Wacław Iwaniuk z miasteczka CH. – poeta emigracyjny, prozaik, tłumacz, eseista, krytyk literacki

0

W Chełmie słońce świeciło tylko dla nas

 

Dla Wacława Iwaniuka tym ukochanym, botanicznym i niezapomnianym miasteczkiem Ch. – był Chełm.

Chełm – o którym autor Opisu miasteczka Ch. wielokrotnie pisał w swoich wierszach – był zawsze pępkiem mego świata, choć były miasta ważniejsze od niego, (…) moim Nazaretem rozstrzelanym wojną.

Tutaj

Nasza górka katedralna była bliższa nieba

i my jej mieszkańcy wiedzieliśmy o tym

patrząc z wyrozumiałością na nizinną Litwę

piaszczyste Mazowsze z Warszawą na klęczkach.

W Chełmie słońce świeciło tylko dla nas.

                                                           (Nocne rozmowy).

W poezji Wacława Iwaniuka, gdy pisał on o Polsce, zawsze obecne były Chełm i Siedliszcze, rzadziej – inne miejscowości Lubelszczyzny (Lublin, Trawniki, Rejowiec, Łęczna, Kraśnik, Fajsławice). Nie była to zbieżność przypadkowa. Autor Ciemnego czasu miejscem urodzenia, latami dzieciństwa i młodości nierozerwalnie związany był z tymi ziemiami. Pamięć o nich towarzyszyła mu nieustannie podczas jego emigracyjnej tułaczki.

„Gdy opuściłem dom – wyznał w jednym ze swoich utworów – spotykałem go we śnie. Z ojcem przy pracy i matką w ogrodzie i mną powracającym do domu z emigracyjnej tułaczki”.

Wacław Iwaniuk urodził się 17 grudnia 1912 r. w Chojnie Starym (pow. chełmski), zmarł 4 stycznia 2001 r. w Toronto w Kanadzie. 2 grudnia 2006 r. urnę z prochami pisarza złożono do grobu jego rodziców na cmentarzu w Siedliszczu. Był siódmym (najmłodszym) dzieckiem Józefy (z domu Dyszewska) i Szczepana Iwaniuków. Ukończył Szkołę Powszechną w Siedliszczu, Seminarium Nauczycielskie Męskie w Chełmie (w 1934 r.), studiował na wydziale prawno-ekonomicznym Wolnej Wszechnicy Polskiej w Warszawie oraz w Cambridge (1946-1948).

W 1939 r. jako stypendysta Funduszu Kultury Narodowej odbywał praktykę konsularną w Buenos Aires w Argentynie. Pod koniec 1939 r. przedostał się do Francji, gdzie wstąpił jako ochotnik do Samochodowej Brygady Strzelców Podhalańskich Wojska Polskiego, walczył m. in. pod Narwikiem. Po klęsce Francji zatrzymany przez żandarmerię hiszpańską podczas przekraczania granicy był więziony w Figueras i obozie Miranda del Ebro. Po ucieczce przedostał się przez Gibraltar do Wielkiej Brytanii, wstąpił do I Dywizji Pancernej gen. S. Maczka, odbywając z nią w 1944 r. szlak bojowy przez Francję, Belgię, Holandię i Niemcy. Po zakończeniu wojny przebywał w Wielkiej Brytanii. W 1948 r. po demobilizacji przeniósł się do rodziny w Kanadzie, mieszkał w Edmonton, Ottawie i Toronto. Pracował jako robotnik, referent, tłumacz przysięgły w ministerstwie sprawiedliwości rządu prowincji Ontario.

W 1967 r. odwiedził Warszawę. Zatrzymał się wówczas u prof. Wincentego Okonia, przyjaciela z lat szkolnych, z którym przyjaźnił się od lat chełmskiej młodości aż do śmierci. W 1991 r. (w dniach 18 i 19 marca) uczestniczył w Zjeździe Stowarzyszenie Pisarzy Polskich w Warszawie. Przebywał w Lublinie (22 marca) i w Chełmie (3 kwietnia).

Józef Zięba, pisarz, poeta, długoletni dyrektor Muzeum Literackiego im. Józefa Czechowicza w Lublinie, tak 2 grudnia 2006 r. wspominał pobyt Wacława Iwaniuka w Chełmie:

„W końcu nadszedł czas, że mógł odwiedzić Lublin i Chełm. Łatwiej nam było się porozumieć, bo ja przez kilka lat po wojnie mieszkałem w Chełmie, więc czuliśmy się z tym miastem związani. Wacław Iwaniuk przyjechał tu przed piętnastoma laty. Chodziliśmy po Chełmie, byliśmy na Górce. W klubie osiedlowym było Jego spotkanie autorskie. Byliśmy także w szkole, w której się uczył – w dawnym Seminarium Nauczycielskim Męskim. Dzisiaj, idąc w kondukcie pogrzebowym, pomyślałem, że nawet w poetyckiej wyobraźni, nie przypuszczał, że po kilkunastu latach zostanie tutaj tak gościnnie przyjęty”. (s.30).

W okresie międzywojennym autor Pełni czerwca związany był z kręgiem poetów skupionych wokół K. A. Jaworskiego i Zenona Waśniewskiego (poetów i nauczycieli Seminarium Nauczycielskiego Męskiego w Chełmie) i J. Czechowicza. Był członkiem Zespołu Poetyckiego „Pryzmaty” w Chełmie, Grupy Literackiej „Wołyń”.

Był założycielem Konfraterni Artystycznej „Smocza Jama” w Toronto (1951), członkiem Zarządu Związku Kombatantów Polskich w Toronto, Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie (do 1986), komitetu doradczego nagród fundacji A. Jurzykowskiego w Nowym Jorku, jury londyńskich Wiadomości i kanadyjskiego Pen Clubu.

Był członkiem i członkiem-założycielem Lubelskiego Oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich w Lublinie (od 1990 r.).

Był laureatem nagród literackich, m. in. Kuźni Młodych (1936), im. T. Sułkowskiego (1963), Roy Publishers (Nowy Jork, 1964), Instytutu Literackiego w Paryżu (1965), „Wiadomości” w Londynie (1975), Uniwersytetu w Toronto (1975), Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie (1979), Fundacji: im. A. Mickiewicza w Kanadzie (1968), im. A. Jurzykowskiego w Nowym Jorku (1969), im. Kościelskich w Genewie (1971), Władysława i Nell Turzańskich (1988).

Za udział w walkach pod Falaise otrzymał m. in. Krzyż Walecznych oraz odznaczenia angielskie, francuskie i holenderskie.

Debiutował w „Kuźni Młodych” (1933).

Wiersze, artykuły, recenzje, opowiadania i przekłady drukował w prasie zagranicznej i polskiej.

Jest autorem:

23 tomów poezji:

Pełnia czerwca: poemat (1936), Dzień apokaliptyczny: wiersze (1938), Czas Don Kichota (1946), Dni białe i dni czerwone. Dziennik poetycki: poemat (1947), Dziennik z podróży tropikalnej i wiersze o wojnie: poemat z lat 1939-1945 (1951), Gorycze nocy: poemat (1951), Pieśń nad pieśniami: poemat (1953), Milczenie: wiersze 1939-1959 (1959), Wybór wierszy (1965), Ciemny czas (1968), Lustro (1971), Nemezis idzie pustymi drogami (1978), Dark Times: Selected poems (1979), Eveningson Lake Ontario. From my Canadian Diary (1981), Kartagina i inne wiersze(1987) Nocne rozmowy (1987), Powrót: wybór wierszy (1989), Dzień Apokaliptyczny (1991), Moje obłąkanie (1991), Zanim znikniemy w opactwie kolorów: wybór wierszy (1991), Moje strony świata (1994), Wiersze wybrane (1995), W ogrodzie mego ojca: wiersze z lat 1993-1996 (1998);

2 tomów opowiadań i szkiców:

Podróż do Europy: opowiadania i szkice (1982), Trzy spotkania: „Więź” – „Arka” – „Tygodnik Powszechny” (1987);

oraz 2 tomów przekładów:

Przez ciemność do światła /Edward L. Dusza:trans. I Prażmowska Coufer, W. Iwaniuk, L. Regan (New York (1977), Such Times: Selewcted Peoms /Ewa Lipska; transl.from the Polish J. R. Colombo and W. Iwaniuk (Toronto 1981).

Jego utwory drukowane były w wydawnictwach zbiorowych, w tym w antologiach poetyckich i prozatorskich, pracach edytorskich i redakcyjnych oraz opracowaniach ogólnych.

Odwołując się do wątków biograficznych w twórczości Wacława Iwaniuka, nie sposób jest nie odnieść się do wydarzeń historycznych z dziejów Chełma i Ziemi Chełmskiej z końca XIX i początków XX w. Okres zaboru rosyjskiego to okres wzmożonych prześladowań ludności polskiej na tej ziemi – szczególnie po powstaniu styczniowym i przyłączeniu przez carat Chełmszczyzny do rdzennych obszarów Rosji. Echa tych krwawych wydarzeń z początku XX w. szerokim echem odbiły się w całej Europie (m. in. w historyczno-literackich reportażach W. Reymonta pt. Z Ziemi Chełmskiej, za które władze carskie wytoczyły proces sądowy autorowi „Chłopów), były bardzo żywe i bolesne wśród ludności chełmskiej po 1918 r.

Na trwale w świadomość mieszkańców Chełma i Ziemi Chełmskiej wpisały się też wydarzenia związane z odzyskiwaniem niepodległości w 1918 r. oraz walki podczas wojny polsko-bolszewickiej w 1920 r., których świadkiem – jako dziecko – był Wacław Iwaniuk.

Reminiscencje z historycznej przeszłości Ziemi Chełmskiej odnajdziemy w wielu utworach autora Chełma w nocy:

Otworzyłem rodzinny kalendarz

pamiętający ślub ojca i matki,

rosyjską okupację.

Mnie wtedy jeszcze na było,

nawet najstarsza siostra Zofia,

którą potem Moskale wywieźli z mężem

i nigdy już do nas nie wróciła,

była jeszcze panną.

                        (O prawdziwej miłości)

Lata dzieciństwa i młodości, miejsca z nimi związane, Wacław Iwaniuk nazywał Moim lubelskim Jeruzalem. W dziesiątkach wierszy opisuje je niemal z topograficzną dokładnością, bardzo realistycznie, z nostalgiczną refleksją, pod ogromnym ciśnieniem przeżyć związanych z ich wspominaniem (np. Kocham cię moje lubelskie Jeruzalem, Opis miasteczka Ch., Chełm w nocy, Przejście graniczne, W ogrodzie mego ojca, Dziś mogę o tym mówić, Wiersz dla samego siebie).

To tutaj między niebem a ziemią (…) w botanicznym Chełmie z ogrodem mego ojca z kapliczką rzeźbioną w drzewie, odnalazł poeta przejście graniczne, nad które w okresie jego dzieciństwa i młodości chmury z zachodu nadciągały już zygzakiem Historii; mnie też porwały.

Realia i motywy chełmskie (np. botaniczny Chełm z ogrodem mego ojca, księżyc zawieszony w dzwonnicy nieba, chude Siedliszcze wypełnione w czwartki targami, Lublin i Chełm żyjący we mnie, ojciec w ogrodzie i matka przy pracy, matka modląca się z nami, która od nadmiaru ave nie mogła unieść się z klęczek, rodzinny dom spotykany we śnie, (…) krzyże wśród tarnin i głogów usypane nieznanymi rękami (…), poeta powracający do domu z emigracyjnej tułaczki), tak licznie występujące w twórczości poetyckiej Wacława Iwaniuka, świadczą, że Chełm był dla niego nie tylko miastem czy miejscem na ziemi, utraconym nie z własnej winy. Miastu temu, miłości do niego, tęsknocie za nim, tragedii jego utracenia poeta potrafił nadać niemal mickiewiczowską, norwidowską skalę cierpienia, bólu i rozpaczy, przemienić je w ponadczasowe, uniwersalne treści, zawsze aktualne dla takich jak on „wygnańców rodzinnego progu”, tożsamych z ich miastami, z ich utraconą ziemią rodzinną.

Chełm dla Wacława Iwaniuka stał się synonimem ojczyzny, straconej Utopii, ale także istniejącej realnie i mistycznie Itaki, symbolem ojczystej ziemi i konkretnego na niej miejsca, symbolem zagubionego w czasie dzieciństwa i młodości.

                        W cichym spadaniu złotego promienia

                        wracam pamięcią do miasteczka Ch. (…).

                        na stromą górę ze starym soborem

                        żeby zobaczyć jak nasz mały gród

                        błyszczy do pasa zanurzony w trawach. (…)

                        W domu czekały na mnie spontaniczne dłonie (…).

                        Cienie słów znałem na pamięć. (…).

                        Matka czasami brała mnie w ramiona,

                        Dotykała z westchnieniem nieporadnych zdań,

                        szlifując sercem moją wyobraźnię.

                        Cóż – fruwaliśmy w nocy jak anioły.

                        Cały dom był na pastwie nieba.

                        Ulice z nami ulatywały na skrzydłach,

                        biorąc miejskie wiraże odważną pamięcią. (…).

                        W cichym spadaniu złotego promienia

                        widzę często miasteczko Ch. –

                        Mój Nazaret rozstrzelany nocą.

                                               (Opis miasteczka Ch.)

Poezja Wacława Iwaniuka jest poezją nostalgiczną, zakorzenioną w ziemi rodzinnej, w ziemi chełmskiej, jej wciąż żywym źródłem jest konstatacja, że Polska jest ojczyzną wszystkich Polaków, tych mieszkających w kraju i na obczyźnie. Znamienne było jego bolesne odwoływanie się do współczesności Polski, do jej tragicznej przeszłości i zniewolonej teraźniejszości oraz nieustępliwa pewność, że nikogo nie można pozbawić i nikogo nie można odłączyć od ojczystych wartości.           

Autor Powrotu (1989) wierzył w przyszłość Polski wolnej i niepodległej, a poezję swoją traktował jako przesłanie do Polaków, że każdy z nich -wygnany – wróci do ukochanej Ojczyzny – do Polski wolnej i niepodległej, do swojej małej ojczyzny, do ziemi rodzinnej.      Podmiot liryczny jego wierszy nie miał złudzeń, że świat jego dzieciństwa i młodości odszedł w przeszłość, że jego formacja kulturalna należy już do historii, że rodzimy krajobraz w zapamiętanym kształcie już nie istnieje, że ludzie z jego otoczenie odeszli już do wieczności. Ale powrót i obecność w Ojczyźnie są konieczne, aby ukorzeniać w niej te ojczyste wartości, które dla Polaków były i są najważniejsze i za które od pokoleń walczyli i ginęli w Polsce i na obczyźnie.

                        Wrócę do domu, wejdę do pokoju,

                        przez pusty próg, drzwi i martwe ściany.

                        Na oknie znajdę brudny stygmat łoju

                        w bielmie pajęczyny, widma starych ram.

 

                        Tutaj siedziała Matka

                        a zamiast ławy pręga na podłodze (…).

                        Jakby ją wlekli za jej siwe włosy

                        a potem wchłonął piec. Popiół i noc!

                        Po drugiej stronie, w wypłowiałym drzewie,

                        zwrócony twarzą, czytający z oczu,

                        w krześle pogiętym bólami starości

                        siedział, trzymając Biblię w dłoni – Ojciec. 

 

                        Krzesło odeszło spopielone łacno.

                        Próbie płomieni poddano treść słowa.

                        Ojcu, gdy bronił mojej Matki,

                        Żołnierz roztrzaskał kolbą głowę.

                                                                       (Epilog)

To ciągłe przywoływanie przez Wacława Iwaniuka obrazów z dzieciństwa, jawiącego się jako źródło i ekstrakt polskości, prof. Janusz Kryszak z Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Toruniu uważa za jeden z trzech najważniejszych obszarów tematyczno-problemowych poezji autora Ciemnego czasu (oprócz „porażenia przeżyciem wojennym” i „doświadczeń wieku wygnania i wydziedziczenia”).

W Siedliszczu – co Wacław Iwaniuk zawsze podkreślał – napisał swój pierwszy wiersz. Dopiero w Chełmie pisanie stało się czymś ważnym. (Wróciłem – rozmowa z Wacławem Iwaniukiem. Rozmawiał: Henryk Radej. „Kresy Literackie”, nr 1-2 z 1991 r., s. 6.). To tu, w Męskim Seminarium Nauczycielskim w Chełmie, w podchorążówce poetów, jak nazywano w okresie międzywojennym tę szkołę, w atmosferze poezji i sztuki, pod wpływem Kazimierza Andrzeja Jaworskiego i Zenona Waśniewskiego, nauczycieli literatury i sztuki, swoich artystycznych mistrzów i wychowawców, kształtowały się jego literackie zainteresowania, formowała osobowość, dojrzewała pisarska świadomość.

Doskonale pamiętam Jaworskiego i Waśniewskiego – założycieli „Kameny”. Z Jaworskim korespondowałem jeszcze długo po wojnie. Mieliśmy świetnego fizyka Szubertowskiego. Mało brakowało, a studiowałbym pewnie fizykę. Świetnie przypominam sobie matematyczkę Ważewską, która znakomicie tłumaczyła poetów francuskich, gorzej było z matematyką. Mieliśmy znakomitego nauczyciela sportu, który nazywał się Kruczek. Podobno po wojnie zmienił nazwisko na Wirski. Całymi popołudniami trenowałem skok w dal, koszykówkę i rzut oszczepem. Tuż przed wojną byłem w ekipie lekkoatletycznej trenującej do przyszłej olimpiady Miałem kilka bardzo dobrych wyników. Ale olimpiada się nie odbyła, bo Hitler napadł na Polskę. (Wróciłem – rozmowa z Wacławem Iwaniukiem. Rozmawiał: Henryk Radej. „Kresy Literackie”, nr 1-2 z 1991 r., s. 6-7).

Wacław Iwaniuk zafascynowany był Józefem Czechowiczem, którego poznał, gdy ten przyjeżdżał do Chełma, do K. A. Jaworskiego, podczas prac nad redakcją „Kameny”. To właśnie do Józefa Czechowicza zwrócił się Wacław Iwaniuk, kiedy zastanawiał się nad wyborem studiów w Warszawie. Powiedziałem mu, że mam zamiar iść na polonistykę. A on na to: Broń Boże! To tylko Panu zaszkodzi. Niech Pan się zapisze na jakiś praktyczny przedmiot. Wtedy wybrałem Wydział Prawno-Ekonomiczny na Wolnej Wszechnicy Polskiej. (Wróciłem – rozmowa z Wacławem Iwaniukiem. Rozmawiał: Henryk Radej. „Kresy Literackie”, nr 1-2 z 1991 r., s. 7.).

 

Polska wciąż była daleko

 

Emigracyjne losy Wacława Iwaniuka tragicznie wpisują się w historię literatury polskiej po II wojnie światowej, gdyż postanowił nie wrócić do kraju, lecz pozostać na emigracji.

Był to dla niego bardzo trudny i tragiczny okres życia – był nie tylko dramatem żołnierza, ale także dramatem pisarza, dramatem Polaka, który dylemat: „Wrócić czy nie wrócić do kraju”, tak jak wielu innych twórców, musiał rozstrzygnąć zgodnie z własną wolą i sumieniem.

Do powojennej Polski powrócili m. in. Ksawery Pruszyński (w 1945 r.), Julian Tuwim (w 1946 r.), nieco później Antoni Słonimski. Na emigracji pozostali np. Jan Lechoń, Kazimierz Wierzyński, Marian Hemar, Gustaw Herling-Grudziński W maju 1951 roku odmówił powrotu do kraju Czesław Miłosz, pełniący w tym czasie funkcję attache kulturalnego w Paryżu.

„Długie nocne Polaków rozmowy”, „potępieńcze swary”, rozterki, wahania, moralne niepokoje, ideowe rozdarcia, poczucie honoru i obywatelskiego obowiązku, emigracyjne rozważania o przedwrześniowej i o powojennej Polsce, odwoływanie się do wartości demokratycznych, do chrześcijańskich korzeni narodu polskiego, do poczucia sprawiedliwości społecznej, manifestowanie swoich przekonań politycznych, wreszcie dramatyczne wybory stały się bolesnym udziałem życia Polaków na emigracji.

Rozpacz, poczucie bezsilności i narodowej krzywdy, której po 1945 r. doświadczył autor Dnia Apokaliptycznego i tysiące jemu podobnych Polaków, najpełniej wyraził Kazimierz Wierzyński, pisząc: Znalazłem się, jak my wszyscy, sam na sam z naszą klęską, bez żadnego wpływu na cokolwiek, w pełnym poczuciu obezwładnienia.

Wacław Iwaniuk pozostał wierny sobie jako żołnierzowi polskiemu i polskiemu pisarzowi, solidaryzującemu się z losem swojego narodu. Wybrał emigracyjną tułaczkę, najpierw w Anglii, od 1948 r. w Toronto w Kanadzie. Stał się – jak określił go prof. Jerzy Święch z UMCS-u – wiecznym outsiderem, tułaczem, wygnańcem.

Zostałem na emigracji. – wyzna poeta w wierszu „Moje życie nie było łatwe”.

 Wracałem do kraju okrężną drogą

 przez Narwik i Koło Polarne

 ale Polska wciąż była daleko

 okupowana przez Stalina.

Dla Wacława Iwaniuka powrót do pojałtańskiej Polski był niemożliwy. Polska, o jaką bił się i walczył, nie istniała. Pojałtańskie układy i wynikający z nich podział powojennej Europy nie dawały wielkich nadziei na przywrócenie Polski takiej, jaką była przed wrześniem 1939 r. Jej powstanie należało przesunąć w bliżej nie określoną przyszłość. Wacław Iwaniuk wiary w tę przyszłość nigdy jednak nie stracił.

Autor Goryczy nocy był realistą i romantykiem jednocześnie. Powojenna Polska była dla niego krajem zniewolonym, pozbawionym wolności i suwerenności, o okrojonych granicach wschodnich, z wciąż trwającą martyrologią setek tysięcy Polaków zsyłanych do łagrów i syberyjskich obszarów ZSRR, torturowanych i mordowanych w radzieckich więzieniach.

W wierszu Kartagina o Polsce, z której prowadziły kiedyś/ Drogi w Oświecenie/ Do Rzymu/ Do Florencji/ W norwidowski dom, wiodące dziś/ Starym gościńcem /…/ na Syberię, o Polsce schowanej pod butem Rosji, Wacław Iwaniuk pisał:

Dziwny to kraj

Smutny to kraj

Ciemny przedsionek

 w Azję

 W przepaść.

Natomiast w wierszu „O prawdziwej miłości”, poświęconym Krajowej Solidarności, o wyśnionej, dalekiej ojczyźnie wyznał nie bez goryczy:

My kochamy ojczyznę

 a ona wciąż milczy (…)

pokochałem ją

najpierw w szkolnych wypracowaniach

 potem jako rekrut szkoły podchorążych

 wreszcie podczas ostatniej wojny

 razem z innymi jak ja romantykami.

 

 Wielu z nich poległo uwalniając obce kraje

w obronie Francji nie wartej złamanego szeląga.

 Szczęśliwi polegli w kraju (…)

Ona milczała (…)

 kogo kocha niech wyzna otwarcie nas czy tych

 którzy przy niej skaczą jak pajace

 bo za to biorą złote ruble

 lub biblijne srebrniki.

Wacław Iwaniuk, emigrant z politycznego wyboru, nigdy nie pogodzony z Polską Ludową, pozostał na zawsze wierny ideowemu testamentowi z okresu swojej tułaczej epopei, która – zawsze dla niego aktualna i zobowiązująca – nakazywała mu wierzyć w powrót do wolnej i niepodległej Polski. Nie żałował swojej emigracyjnej decyzji. Warto było – stwierdził w wierszu o tym samym tytule.

Tam na obczyźnie pozostał ziemi naszej głośnym krzykiem, trwał jak słowa, które żyją nie patrząc na czas. On, który mówił wszystko od A do Z, nie plamiąc się brudnym słowem, który tak bardzo wierzył w to, co mówił, że gotów był poddać się próbie ognia, który nie wierzył nieba metalicznym ogniom, który z dala od słów lirycznych blask do blasku przymierzał, słowo słowem rozjaśniał, w wierszu Do Cezara powiedział:

Twój Tybr był błękitny! Mój: Wisła czerwona!

Ty wierzyłeś miłości, a ja prawdy szukam

rozumem. Twoją wiarą kurtyn nie rozwalimy.

Ja muszę iść po ziemi, nie po mlecznych łukach,

w snach moich wciąż Warszawa tak jak Rzym się pali.

Wacław Iwaniuk, uwikłany w życie polskiej emigracji, miał świadomość, że poeci – patrząc – są tu jak pielgrzymi/ wiedzą że ich ponownie oszukano, że śmierć na emigracji nie jest (…) niestety żadnym ocaleniem, że usunięte z oczu szkielety pomordowanych/ dalej wołają o sprawiedliwość. Mimo to, co podkreślił prof. Jerzy Święch, Iwaniuk wbrew falom zwątpienia i zniechęcenia nie przestał wierzyć /…/ w mediumiczną rolę poety. Ciemność, która go otacza i która jest w nim samym, bywa jak kryształ oczyszczający światło, on sam jest zaledwie pośrednikiem, dla sił, które w nim mają swoją siedzibę, które go przerastają lecz właśnie dlatego stara się być im posłuszny i wierny”.

W wierszu „Moje życie nie było łatwe” Wacław Iwaniuk powie:

 I tak moje życie mijało

 nie patrząc mi w oczy.

 Gdy śpię jestem w kraju

 gdy się budzę

 jestem na emigracji.

W kwietniu 1991 r., podczas swojej długo oczekiwanej wizyty w kraju, Wacław Iwaniuk odwiedził Chełm. Nie z własnej winy nie odwiedzałem tego kraju. Kiedykolwiek składałem podanie do konsulatu polskiego w Toronto o wizę, zawsze otrzymywałem odpowiedź, że dla wrogów Polski Ludowej nie ma wjazdu.

Nie zdecydował się jednak po 1989 r., jak uczynił to na przykład Czesław Miłosz, zamieszkać w odrodzonej Rzeczpospolitej Polskiej. Zrobiłbym to z przyjemnością, ale wiązałoby się z tym wiele trudności. /…/ Na razie, na ile pozwolą mi siły i zdrowie, będę częściej przyjeżdżał. (Wróciłem – rozmowa z Wacławem Iwaniukiem. Rozmawiał: Henryk Radej. „Kresy Literackie”, nr 1-2 z 1991 r., s. 6,8.).

Niestety, tych sił i zdrowia wkrótce mu zabrakło. Jesienią 1991 r. ciężko zachorował.

W 2000 r. opracowywałem – w serii Biblioteka Pisarzy Lubelszczyzny – antologię poezji chełmskiej pt. „Strofy sercem pisane”. W ostatniej fazie druku Strof sercem pisanych nadeszła wiadomość o śmierci Wacława Iwaniuka. A jeszcze parę tygodni wcześniej jego przyjaciel i długoletni sekretarz, Henryk Wójcik z Kanady, w liście wyrażającym zgodę na umieszczenie wierszy autora „Czasu Don Kichota” w tej antologii, poprosił mnie, abym poprawił datę urodzin poety na rok 1912. W liście tym pisał, że „Wacława Iwaniuka nie ma w Toronto” oraz informował o swoim pobycie w Siedliszczu i Chojnie Starym w sierpniu 2000 r.. „Tam spotkałem p. kierowniczkę o nazwisku Okoń (…), udało się tak „skruszyć” panią kierowniczkę, że b. szybko, profesjonalnie i bez opłat zrobiła nam wyciąg metrykalny i nawet fotokopie z tej księgi (pisane po rosyjsku). Potwierdziły się moje przypuszczenia! Wacław urodził się w roku 1912”.

Wacław Iwaniuk zmarł w Toronto 4 stycznia 2001 r.

 

Wygnany – wrócił

 

Do ukochanej Ojczyzny, o którą walczył i o której marzył, do Polski wolnej i niepodległej, do Ziemi Chełmskiej, do Siedliszcza, „miejsca na ziemi między Lublinem a Chełmem, wybranego, wytęsknionego, ukochanego, rodzinnego, jedynego na świecie, „wśród pól (…) w kąkolach i ostach i ludzi, którzy tam żyją/uparci jak sama ziemia”, Wacław Iwaniuk powrócił już na zawsze – 2 grudnia 2006 r. w asyście kompani honorowej Wojska Polskiego.

Urna z prochami poety złożona została na cmentarzu w Siedliszczu w rodzinnym grobie jego rodziców: Józefy (z domu Dyszewska) i Szczepana Iwaniuków. Ten wieczny dom, siedliski dom autora „Pieśni nad pieśniami”, oddalony jest od jego rodzinnego, istniejącego do dzisiaj, domu w Chojnie Starym o około trzy i pół kilometra.

W dniu złożenia prochów Wacława Iwaniuka w siedliskiej ziemi Bibliotece Gminnej w Siedliszczu nadano jego imię, umieszczając na budynku biblioteki tablicę pamiątkową z napisem:

„Wybrałem miejsce na ziemi

między Lublinem a Chełmem

pola w kąkolach i ostach

i ludzi, którzy tam żyją

uparci jak sama ziemia.

Wacław Iwaniuk (1912-2001)

2 grudnia 2006, w dniu sprowadzenia

prochów Poety do Siedliszcza”.

Uroczystościom pogrzebowym Wacława Iwaniuka, co podkreślił Henryk Wójcik, „miejscowe władze nadały charakter wielkiego wydarzenia religijnego, kulturalnego i patriotycznego”. Uczestniczyli w nich metropolita lubelski, arcybiskup Józef Życiński, najbliższa rodzina poety: Zbigniew Iwaniuk (bratanek), Lech Czerniak (siostrzeniec), Mieczysław Dyszewski, Wiesław i Witold Iwaniukowie i inni członkowie rodziny, władze Starostwa Powiatowego w Chełmie i gminne w Siedliszczu, księża Dekanatu Siedliszcze, mieszkańcy Siedliszcza, Chojna Starego i okolic, przedstawiciele prasy, radia i telewizji oraz – cytuję Henryka Wójcika – „pisarze, badacze literatury i wydawcy Jego (Wacława Iwaniuka – przypis zwo) książek, m. in. dr Jan Wolski i dr Magdalena Rabizo Birek z Uniwersytetu Rzeszowskiego, Bernard Nowak, Waldemar Michalski – sekretarz redakcji kwartalnika „Akcent”, Józef Zięba, Piotr Mordel – berliński wydawca wielu bibliofilskich tomów Poety, Jola i Krzysztof Wasilewscy – twórcy oficyny Wolna Spółka Wydawnicza Komitywa, której nakładem ukazał się pierwszy bezdebitowy tomik Wacława Iwaniuka w powojennej Polsce, Ewa Łoś – dyrektor Muzeum Literackiego im. J. Czechowicza w Lublinie, Zbigniew Włodzimierz Fronczek z zarządu lubelskiego SPP. Liczny udział wzięli przedstawiciele chełmskiego środowiska pisarskiego: nestor Longin Jan Okoń, Zbigniew Waldemar Okoń, Henryk Radej, Waldemar Taurogiński (księgarz i redaktor Pisma Literacko-Artystycznego „Egeria”. (s.52-53).

Mszę żałobną odprawił ks. Janusz Krzak, homilię wygłosił metropolita lubelski, arcybiskup Józef Życiński. Uczniowie z Liceum Ogólnokształcącego w Siedliszczu przedstawili montaż słowno-muzyczny z wierszami Wacława Iwaniuka.

„To troska o sprawiedliwość – mówił arcybiskup Józef Życiński – wyprowadziła świętej pamięci Wacława z Waszych rodzinnych stron w świat. Kiedy trzeba było myśleć o wspólnej Europie, bo fanatycy usiłujący realizować traktat Ribbentrop-Mołotow, próbowali narzucić swoją wizję rzeczywistości reszcie świata, On zdecydował się poświęcić to wszystko, co poświęcić mógł, aby bronić ojczyzny (…).

Niech więc przeżycia dzisiejszego dnia i akcenty ze stron, które tak dobrze są Wam znane, obudzą w Was wszystkich poczucie własnej wartości. Uświadomią, że być może wielkie rzeczy dokonują się nieraz w małych miejscowościach, uświadomią, że Siedliszcze ma swoją własną tradycję, w którą i Wy się wpisujecie. I tak jak pisane przez Wacława w Kanadzie wiersze znaczyły Jego ślad, tak samo i obecne pokolenie mieszkańców Siedliszcza zostawia swój ślad w życiu Kościoła lubelskiego (…).

Kiedy tak stoimy przy urnie z Jego prochami, uświadamiamy sobie, że nieraz prostsza jest droga do wieczności, niż określenie okoliczności urodzenia. Jesteśmy pewni, że świętej pamięci Wacław poszedł do Boga, który wynagrodził Jego tułaczkę i Jego tęsknotę za sprawiedliwością, za ziemią ojczystą (…).

Możemy sobie wyobrazić stan duszy człowieka, który przeszedł od Narwiku, przez hiszpański obóz koncentracyjny, po walki w brygadzie gen, Maczka, który zetknął się z realiami życia na emigracji, niepewnego jutra, gdzie na każdym kroku rodziły się niepewności (…).

Czasem można żyć w rozdarciu, gdy coś jest piękne, choć odległe. Wtedy tym większa tęsknota wzrasta za tym, od czego się odeszło. W takich momentach, kiedy czuł się jak nowy Odyseusz, wracał pamięcią i myślą do Chełma, do ogrodu ojca, do Wąwolnicy, do Fajsławic, do rodzinnych miejscowości, które mu się kojarzyły z tym, co najpiękniejsze, aby w swoich wierszach rozwijać sielankowy obraz rzeczywistości, którą zostawił, od której musiał odejść (…).

Pamiętajmy o tych obrazach naszej parafii, które utrwalił świętej pamięci Wacław w swoich wierszach. Jest tam bardzo pozytywny obraz matki, zatroskanej, zapracowanej i sięgającej po Pismo Święte (…).

Na barki nas wszystkich jest włożone poczucie odpowiedzialności za pamięć o tamtym pokoleniu, żeby ta pamięć nie zamieniła się nam w proch. Żebyśmy nie odeszli od tamtych wartości, za które oni gotowi byli oddać życie (…).

Postawa życiowa, którą reprezentował Wacław Iwaniuk, jest najwłaściwszym drogowskazem postępowania także w dzisiejszych czasach.

Właśnie w takich sytuacjach jest potrzebna świadomość naszej wielkiej odpowiedzialności za tych sprawiedliwych, którzy żyli ewangelią błogosławieństw i nawet doświadczając smutku, nie poddawali się frustracji, nie pogrążali się w pesymizmie, ale tęsknili, niekiedy pisali wiersze, utrwalali wierną pamięć. Ich postawy są dziś dla nas zobowiązaniem (…). Byśmy wierni dziedzictwu poety-rodaka, potrafili wydobywać z życia to, co najpiękniejsze, abyśmy byli w stanie dawać świadectwo naszej miłości do ojczyzny, do małej ojczyzny, miłości wielkiej, zakorzenionej w Bogu”. (s.17-20).

Ks. Janusz Krzak w imieniu mieszkańców Siedliszcza, Chojna Starego i okolicznych miejscowości zwrócił się do Wacława Iwaniuka:

„Dzisiaj skończyła się Twoja tułaczka Wacławie. Wracasz do tej ziemi, która była dla Ciebie domem, wracasz do swoich i przynosisz im słowo, słowo poety. Niech to słowo, o którym piszesz w wierszu „Nie plamiąc się brudnym słowem” raz powiedziane, pozostanie i „będzie świecić lub kopcić, uzdrawiać lub czadzić całe pokolenia”.

Niech świeci, niech uzdrawia, niech uczy patriotyzmu, niech uczy tęsknoty za ukochaną ojczyzną, ojczyzną, do której nie wolno ci było wrócić. Niech uczy również tęsknoty za wolnością. Napisałeś w wierszu”, Moje życie nie było łatwe”: „wracałem do kraju okrężną drogą, przez Narvik, koło polarne, ale Polska wciąż była daleko, okupowana przez Stalina”. Dziś jest wolna. I ta Polska, ta ziemia, bierze Ciebie w swoje objęcia. Spoczywaj w pokoju” (s.26).

W pożegnalnym, bardzo osobistym przemówieniu Henryk Wójcik wyznał:

„Wygnany – wrócę”. Te dwa krótkie słowa zostały wyryte na płycie nagrobnej Wacława Iwaniuka. Te dwa proste słowa mają dla mnie, emigranta, wielką wagę, są symbolem, mówią tak wiele o nas żyjących poza Polską. Dzisiejsza uroczystość sama w sobie ma też dla mnie wymiar symbolu. Oto po latach spędzonych poza krajem i z wyroku historii Wacław Iwaniuk, syn Lubelszczyzny, tej o której mówił, że jest centrum polskości, wraca do domu. Wraca do tych najbliższych, wśród których wyrastał. Jest to także powrót Jego własnego słowa, słowa niepodległego żadnym presjom i cenzurze, słowa poety i żołnierza. Słowa wolnego od restrykcji systemu komunistycznej PRL i przez nią skazanego na banicję.

Składając urnę z prochami Poety na cmentarzu w Siedliszczu, przywracamy Go Polsce, która była naczelną wartością Jego życia (…)….tak naprawdę, zawsze był u siebie – w polskiej kulturze, sztuce i poezji. Jego pokój – pracownia w domu przy 263 Keewatin Ave, w Toronto – było małą Polską, pełną polskich książek, muzyki i obrazów. Wierzył, że konsekwencje Jałty nie mogą trwać wiecznie, że Polska będzie wolna i suwerenna, a On i Jego poezja wrócą.

Swą postawą i działaniem wypełniał tekst przysięgi wojskowej, z której nikt go po 1945 roku nie zwolnił. Przez prawie dziewięć lat był żołnierzem, potem walczył piórem. Za tę bezkompromisową postawę wymazano Go na dziesiątki lat z kart kultury narodowej. Był twórcą mądrym, niezależnym duchowo, niepodległym, który mimo umizgów totalitarnej władzy, nie poszedł na kompromis. Dla nas, kolejnych pokoleń emigracji, był i jest duchowym przywódcą i przykładem duchowej powinności wobec kulturowego dziedzictwa Polski”. (s.21-23).

Przebieg uroczystości pogrzebowych oraz przygotowania do niej zrelacjonował Sławomir Braniewski w książce pt. Pożegnanie Poety. Ostatnia droga Wacława Iwaniuka (cytaty zakończone podaniem stron, odnoszące się do uroczystości pogrzebowych Wacława Iwaniuka, pochodzą z tej książki).

2 grudnia 2006 roku, w słoneczną przedpołudniową sobotę, w siedliskim kościele pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej rozpoczął się ostatni etap ziemskiej wędrówki Poety Wacława Iwaniuka.      Wcześniej, w lipcu tego roku Henryk Wójcik przywiózł z Kanady urnę z prochami poety, który zmarł w Toronto 4 stycznia 2001. Dzięki przychylności proboszcza parafii siedliskiej ks. dziekana Janusza Krzaka i jego sugestii, urnę umieszczono w bocznym ołtarzu i tam oczekiwała na pochówek.

Uroczystości pogrzebowe poprzedziły wielomiesięczne starania miejscowych władz oraz osób związanych z Wacławem Iwaniukiem w Toronto, o powrót Poety do kraju i godne złożenie prochów na cmentarzu w Siedliszczu. Konieczne do pokonania kłopoty administracyjne wynikały stąd, że Poeta nie zostawił jednoznacznej dyspozycji w formie pisemnej.        Jednak w prywatnych rozmowach z Henrykiem Wójcikiem dawał do zrozumienia, że po śmierci pragnąłby być pochowany w kraju. Ważnym argumentem w podjęciu takiej decyzji było też, wyrażane w wierszach, takie właśnie pragnienie i wielokrotnie manifestowana chęć powrotu w ojczyste strony.(…).

Nie mniej istotne było uzyskanie pisemnej zgody Johna Hall’a, wykonawcy ostatniej woli Wacława Iwaniuka oraz rodziny z Siedliszcza i Chojna Starego na złożenie prochów w Polsce.

Początkowo brano pod uwagę Lublin, gdzie na cmentarzu przy ul. Lipowej pochowani są przyjaciele Poety: Józef Czechowicz i Józef Łobodowski. Pojawiły się też głosy, że właściwym miejscem spoczynku byłby Chełm. Ostatecznie, i najszczęśliwiej, pozostano przy rodzinnych siedliskich stronach i cmentarzu, gdzie spoczywają rodzice i liczni krewni Poety. (…).

2 grudnia już od rana, wokół siedliskiego kościoła, zaczęła się gromadzić miejscowa ludność, w centrum świątyni ustawiono katafalk, na którym spoczęła urna z prochami (był to pierwszy tego typu pogrzeb w Siedliszczu, gdzie zamiast trumny chowano urnę z prochami).

Przy urnie wartę honorową zaciągnęła miejscowa straż pożarna oraz żołnierze Wojska Polskiego. Obecne były poczty sztandarowe Związku Kombatantów Rzeczypospolitej Polskiej, wojska i szkół z Siedliszcza. Pogoda tego słonecznego i suchego dnia, jak na tę porę roku, była wyjątkowo piękna. Uroczystości uświetniła Kompania Honorowa III Brygady Zmechanizowanej Legionów im. R. Traugutta w Lublinie oraz Reprezentacyjna Orkiestra Wojskowa Garnizonu Lublin (…).

W kościele zebrała się młodzież siedliskiego liceum. Uczniowie, wraz z nauczycielem polonistą Danielem Piotrem Śliwińskim, przygotowali montaż słowno-muzyczny prezentujący poezję Wacława Iwaniuka, który był wkomponowany w przebieg mszy żałobnej.

Prezentacja ta miała niewątpliwie wartość poznawczą, bo wielu mieszkańców Gminy Siedliszcze, uczestników mszy, po raz pierwszy usłyszało strofy swego Rodaka. Dostarczyła też wyjątkowego przeżycia duchowego i pokazała, że młodzi ludzie znajdują w tej poezji wartości warte uwagi i zainteresowania (…).

Po poświęceniu prochów i zakończeniu Mszy św., kondukt żałobny, liczący ponad 200 osób, udał się ulicami Siedliszcza na miejscowy cmentarz. Prowadziła go orkiestra wojskowa, kompania honorowa WP i poczty sztandarowe. Urnę niósł bratanek Poety Zbigniew Iwaniuk w otoczeniu bliższej i dalszej rodziny, m .in. Mieczysława Dyszewskiego, Wiesława i Witolda Iwaniuków. Ostatnie modły nad mogiłą odprawił ks. Andrzej Winiarski. Na koniec głos zabrał Hieronim Zonik – wójt gminy Siedliszcze, żegnający Poetę w imieniu społeczności lokalnej. Poecie-żołnierzowi wojsko złożyło hołd oddając salwę honorową…”(s.11-13).

Cytowana powyżej książka Pożegnanie Poety. Ostatnia droga Wacława Iwaniuka, wydana przez Polski Fundusz Wydawniczy w Kanadzie Toronto-Berlin-Siedliszcze, „dedykowana mieszkańcom Siedliszcza, Chojna i innych okolicznych miejscowości, którzy tak licznie w tym pogrzebie wzięli udział i docenili wagę powrotu Poety”, ukazała się w 2009 r. pod redakcją Sławomira Braniewskiego, Jana Wolskiego, Henryka Wójcika .

Jest hołdem złożonym Wacławowi Iwaniukowi.

Jej wydawca i autorzy złożyli w języku polskim i angielskim najserdeczniejsze podziękowania Johnowi Hallowi (spadkobiercy Wacława Iwaniuka w Kanadzie – przypis zwo) za hojną pomoc przy wydaniu niniejszej książki, która utrwala pamięć o Poecie”.(s.5) oraz „wszystkim za pomoc, wysiłek i doprowadzenie do tego, że prochy Wacława Iwaniuka pochowane zostały w ojczystej ziemi, wśród najbliższych mu ludzi”. (s.68).

We Wstępie, jego autorzy podpisujący się: S. B., J. W., H. W. napisali:

„Pożegnanie Poety. Ostatnia droga Wacława Iwaniuka” to wydawnictwo upamiętniające uroczyste pogrzebanie prochów jednego z największych poetów Drugiej Awangardy, żołnierza-tułacza i Polaka. Zawiera też dokumentację zdarzeń, które miały miejsce 2 grudnia 2006 roku w Siedliszczu. Składają się na nią: szczegółowe sprawozdanie z obrzędu pogrzebowego, fragmenty homilii ks. arcybiskupa Józefa Życińskiego, metropolity lubelskiego, który doceniając świadectwo życia i twórczości Poety, zechciał mszę żałobną koncelebrować. Odnotowany został ważny, skoncentrowany na żołnierskich fragmentach biografii, głos sekretarza i przyjaciela autora Nocnych rozmów, Henryka Wójcika, serdeczny głos proboszcza ks. Janusza Krzaka przyjmującego w imieniu wspólnoty wiernych prochy Poety na rodzinnej ziemi, wspomnienia osób, które Wacław Iwaniuk znał dłużej lub krócej, osobiście lub tylko poprzez twórczość (…).

Ta nieduża książeczka gromadzi osobiste wrażenia i uwagi o wybitnym Poecie i niezwykłym człowieku, który wraca do domu, by w zbiorowej pamięci pozostać już na zawsze. Wzmacnia świadomość powikłanego losu emigranta, doświadczającego bolesnej samotności, któremu doskwierała uporczywa myśl o wydziedziczeniu z kręgów ojczystej kultury. Uroczystości siedliskie dopełniają oto symbolicznie i realnie biografię człowieka nękanego wątpliwościami, osaczonego niepewnością co do słuszności podejmowanych decyzji, rodzącymi się pytaniami, poszukującego sensu w pełnym sprzeczności świecie, człowieka współczesnego, dla którego terapeutyczne wizje rodzinnej ziemi stały się remedium na egzystencjalne dolegliwości.

Ta ziemia, tak serdecznie uczuciami jej obecnych mieszkańców przyjmująca Poetę do siebie, z całą pewnością będzie mu lekką. Zaś nasza publikacja jest wyrazem szacunku, wdzięczności i jeszcze jedną próbą utrwalenia pamięci, bez której nie może istnieć żadna wspólnota i żaden naród”.

Obszerną część książki Pożegnanie Poety. Ostatnia droga Wacława Iwaniuka stanowią Wypowiedzi uczestników zarejestrowane podczas spotkania w sali posiedzeń Rady Gminy w Siedliszczu: Józefa Zięby, Waldemara Michalskiego, Ewy Łoś, Krzysztofa Wasilewskiego, Henryka Radeja, Zbigniewa Iwaniuka i Jana Wolskiego. Mówili oni m. in. o twórczości i życiu Wacława Iwaniuka, o swoich związkach, spotkaniach, korespondencji, rozmowach z autorem Kartaginy w Polsce i zagranicą.

W Pożegnaniu Poety. Ostatniej drodze Wacława Iwaniuka zamieszczone zostały Głosy prasowe o uroczystościach pogrzebowych Wacława Iwaniuka (Prochy spoczęły w rodzinnej ziemi), niezwykle starannie zebrane i omówione przez Jana Wolskiego. Autor rozpoczyna je od gazety parafialnej „Głos Częstochowskiej Pani” (numery 18 i 19 z 2006) z dwoma artykułami H. Radeja, które „przynoszą podstawowe dane biograficzne”, akcentując (…) związki poety z Ziemią Chełmską. Zawierają także próby ogólnego charakteryzowania jego twórczości” (s.35). Następnie szczegółowo przytacza treści artykułów w pismach zagranicznych: „Przeglądzie Polskim” (dodatku kulturalnym do nowojorskiego„Nowego Dziennika”), „Dzienniku Związkowym” – największym piśmie polskim w Stanach Zjednoczonych, w londyńskim ”Tygodniu Polskim”; w pismach regionalnych: w dwumiesięczniku „Lublin”, w lubelskim dodatku „Gazety Wyborczej”, „Kurierze Lubelskim”, „Dzienniku Wschodnim”, w „Echu Częstochowskiej Pani”, w „Super Tygodniu Chełmskim”, „Tygodniku Chełmskim”, „Nowym Tygodniu” oraz w broszurze wydanej w Siedliszczu (2007) pt. „Wygnany wrócę. Ostatnia droga Wacława Iwaniuka 2 grudnia 2006 r.”.

Odnotowuje też „blok materiałów poświęconych Wacławowi Iwaniukowi” zamieszczony w „Egerii” (nr 1(9) z 2007), piśmie literacko-artystycznym wychodzącym wówczas w Chełmie. Na okładce „Egerii” umieszczony został całostronicowy portret Wacława Iwaniuka. Wewnątrz pisma znajduje się artykuł Sławomira Braniewskiego pt. „Powrócił do swojej ziemi” bogato ilustrowany fotografiami dokumentującymi uroczystości pogrzebowe Wacława Iwaniuka w Siedliszczu. Przedrukowany też został tekst Henryka Radeja pt. „Iwaniuk z Chojna Starego”, zamieszczono wybór wierszy poety, Zbigniew Waldemar Okoń opublikował syntetyzujący szkic o twórczości autora Opisu miasteczka CH. i jego związkach z Chełmem, opatrując go tytułem Lubelskie Jeruzalem Wacława Iwaniuka.

Od 2007 r. organizowany jest w Siedliszczu Ogólnopolski Konkurs Poetycki im. Wacława Iwaniuka. W 2019 r. odbyła się XII edycja Konkursu – 2018/19. O jego popularności niech świadczy fakt, że na konkurs wpłynęło 127 zestawów wierszy z Polski oraz po jednym zestawie z Niemiec, Irlandii i Hiszpanii. W tegorocznym konkursie jury pod przewodnictwem Józefa Franciszka Ferta, prof. Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, poety, historyka literatury, polonisty przyznało nagrodę główną (Jerzemu Fryckowskiemu z Dębicy Kaszubskiej) oraz dwa wyróżnienia (Ewelinie Kuśce z Jastrzębia Zdroju i Piotrowi Piątkowi z Kołobrzegu). Laureatom nagrody wręczono 5 maja 2019 r. podczas Siedliskiej Biesiady Literackiej. Wydawnictwo TAWA wydało antologię pokonkursową pt. Taniec do skrzypiącej płyty.

W wymienionym w Pożegnaniu Poety. Ostatniej drodze Wacława Iwaniuka moim artykule, w jego zakończeniu, odwołałem się do wypowiedzi Jana Pawła II, który wielokrotnie zwracał się do polskich emigrantów z różnych stron świata. Dziś ponownie przytaczam słowa Jana Pawła II z jeszcze większym przekonaniem odnosząc je do życia i twórczości Wacława Iwaniuka.

„O przyszłości nie można myśleć spokojnie, gdy się zapomina o przeszłości.– Te słowa Jan Paweł II wypowiedział w 1979 r. w Rzymie w czasie spotkania z Radą Koordynacyjną Polonii Wolnego Świata. – Bez niej nie można odnaleźć ani pogłębić swojej tożsamości. Myśląc o przyszłości, nie można odcinać tych korzeni, z których się wyrasta, bo są one kluczem do zrozumienia samych siebie”.

W 1986 r. z tym przesłaniem Polski Papież zwrócił się do Polaków w Melbourne:

„Ludzie, którzy pamiętają, skąd pochodzą, ludzie, którzy cenią swoje tradycje, mogą wnieść wiele w życie każdego kraju”.

Takim człowiekiem, wielkim Polakiem, wybitnym polskim poetą i żołnierzem, wiecznym tułaczem, synem ziemi chełmskiej był i – pozostał w historii literatury polskiej – Wacław Iwaniuk. Pamiętał zawsze, skąd pochodził, cenił swoje tradycje, myślał o przyszłości, o powrocie do Polski, do ziemi rodzinnej.

Nie zapominał o przeszłości, o korzeniach, z których wyrastał i które były dla niego kluczem do zrozumienia samego siebie, zawsze i wszędzie odnajdywał i pogłębiał swoją tożsamość, hierarchizował wartości, którym pozostał wierny przez całe życie.

Wywarł duży wpływ na rozwój literatury i poziom życia literackiego w kraju i na emigracji. Wniósł wiele w życie kulturalne Polski, Kanady, w dziedzictwo kulturowe Polski, w tym w dziedzictwo kulturowe polskiej emigracji, w dziedzictwo kulturowe jego małej ojczyzny: ziemi chełmskiej i Chełma, „pępka mego świata, choć były miasta ważniejsze od niego”.

Wacław Iwaniuk zapłacił za to ogromną cenę, jak wielką i bolesną wiedzą o tym jego rówieśnicy, którzy wraz z nim przeżyli wojnę, upadek II Rzeczypospolitej, wygnanie z Polski Ludowej, tułaczkę i samotne życie na emigracji, a których wypowiedzi cytowałem w tym eseju.

Wacław Iwaniuk – odwołajmy się do homilii arcybiskupa Józefa Życińskiego, metropolity lubelskiego – „Na barki nas wszystkich [włożył] poczucie odpowiedzialności za pamięć o tamtym pokoleniu, żeby ta pamięć nie zamieniła się nam w proch. Żebyśmy nie odeszli od tamtych wartości, za które oni gotowi byli oddać życie”. (…). Postawa życiowa, którą reprezentował Wacław Iwaniuk, jest najwłaściwszym drogowskazem postępowania także w dzisiejszych czasach”.

Wiedzą o tym mieszkańcy Siedliszcza i okolic, którzy tłumnie i serdecznie żegnali „swego poetę” oraz młodzież siedliskiego liceum, która tak pięknie i mądrze prezentowała jego wiersze podczas żałobnej mszy św.

Jestem przekonany, że twórczość Wacława Iwaniuka, głęboka, odwołująca się do ogólnoludzkiej, humanistycznej wspólnoty przeżyć i uczuć, bijąca z najczystszych źródeł polskiej kultury, wciąż żywa i ożywcza, pozostanie najwłaściwszym drogowskazem postępowania nie tylko w dzisiejszych czasach, ale i w przyszłych pokoleniach Polaków, „byśmy – to znowu słowa arcybiskupa Józefa Życińskiego – wierni dziedzictwu poety-rodaka, potrafili wydobywać z życia to, co najpiękniejsze, abyśmy byli w stanie dawać świadectwo naszej miłości do ojczyzny, do małej ojczyzny, miłości wielkiej, zakorzenionej w Bogu”.

Poprzedni artykułJak przygotować kalendarze firmowe?
Następny artykułRewolucja bolszewicka w Rosji a sprawa polska w 1918 roku
Zbigniew Okoń
Zbigniew Waldemar Okoń - pisarz, animator kultury, regionalista. Ukończył filologię polską na UMCS w Lublinie (1968) oraz 3-letnie studia podyplomowe na Uniwersytecie Warszawskim (1991). Dyrektor Zasadniczej Szkoły Zawodowej (1969-1974), wizytator Kuratorium Oświaty i Wychowania (1975), dyrektor Wojewódzkiego Domu Kultury w Chełmie (1975-1987), wicedyrektor d/s naukowych i konserwatorskich Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie (1987-1991), nauczyciel dyplomowany szkół chełmskich (1982-1989, 1991-2002). Od 2003 roku na emeryturze. Redaktor naczelny studenckiego, ogólnopolskiego, naukowego pisma „Językoznawca” (1965-1968), współzałożyciel i wiceprzewodniczący Studenckiej Grupy Literackiej „Kontrapunkty” w Lublinie (1965-1968). Współredaktor „Ziemi Chełmskiej” oraz wydawnictw poświęconych chełmskiemu szkolnictwu (1968-2005). Członek Grupy Literackiej „Pryzmaty” w Chełmie (1969-1990, przewodniczący 1983-1990), Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Chełmskiej (sekretarz Zarządu 1975-1987). Lubelskiego Oddziału Związku Literatów Polskich (1984-, wiceprezes Oddziału 2006-2010, przewodniczący Komisji Rewizyjnej Oddziału 2010-,). Debiutował w „Ziemi Chełmskiej” (1962). Autor 7 tomów poetyckich, 1 powieści, 11 monografii twórców i regionalistów chełmskich.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here