Od czasu, gdy Stany Zjednoczone wkroczyły na arenę międzynarodową jako mocarstwo czyli na przełomie XIX i XX wieku, po raz pierwszy mają prezydenta bez obycia zagranicznego i bez znajomości współczesnego świata. Jako 45. prezydent USA, Trump wyściubił nosa poza granice kraju dopiero po czterech miesiącach sprawowania swojego urzędu, kiedy 19 maja br. udał się w swą pierwszą prezydencką podróż zagraniczną do Arabii Saudyjskiej, Izraela, Włoch i Belgii. Poza Arabią Saudyjską, z którą podpisał wielomiliardowe kontrakty w dziedzinie zbrojeniowej, wizyty w pozostałych krajach nie tylko nie przyniosły wymiernych rezultatów, ale przyczyniły się do pogorszenia stosunków euroatlantyckich.
W Brukseli Trump spotkał się z sojusznikami NATO i skrytykował państwa członkowskie sojuszu, że nie wywiązują się z zobowiązań na obronę. Zwrócił uwagę, że tylko pięć krajów (USA, Wielka Brytania, Polska, Grecja i Estonia) wydają na obronę powyżej 2% PKB. Przy tym obliczył, że gdyby wszystkie kraje wywiązały się z 2% wydatków na obronę, budżet NATO byłby o 139 mld dolarów wyższy. Powiedział wprost, że 23 kraje sojuszu zachowują się nieuczciwie. Ku zaskoczeniu wszystkich w czasie pobytu w kwaterze NATO, w swych wystąpieniach ani razu nie wspomniał o kluczowym artykule 5 układu. Przypomnę, że w czasie kampanii wyborczej Trump zaszokował Europejczyków, kiedy powiedział, że Stany Zjednoczone będą bronić tylko tych członków sojuszu, „którzy wywiązują się ze zobowiązań wobec nas”.
Nowy prezydent Francji Emmanuel Macron, który naciskał na Trumpa, aby Stany Zjednoczone wywiązały się ze zobowiązań wynikających z międzynarodowego pakietu klimatycznego z Paryża, zapytany o wrażenia z rozmowy z amerykańskim prezydentem odpowiedział, że nie może przeprowadzić analizy psychologicznej swego rozmówcy i dodał: „nie interpretujemy problemów w ten sam sposób, ale jesteśmy w stanie rozmawiać szczerze”.
Donald Tusk, który rozmawiał z Trumpem na temat stosunków z Rosją odniósł następujące wrażenia: „Nie jestem w 100 proc. przekonany, że mamy z prezydentem USA to samo stanowisko i te same opinie na temat Rosji. Aczkolwiek, jeżeli chodzi o konflikt na Ukrainie wygląda na to, że mówiliśmy jednym głosem”.
Ponieważ europejskim członkom NATO nie udało się w Brukseli pozyskać poparcia Trumpa na rzecz paryskiego układu o zmianach klimatycznych, podjęto jeszcze jedną próbę na spotkaniu grupy G7 na Sycylii. Trump tym razem unikał klarownej decyzji, ale obiecał, że wkrótce ją podejmie.
Zarówno konferencja NATO w Brukseli jak i spotkanie grupy G-7 ujawniły istnienie poważnych różnic w wielu sprawach między Trumpem, a pozostałymi uczestnikami spotkań. Na zakończenie tych spotkań nie zorganizowano żadnej konferencji prasowej. Kanclerz Merkel nie chciała konferencji prasowej, by nie ujawniać różnic poglądów i nie stwarzać wrażenia, że ona jest głównym oponentem amerykańskiego prezydenta. Po powrocie jednak do Monachium powiedziała, że „my Europejczycy musimy naprawdę wziąć nasz los we własne ręce”. Dała w ten sposób do zrozumienia, że nie można polegać na Stanach Zjednoczonych.
1 czerwca br. Trump w swoim wystąpieniu uznał, że międzynarodowe ustalenia klimatyczne z Paryża są niekorzystne dla Stanów Zjednoczonych i zapowiedział, że będzie dążył do zawarcia „bardziej sprawiedliwej” umowy, ale nie przedstawił szczegółów.
Proces wystąpienia Stanów Zjednoczonych z paryskiego układu klimatycznego Trump rozłożył na kilka lat. Wychodzimy z układu paryskiego – powiedział i „zaczniemy renegocjacje i zobaczymy czy uda się osiągnąć lepsze porozumienie. Jeśli uda się, to dobrze. Jeżeli nie, też dobrze”. Trump powiedział, że występując z układu klimatycznego wypełnia swój święty obowiązek „obrony Ameryki i jej obywateli” – powiedział w swym wystąpieniu w Ogrodzie Różanym Białego Domu. Przy tym kłamliwie stwierdził, że wychodząc z międzynarodowego układu „będziemy mieć najczystsze powietrze. Będziemy mieć najczystszą wodę”.
Opinia międzynarodowa i amerykańska skrytykowała decyzje prezydenta Trumpa. Sondaże wykazały, że 69% Amerykanów popiera paryskie porozumienie klimatyczne. 7 na 10 Amerykanów wyraża opinię, że zmiany klimatyczne są wynikiem działalności człowieka. Przeciw wycofaniu się USA z paryskiego układu był sekretarz stanu Rex Tillerson, córka prezydenta Ivanka, główny ekonomista prezydenta Gary Cohn. Również decyzję Trumpa skrytykował jego poprzednik Barack Obama mówiąc, że porozumienie paryskie „zostawiło bezpieczny świat naszym dzieciom”. Ostro i krytycznie o decyzji amerykańskiego prezydenta wypowiedzieli się przywódcy polityczni wielu państw i obiecali realizować postulaty międzynarodowego porozumienia z Paryża.
Decyzja Trumpa o wycofaniu się z paryskiego układu klimatycznego przyczyni się do osłabienia międzynarodowej pozycji prestiżu Stanów Zjednoczonych. Zdaniem komentatorów wzmocni również pozycję Chin jako lidera w walce z globalnym ociepleniem.
Prof. dr hab. Longin Pastusiak
Autor jest profesorem w Akademii Finansów i Biznesu Vistula, b. posłem na Sejm (1993-2001) i b. marszałkiem Senatu (2001-2005).












