Sytuacja ludności rdzennej w Ameryce Łacińskiej

1
Sytuacja Indian w Ameryce Łacińskiej jest niezwykle skomplikowana. Obecnie nakładają się na nią takie zjawiska i problemy jak: terroryzm, partyzantka, narkohandel, analfabetyzm, manipulacja i ideologia komunistyczna. Wszystkie one potęgują panoszącą się anarchię oraz pogarszają i tak już fatalny poziom życia ludności tubylczej.
 
Ochotnicy lub niewolnicy
            Terroryzm jest niestety bardzo powszechny w Ameryce Łacińskiej, a w szczególności wśród Indian z Andów. Jego skutków można upatrywać m.in. w złych warunkach życia rdzennej ludności i wykorzystywaniu jej przez pozostałe grupy społeczne. W wyniku tego wielu młodych Indian postanawia zasilić szeregi licznych siatek terrorystycznych, by w ten sposób niejako zemścić się za swoje dotychczasowe krzywdy. Ponadto, duża część pozostałych Indian zmuszana jest siłą do ciężkiej pracy na rzecz terrorystów. Jedną z najbardziej znanych, powstałych w latach 60, grup partyzanckich jest Świetlisty Szlak (Sendero Luminoso, Partido Comunista de Perú para el Sendero Luminoso de José Carlos Mariátegui, czyli: Komunistyczna Partia Peru na Świetlistym Szlaku José Carlosa Mariátegui), inaczej zwany Komunistyczną Partią Peru[2] (El Partido Comunista del Perú). Celem siatki przestępczej było i jest obalenie „burżuazyjnej” władzy i zastąpienie jej komunistyczno-rewolucyjnymi rządami chłopskimi (a więc i indiańskimi).
Co ciekawe, organizację założył wykładowca uniwersytecki, Abimael Guzmán, zwany Presidente Gonzalo („Przewodniczący”, bądź „Prezydent” Gonzalo). To jego ideologia stworzyła cel działalności Świetlistego Szlaku. Nauczyciel nazywał siebie „czwartą szpadą marksizmu” i rozpętał najkrwawszą wojnę, jaką pamięta współczesne Peru. Łącznie, z rąk terrorystów zginęło ponad trzydzieści tysięcy ludzi. Momentem porażki dla organizacji był rok 1992, w którym schwytano Guzmána i w krótkim czasie resztę przywódców. Sromotną klęskę Świetlisty Szlak poniósł również w starciach z samoobroną chłopską, Ruchem Rewolucyjnym imienia Tupaca Amaru (MRTA)[4], samoobroną sił zbrojnych campesino oraz legalnie działającymi, lewicowymi partiami w Peru. Mimo dużego osłabienia, bojownicy nie poddali się i organizowali kolejne zamachy. W 2002 roku siatka przestępcza zabiła dziesięć osób przez wybuch samochodu-pułapki przed ambasadą USA w Limie. Rok później w niewolę wzięto sześćdziesięciu ośmiu pracowników budujących gazociąg między Cuzco i Limą oraz trzech strażników. Po zapłaceniu okupu (bądź też akcji policji)[8], zakładników uwolniono. Niedługo później, siły zbrojne Peru aresztowały wielu członków organizacji i uwolniły dwustu Indian-niewolników, pracujących w ciężkich warunkach dla Świetlistego Szlaku.
 
Bratobójcza walka
Jednym z największych wrogów Świetlistego Szklaku był Ruch Rewolucyjny im. Tupaca Amaru (Movimiento Revolucionario Tupac Amaru (MRTA), bądź po prostu Tupamaros). Ruch nazwany został od inkaskiego bohatera i lidera powstania przeciw Hiszpanom, Tupaca Amaru II, który bronił praw biednych. Świetlisty Szlak i MRTA zwalczały się i urządzały wręcz „polowania” na członków swoich ugrupowań. Jak przyznają Indianie Ajmara z półwyspu Copacabana, powszechne: przemoc i terror są złe i wyniszczające, jednak według nich to jedyna skuteczna forma wyrażania niezadowolenia. Wielu przyznaje, że ma nadzieję na poprawę swojego losu w związku z działalnością terrorystyczną. Poza powyżej wspomnianymi, w Ameryce Łacińskiej istnieje jeszcze wiele innych grup partyzantów, komunistów i handlarzy narkotyków.
 
Jedyna alternatywa?
Według wielu, aby powstrzymać przyczyny bandytyzmu i narkohandlu, ważne jest, aby upowszechniać i rozwijać edukację. Dzięki niej Indianie będą mieli możliwość czytania i pisania. To z kolei umożliwi im dostęp do konstytucji i lokalnego prawa, oraz otworzy drogę do składania podań i skarg, a także zajmowania wysokich stanowisk w państwie. Wiele rządów nie jest jednak zainteresowanych zwiększeniem aktywności Indian w życiu publicznym. Gdzieniegdzie działają darmowe, prywatne szkoły, jak np. w okolicach La Paz w Boliwii, gdzie stworzony został dwujęzyczny (ajmara i hiszpański) system nauczania. Opłacane w całości przez Międzynarodowy Projekt Archeologiczny Yaya-Mama i katolicką rozgłośnię Radio Święty Gabriel, szkoły wieczorowe kształcą na poziomie polskiego gimnazjum. Na dalszą edukację Indianie nie mają większych szans, bowiem za naukę na uniwersytecie trzeba płacić.
 
Sytuacja w szkołach państwowych
Poziom szkolnictwa państwowego pozostawia niestety wiele do życzenia. Kraje Ameryki Łacińskiej, z racji na swoje niewielkie możliwości, niestety nie zapewniają nawet części tego, co jest oferowane w szkołach europejskich. Wiejskie, biedne szkoły za oceanem, nie mogą sobie pozwolić na żadne dodatkowe wyposażenie pomieszczeń dydaktycznych. Cieknący dach, brudne ściany i zupełnie niedopasowane do warunków szkolnych meble należą do najczęściej wymienianych problemów tamtejszego systemu edukacji. Nakłada się na to zbyt mało sal w stosunku do dużej liczby uczniów w jednej klasie (zazwyczaj od 25 do 35). Ciężko wymienić element szkoły, który zasługuje na pochwałę. Badacze odwiedzający Amerykę Łacińską podkreślają, że budynki i cała infrastruktura wokół nich są w stanie totalnej ruiny.
 
Upokorzenie i narzucenie światopoglądu
Latynoamerykańska praktyka wydaje się zupełnie ignorować podstawowe prawa metodyki nauczania. Jak podkreślają niezależni obserwatorzy, nauczyciele bardzo rzadko tłumaczą indiańskim dzieciom znaczenie hiszpańskich słów i prawie nigdy nie pytają o ich definicje. Nauka oparta jest na wiernym przekładzie tekstów i zapamiętywaniu reguł gramatycznych. Powielanie czytanek z książki i przepisywanie zdań z tablicy to podstawa uczenia się. Podczas odpowiedzi nauczyciele krzyczą na uczniów, nie stroniąc od swoich jawnych ataków agresji i frustracji. Ludność indiańska (bez względu na wiek) stara się unikać szkoły i mówienia o niej. Nauczyciele, będący często spoza społeczności indiańskiej i nie mówiący w jej języku, czują się kimś lepszym od miejscowej ludności. Fakt ten powoduje, iż wielokrotnie narzucają oni uczniom swój własny światopogląd, m.in. w kwestiach kolonizacji kontynentu. Temat tabu, który rozpościera się na całą instytucję szkoły i jej nauczycieli, powoduje, że poniżenie i upokorzenie będą nadal powszechnie stosowane.
W szkołach Ameryki Łacińskiej to nauczyciel stanowi władzę autorytarną i jest uosabiany z wewnętrznym prawem i porządkiem. Wychowawcy zastraszają uczniów, publicznie im grożą i nie stronią od krzyku. Zamiast dyskusji wolą monolog (dzięki niemu mogą uniknąć niezręcznych pytań, na które nie znaliby odpowiedzi). Autonomia ucznia, tak bardzo ceniona w Polsce, nie ma tam miejsca. Poniżane dzieci podczas lekcji są niejednokrotnie bite i parzone pokrzywą. Nauczyciele otwarcie krytykują prace i wypowiedzi uczniów. Literatura przytacza cytaty typu: „Rozumiesz czy nie?”, „Wiecie co to jest? Bazgroły!”, „Jaki ohydny rysunek!”.
 
Siła Indian
Pomimo złego stanu szkolnictwa, Indianie zaczynają się powoli jednoczyć i coraz głośniej domagają się równego traktowania z resztą społeczeństwa. Przeciwstawienie się łamaniu praw człowieka, które było nierealne przez kilkaset ostatnich lat, dziś nabiera coraz większej siły i rozgłosu. Skuteczność tych działań zależy w dużej mierze od demograficznych proporcji w poszczególnych krajach. Dla przykładu w Boliwii, gdzie ludność Keczua i Ajmara stanowi łącznie ponad 60% populacji kraju, w 2006 roku wybrano pierwszego prezydenta-Indianina – Evo Moralesa. Polityk ten broni prawa do uprawiania koki – świętej rośliny Indian, która ma właściwości lecznicze[16]. Rozszerzył również pomoc socjalną oraz zwiększył wpływy do kasy państwowej z wydobywania gazu. Minusem jego rządów jest niestety polityka zagraniczna, bowiem Morales zraził do siebie Europę, Stany Zjednoczone, a nawet pobliską Brazylię.
 Kolejnym znanym Indianinem jest Felipe Quispe – „El Mallku” (w języku ajmara przydomek ten znaczy „przywódca”). Jest on dużo bardziej radykalny od Evo Moralesa i stąd nie cieszy się w Boliwii tak dużą popularnością. Warto jednak wspomnieć, że El Mallku był jednym z liderów organizacji Tupac Katari Guerilla Army, która jest uważana za następczynię Świetlistego Szlaku. W Peru, gdzie Indianie stanowią 45%, a Metysi aż 37% ogółu, dużą popularność zdobył Ollanta Humala, który uznał wyższość kultury indiańskiej nad zachodnią. W Meksyku sytuacja wygląda podobnie – tym razem przywódcą Indian jest mężczyzna ukrywający swoją tożsamość i pokazujący się publicznie wyłącznie w kominiarce. Prócz pseudonimu, o Subcomandante Marcos niewiele wiadomo poza faktem, że w 2000 roku przewodził powstaniu zapatystów. W związku z mobilizacją Indian w Ameryce Łacińskiej, wiele innych krajów (jak na przykład Ekwador czy Chile) ma problem z utrzymaniem dotychczasowego kursu polityki i coraz częściej musi liczyć się ze zdaniem Indian.
Walka o głos
            Tuż obok wyłonienia swoich liderów, Indianie zaczęli tworzyć własne, potężne organizacje, zdolne do wpływania na politykę rządów państw. W ten sposób powstała Konfederacja Indiańskich Narodów Ekwadoru (CONAIE). Reprezentuje ona 60% Indian żyjących w tym państwie i doprowadziła do odejścia dwóch prezydentów Abdali Bucarama (1997) i Jamila Mahuada (2000). W Ekwadorze znane są też pomniejsze: Narodowa Konfederacja Organizacji Chłopskich, Indiańskich i Afroekwadorskich (FENOCIN) oraz Federacja Indian Ewangelików (FEINE). Warto wspomnieć, że w niektórych krajach, w wirze wielkiej polityki, organizacje autochtonów są czasem manipulowane i podporządkowane politycznym interesom jednostek. Instytucją skupiającą pomniejsze zrzeszenia Indian jest założony w 1984 roku w Peru Koordynator Organizacji Indiańskich Dorzecza Amazonki (COICA). Roszczenia Indian są również coraz częściej poruszane na forum Komisji Praw Człowieka ONZ.
 
Zatrucie ideologią
            Niestety, konferencje, spotkania i szczyty poświęcone Indianom, zamiast na kwestiach praw człowieka i warunkach życia, kończą się zazwyczaj apelem o zwalczanie „imperializmu” USA. Kiedy w 2004 roku powstała „Deklaracja z Quito”, która miała podsumować drugi szczyt Indian, wezwano do powstrzymania globalizacji i podkreślono lojalność wobec polityki socjalistycznej Kuby. W 2005 roku po raz pierwszy opublikowano „Manifest komunistycznyMarksa i Engelsa w języku keczua. Miało to „odnowić ducha walki” oraz stanowić „akt historycznej sprawiedliwości”. Jak już jednak wcześniej było wspomniane, większość Indian to analfabeci, w związku z czym nie są oni w stanie przeczytać dzieła komunistów. Jedynie mniejszość posiada podstawowe wykształcenie i w tym przypadku trzeba przyznać, że Indianie są bardzo podatni na skrajnie lewicowe hasła. Coraz częściej też mają odwagę przeprowadzać ogólnokrajowe protesty i blokady dróg, a także doprowadzać do upadku rządów i wysoko postawionych polityków. Pod tym względem działalność Indian może budzić pewne obawy co do utrzymania pokoju w Ameryce Łacińskiej.
 
Podsumowanie
Obecna sytuacja jest niezwykle trudna w ocenie. Z jednej strony widzimy postępującą dyskryminację Indian, z drugiej zaś powolne zdobywanie władzy przez niebezpieczne ideologicznie ugrupowania. Mając na uwadze wszystkie te aspekty należy podkreślić, że jedynym środkiem zdolnym do załagodzenia konfliktów przy jednoczesnej poprawie jakości życia ludności tubylczej jest gruntowna edukacja na wzór zachodni. Tylko ona może stanowić konkurencję dla ukierunkowanych ideologicznie uniwersytetów (m.in. tych na Kubie, gdzie studiują zamożniejsi Indianie) i stworzyć przeciwwagę dla szerzenia radykalizmu w polityce. W związku z tym należy zacząć od podstawowej jednostki, jaką jest szkoła, i właśnie tam upatrywać głównych przyczyn obecnego stanu rzeczy. Pierwszy i niezwykle istotny problem to bardzo niska motywacja, zarówno nauczycieli, jak i uczniów. Ci pierwsi otrzymują stanowczo zbyt niskie wynagrodzenie, ci drudzy zaś traktują szkołę jako instytucję niezwykle wrogą i oderwaną od rzeczywistości. Sytuacja ta powoduje, że społeczność indiańska jest bardzo niechętna wobec dalszej nauki i w związku z tym niezwykle podatna na wszelkiego rodzaju manipulacje.
Zacofanie jest dla Indian główną przyczyną biedy, a biorąc pod uwagę ich liczebność, powoduje ona z kolei dalszą, pogłębiającą się przepaść między ubogimi krajami Ameryki Łacińskiej a bogatym światem Europy i Ameryki Północnej. W XXI wieku nie wystarczy już tylko e’mandoya (w języku keczua: „nauka nieformalna”) i miernej jakości edukacja formalna. Aby społeczeństwo indiańskie miało możliwość rozsądnego współdecydowania o losach swoich państw, potrzebuje dobrze wykształconych przedstawicieli reprezentujących jego interesy. W innym wypadku będziemy mieli do czynienia z jednej strony z komunistyczną rewolucją Indian, z drugiej zaś z postępującym łamaniem praw człowieka.


[2] Świetlisty Szlak sam siebie nazywał Komunistyczną Partią Peru. W rzeczywistości był jednak jej zbrojnym ramieniem. Komunistyczna Partia Peru (Bandera Roja – Czerwony Sztandar) sama w 1964 roku oddzieliła się od pierwszej i zarazem głównej Komunistycznej Partii Peru.

[4] Nie należy mylić tej organizacji z inną o podobnej nazwie, która działała w Urugwaju (MLN)

[8] Sprawa jest niejasna, nie wiadomo w jaki sposób doprowadzono do uwolnienia zakładników.

[16] Dopiero wydestylowana roślina nabywa właściwości halucynogennych i uzależniających i znana jest jako narkotyk – kokaina.

1 KOMENTARZ

Pozostaw odpowiedź Franc Anuluj odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here