„Trzecia wartość” czyli „asymilacja bez wynarodowienia się” Henryka Wójcika

0

Henryk Wójcik, rodowity lublinianin, emigrant z Lublina, mieszkaniec Toronto w Kanadzie, bibliofil, wydawca, miłośnik, znawca i kolekcjoner dzieł sztuki graficznej i dorobku literackiego polskich twórców na Obczyźnie, przyjaciel jednego z największych współczesnych emigracyjnych polskich poetów Wacława Iwaniuka (1912-2001), w wywiadzie z Urszulą Gierszon, poetką, prozaiczką, eseistką, krytykiem literackim, na jej pytanie: Czy trudno było (jest) być Polakiem w Kanadzie? – odpowiedział:

Wyjechałem mając 28 lat, więc byłem już człowiekiem ukształtowanym, ze swoimi zasadami i systemem wartości, których nie zmienia się łatwo. Byłem i nadal jestem Polakiem i nim pozostanę do końca swoich dni. Bycie emigrantem to wielkie wyzwanie i tylko nielicznym udało się zachować swoją osobowość w nieskazitelnym stanie. (…).

Jest wiele etapów „dojrzewania” w obcym, już nieobcym kraju. (…). Na ten temat mam takie same przemyślenia, jak polsko-amerykańska pisarka i socjolog Danuta Mostwin (nb. urodzona w Lublinie), która w swojej książce wydanej przez Wydawnictwo KUL w połowie lat 80., zaproponowała tzw. „trzecią wartość”. Polega to na powstaniu nowej drogi w życiu emigranta, wynikającej ze zderzenia dwu światów (wartości) i w rezultacie powstanie dwóch kultur, czegoś bardziej bogatszego. (Danuta Mostwin [1921-2010], pisarka, psycholog i socjolog, od 1945 roku na emigracji m. in. w Szkocji, od 1951 roku w USA – przyp. zwo).

Wśród teorii, dotyczących asymilacji kulturowej, narodowej, itp., jedna wydaje mi się szczególnie bliska. Zapadła mi w pamięć wypowiedziana przez redaktora lubelskiego „Akcentu” Bogusława Wróblewskiego (krytyka, eseisty, poety ,badacza literatury i mediów, tłumacza, współzałożyciela i prezesa Wschodniej Fundacji Kultury „Akcent”, redaktora naczelnego „Akcentu”– przyp. zwo) „asymilacja bez wynarodowienia się”. W moim kanadyjskim życiu tak właśnie jest. (Urszula Gierszon, op. cit., s. 8, 9).

Wskazując na jednoczesne uczestnictwo w tworzeniu kultury w Kanadzie i w Polsce oraz „asymilację bez wynarodowienia się” Henryk Wójcik podkreśla:

Mocno obstaję przy swoich polskich korzeniach. O ile mogę, biorę udział w tworzeniu kultury, zarówno na emigracji, jak i w Polsce. Oczywiście, nie oznacza to, że odrzucam wszystko, co dzieje się tutaj wokół mnie. Kultura w Kanadzie bardzo mnie absorbuje i śledzę ją uważnie. Jestem zarówno członkiem Lubelskiego Towarzystwa Miłośników Książki i Ex Librisu, jak i kanadyjskiego The Alcuin Society. Przykład ten, to symbol właśnie tej „trzeciej drogi”. (Urszula Gierszon, op. cit., s. 9).

Henryk Wojcik urodził się 11 lipca 1950 r. w Lublinie. Tu ukończył Szkołę Podstawową nr 10, Liceum Plastyczne oraz historię sztuki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.

Henryk Wójcik:

Jestem rodowitym Lublinianinem. (…). Urodziłem się na starej Kalinowszczyźnie i pierwsze pięć lat mojego życia spędziłem przy ul. Towarowej, tuż obok Słomianego Rynku. Parafia św. Agnieszki to mój kościół (chrzest, pierwsza komunia, religia).

Do wyjazdu z Polski mieszkałem z rodziną w tzw. bloku awaryjny (byłym hotelu robotniczym) przy głównym wejściu do byłej FSC (Fabryki Samochodów Ciężarowych – przyp. zwo). (…) Mój związek emocjonalny z Lublinem jest bezdyskusyjny. Jest to część mnie i tak zawsze będzie. (Urszula Gierszon, op. cit., s.25).

Henryk Wójcik wyjechał z Polski do Kanady we wrześniu 1978 roku.

Powodów wyjazdu z Polski, jak stwierdza Henryk Wójcik, było kilka, m. in. przygnębiające – po pobycie w Szwecji i Norwegii (w 1975 i 1976 roku) – porównanie i konfrontacja polskiej rzeczywistości z Zachodem oraz „głęboka niechęć do systemu komunistycznego i całkowita niezgoda na wszelkie jego przejawy”.

„Symbolicznym początkiem i genezą wyjazdu z Polski” było nieudzielenie w 1977 roku Henrykowi Wójcikowi oraz jego koledze (dziś mieszkającemu w Kanadzie) wiz na ich wspólny wyjazd z narzeczonymi do Indii.

Narzeczoną Henryka Wójcika była, mieszkająca w Kanadzie, Paula Rokitnicki, córka Polaka Aleksandra Rokitnickiego, majora w Royal Canadian Air Force i Angielki Phyllis Trower, bardzo propolskiej, w czasie wojny służącej w WAAF (Women’s Auxiliary Air Force).

Ojciec Pauli urodził się w 1919 roku w Teodozji na Krymie, skąd po kilku latach podróży przez Grecję i Bałkany, zamieszkał w Wilnie. Pochodził z polskiej rodziny z Mińszczyzny. (Mińsk Litewski po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 r. i wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 roku nie powrócił do odrodzonej Rzeczypospolitej, a Ziemia Mińska została przedzielona granicznym kordonem).

We wrześniu 1939 roku Aleksander Rokitnicki jako pilot szybowcowy, po internowaniu na Węgrzech i ucieczce z obozu, przedostał się do Francji, gdzie po „szybkich kursach” walczył z Niemcami na samolotach bojowych.

Po klęsce Francji przedostał się do Anglii – i jako młody pilot walczył w bitwie o Anglię w Dywizjonie 303: za bohaterski udział w tej bitwie otrzymał order Virtuti Militari i trzykrotnie Krzyż Walecznych. Wojnę zakończył jako starszy sierżant.

W domu państwa Rokitnickich po wojnie częstymi gośćmi, rozmawiającymi tylko po polsku, byli piloci Dywizjonu 303, m. in. dowódca Dywizjonu Zdzisław Krasnodębski (pochodzący z Lubelszczyzny), Jan Falkowski, Stanisław Socha, Edward Martens.

W 1949 roku rodzice Pauli przyjechali do Kanady, gdzie Aleksander Rokitnicki – cytuję Henryka Wójcika – musiał odrobić, jak większość polskich żołnierzy osiedlających się po wojnie w Kanadzie część kontraktu w kopalni w Albercie. (Urszula Gierszon, op. cit., s. 13).

Aleksander Rokitnicki był wieloletnim członkiem Stowarzyszenia Lotników Polskich w Kanadzie, Skrzydło „Warszawa” (Toronto).

Paulę Rokitnicki Henryk Wójcik poznał w październiku 1976 roku na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, gdzie – po powrocie ze Szwecji i Norwegii – kontynuował studia na czwartym roku historii sztuki. Ona w tymże roku na prośbę i za namową ojca, przyjechała do Lublina na kurs językowy organizowany przez Szkołę Języka i Kultury Polskiej przy KUL-u.

Henryk Wojcik:

Musiało coś zaiskrzyć, skoro bardzo szybko zostaliśmy nierozłączną parą. Paula była jedną z przyczyn podjęcia przeze mnie decyzji o opuszczeniu Polski. Nie była to łatwa decyzja, co może potwierdzić sama Paula – nie chciałem wyjeżdżać z ojczyzny, wiedziałem, że przyszłość poza nią będzie trudna. Mimo wszystko, nie myśląc o możliwych problemach, które wydały się dalekie, a może właśnie po to, aby losowi rzucić wyzwanie, pobraliśmy się 1 kwietnia 1978 roku. (Urszula Gierszon, op. cit., s. 5, 6).

We wrześniu 1978 roku Henryk Wójcik, odwieziony przez przyjaciół (m. in. przez Krzysztofa Wasilewskiego i Jerzego „Żółtka” Lakutowicza) do Gdyni i tam przez nich żegnany, odpłynął „Batorym” do Kanady.

Mimo „bardzo szczegółowej kontroli celnej udało” mu się przewieść nielegalne pisma, m. in. egzemplarze „Opinii”, „Robotnika”, „Gospodarza”, „Głosu” i „Komunikatów KOR” (Komitetu Obrony Robotników), które przed wyjazdem wręczył mu Stefan Kucharzewski z Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela.

Henryk Wójcik:

Miałem bardzo szczegółową kontrolę celną, dwa razy maglowano i „prześwietlano” mój skromny bagaż. (…). Podejrzewam, że chodziło właśnie o te nielegalne pisemka. Leżały one na biurku oficerów celnych, w kopercie z ambasady Kanady razem z moimi emigracyjnymi dokumentami. Na szczęście nigdy tam nie zajrzano. (Urszula Gierszon, op. cit., s. 7).

Kontrola ta nie odbywała się bez powodów. Henryk Wojcik z Polski wyjeżdżał legalnie – pozwolenie na wyjazd na stałe i paszport otrzymał po długich miesiącach starań.

Byłem bardzo zaskoczony, ponieważ to, co działo się zanim go dostałem, wcale nie wskazywało na pozytywną dla mnie decyzję władz. Byłem parokrotnie wzywany na milicję, gdzie kuszono mnie i proponowano mi współpracę. Były też próby zastraszania, grożenia, że nigdy nie dostanę paszportu, itp. (Urszula Gierszon, op. cit., s. 7).

Na „Batorym” kelner, (…) podobnie jak na komendzie w Lublinie, dawał mi do zrozumienia, że powinienem być polskim patriotą i coś zrobić dla kraju. (Urszula Gierszon, op. cit., s. 7).

Wtedy to – na „Batorym” – Henryk Wójcik postanowił, że do Polski komunistycznej nie przyjedzie.

Sytuacja powtórzyła się w polskim konsulacie w Toronto tam również padały jakieś „dziwne” pytania i sugestie typu, że ktoś skontaktuje się ze mną, abym przyglądał się, kto odwiedza teścia, itp. (Urszula Gierszon, op. cit., s. 7, 8).

Henryk Wójcik odmówił i do dalszych spotkań już nie doszło.

Henryk Wójcik:

Przyjęto mnie bardzo dobrze, gościnnie, bez cienia paternalizmu (mówię tutaj o nowej rodzinie). W życiu „pozadomowym” bywało różnie. Czasami musiałem wysłuchiwać „Polish jokes”, w mojej obecności nie krępowano się z wydawaniem krytycznych opinii o ludziach, których odcień skóry był inny niż biały, o religiach, itp. Widziałem niesprawiedliwość w miejscach pracy, czy pytania o wyznanie religijne w kwestionariuszach, np. podań o pracę. Pamiętam z pierwszych lat tzw. „Orange Parade”, czyli duże marsze oranżystów przechodzących przez centrum Toronto i świętujących kolejne rocznice zwycięstwa protestantów nad katolikami. Obecnie takie wydarzenia nie mają miejsca, nie tylko ze względu na poprawność polityczną. (Urszula Gierszon, op. cit., s. 9).

W Kanadzie Henryk Wójcik, jak większość emigrantów, ułożył sobie jakoś swoje życie.

W Toronto włączył się bardzo aktywnie w działalność organizacji polonijnych i twórczy nurt życia społeczno-kulturalnego polskich emigrantów oraz współtworzenia i upowszechniania przez nich w Kanadzie kultury polskiej.

Pierwszą organizacją, do której należał, wyrażając w ten sposób spontaniczny sprzeciw wobec wprowadzenia w Polsce stanu wojennego, była Polish-Canadian Action Group (jej współzałożycielką była m. in. Grażyna Farmus z Lublina), w której działalność – wspólnie z kolegą – rozpoczął od redagowania biuletynów informacyjnych.

W tym czasie współpracował też z Polish-Canadian Publishing Fund – Polskim Funduszem Wydawniczym w Kanadzie, do którego został przyjęty w 1986 roku i w którym był pierwszym członkiem Zarządu, który przyjechał z PRL-u.

Do Zarządu Funduszu rekomendował go Wacław Iwaniuk.

Polish-Canadian Publishing Fund – Polski Fundusz Wydawniczy w Kanadzie, (jako organizacja charytatywna) powstał w 1978 roku z inicjatywy żołnierskiej emigracji wojennej, pomagający m. in. polskim twórcom piszącym na Emigracji w wydawaniu własnych książek.

Książek tych Polski Fundusz Wydawniczy w Kanadzie wydał – własnym sumptem oraz dzięki sponsorom – około 125; organizował też kiermasze, wystawy i spotkania autorskie twórcom z Polski i innych krajów, sponsorując ich przyjazdy do Kanady.

Po 1990 roku Fundusz zacieśnił współpracę z wydawnictwami w Polsce, m. in. z rzeszowską „Frazą”, z Uniwersytetem im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, Wydawnictwem „Znak” w Krakowie oraz z lubelskim „Akcentem”.

Henryk Wójcik:

Z Funduszem byłem związany ponad 25 lat i zawsze pełniłem tam funkcję sekretarza i protokolanta. Funkcja ta była mi jakby przypisana przez los, ponieważ pełniłem ją także w innych organizacjach. Mój dorobek „pisarski” to kilkaset protokołów!!! Obecnie, choć już nie jestem w Funduszu, dalej z nim współpracuję.

Prowadzę serię bibliofilską Funduszu”. (Urszula Gierszon, op. cit., s. 16).

W ramach tej serii wydano 29 niskonakładowych tomików (maksimum 75 egz.) w opracowaniu graficznym Piotra Mordela z Berlina i Jarka Dąbrowskiego z Collingwood, Ontario, z czego 17 (siedemnaście) własnoręcznie i domowym sposobem wykonał Henryk Wójcik.

Był on też redaktorem dwóch trójjęzycznych kolorowych albumów poświęconych malarstwu i grafice Jerzego Kołacza (1938-2009), wybitnego, o międzynarodowej sławie malarza, rysownika i ilustratora, od 1978 roku emigranta z Polski do Kanady, „ambasadora wolnej Polski w wielkim świecie” (cytat z: .https://pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Kołacz – odczyt 11 X 2021 roku).

W 1987 roku Henryk Wojcik wstąpił do Związku Ziem Wschodnich R. P. z siedzibą w Londynie: od 1988 roku był wiceprezesem, do 2000 roku sekretarzem Koła tego Związku w Toronto. Korespondował w tym czasie m. in. z ppłk. Stanisławem i Anną Nowakami z Londynu, którzy z ramienia rządu na emigracji kierowali Zarządem Głównym Związku Ziem Wschodnich R. P.

 W 1996 roku za działalność w Związku Ziem Wschodnich R. P. otrzymał z Londynu dyplom i złotą odznakę „Za wytrwałą obronę przynależności ziemi Wschodnich do Polski”.

Henryk Wójcik:

Zawsze fascynowały mnie Kresy, kulturalna spuścizna ziem utraconych, ich genius loci, martyrologia, kresowa Atlantyda. (Urszula Gierszon, op. cit., s. 14).

W latach 1994-2001 Henryk Wojcik był sekretarzem, od 1997 roku prezesem Towarzystwa Wspierania Kultury i Edukacji Polskiej na Litwie z siedzibą w Toronto.

Poznał wtedy i zaprzyjaźnił się z wieloma twórcami i działaczami z Litwy i Polski, oddanymi litewsko-polskiej współpracy i przyjaźni, m. in. z inż. Zbigniewem Szymborskim, żołnierzem AK, znanym działaczem polonijnym w Fundacji Millenium i Fundacji im. Władysława i Nelli Turzańskich, członkiem redakcji „Pielgrzyma”, polskojęzycznego ilustrowanego, miesięcznika katolickiego o profilu społeczno-kulturalno-religijnym, ukazującego się w latach 1984-2001 w Toronto oraz Józefem Szostakowskim, doktorem nauk humanistycznych w zakresie bibliologii, poetą, dziennikarzem polskim na Litwie, m. in. członkiem Stowarzyszenia Naukowców Polaków Litwy, propagującym naukę wśród polskiej młodzieży na Litwie.

Henryk Wójcik:

W Wilnie byłem wielokrotnie, reprezentując Towarzystwo, przywożąc pieniądze i dary. (…). Ufundowaliśmy kilka stypendiów, wspieraliśmy Polski Uniwersytet w Wilnie, przywieźliśmy kontener komputerów (wycofanych ze szkół kanadyjskich, ale będących jeszcze w dobrym stanie), które wzbudzały zazdrość u Litwinów. Wspieraliśmy szkoły, przedszkola. Poznałem wówczas dobrze nie tylko Wilno, ale i wiele miejscowości okolicznych, w większości zdecydowanie polskich.

Tam zobaczyłem, głęboko poczułem i zrozumiałem, co znaczy i czym jest polskość, a także jaką cenę płaci się tutaj za nią.

Poznałem poetów Henryka Mażula i Romualda Mieczkowskiego. To były wspaniałe wyjazdy i wspaniałe przyjaźnie. Nigdy nie zapomnę wesela polskiego w podwileńskim Zaścianku (teraz Użusienis). Wcale nie pomylę się twierdząc, że właśnie w okolicach Wilna można doświadczyć prawdziwej polskości, oddychać nią i chłonąć. (Urszula Gierszon, op. cit., s. 18).

Henryk Wjócik w latach 1988 – 2016 był członkiem Zarządu (Rady Dyrektorów) Fundacji im. Władysława i Nelli Turzańskich w której pełnił m. in. funkcję sekretarza i protokolanta (napisał około 100 protokołów).

 Henryk Wójcik:

Celem Fundacji była pomoc wolnemu słowu w Polsce, polskim emigrantom, oraz promocja polskiej kultury w Kanadzie. Podobnie jak Fundusz, Fundacja miała również charakter organizacji charytatywnej. Co roku Rada Dyrektorów Fundacji, często po burzliwych dyskusjach, przyznawała przeważnie od czterech do pięciu nagród pieniężnych w kilku dziedzinach: poezja, literatura, sztuka, historia, muzyka. Organizowała także spotkania i wieczory literackie połączone z wręczeniem dyplomu, nagród oraz okolicznościowym koncertem. (…) Fundacja miała też osobną kategorię, wyróżnienie dla młodych talentów – dla uzdolnionej polskiej młodzieży z Kanady. (Urszula Gierszon, op. cit., s.16, 17).

Podkreślmy: spośród ponad 100 nagród, które Fundacja przyznała wybitnym twórcom z Polski i z innych państw, m. in. Ryszardowi Kapuścińskiemu, Ewie Lipskiej, Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi, Tadeuszowi Różewiczowi, Normanowi Daviesowi, Tadeuszowi Nowakowskiemu, Danucie Mostwin, pierwszym nagrodzonym był Wacław Iwaniuk.

„Uzdolnionej polskiej młodzieży z Kanady” Fundacja przyznała 11 nagród, a jedną z nich otrzymał m. in. wybitny, światowej sławy pianista, Jan Miłosz Lisiecki (ur. 23 marca 1995 roku w Calgary w Kanadzie: rodzice jego są Polakami).

Wśród licznych gości Fundacji Turzańskich była także redakcja lubelskiego „Akcentu” (Bogusław Wróblewski, Bohdan Zadura, poeta, prozaik, tłumacz, krytyk literacki i Waldemar Michalski, poeta, krytyk literacki, eseista), co związane było z zacieśnieniem współpracy i wydaniem w 2002 roku kanadyjskiego specjalnego numeru tego pisma.

Henryk Wójcik jest twórcą Archiwum Solidarności przy Bibliotece Uniwersyteckiej w Toronto. Należy do kanadyjskiego The Alcuin Society – organizacji skupiającej miłośników pięknej książki i drukarzy-artystów; brytyjskiej The Bookplate Society, American Society of Bookplate Collectors and Designers.

W latach 1990-2001 Henryk Wójcik był osobistym sekretarzem – i przyjacielem – Wacława Iwaniuka, którego poznał w 1979 roku w Toronto w Polish Cultural Center (w tzw. domu polskim siedzibie Stowarzyszenia Polskich Kombatantów i Kongresu Polonii Kanadyjskiej Okręg Toronto), gdzie autor Pieśni na pieśniami bywał w każdy czwartek.

Henryk Wójcik:

Zdobyłem się na odwagę i zacząłem rozmowę. Za tydzień spotkaliśmy się ponownie i kupiłem od niego „Nemezis idzie pustymi drogami”. Tak zaczęła się znajomość z Poetą i późniejsza przyjaźń trwająca aż do jego śmierci w 2001 r. Jej kulminacją a zarazem smutną powinnością było przywiezienie prochów Poety do Polski i pochowanie ich w Siedliszczu (Urszula Gierszon, op. cit., s. 18).

28 sierpnia 2021 roku, podczas pobytu w Polsce, Henryk Wójcik w mailu napisał do mnie:

Szanowny Panie Zbigniewie,

Przez zupełny przypadek trafiłem na Pański artykuł poświęcony Wacławowi (artykuł w „Przeglądzie Dziennikarskim” z 6 listopada 2019 r. pt. „Wacław Iwaniuk z miasteczka CH. – poeta emigracyjny, prozaik, tłumacz, eseista, krytyk literacki” – przyp. zwo). Przeczytałem jednym tchem i chciałbym podziękować za tak dokładny i świetnie napisany „artykuł” (proszę wybaczyć ten cudzysłów, ale zabrakło mi odpowiedniego słowa). Naprawdę to rewelacja dla mnie! Jestem w Polsce od tygodnia, ale jeszcze nie byłem na grobie Wacława. Zrobię to w najbliższych dniach i wg tradycji, przy grobie wychylę naparstek czystej. W tym roku minęło 20 lat od Jego odejścia. Muszę przyznać, że brakuje mi go i naszych spotkań, rozmów, przeglądania książek, wspólnej pracy, atmosfery jego pokoju/pracowni i nawet trącania się kieliszkiem. Serdecznie pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję za te piękne słowa poświęcone jednemu z największych poetów Emigracji. Henryk Wójcik”.

3 września 2021 r. z Henrykiem Wójcikiem, Urszulą Gierszon i Adamem Kulikiem, poetą, prozaikiem, reporterem, twórcą filmów dokumentalnych i edukacyjnych, spotkaliśmy się w centrum Siedliszcza przy ławeczce Wacława Iwaniuka, skąd udaliśmy się na miejscowy cmentarz parafialny.

Przy grobie Wacława Iwaniuka „wg tradycji” wychyliliśmy „po naparstku czystej”, a Henryk Wójcik – jak zawsze, gdy odwiedza grób Wacława – pozostawił na nim małą flagę kanadyjską.

Złożyliśmy też wizytę burmistrzowi Siedliszcza Hieronimowi Zonikowi oraz bibliotekarzom Gminnej Biblioteki Publicznej im. Wacława Iwaniuka w Siedliszczu, których Henryk Wójcik obdarował „pamiątkami po Wacławie Iwaniuku”.

Ja otrzymałem od Henryka Wójcika książkę-wywiad Urszuli Gierszon pt. Henryk Wojcik Człowiek, który kocha pięknodruki, z dedykacją:

„Panu Zbigniewowi Okoniowi z przyjaźnią i podziękowaniem za artykuł poświęcony Wacławowi Iwaniukowi. Henryk Wójcik. Siedliszcze-Lublin-Toronto, 3.09 2021.

Równie serdeczne dedykacje wpisali mi do tej książki Urszula Gierszon i Adam Kulik.

Powróćmy do wywiadu Urszuli Gierszon z Henrykiem Wójcikiem. Wywiad opatrzony jest pięknym cytatem z J. I. Kraszewskiego (J. I. Kraszewski, Metamorfozy: obrazki. T. 1, Lwów: Warszawa 1874, s.71), którego fragment cytuję poniżej:

Mógłżem nie ocalić

tych ksiąg,

które zniszczenie spotkać mogło (…).

Wiele tam słów świętych, myśli wielkich, pamiątek drogich…

jest-li co by przeszłość i tradycje rodu ludzkiego przechowywało

lepiej nad księgi?

We wstępie Urszula Gierszon napisała o Henryku Wójciku:

 Henryk posiada tę rzadką wrażliwość i wiedzę, które pozwalają mu wydobyć z ksiąg ich duszę i czerpać z tego niezwykłe doznania, dostąpić – jak mówi – przywileju wielkiego uniesienia i przyjemności gromadzenia i posiadania upragnionych „przedmiotów”. (Urszula Gierszon, op. cit., s. 4).

Upragnionymi „przedmiotami” Henryka Wójcika jest ich kilkunastotysięczny, wielojęzyczny zbiór, na który składają się m. in.:

*dorobek literacki polskich twórców na Obczyźnie i w Polsce;

*ekslibrisy i literatura na ich temat (około 1000 tytułów), w tym unikatowa kolekcja ekslibrisu polskiego, amerykańskiego i brytyjskiego z przełomu XIX i XX wieku;

*opracowania o historii książki;

*publikacje o introligatorstwie i oprawach książkowych;

*książki oficyn (tzw. private press) z Kanady i USA;

*literatura na temat świąt chrześcijańskich, w tym karty okolicznościowe bożonarodzeniowe i wielkanocne;

*widokówki kresowe Lublina i Wilna;

*zbiory polskich map historycznych;

*kolekcje druków ulotnych, w tym współczesnej i dawnej grafiki polskiej i światowej, której integralną częścią są XVI – XVIII wieczne portrety;

*zbiór broszur lat 1940 -1950 wydanych na Emigracji (o tematyce politycznej, historycznej, polemiki).

(W powyższym zestawieniu nie uwzględniłem zbiorów Henryka Wójcika zawierających dorobek oficyn polskich poza krajem, które szczególnie zwracały uwagę na estetykę i sztukę typografii i należały także do kategorii private press: Gliwa Press, Girs Press, OPiM, Saumel Tyszkiewicz, Franciszek Prochaska, Mellisa Press).

Henryk Wójcik:

Mam właściwie dwie biblioteki i dwa miejsca, gdzie przechowuję swoje zbiory. Tu w Toronto i w Lublinie w dawnym mieszkaniu rodziców, gdzie mieszkałem do wyjazdu z Polski (opiekuje się nim moja młodsza siostra Urszula). Powód takiego „podziału” jest prosty. W Toronto brakuje mi miejsca! Także bywając często w Polsce, chcę i tu mieć to, z czym lubię obcować. (Urszula Gierszon, op. cit., s. 30).

Henryk Wójcik jest wykonawcą, wydawcą i pomysłodawcą ponad 20 druków i książek bibliofilskich oraz kilkudziesięciu wystaw i wydarzeń kulturalnych w kraju i na emigracji.

Oto podany przez Urszulę Gierszon wykaz najważniejszych prac Henryka Wójcika.

Henryk Wójcik jest redaktorem m. in.:

– katalogu: Złota era ekslibrisu amerykańskiego (1890-1940) = The Golden Era of American Bookplate Design (1890-1940). Wystawa z kolekcji Henryka Wójcika z Kanady (sala Zamku Lubelskiego, maj-czerwiec 1990);

– dwóch trójjęzycznych albumów malarstwa i grafiki: Jerzy Kołacz, Memory Filter (Toronto 2004);

– 263 Keewatin Ave: wiersze dla Wacława Iwaniuka. Oprac. i red. (Toronto-Berlin 1999);

– Wacław Iwaniuk, Moja matka: Józefina Dyszewska: Od wielu lat. Z rękopisu odtworzył, opracował i komentarzem opatrzył Henryk Wójcik (Toronto; Berlin 2012).

Współredaktorem m. in.:

– poetyckiej serii bibliofilskiej Polskiego Funduszu Wydawniczego w Kanadzie;

– z Janem Wolskim i Edwardem Zymanem Podróż w głąb pamięci. O Wacławie Iwaniuku szkice, wspomnienia, wiersze (Toronto 2005);

– z Edwardem Zymanem Scalić oddalone: Fundacja Władysława i Nelli Turzańskich 1988-2008) Edward Zyman (Toronto 2008);

– ze Stanisławem Braniewskim i Janem Wolskim Pożegnanie poety. Ostatnia droga Wacława Iwaniuka (Toronto-Berlin-Siedliszcze 2009);

– z Jackiem Wałdowskim Marian Hemar. 19 marca 1940 (Lublin 2016).

Z inicjatywy, w opracowaniu i pod redakcją Henryka Wójcika ukazały się także m. in.:

Quo Polonorum Amavit=To co polskie umiłował: Polonica w zbiorach Biblioteki Publicznej im. H. Łopacińskiego z daru Henryka Wójcika. Opracował i wstępem opatrzył Jacek Deksiński, posłowie Henryk Wójcik (Lublin; Berlin 2013);

– Urszula Gierszon, Coraz Ciebie mniej. (Berlin – Toronto 2014);

Wśród lubelskiej Cichej Nocy: antologia wierszy na Boże Narodzenie. Wstęp i wybór Urszula Gierszon. (Berlin – Toronto 2014);

– Urszula Gierszon. Piotr Mordel – portret panegiryczny, niemal dworski, ciut liryczny. Peter Mordel – panegyrisches Portret, Fast höfisch, ein bisschen lyrisch, tłumaczenie Agata Jakimiuk; grafiki, skład i opracowanie graficzne Jacek Wałdowski; mecenat druk, prace introligatorskie H. Wójcik (Lublin-Toronto 2016);

– Jolanta Wasilewska. Pamiątka – świętość czy talizman? (Berlin-Lublin-Toronto 2017) [Wydano z okazji700-lecia nadania miastu Lublin praw miejskich, 15 sierpnia 1317 r.]. (Urszula Gierszon, op. cit., s. 36, 37).

Najnowszymi publikacjami wydanymi z inicjatywy Henryka Wójcika w 2020 i 2021 roku są:

– Adam Wiesław Kulik, Koneserzy pięknej książki (polscy twórcy pięknodruków poza krajem), Berlin-Toronto, Mordellus Press, 2020.

– Urszula Gierszon, Świt Swaroga, Berlin-Toronto, Mordellus Press, 2021.

Wywiad Urszuli Gierszon z Henrykiem Wojcikiem wskazuje – i potwierdza – trwałość idei, której Henryk Wójcik poświęcił swoje życie, której podporządkował swój pobyt na emigracji i którą uwiecznił monumentalnym dziełem kolekcjonerskim – unikalną kolekcją o najwyższym poziomie merytorycznym, artystycznym i dokumentalnym, którą porównać można do najwartościowszych kolekcji najbogatszych pod tym względem bibliotek w Polsce.

Henryk Wójcik pokazał, że człowiek realizuje się w ciężkiej pracy, przekonująco udowodnił etyczną i kulturową wartość ludzkich zainteresowań i pasji. Uchwycił w życiu polskiego emigranta ten ważny moment, w którym staje się on – niezależnie od miejsca emigracji – podmiotem procesów narodowych i społecznych, decyduje o zachowaniu świadomości narodowej i formułowaniu własnych ideałów, o pojmowaniu idei solidarności, sprawiedliwości, godności i internacjonalizmu, tworząc na emigracji tzw. „trzecią wartość”, asymilując się z krajem, w którym mieszka, „bez wynarodowienia się”.

Działalność Henryka Wójcika, jego twórczość literacka i kolekcja – gdy spojrzymy na nią w kontekście jego działalności na emigracji i w Polsce, oraz w nawiązaniu do jego przyjaźni i współpracy z pisarzami i działaczami emigracyjnymi i krajowymi – jest ważnym dokumentem samoświadomości polskich emigrantów, dowodem splatania się i jedności wątków emigracyjnych i krajowych polskiej kultury, sztuki i literatury, niezależnie od miejsca i daty ich powstawania.

Potwierdza historyczną prawdę, gdy uwzględni się układ chronologiczny wydarzeń ostatniego stulecia w Polsce – w tym bibliografie książek i autorów opublikowanych w Polsce Ludowej do 1989 roku poza państwową siecią wydawnictw i kolportażu, że więź między Polską a ośrodkami emigracyjnymi, między twórcami emigracyjnymi i krajowymi, nigdy nie została zerwana, a dzięki takim ludziom, jak Henryk Wójcik, korzystającym ze wszystkich źródeł wiedzy i kultury w kraju i na emigracji, kultura i literatura polska jako niepodzielna całość były rozwijane i utrwalane niezależnie od wydarzeń politycznych (uniknijmy w tym miejscu innych określeń i przymiotników), które w minionym i obecnym stuleciu działy się – i dzieją się – w Polsce i poza jej granicami.

Gdy patrzy się na ogrom dorobku kolekcjonerskiego Henryka Wójcika, gdy podziwia się jego talent narracyjny nie tylko jako gawędziarza zachwycająco i pięknie opowiadającego o swoich zbiorach, ale i uczonego o encyklopedycznej wiedzy na ich temat, widać rozmiar trudu i pracy, które włożył on w gromadzenie i stworzenie swojej kolekcji. Trud ten Henryk Wójcik nazywa po prostu pasją.

Henryk Wójcik:

PASJA! Bez niej można mieć zainteresowania, ale wtedy kończy się na wiedzy „teoretycznej”, często niekompletnej. Pasja to chęć obcowania z prawdziwym obiektem, chęć (…) posiadania go. Zazwyczaj łączy się to z marzeniami i wieloma zabiegami, które przeważnie prowadzą do nowej wiedzy. Pasja jest wielką siłą mobilizującą zbieracza, nawet do poświęcenia. Na koniec pasja to wytrwałość, bez niej niemożliwe byłoby budowanie kolekcji”. (…). Zainteresowania to coś, bez czego nie potrafię żyć. A pasja to motor życia. (Urszula Gierszon, op. cit., s. 32).

 Henryk Wójcik podkreśla też, że fascynują i „intrygują go różne poboczne historie związane ze zbiorami”.

Oto przykład jednej z tych intrygujących, pobocznych historii, o której opowiada:

Mam w swojej kolekcji rzadką książkę o polskim ekslibrisie (W. Wittig. Ex librisy Polskie, 1907-1908). Jej historia jest wprost niezwykła. W połowie lat 90. otrzymałem telefon od nieznajomej osoby z Winnipeg. Osoba ta słyszała o moich zainteresowaniach ekslibrisem i chciała podarować mi książkę Wittiga. Opowiedziała mi historię pełną dramatycznych wydarzeń. W 1940 r. jej właściciel został zesłany na Syberię. Nie wiadomo z jakiego powodu zabrał tę książkę ze sobą. Szczęśliwie przeżyli łagry i z wojskiem Andersa wyszli z Rosji sowieckiej. Książka przeszła szlak bojowy, także przez Włochy i po wojnie razem z kombatantem wyemigrowała do Kanady. Jestem jej właścicielem i jedyne, co mogłem zrobić, aby ją uhonorować, to dać ją do oprawy. Zrobił ją introligator-artysta z Toronto Don Taylor (świetny fachowiec i nauczyciel – sam w latach 1982-83 ukończyłem u niego kurs podstawowej introligatorki)”. (Urszula Gierszon, op. cit., s. 29).

W charakterystyce Henryka Wójcika – o jego miłości do ksiąg i wszelkiego rodzaju druków – Urszula Gierszon napisała:

Szczególnie zachwycają go te rzadkie, stare, piękne, które z łatwością wyławia ze stosu, wydawałoby się szarych i jednakowych w swej mizernej postaci przedmiotów. One wręcz garną się do niego z miłością odwzajemnioną, bo któż inny, jak nie on kocha je tak prawdziwie, głębią swojej duszy, żarliwie i bezwarunkowo.

Wyszukuje, uśpione ocala, oczyszcza, czasami nadaje im nową formę, nowe życie. Budzi je po to, aby zmartwychwstałe podziwiać, patrzeć, dotykać, pieścić, sycić zmysły. (Urszula Gierszon, op. cit., s. 4).

Tę opinię potwierdzam, ponieważ 13 września 2021 roku miałem to szczęście i zaszczyt gościć w lubelskim domu-bibliotece Henryka Wójcika, powtórzę, domu-bibliotece, której zbiorom oraz genezie i wiedzy właściciela o tych zbiorach trudno byłoby dorównać niejednej bibliotece w Polsce.

W kilkugodzinnej rozmowie, przy kawie i pysznym serniku pani Urszuli, młodszej siostry Henryka Wójcika, rozmawialiśmy także o Wacławie Iwaniuku.

Henryk Wójcik obdarował mnie Kartą z tekstem i ryciną pochodzącą z 1570 roku, „wyjętą” z dzieła: „Kreuterbuch, Kunstliche Conterfeytunge der Bäume, Stauden, Hecken, Kreuter, Getreyde, Gewürtze ...” autorstwa Adama Lonitzer, (Frankfurt a. M.).

W darze otrzymałem też książkę jego współautorstwa – pt. Podróż w głąb pamięci. O Wacławie Iwaniuku szkice, wspomnienia, wiersze. Pod redakcją Jana Wolskiego, Henryka Wójcika, Edwarda Zymana. (Toronto 2005) – z dedykacją:

Panu Zbigniewowi Okoniowi na pamiątkę wizyty u mnie (…) i rozmów o Wacławie Iwaniuku serdecznie. Henryk Wójcik, Lublin 3 września 2021 roku.

17 grudniu 2022 roku przypada 110 rocznica urodzin Wacława Iwaniuka.

W Chojnie Starym stoi jeszcze!!! dom rodzinny autora W ogrodzie mojego ojca, przeznaczony!!! już!!! do rozbiórki!!!

Czy nie można byłoby przenieść go do skansenu w Siedliszczu (utworzonego w 2003 roku) i urządzić w nim muzeum im. Wacława Iwaniuka, jednego z największych współczesnych emigracyjnych polskich poetów, odtwarzając stan, klimat i atmosferę domu z okresu dzieciństwa i młodości Wacława Iwaniuka, oraz zachowując to wszystko, co było i zawsze będzie związane z autorem „Powrotu”.

Zachowały się opis i zdjęcia rodzinnego domu Wacława Iwaniuka.

Adam Tomaszewski:

Chojno Stare. Wiekowa chata mocno zbudowana, aleć starzeje się i drewno, chylą się ściany, chyli się strzecha, niedługo już siadania na przyzbie i dumania o tym, co jest, i tym co przyjdzie. W środku studnia na wyciąg korbowy, po bokach stodółki, może dawna stajenka dla konika, który w niedzielę wiózł całą rodzinę do kościoła. Dalej za ogrodzeniem drzewa czereśniowe rodzące słodkie owoce, zapewne to nowe drzewa wyrosłe ze starych płonek. W kraju, gdzie bywają ostre zimy, wątpliwe, czy to dawne drzewa, będące nie lada atrakcją dla młodych Iwaniuków. Wacek, piętnastoletni chłopak – nazywany przez braci wyskrobkiem, jako że jest najmłodszy w rodzinie – bierze czynny udział w czereśniowym rwaniu, ma tutaj niekwestionowaną zasługę, nieraz przecie odpędzał kamieniami czeredę wróbli, rzucającą się na niedojrzałe jeszcze owoce. (Adam Tomaszewski, PRIMUS INTER PARES, Wacław Iwaniuk (1912-2001) [w:] Podróż w głąb pamięci O Wacławie Iwaniuk Szkice-wspomnienia – wiersze. Pod redakcją Jana Wolskiego, Henryka Wójcika, Edwarda Zymana. Polski Fundusz Wydawniczy w Kanadzie Toronto 2005, s. 299-300).

W Chełmie i Lublinie nie ma ulic noszących imię autora Milczenia.

Urszula Gierszon:

Od wielu lat Henryk Wójcik, odwiedzając swoje rodzinne miasto, obdarowuje książkami, grafikami i drukami ze swoich zbiorów lubelskie biblioteki, muzea, redakcje zaprzyjaźnionych czasopism, placówki kultury, osoby prywatne.

Wojewódzka w Lublinie należy do tego grona. W 2013 r. podczas VII Lubelskich Targów Książki Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Hieronima Łopacińskiego w Lublinie jako swojego darczyńcę uhonorowała go Białym Papirusem” (Urszula Gierszon, op. cit., s. 37).

Biały Papirus nie jest jedynym uhonorowaniem, którym rodzinne miasto nagrodziło Henryka Wójcika.

29 czerwca 2018 roku Lubelskie Towarzystwo Miłośników Książki w Lublinie przyznało Henrykowi Wójcikowi Order Białego Kruka ze Słonecznikiem (Signum Albi Corvi cum Heliantho) za wybitne „zasługi w dziedzinie bibliofilstwa”.

Henryk Wójcik:

Zawsze podziwiałem biblioteki, w szczególności te publiczne, dostępne wszystkim. Biblioteka Łopacińskiego jest dla mnie symbolem takiej instytucji, która służy każdemu bez względu na jego wykształcenie, czy potrzeby. (…).

Marzy mi się, aby Lublin stał się ośrodkiem kultury literackiej Kanady. (…). W ubiegłym roku dochodziły do mnie strzępy rozmów, które przynosiły nadzieję, że Dyrekcja Biblioteki jest zainteresowana takim pomysłem, ale minął już rok i nic więcej o tym nie słyszałem”. (Urszula Gierszon, op. cit., s. 26).

Na pytanie Urszuli Gierszon:

O czym marzy Henryk Wójcik jako człowiek?:

Henryk Wójcik odpowiedział:

Mam bardzo przyziemne marzenia. A jest ich sporo! Przede wszystkim nie chciałbym nikogo skrzywdzić (postępowaniem i słowem), dobrze zjeść (i wypić), być zdrowym i co roku przyjeżdżać do Polski (i Europy). Widzieć Polskę bez wyniszczających konfliktów, prosperującą i bogatą, trzymającą się tradycji i pielęgnującą swoją tożsamość. Chciałbym, aby moje dzieci (i ich dzieci) ułożyły sobie bezpieczne i zasobne życie i nie porzuciły swoich polskich korzeni. Marzę, aby moje kolekcjonerskie wariactwa (i zbiory) tak podzielić, żeby wzbogaciły kulturę zarówno w Polsce, jak i w Kanadzie”. (Urszula Gierszon, op. cit., s. 32).

Odpowiedź Henryka Wójcika jest pięknym i mocno osadzonym w jego życiu i działalności, bardzo osobistym, marzeniem o wzbogacanie kultury polskiej w Polsce, Kanadzie i na emigracji, o jej wartościach jednoczących i spajających polskie społeczeństwo w kraju i za granicą, o zachowanie wierności polskiemu dziedzictwu kulturowemu, o umacnianie rodowodu, tożsamości i świadomości narodowej, historycznej i kulturalnej Polaków, o niezmarnowanie ich – choćby najmniejszych – związków z kulturą polską, o jej pomnażanie i wzbogacanie „zarówno w Polsce, jak i w Kanadzie” (czytaj: w świecie) i o „nieporzucenie swoich polskich korzeni”.

Życie i działalność Henryka Wójcika, jego twórczość i unikalna kolekcja, współtworzą, pomnażają i dokumentują kulturę polską i jej związek z kulturą innych narodów. Tworząc „tzw. trzecią wartość” – są ożywczo bijącym źródłem polskiej kultury w Polsce i na emigracji.

Poprzedni artykułSłużba Ojczyźnie kpt. rez. Ryszarda Margosza „Brzozy”
Następny artykułTrzy książki na zimowe grudniowo/styczniowe wieczory
Zbigniew Waldemar Okoń
Zbigniew Waldemar Okoń - pisarz, animator kultury, regionalista. Ukończył filologię polską na UMCS w Lublinie (1968) oraz 3-letnie studia podyplomowe na Uniwersytecie Warszawskim (1991). Dyrektor Zasadniczej Szkoły Zawodowej (1969-1974), wizytator Kuratorium Oświaty i Wychowania (1975), dyrektor Wojewódzkiego Domu Kultury w Chełmie (1975-1987), wicedyrektor d/s naukowych i konserwatorskich Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie (1987-1991), nauczyciel dyplomowany szkół chełmskich (1982-1989, 1991-2002). Od 2003 roku na emeryturze. Redaktor naczelny studenckiego, ogólnopolskiego, naukowego pisma „Językoznawca” (1965-1968), współzałożyciel i wiceprzewodniczący Studenckiej Grupy Literackiej „Kontrapunkty” w Lublinie (1965-1968). Współredaktor „Ziemi Chełmskiej” oraz wydawnictw poświęconych chełmskiemu szkolnictwu (1968-2005). Członek Grupy Literackiej „Pryzmaty” w Chełmie (1969-1990, przewodniczący 1983-1990), Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Chełmskiej (sekretarz Zarządu 1975-1987). Lubelskiego Oddziału Związku Literatów Polskich (1984-, wiceprezes Oddziału 2006-2010, przewodniczący Komisji Rewizyjnej Oddziału 2010-,). Debiutował w „Ziemi Chełmskiej” (1962). Autor 7 tomów poetyckich, 1 powieści, 11 monografii twórców i regionalistów chełmskich.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here