzone lub zachowane z początku XX wieku, wyposażone w meble, dywany, obrazy i bibeloty z epoki. W siedzibie muzeum kwaterował w 1915 roku Józef Piłsudski. Obecnie kustoszem placówki jest Maciej Przypkowski, wnuk Tadeusza, syna Feliksa.
Ruszamy w dalszą drogę i przez Miechów i Słomniki docieramy do przedmieść Krakowa. W Krzesławicach (niegdyś podkrakowskim miasteczku, obecnie jednej z dzielnic Krakowa) odnajdujemy dworek Jana Matejki. Przed nim rzeźba przedstawiająca postać słynnego artysty. Obecnie dworek pełni funkcję muzeum poświęconego twórczości Jana Matejki, a jedna z sal przypomina innego wybitnego mieszkańca Krzesławic (z wcześniejszego okresu) Hugona Kołłątaja. W latach 1788-91, w okresie gdy rektorował Akademii Krakowskiej, mieszkał tu w wystawionym przez siebie pierwotnym dworze, który stał w miejscu, gdzie obecnie znajduje się na parkingu latarnia. W roku 1826 ówcześni właściciele posesji Kirchmayerowie postawili obecny dwór, zaś stary dworek pełnił do roku 1918 (wówczas go rozebrano) funkcję kuchni letniej. Od Kirchmayerów dworek w roku 1876 zakupił spokrewniony z nimi Jan Matejko (za środki uzyskane ze sprzedaży obrazu Batory pod Pskowem). Tu mieszkał, miał pracownię, w której tworzył. W tym okresie dworek został rozbudowany według autorskiego projektu mistrza Jana. W krzeszowickim dworku powstało wiele jego dzieł: Bohdan Chmielnicki z Tuhaj-bejem pod Lwowem czy Rzeczpospolita Babińska. Po śmierci artysty w roku 1893 dwór trafił w ręce dawnych plenipotentów Matejki, Cybulskich. Ich córka, Maria Burzyńska w roku 1959 przekazała obiekt krakowskiemu Towarzystwu Przyjaciół Sztuk Pięknych. Od roku 1966 pełni on funkcje muzealne. Po muzeum oprowadza przedstawiciel TPSP, w naszym wypadku był nim Michał Pawelec. Mimo że był to poniedziałek, po rozmowie i naszej prośbie popartej podarowaniem jednej z podróżniczych moich książek zgodził się opowiedzieć historię dworu i pokazać zbiory. Do najcenniejszych należą – wyposażenie wnętrz pamiętające czasy Matejki, w tym fortepian (4), na którym grywała żona malarza Teodora, szafa rokokowa z XVIII wieku, nekrolog Jana Matejki, gałąź palmowa z wieńca przysłanego na jego pogrzeb przez Henryka Siemiradzkiego. A także dzieła mistrza Jana: obrazy Głowa konia, Orzeł oraz projekt polichromii do Kościoła Mariackiego w Krakowie. Przez chwilę zatrzymujemy się przed wyeksponowanym w oddzielnej sali pocztem królów i książąt polskich autorstwa uczniów J.Matejki – Leonarda Stroynowskiego i Zygmunta Papieskiego. W innej sali oglądamy pamiątki po wielkim malarzu. Z oryginalnego wyposażenia krzesławickiego dworku zachowały się jedynie: ganek, drzwi wejściowe, ławka. Większość umeblowania pochodzi z dawnego pałacu hrabiego Xawerego Pusłowskiego przy ulicy Westerplatte w Krakowie. W sali poświęconej Hugonowi Kołłątajowi podziwiamy oryginalną dokumentację jego działalności (5). Oglądamy także stare zdjęcia i obrazy dworku Jana Matejki autorstwa Stefana Rostworowskiego i Ludwika Leszko, ilustracje jego obrazów, w tym Jan III Sobieski pod Wiedniem i Batory pod Pskowem oraz oryginalny herb cechu ślusarzy autorstwa Matejki, komplet mebli w stylu Ludwika Filipa, skrzynię na rysunki, portrety państwa Cybulskich i oprawiony cykl grafik Matejki – stroje polskie, dedykowanych Leonowi Serafińskiemu. Na koniec pan Michał daje nam minikoncert gry na akordeonie, z kapitalnym wykonaniem tańca węgierskiego. Opuszczamy muzeum z zakupionym egzemplarzem płyty DVD Poczet królów i książąt, władców Polski. Jedziemy teraz do krakowskiej dzielnicy Podgórze Duchackie, gdzie odbieramy ze żłobka Basię i Krzysia, nasze prawnuczęta. Mieszkają z rodzicami Kasią i Mariuszem (prawnicy) na ulicy Marii i Bolesława Wysłouchów. Popołudnie spędzamy u wnuków, pomagając w „obsłudze maluchów”. Następnego dnia (wtorek 13 lipca), nasza wnusia jedzie do pracy, do Sądu w Wadowicach, my odprowadzamy prawnuki do żłobka. A potem, wykorzystując wolny czas, jedziemy w kierunku Woli Justowskiej, w celu odwiedzenia willi Karola Estreichera (6), zlokalizowanej przy ulicy Sarnie Uroczysko. Mieści się w niej Muzeum Rodu Estreicherów. Willa powstała według projektu Józefa Gałęzowskiego. Mieszkał w niej prof. Karol Estreicher junior razem z żoną Teresą Lasocką-Estreicher od roku 1948, aż do śmierci (zmarł w roku 1984 w wieku 78 lat). Willa została testamentalnie podarowana Towarzystwu Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie. Przez pewien czas jako obiekt niezamieszkały była okradana i ulegała niszczeniu. Wreszcie przy pomocy sponsorów Towarzystwo rozpoczęło remont generalny obiektu w roku 2005 i po jego zakończeniu (w roku 2009) doprowadziło do otwarcia muzeum. Ekspozycję wystawienniczą przygotowała Anna Joniak, z pomocą Wojciecha Sepiaka oraz Hanny i Tomasza Merstallingerów. Prezentowane są pamiątki po rodzie Estreicherów, po Ambrożym Grabowskim i Dunajewskich. Są też pokazane dokumenty strat kultury polskiej w latach 1939-45 i rewindykacji. Profesor Karol Estreicher jr w latach II wojny światowej bowiem – po ewakuacji cennych dóbr kultury z Krakowa (Wawel) przez Rumunię do Francji – jako sekretarz premiera RP na uchodźstwie, gen. Władysława Sikorskiego – zajął się opracowaniem strat kultury polskiej w okresie okupacji niemieckiej. Po wojnie był zaangażowany w rewindykację zagrabionych polskich dzieł sztuki. Przywiózł 26 wagonów wywiezionych z Polski dóbr kultury, w tym obrazy Canaletta, ołtarz Wita Stwosza i Damę z łasiczką obraz Leonarda da Vinci. Opuszczamy Sarnie Uroczysko i decydujemy się na jazdę do oddalonego o 6 km opactwa benedyktynów w Tyńcu. Z obwodnicy skręcamy na Tyniec i ulicą Benedyktyńską podjeżdżamy pod samą bramę. Przechodząc przez nią zdajemy sobie sprawę, że za chwilę znajdziemy się na terenie najstarszego istniejącego w Polsce zakonu. W swojej prawie tysiącletniej historii (opactwo założył w 1044 roku Kazimierz Odnowiciel) klasztor był świadkiem kształtowania się Państwa Polskiego i ważnym ośrodkiem kultury i duchowości przez wiele wieków. Sam Jan Długosz w czasie swej bytności w klasztorze w 1467 roku opisuje Tyniec jako „piękny klejnot Ojczyzny”. Obecnie, na początku XXI wieku, po latach kasacji i ruiny to opactwo stanowi największą wspólnotę benedyktyńską, której rytm dnia codziennego nieprzerwanie wyznacza Liturgia, a życie oparte jest na 1500-letniej Regule św. Benedykta z Nursji – ora et labora – módl się i pracuj. Mamy świadomość, jak wiele to opactwo przeszło, ile wzlotów i upadków ma w swojej historii, i ile odrodzeń. Benedyktyni powrócili do Tyńca 30 lipca 1939 roku i po wojnie w latach 1947-2008 zajęli się renowacją kościoła i klasztoru. Aktualnie przebywa tu 30 zakonników. Ich dziełem (a także ich starszych braci) była Biblia Tysiąclecia, wydane jej tłumaczenie na polski z języków oryginalnych. Tutaj również po II soborze watykańskim przygotowano polskie tłumaczenie ksiąg liturgicznych. Wchodzimy na dziedziniec opactwa. Przed nami studnia oraz zabudowania klasztorne. Studnia widoczna na zdjęciu z lewej strony została wykuta w latach 20. XVII wieku. Była wydrążona w wapiennej skale. Konstrukcja zadaszenia jest oryginalna, XVIII-wieczna i została wybudowana bez użycia gwoździ. Niegdyś zadaszenie zdobił od środka cykl malowideł, według opisu z początku XIX wieku: były malowania benedyktyńskiej historyi Maura i Placyda, także św. Augustyna oraz cud w Kanie Galilejskiej i chrzest w Jordanie. Tu na dziedzińcu tynieckim rozpoczyna się akcja książki Krzyżacy Henryka Sienkiewicza. Opisy zabudowań klasztornych opactwa pisarz oparł na tekstach Jana Długosza, ubarwiając je swoją inwencją twórczą. Wzgórze tynieckie było w czasie konfederacji barskiej ważnym punktem oporu (świadczy o tym tablica wmurowana w jedną ze ścian tynieckich murów) przed wojskami rosyjskimi pod dowództwem Aleksandra Suworowa. Oblężenie od maja 1771 roku trwało kilkanaście miesięcy. Tyniec pozostał niezdobyty. Po wykupieniu biletów wstępu idziemy zwiedzić kościół klasztorny pw. śś. Piotra i Pawła. Pierwszy kościół kamienny, romański pochodził z XI wieku (jego relikty odkryto podczas wykopalisk w obrębie prezbiterium w latach 60. XX wieku), drugi gotycki zbudowano w wieku XV. Obecny kształt zawdzięcza przebudowie barokowej z czasów opata Stanisława Łubieńskiego (początek XVII wieku). Upamiętnia ją tablica wmurowana nad wejściem do kościoła. Z tego okresu pochodzi m.in. obecna jego fasada zachodnia. Barokowa przebudowa objęła również klasztor. Opactwo zostało zniszczone przez wojny w połowie XVII wieku, lecz wkrótce je odbudowano w stylu barokowym i powiększono (m.in. o bibliotekę). W XVIII wieku Kościół uległ zburzeniu podczas przygotowania do oblężenia za czasów konfederacji barskiej. Odbudowano go staraniem opata Floriana Janowskiego i ponownie poświęcono w 1777 roku. W roku 1816 opactwo zostało zlikwidowane przez zaborców austriackich. Pięć lat później kościół stał się jeszcze siedzibą biskupstwa tynieckiego z biskupem Grzegorzem Tomaszem Zieglerem na czele. Diecezję tę w roku 1826 przeniesiono do Tarnowa. Ostateczny cios zadał opactwu, w tym kościołowi, pożar, który wybuchł od uderzenia pioruna w 1831 roku, po którym odnowiono tylko kościół. Wchodzimy do wnętrza trójnawowej bazyliki, pokrytej kolebkowym sklepieniem. Zwraca uwagę ołtarz główny, rokokowy z połowy XVIII wieku. Jest cennym zabytkiem gotyckiego prezbiterium. Wykonany z czarnego marmuru, przedstawia Świętą Trójcę i apostołów śś. Piotra i Pawła, a jego twórcą jest Franciszek Placidi. Ołtarz ma trzy strefy: stół ołtarzowy z malowanym krzyżem z ikonografią autorstwa Jerzego Nowosielskiego, obraz z przedstawieniem patronów kościoła ujęty kolumnami i pilastrami na kształt bramy triumfalnej oraz na najwyższym poziomie glorię (łac. gloria – chwała). W kartuszu ponad obrazem głównym, a pod glorią umieszczono łacińską inskrypcję odnoszącą się do patronów – Ci są święci mężowie, którzy się stali przyjaciółmi Boga. Na zdjęciu po lewej stronie widoczna jest niezwykła, w kształcie łodzi ambona, utrzymana w czarno-złotej tonacji, z II połowy XVIII wieku, autorstwa Franciszka Józefa Mangoldta, oraz bliżej ołtarza stalle z wieku XVII. Opuszczamy kościół i kierujemy się do pomieszczeń klasztornych. Przed nami XIV-wieczny kapitularz (11), najstarsza część opactwa. To miejsce spotkań kapituły zgromadzenia. Na murach pomieszczenia znajduje się polichromia z XVIII wieku. Na przeciwległych ścianach widzimy przedstawione sceny obłóczyn świętego Benedykta i jego śmierci. Na sklepieniu herb „Rawicz”, zesłanie Ducha Świętego, Wniebowzięcie, narodzenie Jana Chrzciciela. Pomiędzy oknami znajduje się średniowieczny fresk przedstawiający Matkę Boską z dzieciątkiem i szczygłem. Wymowa dzieła jest niezwykle sugestywna, bowiem szczygły żywią się owocami ostrokrzewu, z którego zrobiona została korona cierniowa. Sam kapitularz jest miejscem symbolicznym. W tym miejscu odbywały się i odbywają obłóczyny zakonników. A pod jego podłogą do XVIII wieku znajdowała się krypta. Tak więc, tu zaczynało się i kończyło życie zakonne. W krypcie są umieszczone dwie urny ze szczątkami pierwszych benedyktyńskich mnichów: złotego i ołowianego. Nazewnictwo to zostało przyjęte z uwagi na artefakty znalezione w ich grobach. Opat złoty miał patenę i kielich ze złota (są one przechowywane w skarbcu na Wawelu), zaś opat ołowiany był wyposażony w pastorał i krzyż wykonany z ołowiu. Przed nami benedyktyńskie gotyckie krużganki. Mają one kształt czworoboku otaczającego wirydarz. Obecnie przeszklone, początkowo otoczone były parzystymi kolumnami z bliźniaczymi kapitelami. Jest to jedyny w Polsce taki przykład romańskiego rozwiązania architektonicznego. Same zabudowania klasztorne, w tym krużganki, przylegają do kościoła od strony południowej. Podczas spaceru po zabudowaniach klasztornych natrafiamy na najstarszy element opactwa. Jest to ściana wykonana z łamanego kamienia pochodząca z drugiej połowy XI stulecia. W niej znajduje się romański portal prowadzący niegdyś do świątyni, którego używano przez 400 lat. Wszystkie te elementy zostały odkryte w czasie II wojny światowej przez Adolfa Szyszko-Bohusza. Na krużgankach możemy spotkać kilka zabytkowych rzeźb, umieszczonych tu powtórnie. Wśród nich są m.in. Kazimierz Odnowiciel, który sprowadził do Krakowa pierwszych dwunastu benedyktynów z Aaronem na czele, święci Piotr i Paweł – postacie złocone, pochodzące z XVII wieku oraz księżna Judyta, żona Władysława Hermana, wielka dobrodziejka klasztoru, która uposażyła zakon w 25 wsi. Wychodzimy na główny dziedziniec. Przed nami część muru obronnego, za którym rozciąga się widok na dolinę Wisły i Przegorzały. Niegdyś stał tu budynek starostwa, który spłonął ostatecznie w 1831 roku. Po lewej stronie stare skrzydło klasztoru – budynki gospodarcze i mieszkania zakonników oraz zrekonstruowana dawna biblioteka, określana przez długi czas mianem wielkiej ruiny. Obecnie znajdują się tutaj pokoje dla pielgrzymów, sklep z wyrobami benedyktyńskimi, centrum konferencyjne, muzeum tynieckie i lapidarium, które zwiedzamy. W lapidarium oglądamy naczynia celtyckie znalezione podczas wykopalisk na terenie klasztoru oraz kapitele z czasów romańskich, a w muzeum ekspozycję związaną z historią tutejszego kościoła i klasztoru. Naprzeciw, w tzw. Opatówce, budynku nad bramami, przez które weszliśmy na dziedziniec opactwa, niegdyś znajdował się średniowieczny zameczek. Podczas spaceru po salach muzealnych, poza ekspozycją dotyczącą dziejów opactwa tynieckiego i kopią rzeźby baranka paschalnego, natrafiamy na interesującą wystawę prac Jerzego Nowosielskiego, wybitnego artysty XX wieku, autora dzieł sakralnych prawosławia. Żył w latach 1923 – 2011, urodził się i zmarł w Krakowie. Malarz, rysownik, scenograf, filozof i teolog prawosławny. Autor wielu dzieł o tematyce sakralnej, głównie ikon. Na jednej ze ścian ekspozycji jemu poświęconej zdradza – pierwszym kontaktem z wielką sztuką w oryginale był kontakt z ikoną. Na niej uczyłem się malarstwa. Pod namalowanym przez siebie obrazem Zbawiciela (14) napisał – Naprawdę ufam Chrystusowi. Nie boję się Chrystusa, bo jest moim osobistym Zbawcą. Wszystkiego na świecie się boję, nie boję się tylko Chrystusa. Taki jest Chrystus mojej intuicji i wiary. Uważał się za malarza ikon i proroka w Kościele. Oglądamy jeszcze Galerię Sztuki Współczesnej oraz ekspozycję „W dawnym klasztorze”. Opuszczamy muzeum i przez chwilę spacerujemy po dziedzińcu klasztornym. Potem zatrzymujemy się w kawiarni benedyktyńskiej, by przy kawie nasycić wzrok pięknym widokiem na wijące się w dole koryto Wisły. Szukamy ciekawostek związanych z klasztorem. Okazuje się, iż Tyniec był bohaterem licznych utworów literackich. To tutaj mieści się zajazd „Pod lutym turem”, gdzie Zbyszko poznał Danusię w powieści Krzyżacy Henryka Sienkiewicza. Tutaj także akcję swej powieści Bracia Zmartwychwstańcy umieścił Józef Ignacy Kraszewski. Mickiewicz napisał dramat Konfederaci Barscy, mówiący o obronie opactwa. Juliusz Słowacki dzieje konfederatów tynieckich opisał w dramatach poetyckich Ksiądz Marek i Sen srebrny Salomei.
Opuszczamy słynne opactwo udając się w drogę powrotną. Zatrzymujemy się w Łagiewnikach, przed sanktuarium Bożego Miłosierdzia, nowoczesną świątynią, wzniesioną obok klasztoru Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, do którego należała św. Faustyna. Klasztor ten powstał w 1889 roku jako fundacja księcia Aleksandra Lubomirskiego. Popularność tego miejsca jest związana z kultem kanonizowanej w 1993 roku przez Jana Pawła II siostry Faustyny. Przebywała ona w łagiewnickim klasztorze od 1926 roku. Tu odbyła swój dwuletni nowicjat i złożyła swoje pierwsze śluby, a w 1933 roku wieczystą profesję. Również w Krakowie Faustyna Kowalska spędziła ostatnie lata swojego życia. Tu znajduje się cela, w której zmarła w 1938 roku. W Muzeum siostry Faustyny można również zobaczyć pamiątki po niej (m.in. pelerynę zakonną, kubeczek, lampkę nocną). Powstała również rekonstrukcja celi, którą zajmowała. Oprócz klasztoru, celem pielgrzymek jest piękna nowa bazylika poświęcona przez Jana Pawła II w 2002 roku. Znajdują się w niej relikwie siostry Faustyny oraz w ołtarzu głównym słynący łaskami obraz Pana Jezusa Miłosiernego, namalowany według wizji, którą miała święta 22 lutego 1931 roku. Jego autorem jest Adolf Hyła. Siostra Faustyna widziała wcześniejszą wersję obrazu pędzla wileńskiego artysty Eugeniusza Kazimierowskiego. Obraz Hyły powstał jako wotum za ocalenie artysty i jego rodziny podczas II wojny światowej. Nad jego tworzeniem czuwał krakowski spowiednik siostry Faustyny o. Józef Andrasz. To właśnie ten wizerunek zyskał popularność w Polsce i na całym świecie. Tabernakulum w ołtarzu głównym ma kształt ziemskiego globu, otoczonego krzewem o wygiętych, jakby miotanych wiatrem, gałęziach. Jest to nawiązanie do biblijnego krzewu gorejącego i wyzwań życia, które miotają współczesnym człowiekiem. Ostoją i schronieniem ma być w tym wszystkim Boże Miłosierdzie. Na poziomie dolnym bazyliki znajduje się pięć niezwykłych kaplic. W samym centrum ulokowana jest kaplica św. siostry Faustyny. Do tego wyjątkowego miejsca pielgrzymują katolicy z całego świata. Wśród nich znaleźli się również dwaj papieże, Jan Paweł II, który je poświęcił w roku 2002 i Benedykt XVI. Obok elipsoidalnej monumentalnej bazyliki znajduje się dominująca nad otoczeniem 77 metrowa wieża. Wznosi się na wysokość 310 m n.p.m. Liczy 315 schodów, z tarasem widokowym na poziomie 41,6 m. Widok na Kraków i okolicę jest naprawdę niesamowity. Przy dobrej widoczności można z łagiewnickiej wieży zobaczyć nawet Tatry! Ja nie mam takiego szczęścia, ale i tak widok jest niezapomniany. Koniec zwiedzania, bo musimy odebrać prawnuki ze żłobka. Idziemy z nimi na spacer na pobliski plac zabaw. Wkrótce przyjeżdża z pracy Kasia. Wieczorem pomagamy jej w opiece nad dziećmi, które wymagają ciągłego nadzoru. Następnego dnia po śniadaniu planujemy powrót do domu, ale życie tworzy inny scenariusz. Basia w nocy zagorączkowała i powinna zostać w domu. Jej mama musi być w pracy, a tata jest na rajdzie motocyklowym. Pradziadkowie przejmują więc obowiązki niani. W tej sytuacji z Krakowa możemy wyjechać dopiero koło południa. Jedziemy na Rzeszów i w rejonie Brzeska skręcamy w lewo na Koszyce. Przekraczamy po chwili Wisłę i dojeżdżamy do celu. Zatrzymujemy się przed dawną synagogą, gdzie obecnie mieści się Muzeum Ziemi Koszyckiej. Zostało ono założone przez polonijnego biznesmena z Chicago Stanisława Boducha w roku 2006, a od roku 2007 opiekę nad obiektem sprawuje samorząd miasta. Muzeum jest czynne, więc zaglądamy do środka. Placówka ma trzy działy ze stałymi ekspozycjami: archeologiczną, historyczną i etnograficzną. Dział archeologiczny reprezentują zgromadzone eksponaty pochodzące z wykopalisk prowadzonych w miejscowościach położonych w pobliżu Koszyc – m.in. z Sokołowic, z lat 1850 p.n.e. – 1300 p.n.e. (kultura trzciniecka) i Witowa-Dalanowa nad Wisłą, gdzie znajdował się duży gród obronny. Wydobyto tam kilkaset przedmiotów pochodzących z epoki brązu i wczesnego żelaza – lata 1300 p.n.e. – 400 p.n.e. (kultura łużycka). Dział historyczny zawiera zbiór dokumentów źródłowych, w tym akty lokacyjne miasta Koszyce, dokumenty cechowe. Na dział etnograficzny składają się zbiory regionalne z XIX i XX wieku, w tym zrekonstruowana izba mieszkalna z tego okresu. W sali na parterze eksponowana jest wystawa „Koszyce w starej fotografii”.
Z Koszyc jedziemy w kierunku Bejsc, gdzie we wsi Rachwałowice zatrzymujemy się przy zabytkowym Kościele pw. Narodzenia NMP, budowli drewnianej, wzniesionej z drzewa modrzewiowego w 1512 roku przez ks. Wojciecha Kijowskiego. W II połowie wieku XVI kościół znajdował się w rękach protestantów (do 1596 roku). W tym czasie parafianie wierni katolicyzmowi korzystali z nabożeństw w pobliskim Przemykowie. Kościół 23 listopada 1616 roku konsekrował biskup krakowski Walerian Lubieniecki. W późnobarokowym ołtarzu głównym rachwałowickiego kościoła – Matka Boska z Dzieciątkiem z XVII wieku, w srebrnej sukience, zwana Rachwałowicką. Sukienkę wykonał krakowski złotnik Jakub Badurski. W lewym ołtarzu znajduje się św. Antoni, w prawym – Matka Boża Nieustającej Pomocy. Oryginalna belka tęczowa z napisem Pójdźcie do mnie wszyscy. Uprzednio kościół był sukcesywnie odnawiany w latach 1950-1980, z tamtego okresu pochodzi polichromia wykonana przez Pawła Mitkę, zaś w późniejszych pracach konserwatorskich mają swój udział profesorowie i absolwenci kieleckiego „plastyka”.
Po przejechaniu kilkunastu kilometrów, w Morawianach oglądamy skansen wsi polskiej. Jego zbiory znajdują się m.in. w stodole i innych budynkach wokół. Skansen powstał z inicjatywy regionalisty i kolekcjonera Stefana Rasia, który na początku lat 90. XX wieku postanowił, po wyemigrowaniu do miasta, odziedziczone po rodzicach zabudowania gospodarstwa rolnego, chałupę z początku XX wieku, wozownię, oborę i stodołę zaadaptować na skansen. Razem z otaczającym te budynki starym sadem tworzą obecnie typowy matecznik polskiej wsi, stanowiąc „twarz” wsi przełomu XIX i XX wieku. Zgromadzone eksponaty obejmują okres od radła do dzisiaj, od kijanki do tary i pralki automatycznej. Zabytkowe eksponaty Raś gromadził od ponad 20 lat (a zaczynał od kołowrotka). Jest ich obecnie ponad tysiąc. Wszystkie pochodzą z pogranicza Małopolski i ziemi świętokrzyskiej. Właściciel skansenu uważa, że pielęgnowanie historii i popularyzowanie wiedzy o dorobku kulturowym polskiej wsi ma duże znaczenie, szczególnie dla młodzieży. Celem jego działania było pokazanie młodym ludziom jak żyli i pracowali na wsi nasi przodkowie. W stodole można obejrzeć warsztat pracy kołodzieja, stolarza, krawca, szewca, kącik palacza. Zgromadzono tu narzędzia do produkcji rolnej naszych prapradziadków, kolekcje sań, bryczek, kół, kołowrotków. Jest także wyposażenie strażaka, łącznie z pompą ręczną oraz sprzęt gospodarstwa domowego, m.in. kijanka, maglownice, centryfugi, różne rodzaje maselniczek. Zobaczymy dużą kolekcję obrazów religijnych, wieńców dożynkowych, a także linię produkcji oleju z rzepaku, sukna z lnu lub konopi. W zabudowaniach obory umieszczona została kolekcja żelazek, latarni, lamp naftowych, wag sklepowych i laboratoryjnych, wystawa starych głośników, radioodbiorników, telewizorów oraz wyposażenie fotografa amatora z połowy XX wieku. Na werandzie domu (zbudowanego na początku XX wieku w stylu krakowiaków wschodnich) i na zewnętrznych stronach budynków znajduje się kolekcja poświęcona koniom: munsztuki, uprzęże, czapraki, podkowy, siodła ułańskie oraz obrazy koni.
Opuszczamy skansen i jedziemy przez Cudzynowice, gdzie zatrzymujemy się przy drewnianym kościółku pw. Wszystkich Świętych. Zbudowała go w roku 1757 Teresa z Morsztynów Ossolińska, kasztelanowa sandomierska. Konsekracji świątyni dokonał w roku 1762 biskup Kajetan Sołtyk. Dawny kościółek zbudowany w 1326 roku został rozebrany i przez jakiś czas w jego miejscu, na tzw. Kocim Zamku, był lazaret. Do dzisiaj jest tam cmentarz parafialny. Pierwszy opis kościoła pochodzi z roku 1783 – niedawno wzniesiony obiekt był w dobrym stanie technicznym, co też zawarto w opisie. Pierwszy poważniejszy remont datowany jest na rok 1826. Kolejne miały miejsce w latach 1849, 1891 (wymiana gontowego pokrycia), 1913 (malowanie wnętrza). W roku 1992 gontowe pokrycie dachu zastąpiono miedzianą blachą. Kościół ma ołtarz zwrócony na wschód. Składa się z nawy, zakrystii i wielobocznie zamkniętego prezbiterium, niższego i węższego od nawy kościoła. Wnętrze jest przykryte drewnianym stropem, dekorowanym malowidłami o tematyce religijnej, wykonanymi w roku 1913. Dzwonnica pochodzi z tego samego okresu co kościół. Jest dwukondygnacyjna, na planie kwadratu, ma konstrukcję słupowo-ramową.
Opuszczamy Cudzynowice i jedziemy do Skalbmierza, gdzie zatrzymujemy się przy Kościele św. Jana Chrzciciela. Został wzniesiony w stylu gotyckim w XV wieku, z zachowaniem pozostałości budowli romańskiej (pochodzącej z przełomu XII i XIII wieku, zniszczonej przez Tatarów w roku 1241). O jego wybudowaniu pisze w swoich kronikach Jan Długosz. Budowany był w dwóch fazach: nawy w I połowie wieku XV, a pod koniec XV wieku wydłużone prezbiterium. W czasie budowy wzorowano się na typowych rozwiązaniach stosowanych w krakowskich kościołach gotyckich. Pozostałością pierwotnego romańskiego kościoła z przełomu XII i XIII wieku są dwie wieże, zachodnia część prezbiterium i dolna część południowej jego ściany. Na przełomie XV i XVI wieku od północy do prezbiterium dostawiono wysoką zakrystię i skarbczyk. Wystrój wnętrza kościoła jest głównie barokowy z XVII i XVIII wieku. Ołtarz centralny pochodzi z 1908 roku i został wykonany na wzór dawnego barokowego z 1626 roku, spalonego w roku 1906. Obraz w głównym ołtarzu wykonany przez Aleksandra Mroczkowskiego (1909 r.) przedstawia Zwiastowanie NMP. Spod kościoła jedziemy na ulicę ppor. Sokoła, gdzie w wolno stojącym domku znajduje się prywatne Muzeum Ziemi Skalbmierskiej, należące do Tomasza Paryża, w którego towarzystwie zwiedzam ten wspaniały regionalny matecznik kultury i historii, funkcjonujący od roku 2019. Zbiory są eksponowane w niewielkiej chatce w stylu XIX-wiecznej zagrody chłopskiej. Wcześniej (w latach 1985-2019) właściciel muzeum, na co dzień pracownik oddziału Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Kazimierzy Wielkiej, zbiory kupowane przez niego, uzyskiwane z wymiany lub podarowane przez mieszkańców Skalbmierza i okolic przechowywał na strychu. Oglądam przedmioty, które na przełomie XIX i XX wieku służyły tutejszej społeczności w codziennych zajęciach. Pan Tomasz demonstruje narzędzia używane przy uprawie roli: widły, cepy do młócenia zboża, koromysła i sierpy, a także wyroby rękodzielnicze i zabytki sztuki ludowej, obrazy o treści religijnej. Podziwiam okazałą kolekcję żelazek oraz garnków glinianych do kiszenia ogórków, kapusty. Znając moją lekarską profesję (przedstawiłem się na początku) pokazuje mi kolekcję narzędzi chirurgicznych dr. Romana Dutkiewicza, lekarza miejskiego pracującego w Skalbmierzu w okresie międzywojennym. Oglądam wyposażenie ośrodka zdrowia z okresu międzywojnia. Po chwili żegnam się z sympatycznym właścicielem skalbmierskiego muzeum. Odchodzę w przekonaniu, że spotkałem prawdziwego pasjonata historii, patriotę zakochanego w swojej małej skalbmierskiej ojczyźnie.
Wyruszamy w dalszą drogę. Przez Działoszyce, Pińczów do Kielc. Na cmentarzu Starym zapalam świeczkę na grobie rodziców. Po 30 minutach dalszej jazdy docieramy do domu w Zagnańsku. Po chwili jesteśmy witani przez cieszące się nasze kundelki.
—
Autor tekstu: Maciej Zarębski
Rozdział IV z książki Autora pt. Wojaże po Polsce cz. 4









