Wolność – pomiędzy marzeniami a rzeczywistością

0
Jan Stępień

Temat wolności nie jest obcy literackim dziełom. Poszukując wyrazistych przykładów przywołam opowiadanie Ostatni Pan i Władca (The Last of the Masters) Philipa K. Dicka – znanego amerykańskiego pisarza łączącego klasyczne formy prozy z fantastyką. Autor ukazuje w nim świat, w którym wysiłkiem społeczeństw wszystkich krajów uwolniono się spod dyktatu rządów. Ostatni zmilitaryzowany i zorganizowany do granic absurdu bastion wroga, po ujawnieniu przez patrol anarchistycznej awangardy, mobilizuje się do obrony, aby po krótkiej i dramatycznej walce popaść w rozsypkę.

Wizja człowieka prawdziwie wolnego i nieskrępowanego w swoich wyborach chyba od zawsze kusiła artystów – ludzi w szczególny sposób ceniących autonomię. W dzisiejszych czasach również dla tzw. zwykłych ludzi poszerzanie zakresu dostępnych możliwości, wraz z usuwaniem ograniczeń, stanowi pokusę, której trudno się oprzeć. Zwykle z zadowoleniem witamy każdą nową alternatywę, choćby były to tylko banalne nowinki spożywcze albo dodające kolorytu nowe trendy w modzie. Nieodmienną przykrość sprawia nam natomiast natknięcie się np. na zakaz wstępu, bądź dostępu do jakichś informacji, czy też jakiekolwiek inne ograniczenia. Skłonność ta – umiejętnie zresztą podsycana przez producentów wszelkiej maści – stanowi potężną pompę wtłaczającą w nasze życie coraz to nowe treści, najczęściej zresztą bez jakiejkolwiek refleksji nad ich potencjalnymi skutkami. Jak złudne może być przeświadczenie, że o ile tylko gołym okiem nie widać wynikłych z tego zagrożeń, zawsze warto jest mieć do wyboru więcej niż mniej, okazuje się już po niezbyt zaawansowanych rozważaniach. Nawiasem mówiąc fakt ten uzmysławia, jak wiele niebezpiecznych zjawisk egzystuje tylko i wyłącznie na zasadzie zatrzymywania naszych refleksji na niewidzialnej granicy, poza którą bylibyśmy zmuszeni do zrewidowania naszych poglądów i przyzwyczajeń.

Warto sobie przede wszystkim uświadomić, iż w jakimś sensie potrzeba wolności jest antytezą poczucia spełnienia i szczęścia. Ktoś, kto usilnie szuka kontaktu z nowymi ludźmi, kto poszukuje nowych miejsc, czy sposobów spędzania czasu, zdradza tym samym większy lub mniejszy niedosyt albo wręcz niezadowolenie z tego, czego aktualnie doświadcza i czym dysponuje. I na odwrót – radykalna ucieczka od wolności nieskrępowanego wyboru często świadczy, iż na przykład obecny partner lub też wykonywane zajęcie jest dla danej osoby źródłem głębokiej satysfakcji. Oczywiście łatwo podać całkiem inne powody, dla których nieraz uparcie trzymamy się utartych ścieżek postępowania, chodzi jednak o to, aby wolność traktować jako coś, czym w istocie jest – jako niezbędny, lecz wcale niedostateczny warunek zadowolenia z życia. Albowiem jest ona, najkrócej mówiąc, zaledwie środkiem do tego tak bardzo pożądanego celu.

OK – powie ktoś – takie postawienie sprawy w żaden sposób nie koliduje z postulatem maksymalnej możliwej swobody, gdyż im większą liczbą alternatyw dysponujemy, tym większa szansa, iż w końcu natrafimy na to, co będzie dla nas najlepsze. W zasadzie jest to racja, ale właśnie w pozornie niewielkich albo mało rzucających się w oczy odstępstwach od tej reguły nieraz niestety ukrywa się przysłowiowy diabeł.

Spójrzmy na to najpierw niejako konwencjonalnie, czyli z jednostkowego punktu widzenia. Nie zawsze jesteśmy sobie w stanie wyobrazić jakie mogą być konsekwencje podjęcia takiej, czy innej bardziej ryzykownej decyzji. Klasyczny przykład, to użycie środków odurzających, spośród których wiele w sposób trwały i nieprzewidziany zmienia naszą świadomość; po czym nagle może się okazać, że już nie jesteśmy tymi, którzy są w stanie dokonywać swobodnych wyborów. Jest to przy okazji przejaw znamiennego paradoksu, iż poszerzenie dostępnych alternatyw czasami skutkuje drastycznym ograniczeniem praktycznej wolności. Jeśli to dla kogoś zbyt wyjaskrawiony, a przez to nie bardzo życiowy przykład, można przytoczyć coś zbliżonego – np. zakosztowanie pozamałżeńskich związków erotycznych, albo z całkiem innej dziedziny, wdepnięcie w grząski, lecz wciągający grunt nadużyć finansowych, które niejednego doprowadziły do poważnych kłopotów.

Znacznie mniej oczywiste są inne następstwa oddziaływania atrakcyjnych opcji, nawet jeśli same w sobie nie stanowią niebezpieczeństwa. Wielu z nas znany jest syndrom weekendowy, czyli nie najlepsze samopoczucie, bóle głowy, itp. w dniach wolnych od pracy. Jeśli przyjrzeć się temu dokładniej, okaże się, że przykre objawy pojawiają się wówczas, kiedy nie mamy z góry zaplanowanych zajęć i dopiero kosztując wolności próbujemy dokonać wyboru spośród bardzo wielu możliwych wariantów.

Z drugiej strony, dość zasadnicze ograniczenie dostępnych alternatyw przynieść może korzyść nie tylko na zasadzie uwolnienia od ciężaru decyzji, lecz czasami pozwala dostrzec całkiem nowe lub niedocenione obszary potencjalnej satysfakcji. I znów dość prosta ilustracja: unieruchomienie po niezbyt groźnym wypadku – np. po zwichnięciu nogi, kiedy natrafia się w domowej biblioteczce na pasjonujące dzieła literackie. Tutaj mamy przykład paradoksu niejako w drugą stronę – ograniczenie zdaje się w pewnych sytuacjach poszerzać zakres naszych możliwości. Oczywiście paradoksy z zasady są tylko pozorne, i jeśli się nam ukazują, świadczą, że sprawy mają jakieś głębsze dno. W tym przypadku przybliżonym wytłumaczeniem może być to, iż alternatywne opcje nie zawsze się do siebie w sposób prosty dodają, lecz czasami zasadniczo ze sobą konkurują. Pewne warianty – jeśli są bardzo wyraziste i kuszące, mogą usuwać w cień szereg innych rozwiązań, nawet jeśli ich fizycznie nie eliminują, i odwrotnie – ich zniknięcie z pola widzenia może ujawnić możliwości, które były do tej pory zakryte.

Nawet jeśli nie przeliczymy się we własnych kalkulacjach i rzeczywiście będziemy umieli bez uszczerbku kosztować ekscytujące dobra albo też bez zbytnich rozterek bronić się przed ich pokusami, musimy się liczyć z tym, że ludzie wokół nas mogą nie mieć tak dużo rozsądku oraz silnej woli. Aby lepiej pojąć w jaki sposób mogłoby nam to zagrozić, spróbujmy wyobrazić sobie wolność jako pewien skończony obszar, o który konkurują różni ludzie. W takim przypadku, jeśli ktoś próbuje przywłaszczyć jej sobie więcej, dla innych pozostać musi mniej. Np. ktoś, kto nadużywa alkoholu i zachowuje się hałaśliwie, ludziom ze swego otoczeniu odbiera możliwość spokojnego spędzenia czasu – np. w kawiarni, czy na plaży. Kierowca szukający swobody w nadmiernej prędkości i łamaniu zasad ruchu, zmusza inne pojazdy do ustępowania mu drogi, nie mówiąc już o przypadku drastycznego pozbawienia wolności na skutek prawdopodobnych w takich sytuacjach kolizji. Ale nie tylko w tak bezpośredni sposób nadmierne poszerzanie wolności w wykonaniu innych ludzi może nam zaszkodzić. Społeczny wymiar wolności, bo o nim tutaj mowa, objawić się także może na szereg innych sposobów. Jako przykład weźmy tych, którzy zbytnio szarżując uzależnili się od narkotyków, i chociaż teraz pozostają bierni, kosztami leczenia obciążają całe społeczeństwo. Inny przykład, znacznie mniej oczywisty, ale o wiele bardziej znaczący, to ci coraz liczniejsi korzystający z przebogatej oferty niewyszukanych rozrywek oraz kreacji wirtualnej rzeczywistości, którzy nadto oderwali się od realiów prawdziwego życia. To oni poprzez swoją społeczną bierność albo co gorsza niezdolność do obrony przed wyborczymi manipulacjami istotnie przyczyniają się do demoralizacji klasy politycznej, a to w oczywisty sposób przekłada się na niedobrą sytuację całości społeczeństwa.

Zanim zastanowimy się nad wnioskami jakie daje się wyciągnąć z zaprezentowanych rozważań, spójrzmy na jeszcze jeden bardzo ważny aspekt wolności – na jej wymiar czasowy. Jest zrozumiałym, że można przejściowo rezygnować z konsumowania dostępnych możliwości, odkładając i kumulując je na przyszłość. Wiemy, że jeśli ludzie widzą w tym sens, zdolni są w tej mierze do naprawdę wielkich wyrzeczeń. Nie zawsze pamiętamy o wysiłku naszych rodziców i dziadków, którzy nieraz bardzo ciężko pracowali, a czasem dosłownie walczyli i ponosili największe ryzyko, abyśmy mogli się cieszyć obfitymi darami wolności. A czy my w dostatecznym stopniu dbamy o pomyślność, a zatem i wolność naszych dzieci? Wydaje się, że jak najbardziej. Co prawda konsumujemy na potęgę, ale równocześnie staramy się podnosić dobrobyt zarówno indywidualny jak i zbiorowy, wierząc głęboko w zapewnienia płynące ze strony wielu ekonomistów, że to najlepsza gwarancja niezależności i powodzenia na przyszłość. Co więcej, niejeden z nas żąda jeszcze szerszych praw oraz bogatszych ofert nie tylko dla siebie, ale również z myślą o tego rodzaju obfitym spadku dla własnych potomnych. Tylko czy nie popełnia się tu aby całkiem zasadniczego oraz brzemiennego w konsekwencje błędu? Czy przypadkiem sumaryczny stan kont oraz potencjału przemysłowego nie jest odwrotnie proporcjonalny do pozostających do naszej dyspozycji zasobów surowców, paliw, czy bioróżnorodności? A co z długami jakie zaciągnęliśmy w postaci destabilizacji środowiska i klimatu środowiska, ognisk niezwykle groźnych chorób, głębokich konfliktów etnicznych i religijnych oraz bardzo wielu jeszcze innych zagrożeń, z jakimi będą się musieli zmierzyć nasi potomni? I czy rzeczywiście wyposażanie ich w nienasyconą żądzę konsumowania i poszukiwania wolności, a także głęboki, egocentryczny indywidualizm, to w tym kontekście najodpowiedniejsze dla nich wiano?

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że takie słowa opatruje się zwykle etykietką czarnowidztwa, ale jakże inaczej mogliby oddalać od siebie słowa chłodnego realizmu ci, którzy opierają swój życiowy optymizm na ustawicznej ucieczce od obiektywnej prawdy? W jakimś sensie są oni wielkimi pesymistami, gdyż swoją postawą walnie przyczyniają się do budzących lęki przyszłych wydarzeń. W sytuacji jaką mamy jedyny konstruktywny, a zatem prawdziwy optymizm, to projektowanie oraz wprowadzanie w życie działań, które rzeczywiście mogą posłużyć przyszłej pomyślności. Szczęśliwie to właśnie pogłębiona analiza pojęcia wolności – między innymi dzięki jej pozycji we współczesnym świecie, pozwala dostrzec budzące nadzieję możliwości naprawy. Uważam, że z przedstawionych powyżej rozważań wyłaniają się dwa podstawowe nurty ich poszukiwań. Jeden to ograniczanie dostępu do tych ofert, które nieprzygotowanym do nich ludziom grożą największym ryzykiem zubażającego uzależnienia. Drugi to szeroko zakrojona edukacja do wolności – przede wszystkim adresowana do ludzi młodych, wchodzących dopiero w życie. Powinno znaleźć się w niej miejsce zarówno dla wiedzy o społeczeństwie, w tym o wzajemnych związkach pomiędzy ludźmi, jak i o indywidualnych fenomenach psychicznych. Świadomi własnych potrzeb i ograniczeń, wewnętrznie zintegrowani i silni psychicznie ludzie będą w stanie dokonywać wyborów, które najlepiej przyczynią się do ich osobistej pomyślności i szczęścia. Znajomość podstaw socjologii pozwoli im z kolei dostrzec swój interes w dobrej kondycji innych członków społeczeństwa.

Prawdopodobnie dopiero po szerszym rozpowszechnieniu takiej wiedzy stanie się możliwa konstruktywna debata nad koniecznością ewolucji naszej kultury w kierunku umiaru i samo ograniczania. Obecnie każda próba skonfrontowania opinii publicznej z niezwykle trudną prawdą o przyszłości wywołuje niemal furię bardzo licznych zwolenników wolności za wszelką cenę. Kaskada słów i wszelkie inne metody manipulacji powodują, że nie dopuszczają do własnej świadomości faktu, że w gruncie rzeczy okradamy naszych potomnych właśnie z tego, co tak wysoko cenimy. Tymczasem dostatecznie wcześnie powzięte reformy pozwoliłyby uchronić następne pokolenia od dramatu walki o przetrwanie. Jak starałem się uzasadnić, a właściwie jedynie zasygnalizować, subiektywne poczucie wolności – a przy okazji również szczęścia – w dużo większym stopniu zależy od naszych wewnętrznych umiejętności, niż od bogactwa zewnętrznych ofert. Ograniczaniu ich konsumpcji – oczywiście przy spełnieniu określonych warunków – mógłby towarzyszyć odczuwalny przyrost wewnętrznej, czyli subiektywnej, a więc w jakimś sensie najbardziej prawdziwej wolności.

Zbliżając się do końca tych rozważań, które zapewne u niejednego mogą wywołać obiekcje, a nawet ostry sprzeciw, choć mam nadzieję również zachętę do pożytecznych refleksji, spróbuję poddać pod rozwagę następujące syntetyczne spojrzenie na współczesną rzeczywistość. Nie wykluczone, że z wolnością jest podobnie jak z niebezpieczną narkotyczną używką: raz zażyta w nadmiernej ilości, skazuje na wieczny niedosyt. Współczesny człowiek obdarzony większą niż kiedykolwiek (zewnętrzną) wolnością – choćby przez to, że wyrwany został z utartych kolein tradycji – właśnie w związku z tym odczuwa coraz to większe zagubienie, które paradoksalnie ma skłonność interpretować jako przejaw braku wolności. To co kiedyś uważano za całkowicie naturalne, a zatem nie budzące poczucia ograniczenia – na przykład obowiązek zajmowania się osobami bliskimi, z jakiegoś powodu sposób wymagającymi opieki albo też ogólne dbanie o dobro wspólnoty, jakiej jest się członkiem, obecnie staje się źródłem nieprzyjemnych odczuć ograniczenia wolności. Skoro otwarto już tę swoistą puszkę Pandory, również wszelkie inne utrwalone obyczaje zaczęto widzieć głównie pod tym jednym, jedynym kątem – zawężania indywidualnej swobody, z niemal całkowitym usunięciem w cień ich konstruktywnych aspektów. Zubożanie, a nawet zrywanie więzi międzyludzkich, jakie nieuchronnie temu towarzyszy, prowadzi do poczucia niespełnienia oraz lęków, te zaś jeszcze bardziej podsycają potrzebę zmian.

Ten ważki aspekt współczesnego życia, związany ściśle z kwestią wolności, wskazuje na kolejny obszar poszukiwania remediów na współczesne bolączki. Być może powinniśmy głęboko przewartościować nasz stosunek do spuścizny kultury i tradycji. Nawet jeśli wydaje nam się, że potrafimy się obejść np. bez kultywowania regionalnych obyczajów, czy też bez wskazówek ze strony autorytetów religijnych, nie zapominajmy o tych, którym są one bardzo potrzebne. Być może wszystko albo prawie wszystko co moderuje tempo przemian obyczajowych, które jak na możliwości ludzkiej adaptacji jest stanowczo zbyt wielkie, należałoby przyjmować przychylnie? Oczywiście nie można pomijać niebezpieczeństw związanych z konserwatywnym doktrynerstwem, czy religijnymi ekstremizmami, ale być może są one jedynie reakcją na coraz poważniejsze wynaturzenia tych, którzy z łamania tabu i innych ograniczeń uczynili przedmiot swoistego kultu.

W historii świata już niejedna piękna ludzka tęsknota, wyolbrzymiona i zdeformowana przez umysły ludzi nieodpowiedzialnych, doprowadzała do zaprzeczenia samej sobie. Gdy swą niebezpieczną urodą porażała ludzkie masy, na nic się zdały protesty zwolenników harmonii i mądrego umiaru. Kiedy się patrzy na współczesny świat choćby na płaszczyźnie ekonomii, gdzie zrywające wszelkie ograniczenia doktryny pozbawiają całe rzesze ludzi jakiekolwiek udziału, a większość pozostałych, jeśli nie środków, to przynajmniej zdolności albo wręcz czasu na konsumowanie nieprzebranych bogactw oferowanych przez rynek, widzimy, że nie inaczej staje się z marzeniem o wolności.

Wizji kreślonych przez twórców, którzy jak mówiliśmy na wstępie w sposób szczególny umiłowali swobodę, nie można bezkrytycznie traktować, kiedy jednak przed czymś ostrzegają, nie powinniśmy ignorować ich wyczulonej wyobraźni. Na koniec przywołam inne opowiadanie Philipa K. Dicka pt. Chwyt reklamowy (Sales Pitch), w którym kreśli on koszmarną wizję społeczeństwa przyszłości. Jego bohater – mający dosyć beznadziejnej egzystencji w niewyobrażalnie stechnicyzowanym oraz skomercjalizowanym świecie – decyduje się na jedyną, jaką dostrzega, formę ekspresji własnej wolności – na desperacką ucieczkę w kosmiczną przestrzeń. Kiedy odwrót staje się już niemożliwy stwierdza, że ostatnie dni i godziny życia przyjdzie mu spędzić w towarzystwie natrętnego robota reklamowego, którego nie jest w stanie się pozbyć…

Poprzedni artykułWspomnienie. Krystyna Łyczywek (1920-2021)
Następny artykułO tym, co mi się życiu nie udało! (O swoich niepowodzeniach, gdyż i takie były…) Autobiografia Karola Czejarka, cz. XXII
Witold Nowak
Witold Nowak jest absolwentem studiów ścisłych. Jego zainteresowania ludźmi i społeczeństwem były podyktowane potrzebą holistycznego zrozumienia świata i z czasem zaczęły dominować. Przez wiele lat traktował to jako bezinteresowne hobby, by w pierwszych latach nowego wieku opublikować kilka prac w "Obywatelu", "Forum Psychologicznym" i "Forum Europejskim". Wkrótce jednak zaczął tworzyć wyłącznie to, co odpowiadało jego zainteresowaniom. Twierdzi, że właśnie samodzielność i bezinteresowność umożliwiły mu dokonanie ważnych odkryć. Rezerwa, jaką obserwował, wynikająca z jego wykształcenia, pogłębiała jego wiedzę z psychologii poznawczej. Podobnie reakcje związane drażliwymi kwestiami, jakie poruszał. Jak mówi, trudne przeżycia, na jakie nie mają szans naukowcy, znani myśliciele, czy publicyści, przyczyniły się do wykrystalizowania wielu spostrzeżeń. Za najważniejsze z nich uznaje docenienie roli błędów poznawczych w niepożądanych zjawiskach społecznych. Oprócz tego zgłębiał takie zagadnienia, jak psychologiczna interpretacja polskiego kryzysu, rola edukacji w przeobrażeniach społecznych, obrona przed manipulacjami, przyszłość demokracji, globalne zagrożenia. Jego ambicją jest wyszukiwanie kluczowych treści i ich upowszechnianie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here