Muszę o tej „rewolucji” napisać, ponieważ ponad 15 lat uczestniczyłem w niej, najpierw jako praktykant księgarski, potem „młodszy” księgarz, księgarz, następnie jako zastępca kierownika księgarni i wreszcie jej kierownik (mowa oczywiście o księgarni „Klubowa” w Szczecinie, dziś już nieistniejącej, która mieściła się przy ul. Jedności Narodowej 5 i była jednocześnie siedzibą Szczecińskiego Klubu Bibliofilów), by zakończyć swą „karierę księgarską” na stanowisku I zastępcy dyrektora Centralnej „Składnicy Księgarskiej” w Warszawie, w okresie od 1.10.1973 do 15.10.1977.
(W „Klubowej”, będącej księgarnią nr 16 w systemie ówczesnego Przedsiębiorstwa Państwowego „Dom Książki”, zostałem zatrudniony 1.08.1956r. i pracowałem do 10.01.1966r.).
Terminu „rewolucja książki” używam za nieżyjącym już Tadeuszem Hussakiem, wieloletnim, bardzo zasłużonym prezesem Stowarzyszenia Księgarzy Polskich (a po przejściu na emeryturę – jego prezesem honorowym), który na ten temat napisał ciekawą książkę, wydaną w 2012r. przez ówczesną Oficynę Nakładów Autorskich „Ona”).
Tadeusz Hussak w Zjednoczeniu Księgarstwa (którego szefem za „moich czasów” był znakomity przedwojenny księgarz – Kazimierz Majerowicz), sprawował funkcję szefa reklamy i doskonalenia kadr.
A tak w ogóle, skąd wzięło się określenie „rewolucja książki”? – Od francuskiego uczonego Roberta Escarpita, którego książka pod tym tytułem ukazała się w Polsce w r. 1969.
Niezależnie od tego, na tę nazwę zasługuje wszystko to, co działo się w powojennym księgarstwie polskim. Owa „rewolucja” miała służyć szerokim kręgom społecznym. Rozbudziła w Polsce pasję czytania, a przez to niewątpliwie podnosiła poziom kultury całego społeczeństwa, zamykając ostatecznie proces likwidacji analfabetyzmu w naszym kraju i równając nas – Polaków (dziś mówi się „Polki i Polaków”) – do poziomu najbardziej rozwiniętych cywilizacyjnie krajów Europy i świata w sensie dostępności książki!
W pojęciu „rewolucja książki” mieści się przede wszystkim powojenny dynamiczny rozwój ruchu wydawniczego, księgarstwa i bibliotekarstwa, ale nade wszystko wzrosło znaczenie literatury pięknej (klasycznej i współczesnej – polskiej i światowej), książki naukowej i popularnonaukowej oraz książek dla dzieci. Krótko mówiąc – dotyczy to wszystkich poziomów wtajemniczenia czytelniczego. Dotyczyło oczywiście także podręczników szkolnych, podręczników akademickich, wydawnictw specjalistycznych i fachowych, jak m.in. książek z zakresu medycyny, rolnictwa, techniki, jak również dostępności do książek importowanych do Polski w językach obcych z całego świata.
Piszę o tym z wielkim poczuciem odpowiedzialności za słowo!
Rola księgarza i w ogóle księgarstwa, o którym do tej pory wciąż mało się mówi i wie, była i jest nie do przecenienia. I dlatego chcę o TEJ ROLI (która była też moim udziałem w jej realizacji i współtworzeniu) napisać w tym odcinku autobiografii.
Także po to, by choć w części JĄ KONTYNUOWANO!
Aby ten POLSKI MARSZ DO PRZODU, jaki w zakresie rozwoju ruchu wydawniczego, księgarstwa i bibliotekarstwa miał miejsce (mam na uwadze rolę książki w życiu człowieka), nigdy nie został zahamowany! A wręcz pozwolił nam dołączyć do najbardziej rozwiniętych krajów świata. Tym bardziej, iż jesteśmy bliscy osiągnięcia tego celu!
Jednak zastrzegam się, że nie piszę o tym, aby powiedzieć, że KIEDYŚ BYŁO LEPIEJ. Bo nie było. Lepiej jest teraz, po powrocie Polski na łono kultury zachodnioeuropejskiej i zachodniego „wolnego rynku i gospodarowania”. Ale też nie zgadzam się na negowanie ogromu działań w przeszłości tylko dlatego, iż miały one miejsce w Polsce Ludowej. Wtedy większość z nas pracowała dla Polski, jaką odzyskaliśmy po II wojnie światowej, z wielkim przekonaniem i wiarą, że kiedyś „żelazna kurtyna” zniknie, a świat stanie się
„humanitarny, demokratyczny i praworządny”.
Wierzył w to, wcześniej wspomniany przeze mnie, śp. Tadeusz Hussak (ur. w 1919 na Podolu), żołnierz Września, bibliofil, autor wielu publikacji dotyczących książki (zwłaszcza kształcenia kadr i przeróżnych form upowszechniania, redaktor czasopism księgarskich m.in. kwartalnika „Księgarz”).
Byłem wśród tych, którym sprawy książki, jej rozwój i w ogóle upowszechnianie polskiej kultury w świecie, jak i jej rozwoju w kraju, zawsze leżały na sercu, stąd pojawił się też ten odcinek w mojej autobiografii. Także dlatego, aby przypomnieć, iż kiedyś średnie nakłady książek zaczynały się od 5 –10 – do 100 tys. i więcej egzemplarzy, a dziś sięgają często zaledwie 300-400?! (Niedawno „ żalił się” w tym temacie m.in. dr Maciej A. Zarębski – działacz Mateczników Patriotyzmu i Kultury, autor ponad 50 książek wydanych w ramach „Bibliotek: Świętokrzyskiej i Staszowskiej”, który niedawno obchodził 60-lecie swej działalności publicznej i 80-lecie urodzin. Skarżył się też mój przyjaciel – pisarz, Jan Chruśliński, że musi sam wydawać i ROZPROWADZAĆ swoje książki (a są przecież – mogę to potwierdzić pisząc o nich – po wielokroć ZNAKOMITE!).
Chcę więc przypomnieć Czytelnikom PD, czym zasłużył się w przeszłości uspołeczniony system upowszechniania książki (każdy nakład rozchodził się niemal do zera, a każda „nowość” docierała nawet do najodleglejszej wiejskiej placówki). I nie jest istotne, że tamte lata minęły – ważne, że cel był wtedy wielki i szlachetny, z którego skorzystały miliony ludzi. Może więc choć część z tamtych inicjatyw będzie dziś kontynuowana? A jeśli nie, to na pewno zasługują one na trwałą pamięć.
Owa „rewolucja książki” miała swój początek w ostatnim dniu grudnia 1949 roku, kiedy w Polsce utworzono Centralę Księgarstwa „Dom Książki”, w wyniku czego powstała w naszym kraju jednolita sieć księgarń (co początkowo w niektórych kręgach związanych z „Domami Książki” było szokiem i nie do przyjęcia, zwłaszcza dla księgarzy prowadzących od lat księgarnie prywatne, wydawnicze, np. wydawnictwa „Czytelnika”, „Książki i Wiedzy” czy też różnego typu placówek „spółdzielczych”). Ale pomińmy na moment ten bolesny zabieg „upaństwowienia” wszystkich placówek księgarskich (co zresztą nigdy tak „do końca” w Polsce się nie udało), a skupmy się na korzyściach płynących z realizacji tego planu. Mam na myśli wzrost produkcji książek, ich sprzedaż, a jednocześnie dynamiczny rozwój czytelnictwa. Zawsze uważałem, że najważniejszym celem było:
DOTARCIE Z KSIĄŻKĄ DO KAŻDEGO, KTO JEJ POTRZEBUJE.
BO KULTURA JEST DLA WSZYSTKICH, A TWÓRCZOŚĆ – WSPANIAŁYM DAREM.
Podobnym entuzjastą książki (i KULTURY) był już wspomniany Tadeusz Hussak, stając się pod koniec swego życia moim i mojej żony BLISKIM PRZYJACIELEM, z którym spotykaliśmy w ostatnich latach dość często w jego mieszkaniu, w Warszawie przy ul. Dragonów lub w naszym – przy ul. Puławskiej.
Walczyliśmy przez lata wspólnie, aby księgarstwo rozwijało się i przynależało do pionu KULTURY, A NIE HANDLU! (Gdyż „handel książkami”, to mimo wszystko – nie obrażając nikogo pracującego w tej branży – zupełnie coś innego niż handel produktami spożywczymi, odzieżą czy artykułami przemysłowymi).
Jednym z elementów sukcesu „rewolucji książki” była niewątpliwie ciągle rozbudowująca się liczba nowoczesnych księgarń w Polsce (i w miastach, i na wsi) oraz działalność reklamowo-upowszechnieniowa na rzecz książki, przybierająca najprzeróżniejsze formy. Liczba placówek księgarskich sięgała „za moich czasów” ok. 1500 punktów sprzedaży! I każda nowość wydawnicza, o czym już wspomniałem (oczywiście poza książkami specjalistycznymi, np. z zakresu medycyny, „techniki” czy muzyki) docierała do każdej z tych palcówek. A jeśli się nie sprzedawała – wracała do tzw. „Zwrotowni”, znajdujących się przy każdym wojewódzkim przedsiębiorstwie „Domu Książki”, by stamtąd trafić do księgarń, które zgłaszały na nie zapotrzebowanie, a nie dostały żądanej ilości egzemplarzy z tzw. rozdzielnika.
Nakłady książek były szacunkowo kształtowane przez „Zapowiedzi Wydawnicze”, drukowane i opracowywane raz w miesiącu przez „Składnicę Księgarską”, które docierały do każdej księgarni i wojewódzkich bibliotek publicznych (także naukowych) i zbierały „zamówienia”, na podstawie których ustalano wysokość nakładów w poszczególnych wydawnictwach (najczęściej z moim osobistym udziałem jako przedstawiciela „Składnicy Księgarskiej” i przedstawicieli Zjednoczenia Księgarstwa, a często także Biblioteki Narodowej, Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich i Stowarzyszenia Księgarzy Polskich).
Jeśli chodzi o reklamę książki, księgarze i bibliotekarze otrzymywali – sporządzane głównie przez Składnicę Księgarską (ale też przez poszczególne Wydawnictwa) oferty sprzedaży na podstawie zapasów w magazynach SK. Przypomnę niektóre tylko tytuły z nich: „Sprzedałeś – Zamów”, „Nowości Tygodnia”, „Oferujemy książki… i tu następowały proponowane zakresy, przykładowo: książki rolnicze, przewodniki i mapy turystyczne, poradniki medyczne itp.
Pod koniec roku Składnica Księgarska wydawała nawet specjalne katalogi oferujące zapasy wydawnicze z wszystkich dziedzin i WSZYSTKICH WYDAWCÓW!
Ponadto w każdym wojewódzkim mieście tworzono księgarnie specjalistyczne, np. medyczne, muzyczne, rolnicze, wydawnictw technicznych, książek importowanych (oczywiście wzbogacone także innymi działami, a często też ze sprzedażą reprodukcji artystycznych, nut i płyt gramofonowych).
Na wsi (nie tylko w gminach) z roku na rok przybywały tzw. „pawilony księgarskie”, które z pewnością pamięta wielu moich czytelników. Jak pewnie i księgarnie wielobranżowe (z pełną informacją bibliograficzną, choć wtedy nie było jeszcze komputerów). Przypomnę tylko jedną z takich księgarń; mieściła się (gdyż też już nie istnieje) przy ulicy Belwederskiej 20 w Warszawie, a nazywała się „Universus”! (I chcieliśmy mieć takie księgarnie w każdym mieście wojewódzkim, a potem i powiatowym i w każdym większym mieście!).
No i popularne były w tamtym czasie przeróżne akcje, np. „Wieś czyta”, „kiermasze książek pisarzy lokalnych”, „książek popularno-naukowych” czy „książek dla dzieci”. Modne było też rozprowadzanie książek poprzez liczną sieć kolporterów, bezpośrednio w większych zakładach pracy, PGR-ach, jednostkach służby zdrowia, szkołach itd. itp.
Najpopularniejsze akcje – to oczywiście były majowe kiermasze z okazji Dni Oświaty, Książki i Prasy i kiermasze ŚWIĄTECZNE – organizowane z najprzeróżniejszych okazji, jak m.in.: Święta 22 Lipca, ale i Dni Morza, Barbórki, inauguracji roku kulturalnego (zawsze we wrześniu), Święta Teatru itp. No i wspomnę o niezwykłej życzliwości „dla książki” w tamtych latach ze strony prasy, radia i TV dla książki i w ogóle dla kultury; instytucje te wprost ścigały się w pisaniu o książkach, kulturze, o organizowanych festiwalach, kiermaszach, zjazdach pisarzy; sam w tamtych latach miałem stałą rubrykę „spod księgarskiej lady” w „Głosie Pracy”, pisywałem recenzje w „Nowych Książkach”, „Życiu Literackim”, „Literaturze”, a w „Expressie Wieczornym” ukazywała się „moja” cotygodniowa rubryka pt. „Warszawska Kronika Kulturalna”. Pracując jeszcze w Szczecinie – redagowałem w „Głosie Szczecińskim” „Kronikę STK” (Szczecińskiego Towarzystwa Kultury), a dziś w „Przeglądzie Dziennikarskim” kontynuuję rubrykę, regularnie co miesiąc pt. „Książki, które mogą zainteresować”! I przeprowadzam na łamach tego „internetowego pisma” rozmowy z wybitnymi artystami i ludźmi kultury!
Z rozrzewnieniem wspominam też bogactwo Wydawnictw, które „obsługiwało” polskie księgarstwo w latach 60., 70. i 80. Wymienię (w układzie alfabetycznym) tylko kilka z nich, ponieważ liczyły się one nie tylko w Polsce, ale w Europie i na świecie:
Agencja Prasowa INTERPRESS, Państwowy Instytut Wydawniczy „PIW”, „Nasza Księgarnia”, Wydawnictwo PAX, Krajowa Agencja Wydawnicza (KAW), Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza (LSW), Państwowe Wydawnictwo „ISKRY”, Państwowe Wydawnictwa, m.in: Naukowe (PWN), Rolnicze i Leśne PWRiL), WIEDZA POWSZECHNA (WP), czy wspomniany już Państwowy Instytut Wydawniczy (PIW)! Znaczące były także (i poszukiwane) publikacje
Spółdzielni Wydawniczej „CZYTELNIK”, Wydawnictwa „ARKADY”, Wydawnictwa Literackiego (WL); czy wydawnictw: LUBELSKIEGO, ŁÓDZKIEGO, POZNAŃSKIEGO, SZCZECIŃSKIEGO – „Glob”, oraz takich wydawnictw, jak m.in.:
„Sport i Turystyka”, „Polonia”, „Śląsk” (Katowice), „Pojezierze” (Olsztyn), Ossolineum (Wrocław), „MON” (Bellona), „WATRA”, NAUKOWO-TECHNICZEGO (WNT).
Mój Boże, CO SIĘ Z NIMI STAŁO? KTO JE WSZYSTKIE ZNISZCZYŁ, DOPROWADZIŁ DO UPADKU? Albo sprowadził do „mało znaczących” dziś oficyn wydawniczych, jak np. PIW? Kto zniszczył księgarnie „Domu Książki”? Dziś marzę także …o powrocie Techników Księgarstwa (były przecież takie w przeszłości). Chciałoby się też powstania wydziałów księgarstwa (wzorem bibliotekoznawstwa) na uniwersytetach. Aby wrócił szacunek dla wydawania klasyki polskiej i światowej i wielu innych niezapomnianych serii wydawniczych: „Nike”, „Celofanowej”, „Cerama”… Przydałaby się też nowa subskrypcja na Encyklopedię Powszechną, na Historię Polski, aby można było też na nowo zakupić dzieła naszych NAJWIĘKSZYCH WIESZCZY – Mickiewicza, Słowackiego, Sienkiewicza, Prusa czy Żeromskiego, bo niewiele pozostało ze starych wydań na naszych domowych półkach (a przecież z lektur szkolnych nie znikły?!).
Ciągu dalszy nastąpi i będzie miał tytuł
UE a Polska i Niemcy – moim zdaniem!










Szanowny Panie Doktorze, Drogi Karolu,
chciałbym jeszcze w uzupełnieniu do Twojego ciekawego przypomnienia dorobku wydawniczego naszych wydawnictw, spośród których wiele już nie istnieje, a i księgarstwo niestety podupada, dodać kilka informacji.
Odbiorcami polskich książek byli nie tylko mieszkańcy naszego kraju, ale również poza jego granicami: Polonia oraz zainteresowani kulturą i książką polską cudzoziemcy. Ci ostatni zaopatrywali się przez polskie przedsiębiorstwo Ars Polona, albo za pośrednictwem firm niemieckich, np. Kupon & Sagner, założonej przez Ottona Sagnera, a specjalizującej się w sprowadzaniu dla czytelnika niemieckiego wydawnictw slawistycznych z Europy Środkowo-Wschodniej.
O polskich książkach informowało specjalnie powołane do tego czasopismo pt. Nowości Wydawnictw Polskich, wychodzące w latach 1956-1989 w czterech wersjach językowych: angielskiej, francuskiej, rosyjskiej i niemieckiej. Miałem zaszczyt współpracować w kilkunastu ostatnich latach jego istnienia z mutacją niemiecką pisma, ukazującą się pod tytułem „Polnische Neuerscheinungen”. Wydawcą czasopisma było Przedsiębiorstwo Reklamy i Wydawnictw Handlu Zagranicznego „Agpol” w Warszawie, jego redaktorem naczelnym był Ryszard Salinger, zaś wśród autorów byli naukowcy i publicyści o znanych nazwiskach, m.in. Wacław Sadkowski, Marek Ruszczyc, Janusz Osicą, Bartłomiej Golka, Maja Zawadzka, Andrzej Zieliński, Zbigniew Płażewski, Andrzej Ziembicki, Urszula Libura. Wśród prominentnych twórców kultury niemieckiej, goszczących na łamach pisma, byli m.in. znani tłumacze literatury polskiej na język niemiecki: Karl Dedecius, Klaus Staemmler (obaj z ówczesnych Niemiec Zachodnich) oraz Dieter Scholze i Hubert Schumann (obaj z NRD). Na łamach pisma gościli także działacze kultury zarówno polskiej, jak i „bratniej”, jak się wówczas pisało, Niemieckiej Republiki Demokratycznej.
Czasopismo cieszyło się sporym zainteresowaniem czytelników niemieckojęzycznych, zwłaszcza w kręgach slawistów i polonistów, którzy dzięki dołączonym do każdego numeru „Zapowiedziom Wydawniczym” a przetłumaczonym na język niemiecki, byli na bieżąco informowani o nowościach wydawnictw polskich (stąd też tytuł czasopisma). Dzisiaj, w dobie Internetu i stopniowego upadku mediów drukowanych, już takich czasopism się nie wydaje. Dobrze więc jest przypomnieć o czasach, gdy obieg kultury odbywał się na zupełnie innych zasadach.
Łączę serdeczne pozdrowienia
Tomasz G. Pszczółkowski
Przepraszam, automatyczna korekta przekręciła nazwę firmy handlującej książkami z Europy Środkowowschodniej: powinno być: Kubon & Sagner.