Wybory mojej młodości

0

[Jest to fragment moich wspomnień zaczerpniętych z książki mego autorstwa „Tajemnice profesora pedagogiki” która ukaże się w druku w „Oficynie Wydawniczej ASPRA-JR” jeszcze w tym roku kalendarzowym]

Prof. dr hab. Adam Schaff[1], zatrudniając mnie na stanowisku młodszego asystenta w swojej Katedrze filozofii w Akademii Nauk Politycznych[2] w Warszawie nie ograniczał mojej pracy tylko do prowadzenia seminariów z jego wykładów w ANP , które realizowałem obok starszego asystenta dr Leona Szyfmana, asystenta mgr. Jerzego Wierzchowskiego i młodszego asystenta Michała Radgowskiego[3]. Wykonywałem swoją asystencka prace w warunkach gdy nowa asystentka też naszego mistrza Cyntia Lidańska, nie zajmowała się prowadzeniem asystenckich seminariów, skupiając się raczej na pracy administracyjnej w naszej ,nowej katedrze. Prowadzenie seminarium po wykładach prof. Schaffa nie sprawiało mi specjalnych kłopotów mimo ówczesnego młodego wieku. Mimo tego, iż w wśród dwudziestu kilku studentów, dla których prowadziłem to seminarium, nie było osoby bliskiej mi wiekiem, bowiem od wszystkich studentów z mojego seminarium byłem dużo młodszy. Wynikało to z faktu, że w czasie kilkuletniej hitlerowskiej okupacji w Polsce, zawieszona została działalność polskich szkól wyższych, a zatem po maturze, uzyskanej przed II wojną światową i na tajnych kompletach w czasie II wojny światowej, znajdowało się bardzo dużo osób uzyskujących maturę, które nie rozpoczęły studiów na konspiracyjnych polskich uczelniach wyższych, działających w Generalnej Guberni jednak w bardzo elitarnym zakresie. Czynnikiem komplikującym sprawę był też fakt, że na studia w Akademii Nauk Politycznych- przypomnijmy polskiej państwowej uczelni wyższej ogólnodostępnej- napłynęło bardzo wielu księży i zakonnic, którzy na moich seminariach stanowili albo większość uczestników danego seminarium, albo przynajmniej znaczącą jego część. W związku z tym, w trakcie seminariów podejmowany był często ostry spór z seminarzystą realizowany z innych, niż marksistowsko-materialistyczne podstaw światopoglądowo- filozoficznych. Jednak to nie była największa trudność. Przecież obok asystentury, wykonywałem ówcześnie pełnoetatową pracę w Zarządzie Głównym Związku Akademickim Młodzieży Polskiej. W tym czasie mój wielki mistrz, często wyjeżdżał za granicę, zarówno do ZSRR, jak i na Zachód. Jeśli chodzi o Zachód, to w dużej mierze monopolizując w swoich rękach ówczesne, polskie , zagraniczne kontakty naukowe. Zajęcia za profesora-w czasie jego wyjazdów- prowadził z reguły dr L. Szyfman, czy mgr J. Wierzchowski. Ponieważ jednak obaj byli zajęci też dodatkowymi pracami, nagle okazało się, że ja też mam w pewnym momencie zastąpić na wykładzie swego wielkiego mistrza. Nie pomogły żadne- z mojej strony- opory. Znalazłem się nagle przed paruset osobową salą i z wielkim strachem uprzejmie poinformowałem zebranych, ze nie będzie wykładu mojego wielkiego mistrza, tylko przedstawię zebranym kilka zagadnień, które na ogół prezentował mój naukowy pryncypał. Łączyło się to z wielkim lenkiem, dotyczącym tego jak ja wypadnę w tej konfrontacji, ale nie spotkałem się nigdy ani z totalną krytyką, ani negacją mojej nieśmiałej powtórki z wykładów prof. Adama Schaffa.

Natomiast nieporównywalnie gorzej, przedstawiała się sytuacja z zastępowaniem mego wielkiego mistrza na wykładach z reprezentacją ówczesnej, polskiej klasy robotniczej. W tym okresie czasu, zorganizowano pierwsze kursy dla przodujących polskich robotników, którzy mieli zastąpić dotychczasowych dyrektorów, zwłaszcza przedsiębiorstw przemysłowych. Był to początek wielkiej akcji awansu tysiąca robotników, na stanowiska dyrektorskie w polskim przemyśle. Robotników tych, gromadzono zazwyczaj w przejętych pałacach i tam ich szkolono, przygotowując do wspomnianych funkcji. Głównie w sprawach ekonomiczno-technicznych ale też ogólno- humanistycznych. Mnie przypadło szkolenie przedstawicieli polskie klasy robotniczej, w byłej rezydencji Rydza- Śmigłego w Łącku, niedaleko Płocka na tematy filozoficzne. Dojazd zapewniano mi samochodem, którym podróżowałem razem ze znanym poetą Władysławem Broniewskim, któremu zlecono wykłady z historii światowej i polskiej literatury. Ja natomiast miałem wykładać założenia filozofii marksistowskiej. Faktycznie miał wykładać prof. dr hab. Adam Schaff, ale zostało to złożone ostatecznie na mnie. W. Broniewski miał łatwiejsze zadanie. W swojej bogatej, barwnej opowieści o dziejach literatury łatwiej zainteresował robotniczych słuchaczy , niż ja w przedstawieniu filozofii, dla osób nie mających w większości średniego wykształcenia, które z trudnością przyswajały elementarne filozoficzne pojęcie. Jeszcze gorsze były dojazdy i powroty do Warszawy z wielkim poetą, który robił po drodze liczne przystanki, bogato urozmaicone alkoholem. Ja jak mogłem, broniłem się przed tym, bowiem wówczas nie piłem ani kieliszka alkoholu. Jednak jakieś ustępstwo wobec mistrza było konieczne i ograniczało się to z reguły do jednego kieliszka, który spożywałem z niesmakiem. Ale zdołałem poczęstunek ograniczyć najwyżej do dwóch kieliszków. Było to jednak konieczne, dokonywane pod naciskiem autorytetu mistrza.

Starałem się maksymalnie udostępnić trudne filozoficzne kategorie dla moich robotniczych słuchaczy. Starałem się pokazać wyższość tej filozofii, nad innymi filozoficznymi kierunkami, które po części zaczęło mi się udawać. Potrafili mimo ogromnych trudności moi specyficzni słuchacze , skupić swoje zainteresowanie na niedostępnej z reguły takim słuchaczom problematyce. Na jednej z wykładów, przyjechała razem z nami Maria Dłuska, zastępca kierownika Wydziału Nauki KCPZPR, która była zainteresowana zwłaszcza moją częścią wykładu. Odwiedziła też wykład Władysława Broniewskiego w większości jednak przesiadując na moim wykładzie, ku mojemu ogromnemu zmartwieniu. Jednak udało się i dostałem za wykład od wymagającego lustratora, bardzo wysoką ocenę, choć z licznymi uwagami i propozycjami. W sumie więc, pierwszy okres asystentury u prof. A. Schaffa przechodził mi całkiem pomyślnie i nie był obarczony specjalnymi ,nadmiernymi stresami choć nie byłem od nich wolny. Wręcz był jednak brzemienny w triumfalne sukcesy.

Jeśli jeszcze do tego dodać bardzo dobre zaliczenie I roku studiów, to miałem powody do rozwiniętego samozadowolenia. A trzeba pamiętać, że łączyłem ówcześnie równoległe wykonywanie bardzo wielu zadań. Obok pracy jako asystent A. Schaffa, praca w Zarządzie Głównym ZAMP-u, wykłady na kursach robotniczych i spełnianie wielu trudnych poleceń mego wielkiego mistrza. Prócz tego, raz w tygodniu, a nawet dwa razy w tygodniu, obowiązkowo musiałem się znaleźć w Głównym Zarządzie Informacji Wojskowej, gdzie głównie zlecano mi funkcje pisania jakichś tekstów politycznych , na potrzeby publicznych wystąpień szefa tej instytucji- płk. Kula. Nie miałem więc zbyt wiele czasu dla siebie, a zwłaszcza dla moich kolegów z Kompanii Akademickiej,[4] zlokalizowanej w Cytadeli Warszawskiej. Zazdrościłem im sporej ilości wolnego czasu i rozmaitych osobistych przygód, o których barwnie opowiadali w późno wieczornych, bądź nocnych godzinach, w potężnych wieloosobowych salach, w których ówcześnie mieszkaliśmy. Wszystkim najbardziej zazdrościłem wycieczek po najbardziej przetartej przez członków Kompanii Akademickiej ścieżkach, zwłaszcza z warszawskiej Cytadeli, na ulicę Jagiellońską w Warszawie , gdzie mieściła się potężna bursa młodzieży żydowskiej. W bursie tej prowadzono bardzo rozległą i fascynującą działalność kulturalno- oświatową. Już to było magnesem, który przyciągał większość kolegów z Kompanii Akademickiej, a był dla mnie przeciążonego rozmaitymi obowiązkami przez dłuższy okres w sumie przerywnik niedostępny. Jednak nasilające się barwne opowieści o ich wrażeniach wyniesionych z wizyt w tej bursie, coraz bardziej wyzwalały we mnie ochotę odwiedzenia tej „ziemi nieznanej” i zakosztowania przeżyć, dla mnie dotąd niedostępnych.

Nic też dziwnego, że wynalazłem jakąś lukę w moich zajęciach i razem z moimi kolegami rozpocząłem przecierać indywidualną ścieżkę z Żoliborza na Pragę, z Cytadeli do wspomnianej bursy przy ulicy Jagiellońskiej [5]. Niezapomniana była moja pierwsza wizyta, i wysłuchane opowieści dotycząca wydarzeń wspominanych z okazji rocznicy powstania państwa izraelskiego. Opowieść ta była fascynująca. Opowiadano, jak przedstawiciele skutecznie gnębionego przez faszyzm i przynajmniej po części przez naród niemiecki naród żydowski, praktycznie na pustyni, wybudował miasta, miasteczka i wsie i stworzył dla siebie prawdziwą oazę fantastycznej pomyślności. Nie szczędzono przy tym uwag, o genialności odradzającego się narodu żydowskiego, tak bardzo gnębionego wcześniej , zwłaszcza w Europie przez hitlerowskiego okupanta. Wszystko to było opowiedziane barwnie i fascynująco. Prezenterami byli ci, którzy dobrze znali Izrael, jak i ci, którzy na ten temat dużo czytali, słyszeli, którzy tymi problemami się głęboko zainteresowali. Wyróżniała się w tych opowieściach bardzo młoda kobieta Róża Teneubaum, która nie tylko najciekawiej i najbarwniej o Izraelu opowiadała, choć nigdy tam nie była, ale która też fascynowała wszystkich słuchaczy swoją niebywałą urodą. Koledzy z Kompani Akademickiej, raczej nie z zainteresowania Izraelem, a z zainteresowania Różą, przychodzili do niej i pytali o różne szczegóły, dotyczące jej barwnej opowieści o izraelskiej egzotyce. Natomiast ja, pozostawałem w dalekiej odległości od wspomnianej osoby, która przykuwała powszechną uwagę uczestników spotkania a zwłaszcza moich kolegów. Wręcz byłem odosobnioną jednostką wśród ogółu zainteresowanych, wśród których szczególną aktywnością, wykazywali się koledzy ze wspomnianej Kompanii Akademickiej. Po pierwszej wizycie, dość regularnie przychodziłem na następne wizyty do wspomnianej bursy , na których nadal pozostawałem w cieniu moich bardzo aktywnych kolegów, bardzo wyróżniających się aktywnością poznawczą, wśród wszystkich innych zebranych. Po powtarzającej się sytuacji, kapral podchorąży Wojciech Pomykało, był tak odosobniony w efekcie wspomnianego braku aktywnych zainteresowań zebraniem wśród osób z kilku stolików zaludnionych przez moich kolegów, że wzbudziłem wręcz zainteresowanie ,wspomnianej najbardziej aktywnej prezenterki izraelskich sukcesów. Podeszła więc do mnie i zapytała czy nie wykazuję zainteresowania, tak jak moi koledzy tym co ona prezentowała? Odpowiedziałem-zgodnie ze stanem rzeczywistym-, że zainteresowanie na te tematy u mnie wielkie , ale, że bardzo nie lubię tłoku. W trakcie rozmowy okazało się, wiedziała o mnie dość wiele. Miała informację, że wygrałem konkurs u jej rodaka prof. A. Schaffa, że jestem w Warszawie jego największym ulubieńcem oraz , że działam w Zarządzie Głównym Związku Akademickiej Młodzieży Polskiej, a nawet , że jeżdżę z wykładami do robotników przygotowanych ówcześnie do awansu na dyrektorów fabryk. Szybko zdołałem ustalić, że to moi koledzy byli przekaźnikami wszystkich tych i informacji, ale też, że moja nowa znajoma, zna dobrze B. Sztatlera i K. Walczak, stanowiących „żelazna kadrę” ówczesnej organizacji młodzieżowej akademickiej , a nawet ich najważniejszy trzon. Szybko też skojarzyłem, że ten „najważniejszy trzon”, to bliscy narodowościowo ludzie Róży ze wspomnianej organizacji. Wszystko jednak ograniczyło się do tej jednej rozmowy z nową znajomą, a ja nadal pozostawałem cichym, skromnym, nieco odosobnionym odbiorcą tutejszych prelekcji, skrupulatnie uczestniczącym w uroczystościach i spotkaniach w bursie młodzieży żydowskiej na ulicy Jagiellońskiej w Warszawie.

W pewnym momencie, zostałem zaproszony przez Różę na indywidualną kawę do pobliskiej kawiarni. Byłem zdumiony jej zainteresowaniem moją skromną osobą. Choć otwarcie musze przyznać, że starałem się przedtem nadmiernym i sztucznym zainteresowaniem jej wystąpieniami, nie spalić sobie możliwości nawiązania przyszłego z nią kontaktu. Wiedziałem, że wstrzemięźliwość tych zainteresowań, wywoła jej większe zainteresowanie, niż nadmierna koncentracja moich zainteresowań na jej osobie i demonstrowanie zbyt wielkim zainteresowaniem jej wystąpieniami. Nie myliłem się i zaproszenie na kawę-tylko i wyłącznie mnie a nie innych moich kolegów z Cytadeli- potwierdziło słuszność, wybranej mojej metody nawiązania z nią owocnego kontaktu. Inną ważną cechą naszego pierwszego spotkania było to, że raczej słuchałem jej wywodu, niż wtrącałem do dyskusji mój pogląd na poszczególne tematy . Rozmówczyni nie ukrywała, już w czasie naszej pierwszej rozmowy, że zbyt długo nie zabawi w naszym kraju. Podjęte studia na Wydziale Ekonomicznym Uniwersytetu Warszawskiego, okazało się, że nie zadawalają jej ambicji. Jej celem, były studia w Harvardzie na tym samym wydziale i praktycznie praca na rzecz tych, którzy decydują i będą jeszcze bardziej decydować o losach obecnego i nadchodzącego świata. Pytałem –słuchając takich wyznań nieśmiało skąd wie, kto będzie decydował ostatecznie o losach nadchodzącego świata? Stwierdziła-moja rozmówczyni-, iż jest to przesądzone. Dlatego też, mimo że się urodziła na polskiej ziemi, nie zamierza tutaj zbyt długo przebywać i po odpowiednim kursie zrealizowanym w Wiedniu, zamierza przeprowadzić się na inna półkulę i tam szukać swojej pomyślności i szczęścia.

Rozmówczyni nie ukrywała swego pogardliwego stosunku do peryferyjności naszej ojczyzny oraz małego znaczenia polskiego narodu i specyficzności naszego obecnego i przyszłego miejsca w globalnym świecie oraz przewidywała dość wyraźnie los państw, które odrodzone zostały po II wojnie światowej. Przypisując szczególną rolę USA. Byłem bardzo zdziwiony jej wyznaniami, ich szczerością oraz jej wyborem mnie jako jej rozmówcy na te trudne i drażliwe tematy. Rozmówczyni nie krępowała się, twierdząc, że jest bardzo zainteresowana szczerą rozmową ze mną o przyszłości człowieka i świata. Róża była osobą bardzo zorientowaną we współczesnym świecie. Nie kwestionowała mego poglądu, że to Związek Radziecki, a nie chwalona przez nią Ameryka Północna, wygrał II wojnę światową. I to wygrał w sposób dominujący. Nie poddawała też wątpliwości tego , że tą drogą radziecka ojczyzna umocniła się i stanowi poważnego partnera amerykańskiego we współzawodnictwie o dominację w przyszłym świecie. Jednakże już w czasie tej dyskusji okazało się ,że mieliśmy odmienne poglądy, na temat przyszłości ówczesnych narodów i świata. Nie kwestionując roli ZSRR w czasie II wojny światowej, rozmówczyni twierdziła, że co prawda, ZSRR wygrał II wojnę światową i w dominującej roli unicestwił głównego agresora tej wojny III Rzeszę, to jednak po II wojnie światowej pokój już wygrała USA, przy dominującej roli w tym zakresie jej, żydowskiej narodowości. Byłem zdumiony tym poglądem. Jeśli uważałem, że USA rzeczywiście osiągnęły dość znaczące dobre pozycje wyjściowe, zarówno wojskowe, jak i polityczno-ekonomiczne, na skutek rzucenia na Hiroszimę i Nagasaki bombę atomową oraz realizację planów Marshalla, stanowiącego korzystną podstawę ich ekspansji ekonomicznej, jednak uważałem, że nie można powiedzieć, aby cokolwiek w losach współzawodnictwa USA z ZSRR, było z góry rozstrzygnięte, a tym bardziej rozstrzygnięte całkowicie na korzyść USA. Róża broniła tego poglądu, co nie było dla mnie całkowicie tylko zaskoczeniem ale stanowiskiem nieznanym. Nawet całkowicie nieznanym i wręcz zaskakujące było też to, iż uważała to za zwycięstwo swego, żydowskiego narodu.

Już na pierwszym spotkaniu, prowadziliśmy ze sobą gorącą dyskusję na wspomniane tematy. Moja dyskutantka nie była zdziwiona swoistym szokiem, jakie stanowiło dla mnie jej stanowisko w sprawie, dotyczącej tego kto będzie decydował o losach świata w nadchodzących dziesięcioleciach. Szło nie tylko o przewidywaną dominację USA, ale rolę w tej dominacji jej żydowskiej narodowości. Z takim stanowiskiem nie tylko się nigdy dotąd nie spotkałem, ale wydawało mi się ono bardziej wyrazem megalomanii narodowej, niż jest oparte na bardzo dobrej znajomości tematu. Róża przekonywała mnie, iż tylko moja nieznajomość faktów, może stanowić podstawę trudności uznania za prawdziwe takiego poglądu i stanowiska. Na długo przed czasami zbliżania się do II wojny światowej- jej zdaniem-, już największy kapitał światowy charakteru żydowskiego, przeniósł się z Wielkiej Brytanii, na gościnną amerykańską ziemię i coraz skuteczniej dominował i nadal dominuje, nad całym kapitałem światowym. Kadry wybitne narodu żydowskiego zasiliły mocno USA przed II wojną światową co dla współczesnej walki o dominacje w świecie ma szczególne, dominujące znaczenie. Bo kapitał, jest czynnikiem dominującym nie tylko we współczesnym, ale też w nadchodzącym świecie. Ustrój zbudowany na podstawie dominacji kapitału, a zwłaszcza wielkiego kapitału, od początku powstania radzieckiej konkurencji, posiada nad nią wyższość w dziedzinie tempa rozwoju społeczno-ekonomicznego, nie tylko w zakresie ilości, ale zwłaszcza jakości produkcji, oraz wydajności pracy, które w długotrwałym współzawodnictwie obu ustrojów , odegrają w przyszłości dominującą rolę.

Natomiast przed II wojną światową, na skutek powstania wielkiej konkurencji kapitału niemieckiego i państwa niemieckiego, z kapitałem żydowskim i państwem amerykańskim zdominowanym już wtedy przez kapitał żydowski oraz państwami kapitalistycznego Zachodu też w dużej mierze przez ten kapitał zdominowanych, nie tylko powstało pragnienie niemieckiego adwersarza tego współzawodnictwa do zdominowania świata, ale pokonania w tym współzawodnictwie, wspomnianego kapitału i państw mu podporządkowanych. Ostatecznie zaatakowanie ZSRR, miało tylko stworzyć korzystne warunki wykonania tego zadania strony niemieckiej w jej hitlerowskim kształcie. Rozmówczyni zgodziła się z moim przekonaniem, że kapitał niemiecki, był bliski razem z niemieckim faszyzmo-militaryzmem, bliski pomyślnej realizacji swoich celów skutecznego , globalnego opanowania świata, ale –uważała-,że dobrze się złożyło, że to się nie udało i z areny współzawodniczących stron, niemiecki adwersarz faszystowski został wyeliminowany, a arena współzawodnictwa zredukowana została do współzawodnictwa amerykańsko-radzieckiego. Zdaniem rozmówczyni, oznaczało to, wykreowanie współzawodnictwa, po części żydowsko- żydowskiego. Wyniknęło to stąd, że po części w kapitale amerykańskim i władzy radzieckiej, Żydzi –a ściśle przedstawiciele jej narodu-odgrywali dominującą rolę. Jednakże pod koniec życia J. Stalina, rola przedstawicieli narodu żydowskiego po stronie radzieckiej, wyraźnie malała, a po stronie amerykańskiej, systematycznie wzrastała. Oba systemy nie są –po części z tego powodu-w pełni konkurencyjne ani w zakresie wydajności pracy, jak i inspirowania przez ustrój rozwoju gospodarczego danego kraju. I strukturalne właściwości obu ustrojów, przesądzają ostatecznie współzawodnictwo obu ustrojów, na korzyść ustroju zdominowanego przez kapitalistów i to kapitalistów głównie jej narodowości.

Wykład Róży, stanowił dla mnie prawdziwy szok. Wiele jego elementów wydało się prawdziwe i zgodne z moją obserwacją ówczesnego świata, która nie była mi obca. I którą po części czerpałem też z nauk ojca udzielonych mi zwłaszcza w końcu II wojny światowej. Jednakże jej wizja świata, wydawała mi się wymagająca radykalnego zweryfikowania i głębokiej weryfikacji. Bardziej oparta – w moim pierwszym odczuciu-na subiektywnych pragnieniach odegrania przez naród żydowski dominującej roli w nadchodzącym świecie, niż na mocnym i opartym na mocnych podstawach realnego i adekwatnego przewidywania kształtu nadchodzących czasów. Siedzieliśmy w kawiarni kilka godzin i spieraliśmy się, ale nie miałem poczucia wygrania tego sporu przez żadną ze spierających się stron. Choć w dużej mierze, prognozy Róży bardziej wiązałem-w moim ówczesnym poglądzie- z idealizowaniem własnej narodowości, niż możliwą ,faktyczną jej rolą, w obecnych ale zwłaszcza nadchodzących czasach. A jednak ta kawiarniana rozmowa i spór, były dla mnie wielkim, ówczesnym przeżyciem. A był to tylko początek naszych miłych i ciekawych kilku rozmów. Rozmów niezwykle ważnych dla całego mojego życia. W czasie tej kawiarnianej dyskusji, zostałem zaproszony –jak to zdefiniowała moja nowa znajoma-na „żydowską kolację” w bursowym pokoju. Rozmowy sam na sam. Wizją rozmowy na tej kolacji, byłem równie zafascynowany, jak wcześniej przeprowadzone przez moją skromną osobę rozmowami i konsultacjami przeprowadzonymi z moim promotorem prof. dr hab. Adamem Schaffem. Choć Róża była daleka dla mnie od profesorskiego autorytetu jej wywody jednak bardzo mnie zainteresowały. Na ich część dalszą czekałem dlatego z wielkim zainteresowaniem ale też ogromną fascynacją. Niewątpliwie wielka jej uroda zwiększała atrakcyjność jej poglądów zwłaszcza u mnie wówczas 19-letniego chłopca.

Na dalsze spotkania z Różą czekałem dość niecierpliwie. Umówionego dnia, wszystko zaczęło się od wielkiej niespodzianki. Przybyłem punktualnie na spotkanie i znalazłem numer pokoju, który mi został wcześniej podany. Był jednak pokój zamknięty. Poczekałem 15 minut i udałem się do portiera, by wyjaśnić sprawę. U portiera nie zastałem żadnej wiadomości. Natomiast –co gorsze-nazwiska Róży Tenenbaum, portier nie znał w ogóle. Miałem już zamiar wracać na Cytadele, kiedy się okazało, że zjawiła się Róża i zabrała mnie do pokoju o zupełnie innym numerze. Przygotowała na kolacje różne żydowskie smakołyki, wino i czystą wódkę. Zaczęło się jednak od sporu. Powiedziałem, że nie wierzę w jej prognozę nadchodzącego świata. zwłaszcza w jej wizję jego dominacji przez żydowska narodowość którą traktuje jako jej mitomanie. Nie krępowałem się. Zdefiniowałem taką wizję, nie tylko jako mitomanię ale też całkowitą złudę. Co gorsza, mitomanię nacjonalistyczną. Powiedziałem, że doskonale rozumiem pookupacyjny uraz żydowski ludności zamieszkałej na terenie działalności Rzeszy. Rzesza nie tylko zniszczyła ich siostry i braci, ojców i matki, ale dość skutecznie starała się udowodnić, że jej siostry i bracia narodowościowi, nie tylko są nic nie warci, ale, że są szkodliwi dla innych narodów, w tym dla narody niemieckiego i skuteczni skazani na wyginięcie. Na celowe i świadome ich zniszczenie przez naród niemiecki, pretendujący do dominacji nad światem. Reakcją na takie przekonanie i haniebną praktykę z takimi poglądami związaną może być tylko apologia własnej narodowości, a nawet super apologia, daleko odbiegająca od realistycznej oceny. Mojego wywodu Róża słuchała spokojnie, częstując mnie od czasu do czasu żydowskimi smakołykami, kieliszkiem wina i propozycją skorzystania z koszernej wódki.

Nie miałem żadnych zahamowań, aby powiedzieć jej najgorsze rzeczy. Szczerze i otwarcie wszystko co wcześniej przemyślałem. Należało do nich przede wszystkim stwierdzenie, że z jej apologia i nie bywała wizja roli narodu żydowskiego, nie koresponduje z potulnością wobec zamiarów zbrodniczych hitlerowskiego okupanta dużej części jej narodu w czasie hitlerowskiej okupacji. Całkowita jego niezdolność do przeciwstawienia się okupantowi. Innym moim argumentem, było przywołanie wyjątkowo antynarodowej postawy wobec swojej narodowości nie tylko policji żydowskiej w okresie działania gett, ale też samorządu żydowskiego, który zbrodnie hitlerowskie nad Żydami okupantowi ułatwił, wręcz pomógł w ich realizacji okupantowi . I wszystko to razem, które powodowało, iż Żydzi sami niezwykle ułatwili hitlerowskim Niemcom zbrodnię nad narodem żydowskim nie mogło otwierać szansy zdominowania świata przez żydów po II wojnie światowej. Nie krępowałem się. Mówiłem ostro, jasno i wyraźnie. Nawiązując też do moich doświadczeń z Klarą Leszczyńską i wydaniem przez nią mego ojca Gestapo, mimo tak wielkiej życzliwości, z którą się ona ze strony mego ojca i mojej się spotkała.

Dla Róży było to wszystko mało skutecznymi argumentami . Twierdziła mianowicie, że naród żydowski, tak jak wszystkie narody świata, jest głęboko podzielony. Nie tylko jest, ale jeszcze bardziej był. Jednak dość znaczna część narodu żydowskiego, od starożytności do czasów współczesnych, zajmuje się handlem. W handlu, wszystko odbywa się w postaci wymiany towaru na towar, ale już od dłuższego czasu, dokonuje się to przy wzrastającym udziale pieniądza. Ten udział pieniądza w wymianie towarowej, to operacja abstrakcyjna. To przekształcenie towaru w pewną wartość, o określonym znaczeniu, dającym się wyrazić w liczbach. To więc zarazem największa szkoła abstrakcyjnego myślenia. Historycznie bezprecedensowa. Takiej szkoły abstrakcyjnego myślenia, nie przeszedł żaden naród ani żadna narodowość. Zbliżone doświadczenie mieli co prawda Chińczycy ale o tej sprawie ani ja ani moja rozmówczyni nie pamiętaliśmy i w tej rozmowie i nie zostało przez nikogo przywołane. Ale stwierdzone zostało ,że żydzi nie zastygli w pewnych swoich sukcesach , izolując się od reszty świata. Żydom nie udało się stworzyć silnej własnej narodowości i zachwycić się długotrwałym posiadaniem własnego państwa . Przynajmniej trzy razy podejmowali w tym zakresie poważne próby-stwierdziła moja rozmówczyni. Ale za każdym razem ostatecznie nietrwałe. Natomiast udało im się od starożytności zająć się w większości skutecznie handlem zwłaszcza w elitach tej narodowości i w niesprzyjających często historycznie warunkach, dorobić się ogromnej koncentracji bogactw w ich rękach a ściśle w rękach ich elity. A obok tego, dorobienia się takiego rozwoju umysłowego, który im pozwalał, tymi zgromadzonymi bogactwami skutecznie operować w zmiennych warunkach i nawet trudnych okolicznościach historycznych. Ta część narodu żydowskiego, dopracowała się nie tylko wybitnych ,potężnych majątków, ale też niebywałej zdolności umysłowej zwłaszcza w elitach tej narodowości. Niemcy i ich elity, dążące do panowania nad światem, nie mieli ważniejszych konkurentów, niż wspomniane elity żydowskie. A nie cały naród żydowski był ich konkurentem, a głownie jego elity. Elity te, wykorzystały sprzyjające warunki kapitalizmu, aby zawładnąć ważnymi krajami kapitalistycznymi świata, w tym największym państwem kolonialnym w postaci Wielkiej Brytanii. Przez długi okres czasu, stanowiących centrum wspomnianego kapitalistycznego świata. Już przed I wojną światową, zaczął się jednak proces przesuwania centrum globalnego świata kapitalistycznego, za ocean dzielący Europę od Ameryki. Atakując zrazu Polskę, potem Austrię, Czechy, Francję, Holandie i wszystkie kraje skandynawskie, Niemcy dążąc do panowania nad światem, faktycznie dążyli do zniszczenia swojej żydowskiej konkurencji. Ale tą żydowską konkurencją, nie byli żydowscy drobni kupcy, rzemieślnicy, a kapitał i elity umysłowe narodu żydowskiego, który w całym kapitalistycznym świecie, koncentrował w skali historycznie niepodtykanej, olbrzymie środki materialne. Ale co może ważniejsze, koncentrował ludzi, którzy na podstawie koncentracji tych środków, władali wszystkimi cywilizowanymi narodami ówczesnego świata. skupiając po części tę władzę na początku w Anglii, a potem w Ameryce. Ta elita finansowa, to największy skarb narodu żydowskiego. Konkurencyjna wobec niej ale też żydowska elita, która w niewidoczny często dla świata sposób przejęła władze w Rosji w 1917 roku, dążyła do tego samego, co jej narodowościowi bracia i siostry kapitałowi. czyli do panowania nad światem. Zagrożenie ze strony hitlerowców, trzeba było przeciwstawić skuteczne przeciwdziałanie obu żydowskich elit ówczesnego świata. Elitę kapitalistyczną i elitę radziecką. Niełatwo było pogodzić we współdziałaniu obie te elity, ale się udało. I interesy elity żydowskiej, zarówno kapitalistycznej, jak i radzieckiej, udało się uratować. Przy tym żydowska elita radziecka pod rządami J. Stalina, która w walce z hitleryzmem miała poparcie prawie całych narodów radzieckich traciła coraz bardziej swoją pozycję w tym ustroju. Wynikało to z tego ,że często sprzeciwiała się Stalinowi w poszczególnych rozwiązaniach. Elita kapitalistyczna żydowskiej prominencji, była rozproszona. Przeżyliśmy jako naród żydowski z tego tytułu tragedię. Powstała możliwości zdominowania świata przez elitę finansowo- kapitałowo-biurokratyczną III Rzeszy. Nie bez kłopotów i trudności udało się jednak z tego wyjść. Mimo osłabionej żydowskiej elity ZSRR, wspólnie z nią przy wielkiej roli radzieckich narodów pokonaliśmy, jako główna siła państwa amerykańskiego i jako jego sojusznicy na rosyjskiej ziemi, hitleryzm. Ale główne rozstrzygniecie w zakresie zapewnienia panowania nad światem, są dopiero przed nami.

W dużej mierze, zależy wszystko od tego jak szybko we współzawodnictwie USA-ZSRR, uda się wygrać pod sztandarem amerykańskim współzawodnictwo z ZSRR. Moi bracia narodowościowi, nie są –co prawda-prezydentami USA, ani jego najważniejszymi urzędnikami. Ale są właścicielami dominującego kapitału, który rządzi w tym kraju i który w dużej mierze, ma swe sposoby, na zapewnienie sobie dominacji w całym kapitalistycznym i nie tylko kapitalistycznym świecie. Zobacz mówiła : żołnierze radzieccy okupują znaczną część świata. Związek Radziecki pozyskał wpływy w dawnych koloniach, choćby w afrykańskich. Wyrwał spod wpływów Ameryki, kontynent chiński. Ale nie potrafi swoim mieszkańcom zapewnić porównywalnej do kapitalistycznej ilości i jakości produkcji. A szczególnie wydajności pracy. A w efekcie poziomu życia. I tylko kapitalizm, a zwłaszcza kapitalizm amerykański, w którym wielka własność w przeważającej części, należy do moich braci i sióstr narodowościowych, zapewnia wielkość i radykalną przewagę ekonomiczną, USA nad ZSSR przekładającą się na poziom i standard życia miliardów obywateli w Ameryce, a zwłaszcza jej północnej części i w całej Europie Zachodniej .Wyższy niż w ZSSR. I ty mówisz, że ja przesadzam, że zbyt idealizuję mój naród. Mogę ci powiedzieć więcej. Jeszcze przed II wojna światową bracia i siostry naszego narodu, którzy dotąd mieszkali w licznych krajach świata, zwłaszcza w Niemczech, przepłynęli ocean i wzmocnili amerykańską potęgę. To dzięki nim powstała bomba atomowa, przy pomocy której, nie tylko bez znacznych strat ludzkich USA pokonało ostatecznie Japonię, ale co ważniejsze, została przerwana możliwość skutecznej ekspansji radzieckiej na Europę Zachodnią i inne części świata. Zasilili oni przepływ moich braci z Niemiec i państw całego świata przyczyniając się do wzrostu potęgi amerykańskiej, co przesądzi ostatecznie –jak się przekonasz niedługo-wizję współzawodnictwa dwóch systemów, na korzyść tego, który reprezentuje współczesna Ameryka. Sprawa nie zredukowała się tylko do bomby atomowej, ale też do przewagi w zakresie postępu naukowo- technicznego, który przesądzony został w dużej mierze, przez emigracje Żydów niemieckich ale i z całego świata, na gościnną ziemie amerykańską. I choć zapewne długo będą jeszcze trwały lata współzawodnictwa ustrojowego, to moi bracia i siostry reprezentujące narodowe środowiska żydowskie, ostatecznie wygra tę walkę z ZSRR. Głownie walkę USA z ZSSR.

Powiem-mówiła moja rozmówczyni- ci całkowicie otwarcie. Pojadę na razie do Austrii. Dokończę tam roczny kurs przygotowawczy do dalszego kształcenia. Wybiorę sobie potem dowolny uniwersytet amerykański i podejmę na nim studia. Najpewniej w Harwardzie. Nie ukrywam, że chcę uczestniczyć we wspomnianej walce, która musi się zakończyć zwycięstwem moich braci i sióstr, nad ich radzieckim adwersarzem. Jesteś Polakiem. Twój ojciec, jak sam mi mówiłeś, należał przed II wojną światową do klasy kapitalistów. Konspirujesz przed obecnymi władzami to swoje pochodzenie, które mogą się jednak o tym kiedyś dowiedzieć. Ryzykujesz wiele. Nie wiem, co jeszcze ukrywasz, ale oni mają w tej władzy różne mechanizmy odkrywania „prawdy”. Proponuje Ci: jedź ze mną do Austrii a potem do USA. Na roczne stypendium, a potem kilkuletnie stypendium do Ameryki. Możesz to robić razem ze mną, możesz obok mnie. Ale w tym malutkim kraiku i niewielkim narodzie, masz niewielkie, przyszłościowe szanse. A ze mną masz szanse niebywałe. Ameryka to kraj wielki i wielonarodowy. Obok dominującej naszej żydowskiej części, wszyscy mają szanse i możliwości rozwojowe. Mogę być twoim protektorem w tym rozwoju. Powiem więcej: bardzo chce. Ja wiem, że będę tam przyjęta gościnnie. Już to, ze będę miała opłacone studia na amerykańskiej ziemi, poprzedzone kursem przygotowawczym w Wiedniu , to dla mnie wielka sprawa. Dla Ciebie przy mnie też. Nie musisz się o nic troszczyć. Ja załatwię paszport, bilet i pełną opłatę do Wiednia. Później na wybrany amerykański uniwersytet. Nie masz na tej ziemi ani ojca, ani matki, a szanse ja ci otwieram wielokrotnie większe, niż teraz posiadasz, choć jesteś asystentem u najważniejszego filozofa w Polsce.

Propozycja była istotna i ważna. Nie powiem, że mało atrakcyjna. Możliwość takiego kształcenia i takiej kariery, była wręcz zawrotna. Jednocześnie bardzo dokładnie zdawałem sobie sprawę, ze oboje z Różą nie posiadaliśmy ani tych samych szans, ani tych samych możliwości, które otwierała ta propozycja. Ponadto, bardzo nie zgadzały się to z misją, którą wyznaczył mi ojciec, który krytycznie odnosił się do ustroju, który został Polsce narzucony, ale z którym współpraca przedstawicieli narodu, była korzystniejsza, niż zbrojna podziemna walka z nim. Na dodatek tego wszystkiego, Róża była piękna. Bardzo piękna. Wyróżnienie mnie przez nią, było bardzo satysfakcjonujące. Wręcz łechtało moją ambicję. Jednakże jej propozycja, była też ryzykowna i dwuznaczna. Miałem opierać w dużej mierze, swoją przyszłość, głównie zaryzykować za nią własną głową . Na brak jej życzliwości nie mogłem narzekać. Spór był jednak głęboki. I dotyczył kwestii fundamentalnych. Oparty był na różnych założeniach rozwoju świata nadchodzących dziesięcioleci, w których każdy z nas, miał inne założenia i wykluczające się zdania . Ale równie spekulatywne. Przy tym jej wizja długoterminowa, wydawała się bardziej prawdopodobna niż moja. Ale zdawałem sobie sprawę, że wizje długoterminowe są trudno przewidywalne. Brzemienne w możliwy błąd. Zasadniczy błąd. Na dodatek tego wszystkiego, oferta była krótkoterminowa. Róża chciała w ciągu najdalej roku wyjechać do Austrii, a potem do Ameryki. Dla mnie była to decyzja fundamentalna. Niezwykle trudna do przyjęcia. Spór na temat tego, która z moich decyzji czy ta, pozostania w kraju i szukania dla siebie wizji rozwojowej u boku prof. A. Schaffa jako moje przyszłości w Polsce, czy ta, w która, wiązała się ona z przeprowadzeniem wraz z Różą do Austrii, a potem USA była niezwykle trudna do przyjęcia. Dlatego mieliśmy okazję jeszcze długo wymieniać na ten temat poglądy, choć w sporach na ten temat, użyte zostały nie tylko argumenty intelektualne. W każdym razie, na moje seminarium w Akademii Nauk Politycznych, które rozpoczynało się dnia następnego o godz. 11, nie zdążyłem dojechać z ul. Jagiellońskiej w pełni na czas. Róża użyła wszystkich argumentów, by mnie przekonać do wyjazdu. Ja jednak nie zdecydowałem się na taką decyzję. Miało to ważne konsekwencje dla całego, mojego życia.

[1] Prof. dr. hab. Adam Schaff przez pierwsze dziesięciolecia PRL był czołowym polskim filozofem-marksistą, w tym wieloletnim dyrektorem Instytutu Filozofii Polskiej Akademii Nauk.

[2] Była to państwowa ówczesna uczelnia mieszcząca się w Warszawie na ulicy Wawelskiej.

[3] Późniejszego ,wieloletniego zastępcy redaktora naczelnego tygodnika „Polityka”.

[4] Kompania Akademicka to była jednostka ówczesnego Wojska Polskiego grupująca żołnierzy LWP skierowanych przez wojsko na studia wyższe na wielu ich kierunkach.

[5] Funkcjonującej pod tą nazwą do czasów współczesnych

Poprzedni artykułRafał Blechacz – „Johann Sebastian Bach”. Album magiczny jak bajka…
Następny artykułTadeusz Różewicz. „Nie doczekał Nagrody Nobla”
Wojciech Pomykało
Prof. dr hab. Wojciech Pomykało - pedagog, doktor habilitowany nauk społecznych w zakresie pedagogiki, nauczyciel akademicki Wyższej Szkoły Menedżerskiej w Warszawie, specjalista w zakresie teorii wychowania. Specjalizuje się m.in. w antropologiczno-filozoficznych podstawach edukacji oraz interdyscyplinarnych studiach dotyczących kształtowania osobowości człowieka XXI wieku. Od kilkudziesięciu lat zajmuje się problematyką teorii wychowania ze szczególnym uwzględnieniem kreacji wizji człowieka, a zwłaszcza Polki i Polaka nadchodzących czasów. W wieku 19 lat zdał z pierwszą lokatą egzamin konkursowy na asystenta prof. Adama Schaffa ( ówczesnego czołowego polskiego filozofa) i podjął pracę w jego Katedrze. W 1972 roku ukończył studia na Akademii Nauk Społecznych w Warszawie. W 1976 uzyskał w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie stopień naukowy doktora. Jego praca doktorska była poświęcona determinantom kształtowania osobowości Polaka obecnych i nadchodących czasów. W latach 1961–1989 redaktor naczelny tygodnika „Oświata i Wychowanie”. Autor jedynej w Polsce po II wojnie światowej Encyklopedii Pedagogicznej, sprzedanej w nakładzie 150 tys. egzemplarzy. W latach 1996-2010 prof. W. Pomykało kierował stworzoną przez siebie Wyższą Szkoła Społeczno-Ekonomiczną w Warszawie. Od 2012 roku jest członkiem Komitetu Naukowego corocznej międzynarodowej konferencji prawników i innych przedstawicieli nauk społecznych, organizowanych w Sejmie RP przez Uniwersytet im. Jana Kochanowskiego w Kielcach poświęconych interdyscyplinarnie traktowanym prawom człowieka. Dnia 19 lutego 2021 r. w przeddzień 90 rocznicy urodzin, otrzymał od czołowego uniwersytetu w Kijowie „Ukraina” tytuł „Honoris Causa”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here