Wywiad z Pawłem Rogalińskim: "Zawsze poruszałem trudne tematy".

3

Poniżej przedstawiam wywiad, który przeprowadziła ze mną dziennikarka z Warszawy. Rozmowa dotyczy mojej działalności dziennikarskiej i blogu przegladdziennikarski.pl Zapraszam do przeczytania:
 
– Kiedy, dlaczego, po co zainteresował się Pan dziennikarstwem obywatelskim? Z jakiego powodu zaczął Pan pisać? Zależy mi na konkretnych powodach oraz Pana konkretnych działaniach.
 
Paweł Rogaliński: – Wszystko zaczęło się 29 marca 2007 roku o godzinie 13:00, kiedy to na nowo założonym blogu umieściłem swój pierwszy wpis. Do całego pomysłu zachęciła mnie siostra, Monika, która argumentowała, że moje wykształcenie (stosunki międzynarodowe: nauki polityczne oraz filologia angielska, a obecnie również zarządzanie) idealnie pasują do zawodu dziennikarza. Z początku miałem drobne opory, ale z czasem pisanie i korespondencja z czytelnikami stały się moją pasją. Już od samego początku wpisy (dotyczące głównie polityki, emigracji i społeczeństwa) osiągnęły zadziwiająco duże zainteresowanie. Pierwszy rok zakończył się 1542 odwiedzinami, drugi ponad 23 tysiącami. Dziś łączna liczba odwiedzin znacznie przekroczyła już 2 miliony.
 
– Jest Pan blogerem, dziennikarzem obywatelskim czy dziennikarzem zawodowym?
 
– Sądzę, że jestem dobrym przykładem na współczesne, coraz częstsze łączenie wszystkich tych trzech elementów. Jestem więc blogerem, bo prowadzę dobrze prosperującą stronę www.przegladdziennikarski.pl. Witryna ta zdobyła wiele nagród w różnych konkursach na najlepsze blogi w Polsce (m.in. Polski Internet czy Bloger Roku). Jestem też dziennikarzem obywatelskim, gdyż nieodpłatnie publikuję część moich artykułów – dotyczących głównie problemów zwykłych ludzi, dyskryminacji i spraw lokalnych. W 2009 roku moja działalność w tej sferze została nagrodzona tytułem Dziennikarza Obywatelskiego 2009 Roku. Wreszcie, niektóre teksty sprzedaję do gazet i czasopism, głównie polonijnych. Tę sferę działalności nazwałbym po prostu dziennikarstwem niezależnym.
 
– Co Pana w nim fascynowało?
 
– Najbardziej w dziennikarstwie obywatelskim fascynuje mnie możliwość publicznego wypowiedzenia własnego zdania bez nakładu finansowego czy konieczności bycia profesjonalnym dziennikarzem. Dzięki temu każdy może podzielić się swoimi przemyśleniami z innymi, a na skutek tego niejednokrotnie, w związku z ogromną siłą przekazu Internetu, jest w stanie wpływać na wiele decyzji firm czy władz.
 
Jak często Pan publikował?
 
– Z początku publikowałem średnio kilka razy w miesiącu, dziś robię to częściej – w miarę możliwości nawet codziennie. Znacznie zmienił się też styl mojego pisania i prowadzenia blogu.
 
Jakie tematy Pan poruszał?
 
– Tematyka od lat jest podobna. Najczęściej poruszałem i poruszam tematy trudne – dyskryminacja, ubóstwo, wykluczenie społeczne. Ludzie różnie reagują na tego typu artykuły. Dla przykładu, podczas wywiadu na antenie Radia Eska Łódź, dziennikarka, dowiadując się o tematach, które poruszam, zszokowana wykrzyknęła: „Młody człowiek a zajmuje się takimi tematami. To strasznie nudne!”. Z drugiej strony wiele osób doceniło mój wysiłek. Komisja Europejska przyznała mi brytyjską nagrodę dla profesjonalnych dziennikarzy For Diversity. Against Discrimination. Special Award on Roma 2008, Fundacja im. Heinza Schwarzkopfa z siedzibą w Berlinie nominowała mnie do tytułu Młodego Europejczyka Roku (było w sumie 5 finalistów z całego kontynentu), a Europejska Partia Ludowa przyznała mi staż w dziale Prasy i Komunikacji w Parlamencie Europejskim w Brukseli i Strasburgu. Dostałem też dyplom Miłosiernego Samarytanina i wiele podziękowań od organizacji charytatywnych.
 
Poza wyżej wspomnianymi, poruszam też tematy zgodne z moim wykształceniem, a więc społeczno-polityczne, politologiczne i związane z akcentami brytyjskimi. Po ukończeniu mojego trzeciego (i jak na razie ostatniego) kierunku studiów – zarządzania – zacząłem więcej pisać na temat marketingu i perswazji.
 
– Czy fakt iż został Pan nagrodzony spowodował, że zaangażował się Pan w te inicjatywę bardziej, pisał więcej, chętniej; także, na przykład, do innych mediów?
 
– Zawsze pisałem maksymalnie dużo na te tematy, więc nagrody były raczej pięknym zwieńczeniem danej grupy artykułów, niż motorem do ich powstania. Niemniej jednak każda gala rozdania nagród w bardzo skuteczny sposób poszerzała grono moich czytelników. Warto w tym momencie dodać, że inicjatywami, które naprawdę napędzały liczbę opublikowanych tekstów były spotkania organizowane przez Komisję Europejską, a poświęcone właśnie wspomnianej, niełatwej tematyce. Współpracując z Komisją przez ponad dwa lata, byłem zapraszany na szczyty i spotkania będące swoistym „okrągłym stołem”, przy którym spotykały się różne grupy społeczne. Miałem tam możliwość przeprowadzania wielu wywiadów z komisarzami unijnymi, ministrami i innymi politykami. Rozmawiałem też królem Belgów Albertem II i królową Paolą na temat ubóstwa w ich kraju. Niestety, ze względów proceduralnych, nie pozwolono mi nagrać ich wypowiedzi.
 
– Czy myślał Pan o tym, by być dziennikarzem zawodowym (w sensie: na etacie w konkretnej redakcji) a pisanie dla wiadomości24, na blogu czy innych portalach społecznościowych to był tylko wstęp do pracy dziennikarza? To jest bardzo ciekawy wątek – czy kiedykolwiek myślał Pan o tym w ten sposób? Czy właśnie z tego powodu zaangażował się Pan w pisanie obywatelskie żeby zostać dziennikarzem?
 
– Będąc przed dłuższy czas na pograniczu blogowania, dziennikarstwa obywatelskiego i zawodowego, dostrzegłem kilka prawidłowości. Mianowicie, pomimo wielu zalet, które ma dziennikarstwo obywatelskie, istnieją też pewne jego wady. Takim ewidentnym minusem jest to, nie jest ono w pełni komplementarne w stosunku do dziennikarstwa zawodowego. Wiele pomniejszych gazet i portali w dobie kryzysu tnie koszty, a przez to śmiało rezygnuje z usług profesjonalnych redaktorów na rzecz tych obywatelskich. Ci ostatni zyskują cenną praktykę, a redakcje – darmowe artykuły i zdjęcia do publikacji. Traci na tym jednak część zawodowych dziennikarzy, którzy, aby zarabiać na chleb, będą musieli się przekwalifikować. Niewiele osób mówi o tym problemie, ale on istnieje.
 
Co do mnie – uważam, że połączenie dziennikarstwa niezależnego (współpracuję z wieloma czasopismami polonijnymi jako wolny strzelec) z moim blogiem to dobry pomysł na siebie. Dziennikarstwo obywatelskie jest dodatkowym elementem – dzięki niemu pomagam nagłaśniać wszelkie akcje mające na celu zbiórkę pieniędzy np. na leczenie dla ciężko chorych dzieci.
 
– Czym zajmuje się Pan aktualnie, gdzie Pan pracuje? Czy dziennikarstwo obywatelskie to po prostu hobby a praca to zupełnie coś innego, czy też udało się Panu połączyć dziennikarstwo z pracą?
 
– Zawsze jestem bardzo aktywny i realizuję wiele planów jednocześnie. Niedawno wróciłem z Brukseli, gdzie przez ostatnie trzy miesiące odbywałem staż w Dziale Prasy i Komunikacji w Parlamencie Europejskim. W lipcu skończyłem też mój trzeci kierunek studiów na Uniwersytecie Łódzkim – zarządzanie. Co więcej, od ponad roku pełnię honorową funkcję rzecznika prasowego w jednej z organizacji pozarządowych.
 
Niestety, dziennikarstwo niezależne nie daje finansowej satysfakcji, w związku z czym będę musiał pomyśleć nad stałą pracą, najlepiej związaną z tą dziedziną, którą się pasjonuję. Dostałem już jedną ofertę pracy w Londynie i jedną w Gdańsku. Obie są ściśle związane z dziennikarstwem, ale muszę je dokładnie przemyśleć. Osobiście wolałbym pracować w Łodzi lub Warszawie, ale chyba na razie nie będzie takiej możliwości, stąd będę musiał się przeprowadzić.
 
– Czy pisze Pan nadal jako dziennikarz obywatelski, jak często, na jakie tematy?
 
– Tak jak już wspomniałem, nadal jestem i będę dziennikarzem obywatelskim, bez względu na moją pracę czy inne zajęcia. Czuję wręcz obowiązek zajmowania się problemami ludzi najuboższych i wykluczonych społecznie. Wiele osób traktuje dziennikarstwo obywatelskie jako hobby. To bardzo słuszne podejście. Dla mnie jednak jest ono czymś więcej. To swoista misja uzupełniania prasy i Internetu o te tematy, które są często pomijane lub spychane na margines. Czuję się rzecznikiem wszystkich tych, o których udało mi się do tej pory napisać i którym udało się pomóc. To daje dużą satysfakcję i radość z pracy.
 
– Dziękuję za rozmowę.
Poprzedni artykułKierowanie wrażeniem
Następny artykułPLL LOT prezentuje swoje nowe samoloty
Dr Paweł Rogaliński jest politologiem, medioznawcą, filologiem oraz twórcą Przeglądu Dziennikarskiego. Od 2015 roku należy do prestiżowej grupy Światowych Odpowiedzialnych Liderów Fundacji BMW Stiftung Herbert Quandt. Za swoje osiągnięcia nagradzany na całym świecie, m.in. w Londynie, Berlinie, Rio de Janeiro, Warszawie, Brukseli i Strasburgu. Ukończył następujące kierunki studiów na Uniwersytecie Łódzkim: stosunki międzynarodowe: nauki polityczne, zarządzanie oraz filologię angielską, osiągając przy tym ogólnokrajowe sukcesy naukowe (m.in. Studencki Nobel). W 2021 roku obronił na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie rozprawę doktorską pt. "Model polityka popularnego w komunikacji politycznej w państwach anglosaskich". Jego ostatnia książka pt. „Jak politycy nami manipulują. Zakazane techniki” (Wydawnictwo Sorus, Poznań 2013) z powodu dużej popularności doczekała się dodruku już w kilka miesięcy po wydaniu. Więcej na stronie oficjalnej: www.rogalinski.eu.

3 KOMENTARZE

  1. panie Pawle. Jest pan wspaniałym dziennikarzem. Regularnie czytam pana stronę. Mam tylko wrażenie że jak na pana poświęcenie sprawie osiągnięcia i wykształcenie jest pan za mało doceniany. Myślę że to tylko kwestia czasu i osiągnie pan wielkie rzeczy w swoim życiu!!!

  2. jakie życzenia np. się pojawiają? Dotyczące eyspozkcji materiału, deklaracji, ile miejsca poświęcę na relację, obietnicy, że będzie przebitka na okładkę tego typu prf3by targf3w. Zdarza się, że Bogu ducha winny PR-owiec, skądinąd sympatyczny i inteligentny, świetnie wiedząc, jaką otrzyma ode mnie odpowiedź bo przerabialiśmy już analogiczny wariant wiele razy mimo to przysyła propozycję handlową. Może dzięki temu odhaczyć, że znowu prf3bował zwerbować Szewczyka, ale ten się nie dał. Ja to rozumiem, musi mieć krycie przed szefami, spokojnie zatem odpisuję po raz n-ty to samo. W powietrzu wisi, wyczuwam, jeszcze inne pytanie ;). OK, odpowiem. Nie, nikt nie jest na tyle naiwny, by żądać wysokiej oceny w recenzji. Rozdający karty potrafią jednak, że tak powiem, zdyscyplinować krnąbrnego dziennikarza. Jestem na czarnej liście tu i tam, bo zdarzało mi się na przykład napisać coś nie po myśli wydawcy, ktf3ry uważał, że mu się ode mnie należy wyrażona w konkretnych słowach wdzięczność. Da się z tym żyć :).

Skomentuj Dominik Anuluj odpowiedź

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj