Iluminacje przez szybę

0

Iluminacja to olśnienie. Stoję wreszcie przed księgą, którą pragnąłem zobaczyć od wielu, bardzo wielu lat. Nareszcie! Wreszcie urzeczywistniły się moje marzenia i oczekiwania. Patrzę na nią, pochylony, olśniony, nie dotykając czołem pancernej szyby, dzielącej mnie od tego skarbu ludzkości. Mojego  wzruszenia nie słychać. W przyciemnionej sali nie wolno  tej książki fotografować. Znudzony pracownik Trinity College w Dublinie pilnuje tego – ziewając. Zresztą po co robić zdjęcia? Jest tyle świetnych kopii ilustracji, stron, fragmentów tekstów BOOK of KELLS. A poza tym obraz oglądanego skarbu i tak nie zatrze się w mojej pamięci po pobycie w Irlandii. Obraz wciąż żywy energią. Karmi myśli oraz koi nerwy.

Pochylam się nad pancerną szybą. To jakby hermetyczne akwarium. Do niego włożono Book of Kells [dalej: [BK], najstarszą książkę świata! Chcę jak najlepiej wchłonąć tę rozwartą stronę, na której widzę równo starannie wykaligrafowany tekst po łacinie. Obie stronice są przytrzymane plastikowymi wstążkami na marginesach, aby dwie połowy wypuklająco nie zamykały się i aby leżały porządnie na płasko. Codziennie przewraca się jedną stronicę dalej. Ręką w białej rękawiczce. I tak przez lata… Tradycja zobowiązuje. Noblesse oblige.

Oglądana przez tłumy BK ma nie tylko w sobie tekst, lecz słynne ilustracje, nazywane fachowo iluminacjami. Są to artystycznie wykonane z boską czcią, miłością bez granic dla liter i obrazków, namalowane pewną utalentowaną ręką przez anonimowych mnichów stronice Nowego Testamentu. I te iluminacje (nasycone kolorami przejmujące obrazki na pergaminie) powodują iluminację w mojej głowie. Wdzięczne dla mnicha malującego całe biblijne sceny były litery „O” albo „D”. Można było do ich wnętrza „włożyć” wiele ilustrującej treści. Los turysty pozwala mi przeżyć chwile zachwytu. Wiele lat oczekiwania ma tu, w centrum Dublina, swój kres. Oglądam najstarszą książkę świata. Wpijam się wzrokiem w litery, pisane przez kogoś około roku 800! Od roku 2011 znajduje się BK na liście Światowych Dóbr Dokumentalnych UNESCO. BK uzyskała swój godny ołtarz. Wreszcie!

 

@ @ @ @

 

Kiedy dokładnie powstała BK? Nie wiadomo. Kto ją napisał lub raczej przepisał ręcznie? Nie wiadomo. Kto ukradł w roku 1007 legendarną okładkę wykonaną ze złota z drogocennymi kamieniami? Nie wiadomo. Ile cielątek zabito, aby wykonać pergamin z ich skór na ten obiekt średniowiecznej sztuki? Nie wiadomo.

Ta księga, prababcia wszelakich inkunabułów, prezentuje się nadal godnie. Określana jest jako z Kells. A Kells to malutka szkocka wyspa ze słynnym klasztorem. Tam wykonano w żmudnej harówce tę syntezę mocnego intelektu, niewzruszonej wiary i rewelacyjnego talentu malarskiego. Skarb o niebotycznej wartości.

Wychodzę z przyciemnionej salki, pełnej pochylających się w pasie (mimowolny hołd?) turystów przed BK. Turning from Darkness into Light? Dzięki książkom ludzkość odchodzi od ciemności w kierunku światła. To moje credo.  Wierzę, iż tak jest!

Żegna mnie w „świątyńce księgi” podświetlony wzruszający cytat na czarnej ścianie (po irlandzku i po angielsku). Argentyński pisarz, Jorge Luis Borges (1899-1986), autor cytatu: „-Zawsze sobie wyobrażałem, że raj jest czymś w rodzaju biblioteki”. Znam na szczęście wiele osób, podobnie jeszcze myślących…

Aby teraz tu w Dublinie oglądać BK, alias tę słynną Ewangelię Mateusza, Marka, Łukasza i Jana, należy mieć w domu  komputer. W kraju, w którym się mieszka, kupuje się via internet bilet wstępu do Trinity College w Dublinie. Jest to banalne postępowanie w nowoczesnych czasach. Po opłacie biletu kartą kredytową kopiujemy wydruk dokumentu. On mówi, kiedy i o której godzinie wybranej przeze mnie mam zameldować się w drzwiach budynku Biblioteki. Łatwo powiedzieć. Sam kompleks uniwersyteckich budynków jest rozległy. Sam tkwi w centrum stolicy Irlandii. Dużo czasu tracę, by odnaleźć adres Biblioteki: Cholera, który to budynek? Sam wielopiętrowy gmach z BK jest szary i monotonny, nie wyróżnia się architektonicznie niczym specjalnym – i tak jest od jego ukończenia: 1732.

Sama uczelnia Trinity College (alias „pod wezwaniem św. Trójcy”) została założona przez brytyjską królową Elżbietę I. w roku 1592. Wiedziała, co robi. Córka okrutnego króla Henryka VIII zapisała w akcie założycielskim, iż to będzie uniwersytet jedynie dla anglikanów, protestantów, aby nie wpadli na głupi pomysł przechodzenia na katolicyzm lub innych idei zbliżających ich do nielubianych papieży z odległego Rzymu. Świeży odłam religii, dzieło jej ojca, jest najlepszy! Dodała, że nauka w Trinity College będzie bezpłatna. Hojność poparła wieczność…  Sporo zrobiła królowa dla reklamy tego uniwersytetu, błyszczącego w międzyczasie nader długą listą  bardzo słynnych absolwentów… 

 

@ @ @ @

 

Podobno na niektórych stronicach BK zdarzają się niedokładnie wyczyszczone fragmenty pergaminu. Widać jeszcze po 1300 latach maluteńkie włoski szczeciny cielęcej na rogach stronic. To wzrusza. Hodowla na użytek religijnej literatury! Widzieć przecudownie kolorowe obrazki z motywami, stanowiącymi tajemnice analizy artystycznej (co to za fantazyjne zwierzę, postać, przedmiot, roślina?) a obok tego niewygolone włoski cielaka – to szczególne przeżycie, jedyne na świecie – jak kanały w Wenecji, jak brzozy bez granic w Syberii, pielgrzymka do św. Jakuba, jak śpiący rycerz nad Zakopanem czy monolit Uluru w australijskim Alice Springs…

W Dublinie, po okazaniu elektronicznego dowodu wpłaty umundurowanym i kontrolującym  pracownikom w drzwiach, wchodzę do pierwszego pomieszczenia na parterze. Jest tu na planszach o wysokości 3 m pokazany, wyjaśniony dokładnie rodowód BK, dzieje, wędrówki chciane i wymuszone tego fascynującego egzemplarza, produkcja farb i atramentu, pochodzenie użytego w BK alfabetu oraz mnóstwo innych informacji dla tych, którzy jeszcze nie są iluminowani blaskiem samej księgi. Dzień jest gorący. Zadziwia mnie brak porządnej wentylacji. Jest nadzwyczaj duszno. Zaduch prawie dominuje. Ale duch entuzjazmu u wielu osób przezwycięża zaduch, alias brak tlenu. Osoby cierpiące na problemy płucne mają z pewnością duszności. Duch contra zaduch… Maleńki bzyczący wentylatorek na półce (oczywiście z książkami i informatorami) zupełnie nie pomaga w dostawie tlenu. A tłum z całego świata kłębiący się wokół BK, wilgotny od potu i chciwy informacji, jest głodny wiedzy oraz niesyty wrażeń…

Z tego „przedsionka wiedzy” przechodzi się po paru schodkach do przyciemnionego pokoju, opisanego już wyżej. Powtarzam moment przyjemności. Jak widać – nie umiem opuścić definitywnie sali z BK! To centralna część atrakcji dla turystów. Pochylenie się nad BK, przynajmniej przez chwilę. Z tej salki wychodzę obok wspomnianego cytatu J.L.Borgesa o raju: „I have always imagined that…” na zadziwiająco strome schody. Wiodą one na wysokie pierwsze piętro, gdzie wchodzę z tłumami do słynnej sali, do biblioteki w starym stylu. Niegdyś biblioteka była wielkim pomieszczeniem przy klasztorach, dworach arystokratycznych, uczelniach. Sale biblioteczne same w sobie stanowiły dzieła sztuki. Synteza formy (piękno kilometrów półek) i treści (urok cichych ksiąg, inkunabułów, grzbietów oraz metalowych zatrzasków na okładkach. Władca czy opat dbali o estetykę tego wnętrza. Ono odzwierciedlało poziom hołdu dla książek, sygnał wysyłany przez danego monarchę do zwiedzających oraz rywali: „-Patrzcie, ile wspaniałych ksiąg nagromadziłem! Wszystkie kupiłem nie szczędząc grosza! Wyobraźcie sobie, ile to mnie kosztowało! Może nawet część tych tomów przeczytałem?”

 

@ @ @ @

 

To wielkie pomieszczenie na wysokim 1. piętrze nazywa się w Dublinie oficjalnie Long Room, czyli „Długa Sala”. Pierwsze, co uderza to gigantyczne nisze z niezliczonymi półkami. Dźwigają stare księgi, których jest 200 000. Sama sala jest istotnie długa, ma 65 m długości! W dwupiętrowych niszach  są wymalowane na drewnie litery alfabetu, aby można było znaleźć tom, czekający na wzięcie go w czułe ręce. Książki w tym ogrodzie nie są przeznaczone dla barbarzyńców. Nie widzę litery „J”, gdyż jej nie było w alfabecie łacińskim. Ach, litery – zalążki cudownych podróży…

Drugie wrażenie to powaga, spokój wartości, surowość protestancka tej sali. Porównuję optycznie  Dublin z   „koleżankami”, bibliotekami w innych miejscach Europy, gdzie podziwiałem księgi: Strachov w Pradze, uniwersytecka w portugalskim mieście Coimbra, Hofburg w Wiedniu, klasztor w szwajcarskim Sankt Gallen, Admont w austriackiej Styrii, itd. Tamte są bardziej barokowe w wystroju. Tu panuje surowy duch nauki, stężałej powagi  autentycznych badań, skoncentrowanym  zaprzęgnięciem intelektu do wysiłku!

Long Room zawiera nie tylko zakurzone księgi, czcigodne inkunabuły, lecz również w środku (znowu gablota z pancernym szkłem!) oryginał proklamujący politycznie Państwo Irlandzkie po I Wojnie Światowej. Skarb polityczny! Dokument przypomina ostre turbulencje tamtych czasów, pieczętując wagę i powagę tej sali! Nisze opatrzone wysokimi oknami są poprzedzielane popiersiami mędrców. Te rzeźby na postumentach są białe – kontrast do dominującego brązu. Brązowe są półki, ich umocowania konstrukcyjne, brązowa podłoga oraz kolebkowe sklepienie wysoko nad tłumem turystów. Można pomyśleć, iż wielbicieli czytania książek jest jeszcze sporo, jeśli tu kłębią się pojedynczy goście, pary pokazujące sobie detale tej olbrzymiej sali i sufitu oraz całe grupy, słuchające grzecznie przewodnika z malutkim mikrofonem przy ustach. Cisza wśród kłębiących się monologów.

Mniej więcej w środku Long Room znajduję schody. Prowadzą w dół. Są znowu strome – jak droga do wiedzy. Schodzę ostrożnie, skandując sobie rytmicznie rzymskie przysłowie „habent sua fata libelli”, alias „nawet książki mają swoje losy”.  To dotyczy nie tylko ludzi, lecz adekwatnie perypetii BK. Tyle lat –  przeprowadzki, kradzieże, zmiany właścicieli, transporty przez lądy i morza, emanacja wiedzy…

Pod cudowną biblioteką z najstarszą książką świata schodzę po schodach do obszernego sklepu, gdzie przekuto handlowo wszelkie aspekty BK. Można kupić tu opracowania specjalistyczne i popularne o BK, kalendarze, albumy, szaliki, widokówki, garnuszki i podstawki z reprodukcjami iluminacji, krawaty, koszulki iluminowane i tysiące innych gadżetów. Triumf komercjalizacji. Inflacja metafizyki… Wychodzę ze sklepu. Wpadam przy progu na następne tłumy oraz na  napis, oglądany już przeze mnie godzinę temu: „dzisiaj nie ma już biletów”. Ci turyści muszą wrócić tu  jutro, aby do ich głów mógł dotrzeć  zastrzyk duchowej iluminacji! Spowodowana będzie materialną metafizyką wiary (właściwie: WIARY!) na skórach szkockich cielątek przed 1300 laty…

Poprzedni artykułTo była prawdziwa rewolucja książki! Autobiografia Karola Czejarka, cz. XLIV
Następny artykułCo się stało z literaturą
Wiesław Piechocki, doktor romanistyki Uniwersytetu Warszawskiego, nauczyciel, autor publikacji, dziennikarz. Stopnie kariery w UW: asystent, starszy asystent, adiunkt. Studiował ponadto w Paryżu na Sorbonie, we Włoszech (Perugia) oraz w Rumunii (Braszow). W czasie PRL publikował tłumaczenia utworów następujących poetów: Luciana Blaga (z rumuńskiego) oraz Eugenio Montale (z włoskiego) w „Literaturze na Świecie“. W 1981 wyemigrował z powodów politycznych wraz z rodziną przez Norwegię do Austrii. W latach 1982-2012 pracował jako nauczyciel w jedynym liceum w Księstwie Liechtenstein, w stolicy Vaduz. Nauczał w języku niemieckim francuskiego, łaciny oraz włoskiego. Wiesław Piechocki jest autorem: „Mini-Rozmówek Francuskich“, 1979; zbioru reportaży „Okolice“, 2005 oraz wspomnień „Lustro mojego czasu“, 2022. Jego wiersze znalazły się w antologii „Poezja naszych dni“, 2023. Na emigracji zamieścił setki reportaży, esejów o kulturze i sztuce w periodykach polonijnych: „Nowy Kurier“ Toronto; „Nowy Dziennik“ Nowy Jork; „Jupiter“ Wiedeń; „Panorama Polska“ Edmonton; „Nasza Gazetka“ Zurych. W języku niemieckim zamieścił 530 artykułów o tematyce kulturalnej i historycznej oraz 50 artykułów całostronicowych o dynastii Liechtenstein w lokalnej gazecie „Volksblatt“, ukazującej się w Vaduz, stolicy monarchii w latach 2000-2010. W 2015 otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski od prezydenta Bronisława Komorowskiego na wniosek ówczesnego ambasadora RP w Bernie, Janusza Niesyto. W latach 1981-2018 mieszkał z rodziną na zachodzie Austrii, blisko granicy z Liechtensteinem i Szwajcarią, od 2018 mieszka w Wiedniu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj