Rozmowa ze skrzypkiem prof. dr. hab. Tadeuszem Gadziną, prof. dr. hab. UMFC oraz koncertującym solistą i Prymariuszem Kwartetu Wilanów
Karol Czejarek (Karol):
Tadeuszu, nie będę ukrywał, że od dawna pozostajemy w przyjacielskich układach rodzinnych, w których obecne są także nasze żony – Twoja Elżbieta i moja Magda.
Wdzięczny Wam jestem – Tobie jako skrzypkowi i Twojej żonie Elżbiecie – znakomitej flecistce, oraz p. Elli Susmanek (pianistce), za koncert, jaki daliście w warszawskim Klubie Księgarza z okazji promocji mojej książki: „Autobiografia. Moja droga przez życie ”(Zagnańsk, 2024). Do dziś wielu uczestników tego spotkania dziękuje mi za niezwykłe przeżycie muzyczne, którego byliście autorami, a ja szczególnie DZIĘKUJĘ WAM ZA TEN PRZEPIĘKNY MUZYCZNY PREZENT!
Tadeusz Gadzina (Tadeusz);
Cieszymy się i my, że w ten sposób mogliśmy wyrazić wdzięczność za to, co uczyniłeś dla polskiej kultury i co czynisz z Madzią na tym polu nadal. To wszystko sprawia, że czujemy się członkami Waszej Wspaniałej RODZINY, a jedynym aktem wyrażenia tej wdzięczności w dniu promocji Twojej Autobiografii mogła być tylko nasza „twórczo – wykonawcza” sztuka, którą kochamy i poświęciliśmy jej całe nasze zawodowe życie.
Karol:
Jakże to pięknie powiedziane.
Tadeusz:
Cieszy nas ogromnie, że uczestnicy tego spotkania przyjęli bardzo życzliwie ten muzyczny dar dla Ciebie, doceniając w nim piękno i język muzyki, który Romain Rolland określił Boską elokwencją w swej książce o „Życiu Ludwika van Beethovena”.
W programie naszego koncertu zamieściliśmy: „ SONATĘ WIOSENNĄ” L. van Beethovena ( na skrzypce i fortepian ), „PIEŚŃ ARABSKĄ” z Szeherezady Rimskiego – Korsakowa (na flet i fortepian), „ZAPOMNIANY MOTYW WIEDEŃSKI” nieznanego kompozytora oraz „WIEDEŃSKĄ MELODIĘ” R. Heibergera.
Karol:
To piękny repertuar, widziałem głębokie skupienie na wielu twarzach słuchaczy, zresztą i ja szczerze wzruszyłem się liryzmem tych utworów, jak i mistrzostwem ich wykonania.
Czy długo przygotowywaliście się do tego koncertu?
Tadeusz:
Oczywiście utwory te graliśmy setki razy niemal na całym świecie, tym nie mniej – każde kolejne wykonanie wymaga „twórczego podejścia” i zmusza nas do solidnego przypomnienia dramaturgii frazy zgodnej z myślą kompozytora. Ponadto nasza wspaniała pianistka, współwykonawczyni tych utworów – Ella Susmanek, chętnie zgodziła się na parę prób, koniecznych do uzyskania jedności interpretacyjnej. Na szczęście nie pierwszy raz graliśmy z Nią te utwory.
Karol:
Tak, to był wspaniały koncert, jeszcze raz jak najserdeczniej dziękuję. W ogóle za pomysł (a wiem, że to Twój!) uświetnienia mojego wieczoru autorskiego.
Tadeusz:
Czujemy się z Elusią (TUNIĄ) spełnieni, choćby w poczuciu małego rewanżu za Twoją dla nas bezcenną pomoc na zawodowej drodze życia! Przy okazji przekazuję Ci wyrazy setnych podziękowań od moich przyjaciół z KWARTETU WILANÓW, któremu umożliwiłeś (40 lat temu!) egzystencję na prawach zespołu państwowego (co było absolutnym ewenementem w historii polskiej kameralistyki). Dzięki temu Kwartet Wilanów stał się jednym z najdłużej istniejących kwartetów smyczkowych na świecie!
Karol:
Wróćmy jednak „do tematu”: Jaka była Twoja droga do muzyki, a potem do koncertowania z „Kwartetem Wilanowskim”, który tak wspaniale zaistniał na polskiej i światowej scenie muzycznej?
Tadeusz:
Moja droga do muzyki rozpoczęła się w chwili, kiedy moi rodzice przenieśli się ze Skarżyska Kamiennej na Ziemie Odzyskane …do Wałbrzycha. W przydzielonym nam mieszkaniu (pozostawionym przez Niemców, którzy byli zmuszeni do powrotu do kraju rdzennie niemieckiego), zastaliśmy przepiękne pianino (w bardzo dobrym stanie), rzeźbione w palisandrowym drewnie. Również gitarę, bałałajkę i małe skrzypeczki tzw. „Ćwiartki”. Ponadto ozdobne szafy i biblioteka były wypełnione po brzegi stosami nut muzyki poważnej sławnych kompozytorów.
Karol:
Czyli poprzedni mieszkańcy byli z pewnością dojrzałymi muzykami i niewątpliwie pedagogami. I co było dalej?
Tadeusz:
Zacząłem od pobrzękiwania na klawiaturze pianina, na którym już wcześniej zaczęło naukę moje starsze rodzeństwo: siostra i brat. Pewnego dnia udało mi się „zagrać” słyszaną wielokrotnie w kościele pieśń „BOŻE COŚ POLSKĘ”. Moja mateńka podsłuchała moje wysiłki, poprosiła o powtórzenie, po czym kazała mi się ubrać i … zawiozła mnie do Szkoły Muzycznej w Wałbrzychu przy ul. Moniuszki! Tam (na jej prośbę) zostałem przeegzaminowany przez dyrektora szkoły – p. Włodzimierza Dębskiego – ojca znanego dziś i podziwianego artysty muzyka – Krzesimira Dębskiego.
Kazano mi śpiewać, powtarzać dźwięki uderzane na klawiaturze fortepianu, a nawet dyrygować grane melodie itd. itd.
Po tak wnikliwych badaniach mojej ewentualnej przydatności do nauki muzyki, dyr. Dębski zapytał mateńkę : „na jakim instrumencie chciałaby Pani uczyć swego synka? Mama odpowiedziała: na fortepianie, bo mam w domu pianino. Na to Pan Dębski zdecydowanym głosem oznajmił: Pani syn będzie skrzypkiem”.
Karol:
Czyli miał tzw. „nosa”, a inaczej mówiąc, DOBRZE WYBRAŁ!
Tadeusz:
Tak, to właśnie jemu zawdzięczałem moje pierwsze kontakty z tzw. „Ćwiartką” – małymi skrzypeczkami, które czekały na mnie w poniemieckim mieszkaniu. Edukacja w wałbrzyskiej szkole poprzedzona została prywatnymi lekcjami u wspaniałego skrzypka, uroczego człowieka, który nauczył mnie kochać dźwięk tego instrumentu.
„Profesor” nauczył mnie dyscypliny pracy, wielogodzinnych ćwiczeń, znaczenia znaków nutowych, ale też wybaczania mu krzyków , bicia smyczkiem po palcach przy najmniejszej pomyłce i odwagi wyjścia na scenę egzaminacyjnej Sali. Był to Niemiec polskiego pochodzenia o nazwisku POLLAK.
W klasie licealnej prowadził mnie Stanisław Majewski, uczeń EUGENII UMIŃSKIEJ, sławnej skrzypaczki mieszkającej i uczącej w Krakowie.
To Jemu zawdzięczam przeniesienie do Liceum Muzycznego we Wrocławiu, przy ulicy Łowieckiej. Tam, pod kierunkiem profesora S. Grobelnego, ówczesnego koncertmistrza Filharmonii Wrocławskiej, uzyskałem dyplom z wyróżnieniem i nagrodę w postaci roli solisty na koncercie dyplomantów (w tejże Filharmonii). Szkoła była dumna z moich osiągnięć do chwili, kiedy wyszło na jaw, że na studia będę zdawał do PWSM w Warszawie. Wtedy próbowano mi nawet unieważnić wyróżnienie otrzymane na dyplomie!
Karol:
Ależ to historia…
Tadeusz:
Mimo wielkiej konkurencji, dostałem się do warszawskiej uczelni i na sugestię prof. Tadeusza Wrońskiego – do swej klasy przyjął mnie koncertmistrz Filharmonii Narodowej prof. Zenon Bąkowski. Stał się On moim jedynym mistrzem i prawdziwym opiekunem. Mnie – biednego studenta, który na swe utrzymanie miał zaledwie 50 zł miesięcznie. Jego praca nade mną to nie było tylko kształcenie skrzypka, ale również kształtowanie charakteru i temperamentu. Świadczą o tym przeróżne zabawne fakty, które często miały miejsce np. przy powitaniu: z uśmiechem na ustach wołał: „dzień dobry panie ZAKAPIOR!”. Z tego wynika, że nie należałem do zbyt pokornych, zwłaszcza w reakcjach na czyjąś agresję. Szczerze mówiąc – w ogóle mi to nie przeszkadzało, a nawet było swego rodzaju miarą przeżywania w muzyce różnych nastrojów, w skali – od załzawionych czasem wzruszeń do ognistych wybuchów.
Karol:
To aż tak burzliwie wyglądało Twoje dochodzenie do dzisiejszej sławy?
Tadeusza:
Moje możliwości wirtuozowskie, nie chwaląc się, wzrastały z każdym zadaniem, jakie przed sobą stawiałem. Jeszcze na studiach rozpocząłem swoje boje konkursowe. Wynikiem tych wysiłków jest fakt, że jestem laureatem pięciu największych międzynarodowych konkursów skrzypcowych, w tym: konkursu im. J. Sibeliusa w Helsinkach, im. Paganiniego w Genui, im. Carla Flescha w Londynie, im. H. Wieniawskiego w Poznaniu i im. Królowej Elżbiety w Brukseli. Osobnym rozdziałem są konkursy międzynarodowe kwartetów smyczkowych, m.in.: im. Haydna w Wiedniu oraz najważniejszego Konkursu Muzycznego ARD w Monachium. Mam za sobą dziesiątki koncertów solowych w Polsce i za granicą, a wraz z kolegami – ponad 5000 koncertów kameralnych niemal na całym świecie.
Karol
Brawo, brawo, brawo! Wspaniałe dokonania, ale byłeś też przez wiele długich lat nauczycielem akademickim – profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina. Powiedz kilka zdań na ten temat.
Tadeusz:
Moja aktywność pedagogiczna rozpoczęła się jeszcze na studiach. Prof. Bąkowski często wyjeżdżał z Filharmonią Narodową na tournée koncertowe, czasami nawet na kilka miesięcy. „Przekazywał” mnie wtedy do klasy Stanisława Kawalli (ucznia i asystenta prof. Tadeusza Wrońskiego). Stanisław Kawalla był wiernym spadkobiercą słynnej na cały świat „Korekty gry skrzypcowej T. Wrońskiego”. Korekta ta dotyczy fizjologii gry skrzypcowej, od której to fizjologii zależy rozwój każdego młodego skrzypka. Chodzi o to, jak mawiał prof. Wroński, by skrzypce (traktowane prawidłowo) stawały się częścią naszego ciała, a nie były obcym przedmiotem używanym do wydobywania dźwięków. Tę maksymę przekazywał mi Stanisław Kawalla przez okres dwóch miesięcy. Był on pasjonatem, „chirurgiem” i wyznawcą całej mądrości prof. Wrońskiego, która swe początki brała od przesławnych polskich wirtuozów: Henryka Wieniawskiego i Karola Lipińskiego. Na świecie szkołę Wrońskiego, który stworzył kliniczne wręcz ratowanie rozwoju młodego skrzypka, nazywają POLSKĄ SZKOŁĄ SKRZYPCOWĄ. Jestem jednym z ostatnich, którzy są spadkobiercami tego skarbu otrzymanego od Profesora. Poza mną (o ile dobrze pamiętam) spośród tych, którzy mieli bezpośredni kontakt z KOREKTĄ, żyją jeszcze: Magdalena Rezler i Krzysztof Jakowicz, wspaniali i znani wirtuozi i pedagodzy. Będąc pod tym względem wyjątkami – teraz sami przekazujemy studentom tę prawdę nt. fizjologii gry skrzypcowej, nie idąc łatwą drogą efektownego uczenia repertuaru i oczekiwania, ze student sam wejdzie na drogę życiowego sukcesu. Sam wielokrotnie doświadczyłem spontanicznie wyrażanego uznania dla POLSKIEJ SZKOŁY SKRZYPCOWEJ, będąc zapraszanym na mistrzowskie kursy w całej Europie, Japonii, Rosji, USA czy w Kanadzie, gdzie od 29 lat co roku uczestniczę w słynnym Mistrzowskim Kursie MORNING MUSIC BRIDGE. Koledzy pedagodzy nazywają mnie tam PAN FIZJOLOGIA.
Karol:
Ale wiem, że ten kurs odbywa się nie tylko w Kanadzie?
Tadeusz:
Tak, zgadza się. Ten kurs ma teraz miejsce również w USA, w Bostonie. Studenci, nawet Ci sprzed wielu lat, utrzymują ze mną kontakt, sprawdzając niejednokrotnie swoje podejście do wiedzy na temat fizjologii gry. Są wdzięczni i nie kryją satysfakcji z faktu, że nigdy nie męczą się grą skrzypcową nawet po 10 godzinach ćwiczenia, że są chwaleni za piękny i wyzwolony z instrumentu dźwięk, że wreszcie zadziwiają odbiorców… siłą i prawdą interpretacji dzieł skrzypcowych.
Karol:
Mogę tylko powiedzieć: CZAPKA Z GŁOWY! Niedawno pasjonowaliśmy się Konkursem Chopinowskim! Co o nim mógłbyś powiedzieć Czytelnikom PD?
Tadeusz:
To, że nikt nie może nawet pomyśleć inaczej o Konkursie Chopinowskim, jak o święcie narodowym, które swój początek miało już w 1927 roku. Święto to przyciąga cały pianistyczny świat, uwielbiający twórczość Fryderyka Chopina i marzący o uznaniu swej gry przez polskich znawców zasiadających w jury, ale też przez polską publiczność, mającą w sposób naturalny tę muzykę w sercach. Wiele jest konkursów na świecie o podobnym duchowym przesłaniu, jednak nie każdy tak masowo mobilizuje młodych artystów, jak nasz Konkurs Chopinowski! Narodowy charakter tej muzyki przynależy do POLSKOŚCI, zawsze napawał nas dumą i stanowi do dziś najcenniejszą wartość POLSKIEJ DUSZY.
Karol:
Tadeuszu szanowny, obiema rękami podpisuję się pod Twoimi słowami!
Tadeusz:
Polscy organizatorzy tej promieniującej patriotyzmem chwili, z pieczołowitością i odpowiedzialnością dbają o nienaganną moralność JURORÓW, dobierając ich z polskiego i międzynarodowego grona znanych pianistów.
Karol:
Tu mam nieco inne na te temat zdanie, gdyż ich obecność i jako sędziów, i jako nauczycieli (niektórych uczestników Konkursu) stanowi najtrudniejszy aspekt wiarygodności oceny.
Tadeusz:
Odpowiem Ci na to Karolu, że osobiście przeżyłem (jako uczestnik moich pięciu międzynarodowych konkursów) wiele rozczarowań, kiedy to po finale konkursu spodziewałem się wyższego miejsca niż to, które mi przyznano. Pocieszałem się wtedy słowami mojego opiekuna artystycznego Yehudi Menuhina, który powtarzał wszystkim finalistom: „pamiętajcie, że wszyscy jesteście zwycięzcami!”. A profesor Tadeusz Wroński pisał w swych książkach: „każde jury stanowi trust mózgów, opinie niezależne zaś (o ile są uczciwe we własnym osądzie) stanowią część składową rezultatu ostatecznego”. Fundamentem tej zasady zawsze jest nienaganna moralność oceniającego, niestety – często ten fundament nie jest główną cechą Jurorów i stanowi problem dla dyrektora konkursu, który ma dostęp do listy ocen po każdym etapie konkursowym. Po odkryciu nieuczciwości u któregoś z jurorów, dyrektor ma obowiązek przywołać go do wprowadzenia zmian zgodnych ze średnią ocen reszty jurorów, a nawet usunąć z JURY!
Konkurs Chopinowski w Warszawie, mimo starań organizatorów w doborze jurorów, nie stanowi w tym aspekcie wyjątku, stąd tak wiele incydentów w historii konkursu, kiedy to jurorzy demonstracyjnie występowali z grona potępianych przez siebie kolegów i opuszczali w atmosferze skandalu nasz kraj.
Mimo takich zagrożeń wartość pracy jurorów, w ujęciu historycznym, jest na tyle pozytywna, że Święto Chopina w Warszawie przyciąga coraz więcej uczestników. Muzyka Fryderyka Chopina i jej polskość odczarowuje wszelkie niedoskonałości ludzkiej natury.
Karol:
A korzystając z okazji, czy masz jakieś uwagi i propozycje w sprawie aktualnego życia muzycznego w naszym kraju? Czy zmieniłbyś coś?
Tadeusz:
Życie muzyczne w naszym kraju jest w mojej ocenie niemal wzorcowe!
Karol:
Tadeuszu, jak miło słyszeć te słowa, a co jest podstawą takiej opinii?
Tadeusz:
To, że już od wielu lat wprowadzane wartości w postaci ogromnego potencjału muzycznego, są spadkiem odziedziczonym po pokoleniach wieku XIX i XX.
Karol:
Rozwiń proszę swoją argumentację!
Tadeusz:
Dziesiątki wspaniałych nazwisk: kompozytorów, pedagogów, wirtuozów, teoretyków, twórców dzieł pisanych o wykonawstwie muzyki i jej tworzeniu, przenika do umysłów młodzieży, jako element niezbywalny dla właściwie rozumianej kultury człowieka. Dziesiątki tych nazwisk są dzisiaj obecne w szkolnictwie muzycznym, ale nie tylko. Dostęp do tych wartości pozwala każdemu, kto chce doskonalić swój mistrzowski warsztat, opierać się na niepodważalnych autorytetach, które sam z podziwem akceptuje na bazie własnego przekonania. Do tego służą wydawane książki w oryginalnej wersji, wszelkiego rodzaju rękopisy czy dostępne w muzeach dokumenty. Dla mnie osobiście – najcenniejszym jest dostęp do nut Wolfganga Amadeusza Mozarta, Ludwika van Beethovena, Franciszka Schuberta i innych genialnych kompozytorów. Mając taką moc wiedzy, możemy sami zweryfikować hołdowane dotychczas przekonania i z satysfakcją odkrywać „nowe prawdy”.
Karol:
No to zapytam Cię jeszcze o ocenę szkolnictwa muzycznego?
Tadeusz:
Szkolnictwo muzyczne w naszym kraju jest na poziomie bardziej niż zadowalającym. Szkoły podstawowe, licea oraz szkolnictwo wyższe może pochwalić się osiągnięciami młodzieży na arenach konkursowych w kraju i za granicą.
Mnożą się nagrody, tytuły laureatów i propozycje zagranicznych szkół do studiowania na uczelniach całej Europy i nie tylko. Jest to dowodem wysokiego poziomu sztuki instrumentalno-wykonawczej, rokującej dalszy progresywny rozwój. Jedyne, co należy z pewnością zmienić to wynagrodzenie kadry nauczycielskiej, szczególnie muzycznej. Chodzi o to, aby nasi pedagodzy nie musieli szukać podstaw egzystencji poza granicami Polski i nie opuszczali macierzystych szkół.
Karol:
Dziękuję Ci za tę wypowiedź! A jaką rolę pełni muzyka w życiu każdego człowieka?
Tadeusz:
Sięgnę tu do przepięknej sentencji, w którą sam wierzę. A sięgają po nią największe autorytety, szukające (i znajdujące) w muzyce antidotum na wszelkie życiowe dramaty dotykające człowieka: „MUZYKA JEST MOWĄ BOGA, W KTÓREJ – O ILE JEJ SŁUCHASZ – ZAWSZE ZNAJDZIESZ POCIESZENIE I RADĘ”.
Dodałbym do tego, że w muzyce jest wszystko, bo WSZYSTKO można nią wyrazić. Jest bowiem językiem uniwersalnym w przekazywaniu wartości i integrowaniu grup społecznych. Sprawia, że nawet w najbardziej niesprzyjających okolicznościach, człowiek potrafi być szlachetnym, otwartym na dobro i na potrzeby innych, rozumiejącym świat.
Karol:
Oby tak było, jak mówisz! A zbliżając się do końca naszej rozmowy, zapytam o Twoje dalsze plany?…
Tadeusz:
Podjąłem zobowiązanie, a nawet swego rodzaju wyzwanie, aby przedstawić i opisać wszelkie aspekty dotyczące warunków pogłębiania trwałości formacji kameralnej, uznawanej w świecie za najwspanialszy „instrument dla wyrażania wszelkich treści muzycznych”. Tym doskonałym instrumentem jest KWARTET SMYCZKOWY, który odgrywa główną rolę w muzycznej tradycji, ale taką samą rolę spełnia również we współczesnej praktyce.
Potrzebuję na to trochę czasu i…cierpliwości.
Karol:
Też tak uważam! A co dalej z Kwartetem Wilanów? I Twoją osobistą karierą artystyczną? A może chcesz jeszcze coś dodać do poprzedniej odpowiedzi.
Tadeusz:
Otóż, chcę.
Karol:
Proszę.
Tadeusz:
Nie będzie to historia Kwartetu Wilanów, lecz szczegółowa analiza (na bazie doświadczeń moich i moich kolegów) poszczególnych elementów warsztatu dźwiękowego, rytmicznego, elokwencji frazowej, wierności odczytania tekstu, a nawet zachowania się na estradzie w czasie koncertu i między poszczególnymi jego częściami. Nie bez znaczenia jest też behawioralny aspekt przy odbiorze aplauzu…
Ostatnie zdanie może brzmieć humorystycznie, ale na Sali koncertowej zawsze są obecne media. Artyści jakimś niefortunnym zachowaniem mogą popsuć sobie w danym kraju lub mieście opinię u melomanów.
Na własnym przykładzie chciałbym też opisać…samotność solisty na estradzie, różne problemy związane z przygotowaniem się do występu solowego i z orkiestrą, w porównaniu do przygotowywania recitali…!
Poza tym nadal jestem członkiem elity pedagogicznej konkursu mistrzowskiego „Morningside Music Bridge” i w lipcu 2026 roku lecę do Bostonu (USA), potem na kilka lekcji prawdopodobnie do Kanady. Wciąż mam pod opieką uczniów europejskich „ON LINE (Hiszpania, Niemcy) i oczywiście nad dziesiątkami absolwentów z czasów aktywności zawodowej w UMFC w Warszawie.
Kochany Karolu ….
Karol:
Co chcesz jeszcze dodać?
Tadeusz:
Jestem zaszczycony tą rozmową, którą zaproponowałeś mi dla Waszego poczytnego „Przeglądu Dziennikarskiego”, pisma wspaniałego, obfitującego w czołowe nazwiska polskiej wysoko pojętej kultury. Stokrotne dzięki…
Karol:
Ja również dziękuję Ci za tę rozmowę!










