Spóźniona prawica, znikoma lewica

2

Prawica. Kiedy była tak bardzo potrzebna, nie robiła nic. Obudziła się po wielu latach drzemki, by w XXI wieku wprowadzać średniowieczne reformy. Przez ostatnie dwa lata krajem rządziła zjednoczona trójca rozkapryszonych partii nacjonalistycznych i populistycznych, kłócących się o władzę i pieniądze. A gdzież podziała się ich troska o kraj? Ot, cały Giertych, Kaczyński i Lepper – niczym trójca XVII-wiecznych regimentarzy, nazwanych: „dzieciną, łaciną, pierzyną". Teraz, gdy nadszedł kres ich rządów, czas zastanowić się: CO DALEJ?

 

           Zarówno prawica, jak i lewica odgrywają kolosalną i nieodzowną rolę w kształtowaniu każdej demokracji. W odpowiednich momentach historii przychodzi czas na przewodnictwo polityczne jednej, bądź drugiej strony. Niestety, od lat władzę w Polsce przejmują ludzie reprezentujący często ideologię najgorszą z możliwych w danej chwili i sytuacji. Niejednokrotnie szkodzi to interesom kraju i jest brzemienne w skutkach – z wielkiego europejskiego mocarstwa Rzeczpospolita zmieniła się w podrzędne, nielubiane przez sąsiadów państwo krzykaczy i awanturników.

          Już w zamierzchłych czasach przekonaliśmy się, ze politycy wielokrotnie przedkładają własne interesy nad krajowe. W ten sposób, gdy ponad 100 lat temu Józef Piłsudski starał się uzyskać wsparcie od rządu Japonii przy tworzeniu legionów polskich, jego największy przeciwnik ideologiczny, Roman Dmowski, skutecznie przekonał tamtejszego Ministra Spraw Zagranicznych, by ten nie pomagał Polakom, a w szczególności wrogiej endekom PPS. Trzynaście lat później Piłsudski postanowił się zrewanżować – nie wysłał posiłków walczącym powstańcom w niemieckiej wówczas Wielkopolsce. Tamtejsza ludność w przeważającej części popierała politykę Dmowskiego, dlatego też lewica nie skrywała do niej niechęci. Marszałek, zmęczony walką wewnętrzną i rozczarowany postawą Polaków, stwierdził: „Naród wspaniały, tylko ludzie ch…e".

           Po II Wojnie Światowej Rzeczpospolita znalazła się de facto w strefie dyktatu rosyjskiego. Monopartyjność systemu uniemożliwiała legalne działanie nurtów politycznych innych niż komunistyczne. Wiadomym było, że tajne organizacje lewicowe nie mogły cieszyć się poparciem społeczeństwa, które zakorzeniło w sobie głęboką urazę do poglądów choćby w najmniejszym stopniu związanych z kierunkiem działań władz. Zdecydowanie swoje „pięć minut" miały podziemne ugrupowania prawicowe i nacjonalistyczne. Miały, ale… nie potrafiły wykorzystać swojej okazji. Nie stworzyły silnych organizacji. Nie walczyły tak jak Węgrzy, czy narody Jugosławii o niepodległość. Po prostu zawiodły.

          Ktoś mógłby zapytać – a cóż z NSZZ Solidarnością? Otóż uważany on był przez wielu za ruch prawicowy, z pewnością jednak daleko mu było do podobnej ideologii. Początkowo wysuwane żądania w stronę władz miały na celu polepszyć byt społeczeństwa, nie zaś obalić system komunistyczny. Solidarność wysuwała propozycje stworzenia „socjalizmu z ludzką twarzą", wierzyła, że państwo „ludowe" można umiejętnie zreformować. Jeśli zaś mimo wszystko uznamy ją za ruch prawicowy, nie będziemy mogli już tego samego powiedzieć po roku 1989, kiedy to związek zawodowy zaczął bronić pracowników przed pracodawcami, a nie jak wcześniej – władzami PRL. To proletariat, a nie prawica, położył kres Polsce Ludowej. Następnie, jak powiedział lider NSZZ, Lech Wałęsa, były to „ostatnie godziny naszych pięciu minut" – Solidarność słabła z dnia na dzień.

          Po politycznej zawierusze spowodowanej tworzeniem naprędce nowej demokracji, władzę w III RP przejął ktoś niemający najmniejszego związku z „czerwonymi" – koalicja AWS-UW. Skupiała ona większość ugrupowań polskiej prawicy, dzięki czemu zyskała zaufanie społeczeństwa, pokładającego wszelkie nadzieje w politykach koalicji. Autorytarny system rządzenia AWS-em przez jej przewodniczącego, Mariana Krzaklewskiego, spotkał się z silną krytyką. Niechlubne komentarze pojawiały się także na temat obsadzania wszelkich stanowisk w spółkach należących do Skarbu Państwa ludźmi powiązanymi z Solidarnością. Jarosław Kaczyński, oburzony tym zachowaniem stwierdził, że najsilniejszą frakcją w AWS jest frakcja TKM – „Teraz K…a My".

          Porażka prawicy skłoniła wyborców do zwrócenia się w stronę lewicy. I tak władzę zdobyło SLD. Niedawni komuniści nie mieli niestety pomysłu na rządzenie krajem. Wstępując za młodu do PZPR nie zastanawiali się nad własnymi ideami. Gdy Polska Ludowa upadła, postanowili stworzyć partię socjaldemokratów, gdyż wszelkie inne możliwości były zamknięte. Nie mając jednak pojęcia, na czym polega ideologia lewicy, nieudolnie kopiowali pomysły ich odpowiedników zza zachodniej granicy. W rezultacie SLD przeprowadzało prawicowe reformy, nawet w kwestiach obyczajowych. Słowa Andrzeja Leppera idealnie odwzorowują ówczesne rządy: „Jeżeli Sojusz Lewicy jest lewicą, to ja jestem kosmonautą".

           Zdezorientowani schizofrenicznym zachowaniem prawicowej lewicy Polacy, w kolejnych wyborach postawili na partie nacjonalistów i populistów. Ci mówili prosto, obiecywali dużo, krytykowali chętnie i modlili się nieustannie. Sam ordynator Rydzyk krzyczał z zadowoleniem: „Niech żyje moherowa koalicja!". Kraje Zachodu załamały ręce, wielokroć nazywały Polskę ciemnogrodem, bądź kaczogrodem. Przez dwa lata rządów ultraprawicy, społeczeństwo miało okazję być świadkiem powrotu do średniowiecza: ekskomuniki nauczycieli, prześladowania gejów, cenzury w mediach, wymyślnych pomysłów Giertycha, polowania na szatanów, inkwizycji i listy ksiąg zakazanych.

          Koalicja – z pozoru trwała, okazała się kolosem na glinianych nogach. Władza kusiła tak bardzo, że skłóceni ze sobą koledzy z sejmowych ław, nie przebierali w słowach opisując się wzajemnie. W wyniku tego usłyszeliśmy, że Lepper to „warchoł" do którego „bardziej pasują widły i kupa gnoju", Lech Kaczyński to „cham" oraz „s…syn", zaś jego żona zyskała miano „czarownicy" i „szamba".

          Jana Rokitę nazwano „płytkim" i „dennym", Aleksandra Kwaśniewskiego „szmaciarzem", a Zbigniewa Zbiorę „kłamcą i oszustem". Joanna Senyszyn uznała obecny rząd za „ziemniaczano-buraczany", nawiązując zaś do słów premiera sprzed kilku lat, stwierdziła, że realizowany jest „program TMK – Teraz My Kaczyńscy".

            Walka lewicy i prawicy w Polsce trwa niemal od zawsze. Jedyny problem obecnej sceny politycznej to wypaczenie równowagi, spowodowane 44 latami komunizmu. W wyniku tak długotrwałej dyktatury komunistów, do której społeczeństwo nabrało obrzydzenia, wykształciły się silne ruchy fanatycznych katolików oraz nacjonalistów. Lewica zaś niemalże zupełnie zaniknęła. Postkomunistyczne SLD zmienia się, biorąc przykład z partii socjaldemokratycznych na Zachodzie, ale proces ten przebiega bardzo wolno. PO, mając obecnie największe poparcie, stara się utrzymać w centrum i stronić od przedstawiania jakiegokolwiek programu. Jak widać, metoda ta sprawdza się znakomicie.

            Wydaje się, że nie ma partii, na którą można by z czystym sumieniem zagłosować w nadchodzących wyborach. Brak alternatyw w formie młodej, nowoczesnej lewicy, rozsądnego centrum, czy też zdystansowanej do religii prawicy. Śledząc kolejne zdarzenia w kraju można mieć wrażenie, iż Polacy wybierają często najgorszą z możliwych opcji. Ale wybrać trzeba. Obyśmy znów nie popełnili błędów z przeszłości. W 1945 roku premier Wielkiej Brytanii, Winston Churchill powiedział: „Mało jest zalet, których by Polacy nie mieli i mało błędów, których udałoby im się uniknąć". Niestety miał rację.

2 KOMENTARZE

  1. We francuskim parlamencie porewolucyjnym, ci siedzący w ławach z prawej strony to była prawica, ci siędzący w ławach z lewej strony to była lewica. A ci w ławach środkowych to było bagno. PO siedzi teraz w ławach środkowych bardzo mocno nazywając siebie samych libeałami, co tez bardzo dobrze pasuje do bagna. Kiedyś katoszczekacze mieli hasło „lewica laicka” to może na tej samej zasadzie nazwać PO – liberałowie rozmodleni ? Bo „bagno” brzmi zbyt dosłownie i jako bardzo trafne może się nie przyjąć 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here