Z elementarzem do Londynu

2

 Dotychczas polskie dzieci na Wyspach Brytyjskich były pozostawione samym sobie. Nikt nie interesował się tym, czy uczęszczając do szkół rozumieją angielskich nauczycieli i rówieśników, mówiących dziwnym i niezrozumiałym językiem. Nie mogli nic na to poradzić ani ich rodzice, zmuszeni do pozostania w obcym kraju, ani nauczyciele, nieznający polskiego. Jednak, wydawałoby się sytuacja bez wyjścia, sama się rozwiązała. Powstał nie tylko szereg szkół i uniwersytetów, gdzie językiem wykładowym jest polski, ale i przedszkole, powstałe z myślą o naszych maluchach.

 

Początki zawsze trudne

 

Stworzenie przedszkola „Kubuś Puchatek” w samym sercu Wysp okazało się fantastycznym pomysłem pani Moniki Suzańskiej. Jak sama mówi, „pomysł narodził się jeszcze podczas studiów na kierunku psychologia: edukacja i rozwój dziecka„. Już wtedy wiadomym było, że założenie tego typu firmy będzie życiowym celem młodej kobiety. Tuż po ukończeniu studiów, pani Monika zaczęła poważnie myśleć o prowadzeniu własnego przedszkola.

– Z początku plan dotyczył naszego kraju. Ale niezliczone przeszkody, przerośnięta biurokracja i niekiedy wręcz absurdalne przepisy okazały się nie do pokonania – mówi Suzańska. – Kiedy wyjechałam na Wyspy, spostrzegłam jak wiele jest polskich dzieci, które znalazły się w nowym, obcym dla nich kraju. To wtedy postanowiłam spróbować moich sił jeszcze raz i powalczyć tym razem z przepisami angielskimi – dodaje.

Widząc nadarzającą się okazję, pani Monika nie chciała dłużej czekać. Postanowiła działać i to szybko. Wraz z mężem pracowali w pocie czoła długie miesiące, by wreszcie, w ostatnim kwartale tego roku, ogłosić wielkie otwarcie „Kubusia Puchatka”.

– Początki są zawsze trudne i zdaję sobie z tego sprawę. Ale musi się udać, nawet, jeśli zaczniemy od małej grupki dzieci – zapewnia Monika. – Brzdące uwielbiają mojego męża, dlatego to właśnie on będzie prowadzić zajęcia fotograficzne, komputerowe i sportowe wariacje – tłumaczy.

 

Papiery, urzędy, formalności

 

Jak się okazuje, przepisy w Wielkiej Brytanii są dużo mniej zawikłane niż w Polsce. Dzięki temu wszelkie formalności związane z firmą można załatwić dużo szybciej. Przekonała się o tym na własnej skórze właścicielka „Kubusia Puchatka”.

– Aby założyć własną działalność gospodarczą wystarczy wypełnić jeden formularz i przesłać go do urzędu. W przypadku przedszkola należy też spełnić wszystkie wymogi takiej placówki, ale nie stanowiło to dla mnie problemu. Chyba nie da się bardziej uprościć całej procedury- zachwala angielską biurokrację pani Monika.

Później dodaje, że gdyby naszą rodzimą armię urzędników zastąpiono kilkoma z dużo większym zakresem obowiązków, byłoby i taniej i skuteczniej.

– Gdy opowiadałam moim angielskim kolegom w jaki sposób prowadzi się działalność gospodarczą w Polsce, nie mogli pojąć naszego systemu prawnego. Twierdzili tylko, że przyprawiłoby ich to o ból głowy – opowiada Suzańska.

 

Przedszkole tylko dla Polaków?

 

Gdy przygotowania dobiegły końca, pachnące świeżością pomieszczenia czekają na kolejki maluchów. Czy tylko tych polskich? To się okaże…

– Przedszkole zostało założone z myślą o dzieciach z naszego kraju, ale jeśli znajdą się angielskie rodziny, które zechcą posłać tu swoje dziecko, oczywiście zapraszamy. Jednak, znając mentalność Anglików, którzy głęboko wierzą, że tylko brytyjskie placówki są najlepsze, raczej wątpię w taką możliwość – mówi Monika ze szczyptą sceptycyzmu.

W „Kubusiu Puchatku” szczególny nacisk będzie kładziony na język polski. Niemniej jednak nie zapomnimy też o nauce angielskiego. Dzięki takiemu połączeniu, dziecko będzie miało możliwość przyjaznego i stopniowego poznania obcego mu języka. Jest to o tyle istotne, że zachowana zostanie tożsamość narodowa, która w dzisiejszych czasach odgrywa szalenie istotną rolę. Rodzice nareszcie będą mogli spać spokojnie i nie martwić się o wyszydzanie lub gorsze traktowanie swojej pociechy przez angielskich rówieśników. W polskim przedszkolu na tego typu zachowania nie będzie miejsca. A o depresję u dzieci, wynikłą z bycia wyobcowanym, znacznie łatwiej, niż mogłoby się wydawać. I z pewnością nie należy tego lekceważyć.

 

Menu programowe

 

– Dla nas ważne jest, aby dzieci płynnie i poprawnie mówiły po polsku, znały nasze rodzime bajki, rymowanki, wiersze i, co najważniejsze, przysłowia – zapewnia właścicielka „Kubusia Puchatka”. Po chwili dodaje: – Rozmawiałam z wieloma rodzicami i często słyszę, że posłanie dziecka do angielskiego przedszkola to duży błąd. Nie chcąc go popełnić drugi raz, młodsza pociecha zapisywana jest do krajowej placówki. Smutne, że w wyniku błędów z przeszłości, w niektórych polskich rodzinach trzeba rozmawiać z dziećmi po angielsku – przekonuje pani Monika.

Dalsza część programu zapowiada się bardzo ciekawie – zajęcia gimnastyki będą zawierały elementy jogi wzbogacone o metodę Weroniki Sherborne. Poza tym nauczany będzie savoir vivre i język angielski metodą Helen Doron. Nie zabraknie też wszelkiego rodzaju warsztatów plastycznych, technicznych i ogrodniczych.

W przedszkolu mali emigranci nauczą się polskich tradycji, takich jak andrzejkowe wróżenie lub topienie marzanny. Będą one przeplecione ze świętami innych kultur, np. Halloween.

 

„Kubuś Puchatek” został stworzony głównie z myślą o szczęściu polskich dzieci. Dotychczas osamotnione i niezrozumiane przez otoczenie, przechodziły prawdziwą gehennę. Wśród „swoich” będzie im o wiele lepiej. Szkoda, że na luksus zapisania dzieci do polskiej placówki mogą liczyć jedynie pobliskie polskie rodziny. Przedszkole ma swoją siedzibę na 35 Milton Road w dzielnicy Hampton i wiadomo, że nawet dla osób mieszkających w innej dzielnicy Londynu, uciążliwe i długie dojazdy mogą skutecznie zniechęcić do korzystania z „naszego” przedszkola. Mimo to miejmy nadzieję, że podobnych placówek na Wyspach powstanie więcej, a na twarzach polskich dzieci na stałe zagości uśmiech.

—————————————–
„RYNKI ZAGRANICZNE”, 11.12.2008

Poprzedni artykułDeath penalty – is it OK?
Następny artykułŻyczenia bożonarodzeniowe
Paweł Rogaliński
Dr Paweł Rogaliński jest politologiem, medioznawcą, filologiem oraz twórcą Przeglądu Dziennikarskiego. Od 2015 roku należy do prestiżowej grupy Światowych Odpowiedzialnych Liderów Fundacji BMW Stiftung Herbert Quandt. Za swoje osiągnięcia nagradzany na całym świecie, m.in. w Londynie, Berlinie, Rio de Janeiro, Warszawie, Brukseli i Strasburgu. Ukończył następujące kierunki studiów na Uniwersytecie Łódzkim: stosunki międzynarodowe: nauki polityczne, zarządzanie oraz filologię angielską, osiągając przy tym ogólnokrajowe sukcesy naukowe (m.in. Studencki Nobel). W 2021 roku obronił na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie rozprawę doktorską pt. "Model polityka popularnego w komunikacji politycznej w państwach anglosaskich". Jego ostatnia książka pt. „Jak politycy nami manipulują. Zakazane techniki” (Wydawnictwo Sorus, Poznań 2013) z powodu dużej popularności doczekała się dodruku już w kilka miesięcy po wydaniu. Więcej na stronie oficjalnej: www.rogalinski.eu.

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here