W niewoli umysłu

0
700

„Spójrzmy w nasze umysły. Czy nie ma w nich przekonań, koncepcji itp. odbierających innym w jakiś sposób wartość i prawo do szacunku? Pogardliwe określenia typu ‚Szwaby’, ‚Irlandusy’, ‚Kacapy’ itp., (…) Mówi się, że podłożem Holokaustu był wielowiekowy antysemityzm (…) Potem ta myśl znajdowała odbicie w prawach (ograniczających Żydów), działaniach (jak pogromy) itd. A w końcu w wymordowaniu milionów ludzi”.

To, co się dzieje wokół nas jest w dużym stopniu wynikiem tego, co dzieje się w nas. Nasze przekonania, emocje, traumy wpływają na nasze działania, warunkują w dużym stopniu nasze codzienne budowanie i podtrzymywanie otaczającego nas świata. To, co nie jest dziełem natury, co jest stworzone przez człowieka, to efekt procesów, jakie miały miejsce w umysłach i ciałach (przyjmując dla uproszczenia owe pojęcia – tak jakby odnosiły się one do osobnych części istoty ludzkiej) miliardów ludzi, którzy żyli i żyją na naszej planecie. Jeśli chcemy, aby nasz świat był lepszy, powinniśmy zwrócić uwagę na nas samych, zmienić w nas to, co generuje myśli, słowa i działania niekonstruktywne, niesprzyjające poprawie świata. Poniżej zamieszczam kilka uwag związanych z tym tematem, opartych na fragmentach mojej książki zatytułowanej „Moje ABC duchowości”.

Jesteśmy mniej lub bardziej niewolnikami naszego umysłu. Myślimy, reagujemy i działamy głównie pod dyktando tego, co w nim tkwi. Myślimy, że nasze myśli są nasze, a w istocie są one w dużym stopniu uwarunkowane całym bagażem przekonań, wierzeń, wizji świata  itp., jaki wchłonęliśmy i wchłaniamy nadal od momentu narodzin. Podobnie dzieje się z naszymi reakcjami, emocjami, działaniami… Ponieważ są one w dużym stopniu wynikiem tego, co jest obecne (lub dzieje się) w naszym umyśle, to trudno byłoby udowodnić nasze pełne prawa autorskie do nich, mimo iż niewątpliwie są to nasze reakcje, emocje, działania itp. Nie rodzą się one same z siebie, są wynikiem splotu różnych czynników, z których duża część pochodzi z otoczenia.

Spróbujmy przeanalizować jakieś nasze działanie, np. zjedzenie śniadania. Pierwotnym sygnałem do niego może być głód. Czasem jest nim tylko przyzwyczajenie do jedzenia o tej samej porze lub wiedza o tym, że nie zjadłszy śniadania będziemy głodni. Prawda? Tak więc już na tym poziomie odgrywa pewną rolę czynnik umysłowy. Ale załóżmy, że poczuliśmy głód i bierzemy się do przygotowywania śniadania. Dlaczego szykujemy sobie, a potem jemy to, a nie co innego? Dlaczego w pewnych krajach, jak np. Polska je się kanapki, a w innych zupełnie inne rzeczy? Włosi jedzą słodkie bułeczki albo zgoła nic, tylko piją coś, np. kawę espresso czy z mlekiem (cappuccino, caffè latte). Tradycyjne śniadanie angielskie to jajecznica na bekonie, francuskie to bagietki, w Indii jadałem rano razem z Hindusami ryż z warzywami itd. Mamy tutaj do czynienia z tradycją, uwarunkowaniami ekonomicznymi czy naturalnymi lub  ze świadomym wyborem. Tak czy inaczej spotykamy się ze zjawiskami mającymi po części swe korzenie w  naszym umyśle lub w umysłach ludzi, z którymi jesteśmy związani. Tylko gdybyśmy rzucali się bez chwili zastanowienia na cokolwiek, co wydawałoby się nam jadalne, można by było uznać, iż udział umysłu w takim działaniu jest bliski zera.

Jeśli „weźmiemy na warsztat” jakiekolwiek nasze działanie, jego analiza da podobny wynik. Wśród czynników, które leżą u źródeł naszych zachowań są także instynkty, ale większość tych czynników to przekonania, przyzwyczajenia, tradycja, zwyczaje społeczeństwa w którym żyjemy, nasze urazy, kompleksy (także narodowe), ambicja itp. Czyli to, co mieści się bardziej w umyśle, niż w ciele (rzecz jasna nie zapominając o tym, że umysł mieszka w ciele i jest z nim bezpośrednio związany). Większość zawartości umysłu to elementy wprowadzone tam przez otoczenie, często przy naszej zupełnej lub częściowej nieświadomości. Zręby naszej osobowości tworzą się w dzieciństwie, czyli w czasie gdy nasza  świadomość (a my razem z nią…) jest w powijakach, gdy mamy bardzo mało wiedzy o świecie, krytycyzmu itp.  Wchłaniamy to, co jest wokół nas – najpierw to, co dzieje się w kobiecie, która nosi nas w swoim ciele. Potem – po narodzinach – emocje naszych rodziców i innych osób, które pojawiają się blisko nas, atmosferę miejsc w których przebywamy itp. Na to nakładają się obrazy, dźwięki, zapachy, sygnały słowne, wychowanie itp. ,  jakie przekazuje nam świat.  Jeszcze później pojawiają się konstrukcje myślowe, przekonania, wzorce zachowań, jakimi posługują się inne osoby itd. Ten proces trwa aż do końca życia, cały czas umysł zapełnia się nowymi informacjami. Tylko gdy zrozumiemy nieco jego strukturę możemy wydobyć się z niewolniczej zależności od tego, co w nim tkwi.

   Źródłem takiej zmiany na poziomie psychicznym może być świadoma praca nad sobą, różnego rodzaju praktyki duchowe, lektury, psychoterapia… W trakcie takiej pracy zaczynamy rozumieć niekorzystne uwarunkowania psychiczne,  jakie kierują naszymi reakcjami i działaniami, a potem możemy się uczyć nowych reakcji i działań, wolnych od tych niekonstruktywnych schematów.

   Na poziomie fizycznym zachodzi podobny proces, gdy zmieniamy jakiś typ zachowań, który z jakiegoś powodu przyswoiliśmy sobie lub który został nam podsunięty przez umysł, a który nie sprawdza się w praktyce. Umysł jest potężnym narzędziem, dzięki któremu funkcjonujemy jako ludzie i dzięki któremu możemy robić wspaniałe rzeczy. Chodzi tylko o to, aby był właśnie narzędziem, a nie panem i władcą .

    Jak do tego dojść? Po pierwsze decydując się na uwolnienie od jego niemal nieograniczonej władzy nad nami, a po drugie praktykując jak najczęściej oddzielanie się od niego. Oznacza to przede wszystkim uświadamianie sobie jego aktywności w różnych sytuacjach. Czy czując lęk reaguję na realne, aktualne zagrożenie, czy też jest to tylko aktywność umysłu, który przypomina sobie coś z przeszłości? Czy denerwując się na kogoś muszę wejść w te emocje? Ja nie jestem moim zdenerwowaniem. To moja reakcja, ale ja nie jestem nią. Istnieje coś we mnie, co ją obserwuje. To moja świadomość, głębszy/głębsza „ja”. Mogę spróbować nie utożsamić się z moim zdenerwowaniem. Zaakceptować je, ale nie wejść w nie…

   Zauważmy, jak głęboko możemy być utożsamieni z umysłem i do czego jesteśmy zdolni z tego powodu. Chodzi o przywiązanie do własnej racji, przekonań, religii, ideologii itp. Historia jest pełna cieni tych, którzy oddali życie za nie, broniąc ich bądź narzucając je innym. Przypomnijmy miliony ludzi, którzy stracili życie wskutek wojen religijnych, krucjat itp. Dziesiątki milionów, które zginęły w ubiegłym wieku z powodu obłędnych ideologii faszyzmu i komunizmu. Ileż cierpienia się z tym wiąże! Ile stosów, tortur, upodlenia, poniżenia, zniszczeń materialnych i w ludzkiej psychice!

   To, co zrodziło się w naszych umysłach było powodem nieszczęść ludzkości chyba większych niż cokolwiek innego. Kataklizmy czy choroby nie zabiły takiej ilości ludzi, jak wszelkie konflikty zbrojne, zbrodnie hitlerowskie, stalinowskie i współczesne akty ludobójstwa, czyli działania sterowane ludzkim umysłem, zrodzonymi w nim ideami, zakorzenionymi w nim przekonaniami, ambicjami itp. Jeśli chcemy żyć lepiej, to powinniśmy jak najszybciej uwolnić się od dyktatury umysłu.

Przede wszystkim przyjąć, że inni też mogą mieć rację. Nikt nie ma monopolu na prawdę. Nikt jej nie zna do końca w żadnej sprawie. Zawsze jest coś do dodania, jakieś elementy, które umknęły naszej uwadze, półcienie i szczegóły, których nie dostrzegliśmy.  Jest taka mądra opowiastka (ponoć hinduska) o pięciu ludziach , których umieszczono – zawiązawszy im wcześniej oczy – w pobliżu słonia, a następnie kazano im go dotknąć i opisać. Ten, kto dotknął nogi słonia stwierdził, że to zwierzę jest podobne do słupa. Ten, który dotknął ucha porównał je do wachlarza, ten który trafił na trąbę pomyślał, że to wąż itd.  To my w świecie.  Próbujemy stawiać jakieś tezy, budować systemy itp. A możemy tylko dotykać słonia w ciemności.

Jedyną rozsądną postawą byłoby przyznanie wszystkim prawa do myślenia inaczej niż my i dopiero z tego punktu wyjścia, z pełnym szacunkiem dla poglądów innych ludzi próbować dojść z nimi do porozumienia i do zgody na poziomie działań praktycznych.  Świat zmieniłby się w okamgnieniu na lepszy, gdyby wszyscy ludzie przyjęli za własne takie zdanie (wg N.D.Walscha): ”Moje poglądy to jedna z możliwych wizji świata i życia, także inne wizje mogą mieć wartość , a może nawet lepiej sprawdzać się w praktyce.”

Dodajmy jeszcze – „Moje poglądy w dużej części zawdzięczam innym. Mogą istnieć głębsze, mądrzejsze, bardziej adekwatne do rzeczywistości teorie i chętnie się z nimi zapoznam. Codziennie przychodzą do mnie nowe informacje, myślę, czuję, doświadczam… I zmieniają się moje poglądy”.

                                                      *

Chciałbym przypomnieć pewien fakt z historii, który szczególnie mnie uderzył. Podczas pierwszej krucjaty krzyżowcy – zdobywając Jerozolimę – wymordowali (łącznie z kobietami i dziećmi) prawie całą jej ludność (wtedy muzułmańską i żydowską), która liczyła prawdopodobnie ok. 40.000 ludzi. W tym spalono żywcem ok. 6.000 – 8.000 Żydów, którzy schronili się w synagodze. Tych mieszkańców, których nie zabito, sprzedano jako niewolników.

Co mieli w umysłach ci, którzy tak postąpili, a uważali się za wyznawców religii, której prorok głosił miłość, przebaczenie itp.? Ten fakt i inne podobne (jak np. uprzednie wymordowanie mieszkańców Antiochii) jest do dziś pamiętany przez muzułmanów, którzy często nazywają przedstawicieli cywilizacji zachodniej krzyżowcami. I patrzą na nich po części przez pryzmat tych faktów.

Spójrzmy w nasze umysły. Czy nie ma w nich przekonań, koncepcji itp. odbierających innym w jakiś sposób wartość i prawo do szacunku? Pogardliwe określenia typu „Szwaby”, „Irlandusy”, „Kacapy” itp., sformułowania typu  „asfalt powinien leżeć na ziemi”  pod adresem Murzynów itp. – czyż nie są objawem braku szacunku dla innych ludzi? Czy nie są poddawaniem w wątpliwość ich wartości tylko dlatego, że są inni? Mówi się, że podłożem Holokaustu był wielowiekowy antysemityzm, traktowanie Żydów jako ludzi drugiej kategorii. To w umysłach tych, którzy obok nich żyli, tkwiło przekonanie, że „oni” są gorsi. Potem ta myśl znajdowała odbicie w prawach (ograniczających Żydów), działaniach (jak pogromy) itd. A w końcu w wymordowaniu milionów ludzi.

Każda sytuacja, w której traktujemy kogoś jako gorszego – z jakiegokolwiek powodu – jest wyrazem błędu, jaki popełnia nasz umysł. Nikt nie jest gorszy, nikt nie jest lepszy. Człowiek może się zachowywać w sposób, który nam nie odpowiada, mieć charakter, z którym „nie jest nam po drodze” itd. Ale nie jest gorszy. Jest inny. Ma swoje ograniczenia – tak jak my; swoją drogę życiową – tak jak my; swoje traumy – tak jak my. Być może nie jest w stanie zachowywać się inaczej. Być może to, co robi, wydaje mu się konieczne albo najlepsze, co ma do wyboru. Najczęściej tak właśnie bywa…

Nie znaczy to, że mamy biernie zgadzać się na wszystko co się dzieje wokół. Mamy pełne prawo reagować, bronić naszych przekonań itd., ale z szacunkiem dla innych. Rozumiejąc, że także oni mają pełne prawo do myślenia i działania według własnych koncepcji. Jedynym miernikiem działań naszych i innych ludzi powinno być chyba to, na ile owe działania nie szkodzą innym, nie ograniczają ich wolności itp. Jeśli działania innych ludzi szkodzą mi, to oczywiście mam prawo się przed tym bronić. Ale powinienem przy tym pamiętać, że inni ludzie nie są potworami z innej planety i że moim celem nie powinno być ich zniszczenie. Tylko obrona w koniecznych granicach…

                                                         *

Nie oceniajmy innych; nigdy nie będziemy w stanie zrozumieć do końca powodów ich zachowań, także tych, które nam się nie podobają. Podobnie też inni nie są w stanie zrozumieć do końca powodów naszych zachowań, a przecież zawsze znajdzie się ktoś, komu jakieś nasze zachowanie nie przypadnie do gustu. Nie możemy oczekiwać od innych, że będą inni niż są. Są oni, podobnie jak my, uwięzieni w umyśle wraz ze wszystkimi jego ograniczeniami. Zachowania innych ludzi, łącznie z tymi, które zdecydowanie nam się nie podobają, wynikają z całego bagażu, jaki tkwi w ich umysłach. Dopiero uwalniając się od jarzma nieświadomości możemy przestać być niewolnikami umysłu i zacząć bardziej świadomie kształtować własne życie. A co za tym idzie – otaczający nas świat…

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułWspomnienia z podróży do Watykanu
Następny artykułModa powraca. Czy mężczyźni założą leginsy i rajtuzy?
Lucjan Wesołowski
Lucjan Wesołowski - absolwent Uniwersytetu Łódzkiego na wydziale filologii polskiej. Muzyk – kompozytor i multiinstrumentalista. Jego muzyka instrumentalna została wydana w różnych krajach na ponad 20 płytach kompaktowych. Napisał ilustrację muzyczną do 8 spektakli teatralnych i wiele piosenek, wydanych na kilku płytach. W latach 80. był znany jako wykonawca poezji śpiewanej (główna nagroda na festiwalu „Śpiewajmy Poezję” w Olsztynie w roku 1984). W latach 1993-2014 mieszkał we Włoszech, gdzie prowadził firmę międzynarodowego pośrednictwa biznesowego. Zajmuje się duchowością Wschodu od lat 70. Spędził ponad rok w ośrodkach jogi i buddyjskich w Niemczech, Włoszech, Indii i Polsce. Publikował artykuły dla prasy polskiej i włoskiej na tematy muzyczne i duchowe. Autor książki pt. „Moje ABC duchowości”. Prowadzi warsztaty rozwoju osobowości.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here