Szeregowy Wojtek Niedźwiedź

0

Niedźwiedź Wojtek, syryjski niedźwiedź brunatny, został adoptowany przez żołnierzy 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii w 2 Korpusie Polskim, dowodzonym przez gen. Andersa. Niedźwiedź brał udział w bitwie pod Monte Cassino i przeszedł cały szlak bojowy z polskimi żołnierzami z Iranu przez Irak, Syrię, Palestynę, Egipt do Włoch i Szkocji.

Urodził się w 1942 roku w pobliżu Hamadan w Persji, a zmarł 2 grudnia 1963 w Edynburgu, w Szkockim ZOO. Jest jedynym niedźwiedziem, którego uznano za bohatera wojennego.

Jak to możliwe, że tak niezwykła historia nie była szerzej znana w Polsce? Jedna z odpowiedzi może być taka, iż tego, co dotyczyło żołnierzy gen. Andersa, w powojennej Polsce starano się nie rozpowszechniać, a niepodważalne zasługi armii były pomniejszane. Historia niedźwiedzia Wojtka przepadła więc z wieloma innymi, tkwiącymi pewnie gdzieś w zakurzonych pamiętnikach i zapiskach wojennych ludzi, którzy odeszli od nas na zawsze.

Historia misia Wojtka była uwieczniona w filmie „Wojtek, niedźwiedź, który poszedł na wojnę” Willa Hood’a i Adama Lavis’a.

Historia Wojtka

Jest rok 1942. Armia Andersa znajduje się w Iranie, a z nią żołnierze 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii w 2 Korpusie Polskim. Przemieszczająca się armia napotyka na drodze irańskiego chłopca  prowadzącego na sznurku niedźwiadka, który tak podoba się żołnierzom, że kupują go za parę konserw.

Zadowolony z zamiany chłopiec pozostaje na piaszczystej drodze, a żołnierze mają prawdziwe dziecko do opieki, ponieważ okazuje się, że miś nie potrafi sam jeść i żołnierze zmuszeni są karmić go rozpuszczonym, skondensowanym mlekiem z butelki po wódce i skręconego ze szmat smoczka.

Podobno z tego właśnie powodu misiowi na zawsze pozostało upodobanie do picia napojów z takiej właśnie butelki. Tak zaczyna się przyjaźń żołnierzy z niedźwiedziem, który okazuje się zwierzęciem niezwykłym. Oficjalne zapiski mówią, że miś był bardzo łagodny. Nigdy nikogo nie skrzywdził i po jakimś czasie zaczęto traktować go jak każdego innego żołnierza. W końcu oficjalnie wciągnięto go do ewidencji 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii, gdzie dostał własną książeczkę wojskową i żołd.

Wojtkiem opiekowano się troskliwie. Rósł i „mężniał” na żołnierskim wikcie, a jego ulubionymi przysmakami były owoce, słodkie syropy oraz marmolada, miód i piwo, które dostawał za dobre zachowanie. Jadał razem z żołnierzami i spał z nimi w namiocie. Kiedy urósł, dostał własną sypialnię w dużej drewnianej skrzyni, nie lubił jednak samotności i często w nocy chodził przytulać się do śpiących w namiocie żołnierzy. Był łagodnym zwierzęciem, mającym pełne zaufanie do ludzi. Stwarzało to często zabawne sytuacje z udziałem obcych żołnierzy lub ludności cywilnej, których widok potężnego niedźwiedzia baraszkującego ze swoimi opiekunami wprawiał w osłupienie, a czasami w grozę (miś miał bowiem ponad 180 cm wzrostu i ważył 250 kg).

Żołnierze wspominali, że Wojtek uwielbiał jazdę wojskowymi ciężarówkami, szczególnie w szoferce, a czasami na pace, czym wzbudzał sporą sensację na drodze. Lubił też zapasy, które na ogół kończyły się jego zwycięstwem, a pokonani leżeli „na łopatkach”, podczas gdy Wojtek lizał ich jęzorem po twarzy. Jego sztuczki poprawiały nastrój żołnierzom, w czasie wojny ciągle narażonym na śmierć.

Na początku 1944 roku Kompania dostała rozkaz udania się do Włoch. Było trochę kłopotu z zaokrętowaniem Wojtka, gdyż angielski oficer ładunkowy nie chciał się zgodzić na wpuszczenie niedźwiedzia na pokład. Przekonał go dopiero argument, że miś „budzi ducha bojowego” w polskich żołnierzach. Z Aleksandrii do portu w Taranto dotarli na pokładzie „Batorego”.

22 Kompania Transportowa Artylerii do tej pory nie uczestniczyła w walkach. Teraz czekał ją chrzest bojowy pod Monte Cassino. Strategiczne wzgórze było bezskutecznie szturmowane przez Amerykanów, Brytyjczyków i Nowozelandczyków. W kwietniu 1944 roku wzgórze zaatakowali Polacy. Szturm został poprzedzony intensywnym ostrzałem artyleryjskim. Żołnierze 22 Kompanii uwijali się jak w ukropie, donosząc na stanowiska ciężkie skrzynie z pociskami. Wojtek obserwował swoich towarzyszy, aż wreszcie sam postanowił pomóc. Podszedł do ciężarówki, stanął na tylnych łapach, a przednie wyciągnął do żołnierza podającego skrzynie. Ten, kiedy ochłonął ze zdumienia, podał Wojtkowi jedną z nich. Wojtek bez wysiłku zaniósł pociski na stanowisko i wrócił do ciężarówki. I tak przez całą kanonadę nosił skrzynie, pomagając swoim opiekunom. Jeden z nich naszkicował na kartce papieru postać niedźwiedzia niosącego pocisk. Ten obrazek szybko stał się symbolem 22 Kompanii. Żołnierze malowali go na ciężarówkach i nosili na rękawach mundurów.

Koniec wojny zastał Wojtka we Włoszech. W 1946 roku wraz z towarzyszami broni ruszył do Szkocji. Miś-żołnierz szybko stał się tu prawdziwym celebrytą. Dziennikarze pisali o nim artykuły, zrobiono mu setki zdjęć, radio BBC nadawało o nim reportaże, a Towarzystwo Polsko-Szkockie przyjęło go jako swojego honorowego członka. Ale jego towarzysze broni zaczęli się powoli wykruszać… Żołnierze generała Andersa zdawali sobie sprawę z tego, że powrót do Polski rządzonej przez komunistów jest dla nich niemożliwy. Bojąc się represji, które czekały na nich w kraju, rozjechali się po świecie. Część trafiła do USA i Kanady, inni postanowili osiedlić się w Australii, jeszcze inni pozostali w Szkocji. Dyrektor ogrodu zoologicznego w Edynburgu zaoferował, że zaopiekuje się Wojtkiem. Miś został więc honorowym rezydentem ZOO w stolicy Szkocji. Nadal był bardzo popularny, pisały o nim gazety, odwiedzały go tłumy ludzi. Wszyscy chcieli zobaczyć sławnego niedźwiedzia. Czasem do ZOO przyszedł jeden z jego dawnych towarzyszy broni i, przeskoczywszy barierkę, ku przerażeniu innych gości „brał się z nim za bary”.

Z czasem Wojtek stawał się coraz bardziej osowiały i markotny. Przestał reagować na odwiedzające go tłumy. Ożywiał się tylko wtedy, kiedy słyszał język polski. Biedny zwierzak musiał przeżywać rozłąkę ze swoimi towarzyszami. Zasnął na zawsze 2 grudnia 1963 roku. Informację o jego śmierci podały wszystkie brytyjskie media.

W Edynburgu, w tamtejszym ZOO znajduje się tablica ku czci Wojtka. Podobne tablice znajdują się także w Imperial War Museum w Londynie oraz w Canadian War Museum w Ottawie. Pewnego razu Imperial War Museum odwiedził Książę Karol z synami. Kiedy stanęli koło tablicy poświęconej Wojtkowi, przewodnik zaczął opowiadać im jego historię. Książę przerwał mu, mówiąc, że zarówno on, jak i jego synowie, znają ją doskonale…

Autor tekstu: Ilona Waksmundzki

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here