Wszedłem parę pięter na tę wieżę i oglądam raczej uspokajająco idylliczny widok: dookoła pola, wzgórza. Na polach pasą się krowy, owce i świnie. W południowej Anglii, w hrabstwie Suffolk to widok normalny od stuleci.
Ale na tę 17-metrową viewing tower, na której stoję, chciałby wejść każdy szanujący się archeolog, Przed nią, na spokojnych wzgórzach znajduje się największy odkryty (teraz znowu zakryty dla publiczności) skarb archeologiczny Anglii – Sutton Hoo (wymowa: „satn hu:”).
Ale jak do tego odkrycia doszło? To jest scenariusz na powieść i film. I one powstały! Ale po kolei. Najpierw mieszka tu w Suffolk (etymologicznie to nazwa hrabstwa „południowi ludzie”) bardzo bogata pani. Nazywa się Edith Pretty i bardzo od dzieciństwa ciekawi ją archeologia. Zaczęła ją studiować. Ale zdobywszy różne dyplomy, nie mogła jako kobieta, w latach 1930-35, awansować naukowo. Dyskryminacja mądrych kobiet – à la Maria Skłodowska w Paryżu. Ale Tutenchamon i jego duch pozostali przyjaciółmi Edith. Po zgonie rodziców, Edith dziedziczy z siostrą majątek o dzisiejszej wartości 32 milionów funtów (GBP).
Najmuje więc sąsiada Basila Browna, też amatora zakochanego w archeologii, do kopania na jej wzgórzach rolniczo-hodowlanych. Czuła typowo kobiecym instynktem, iż w tych wzgórzach śpi skarb. Pan Brown też miał nosa do ukrytych skarbów. W roku 1938 kopiąc łopatą odkrył ślady domostw średniowiecznych oraz skorupy naczyń. Pan Brown miał tu wielkie pole do popisu, gdyż do pani Pretty należało 213 hektarów ziemi. Stwierdził naukowo, iż te tereny już były w średniowieczu okradzione. Te kradzieże sprzed stuleci, ślady plądrowań, norki królików, pozostałości okopów z II Wojny światowej, wykonane dla obrony przed niemieckim nazizmem, to był wieczny kłopot i wróg duetu Pretty-Brown. Stratyfikacja kłopotów.
HOO-HOO-HOO
Ta optymistyczna i entuzjastyczna para nie traci nadziei. Istotnie, w lipcu 1939, w przededniu ataku Hitlera na Polskę, właśnie tutaj odkrywa Basil Brown, zawsze w czapce, kamizelce, marynarce, z fajką w zębach i z łopatą w ręku, wielki skarb.
Jest to grób króla Raedwalda z roku 625! Panował on na tutejszych terenach przez około 20 lat. Był znany i lubiany, o czym mówi kronika po łacinie „Historia ecclesiastica gentis Anglorum” z 675 roku. W południowej Anglii mieszali się Anglosasi, Wikingowie, Germanie i Normanie. Robili to manu militari, a zatem wojny, potyczki i kampanie trwały wiecznie. Kwaśna gleba tego regionu rozpuściła szkielet króla Raedwalda. Po nim nie zostało nic. Ale został wspaniały ślad w postaci łodzi, gdzie spoczywał. Króla pochowano w dębowej łodzi! Takimi łodziami wędrowali przykładowo nieustraszeni Wikingowie przez morza i oceany. W języku norweskim „vik” oznacza „zatokę”. Wikingowie, to ludzie z zatoki – tylko gdzie ona się znajduje? W jakim kraju?
Tu stoję na słynnym wzgórzu, zszedłszy z widokowej wieży. Patrzę w dół w kierunku rzeki Deben, wpadającej parę km dalej do Morza Północnego. Pod moimi nogami krótka trawa, pochylana przez wiatr… To znaczy, iż najpierw wykonano łódź „pogrzebową” dla ukochanego króla, włożono go do niej i przycumowano jak najbliżej wzgórza-kurhanu (po angielsku the mound), na którym stoję. Po czym na podkładanych belkach przetoczono pod górę (sic!) siłą jedynie muskułów całą łódź o długości 27 m z królewskimi zwłokami 2-3 km, wykopano na szczycie wzgórza grób i pochowano rytualnie monarchę. W tej wręcz metafizycznej akcji należało wtoczyć łódź na wysokość 31 m, licząc od „zera” pobliskiego wybrzeża. Ciężar spory do pchania.
Gdyby odkopano jedynie tę zmurszałą kompletnie łódź, którą zajął się tak pieczołowicie, starannie i wręcz wedle reguł nauki Basil Brown i gdyby w niej nic nie było, Sutton Hoo nigdy nie stałby się sławny na cały świat archeologiczny. Ale teraz dowcipna reklama tego turystycznego celu (muzeum, wieża, willa) po angielsku „HOO wants to go to HOO?” jest już jedynie pytaniem retorycznym i ortograficzną grą, bowiem każdy szanujący się turysta chce zobaczyć skarby odkryte w tej dla nas nieistniejącej łodzi.
HOO-HOO-HOO
Właśnie te skarby przyciągają tłumy do małej mieściny Sutton Hoo. Z wieży idę do willi pani Edith Pretty. Dynamiczna wizyta – trzeba się nachodzić… Przechodzę polami przez furtki w płotach, nie pozwalających bydłu na dowolne przemieszczanie się. Otwieram furtki i starannie je zamykam, naśladując kulturalnych turystów. W kilkupiętrowej willi czekają na ciekawskich turystów leciwi i dumni wolontariusze emeryci (eleganckie panie i panowie) z „National Trust”, czyli narodowej organizacji brytyjskiej, opiekującej się kilkuset obiektami historycznymi na wyspie. Zwiedzamy parter, na piętra nie wchodzimy. Wolontariusze objaśniają chętnie filmy, zdjęcia, obrazy, kopie dokumentów w obszernej willi, niegdyś własności pani Pretty. Do niej należały przecież hektary ziemi, gdzie ujawniono dzieje tak fascynujące południowej Anglii. Zaznajamiam się także z życiorysem Peggy Piggott, również studentki archeologii. Też nie mogła zdobywać stopni naukowych jako kobieta. Ona miała szczęście w zespole archeologów wydobyć z grobu pierwsze obiekty ze złota. I była ciocią Johna Prestona, o którym za chwilę.
Zaczęto delikatnie wydobywać spod ziemi (aura niespodzianki to generalna atrakcja archeologii!) wielką ilość złotych sprzączek od pasków, złotych rękojeści od mieczy, ale przede wszystkim zajaśniał główny skarb w rękach oniemiałych z zachwytu amatorów i specjalistów: pozłacany hełm króla Raedwalda.
Po zwiedzeniu pięknej willi, podążam z innymi turystami do budynku muzeum w Sutton Hoo, gdzie podziwiamy ten hełm. Kiedy odkryto hełm, chciano go ukryć przed „najazdem” prasy i ciekawskich. Nie udało się. W lipcu 1939, na chwilę przed rozpoczęciem II Wojny światowej, wszyscy w Anglii dowiedzieli się o skarbie na kurhanie pani Edith Pretty, która była chorowitą osobą i zmarła w 1942 roku na udar mózgu. Nie doczekała światowej chwały swych wichrowych wzgórz…
HOO-HOO-HOO
Muzeum bardzo dobrze dydaktycznie ukazuje wagę znalezisk w Sutton Hoo. Można tu w witrynach pod pancernym szkłem oglądać wspaniałości, czyli wyroby ze złota (ten metal jest iście królewski – żaden kwas w glebie mu nie szkodzi!). Są to sprzączki od pasa z doskonałymi skomplikowanymi wzorami geometrycznymi w syntezie z emalią, wzbudzającymi do dziś zachwyt. Patrzę na złote końcówki rękojeści mieczy, też ukazujące wysoki kunszt złotniczy VII w. u anglosaskich plemion! Zrekonstruowano tarczę króla – zachowała się zardzewiała środkowa głowica, mająca odpierać dzikie ataki mieczy wrogów.
Ale czołowym obiektem-skarbem jest wspomniany hełm, pozłacany na metalowej ochronie nosa oraz brwi. Pasmo złota idzie również wzdłuż czaszki do tyłu, gdyż tam jest jeszcze osłona metalowa na kark. A na obwodzie wokół skroni są wycyzelowane miniaturowe płaskorzeźby (4 cm x 4 cm) jako sceny wojenne, pojedynki, konie, rycerze, walczący o swą władzę na tajemniczym terytorium! Niebywałe piękno sztuki! Obchodzę hełm dookoła w głównej sali muzeum – to mój marsz wokół szklanej klatki historii, sztuki i religii, która w tamtym okresie akurat przeżywała radykalną metamorfozę. Powoli chrześcijaństwo ogarniało Anglię, pokonawszy pogaństwo.
Te wspaniałe relikty dziejów oglądam wraz z tłumem turystów z całej Anglii oraz ze świata. Sutton Hoo to klejnot brytyjskiej archeologii, aktywne spotkanie z tą nauką. Energicznie należy pomaszerować kilka kilometrów między willą, muzeum a wieżą, przez pola, znajdować przejścia w płotach, ograniczające wędrówki krów i owiec. Wycieczka między historią, rolnictwem, hodowlą i satysfakcją uczestnictwa w hołdzie dla archeologów amatorów – od nich się wszystko zaczęło! Cały spektakl nauki na użytek chłonnych wiedzy ludzi. Można jedynie dziękować pani Pretty, że udostępniła swe hektary nauce. Wiodło ją przeczucie dla jednych niedorzeczne, dla drugich godne szacunku.
Wspomniałem wyżej Johna Prestona. To brytyjski dziennikarz, który od dzieciństwa słuchał opowiadania swojej cioci, Peggy Piggott, o cudownym, niespodziewanym znalezisku w Sutton Hoo. W roku 2007 wydał powieść, w której fabularnie opisał dramatyczną historię wykopaliska, zwątpienia, problemy, konflikty między amatorami a dyplomowanymi profesorami. Dodał wątek miłosny, aby było bardziej powieściowo. Tytuł książki „The Dig”, zatem „Wykopalisko”.
A w styczniu 2021 odbyła się premiera filmu „The Dig”, kręconego częściowo tu w Suffolk, wyreżyserowanego przez Simona Stone’a, według tekstu J. Prestona. Rolę pani Edith Pretty, sterującej pracami wykopaliska zagrała Carey Mulligan, znana z wielu brytyjskich filmów. Rolę amatora archeologii Basila Browna otrzymującego dwa funty tygodniowo od właścicielki gruntów za kopanie łopatą, zagrał Ralph Fiennes, zarówno arystokrata brytyjski jak i aktor („Lista Schindlera”, „Angielski pacjent” czy „Coriolan”), aby wymienić tylko trzy obrazy.
Wykopalisko w Sutton Hoo obrosło sławą oraz pracami naukowymi oczywiście, całą aurą skarbu, nie przypadkowo wydartego ziemi. Cieszę się, że tam chodziłem po wzgórzu-kurhanie, omiatanym wiatrami od morza.
Wiesław PIECHOCKI, Sutton Hoo, Anglia, lipiec 2022












