Republika Śląska

20
Jacek Tomaszewski, MM Warszawa

 Jacek Tomaszewski, MM Warszawa

Autonomia Śląska, w przyszłości może nawet republika? Takie dążenia przedstawiają wąskie grupy intelektualistów z południowo-zachodniej Polski. Drzemiąc przez wiele lat, separatystyczny Ruch Autonomii Śląska, Młodzież Górnośląska, czy też Śląski Związek Akademicki nie miały możliwości zyskania większego poparcia społecznego. Dziś też go nie mają, ale inteligencji sympatyzującej z tymi organizacjami udało się zwrócić uwagę polityków i mediów na problem tak zwanego „narodu śląskiego".

 

Parlament Show

 

               Aż trudno uwierzyć, ale do poruszenia tematu Śląska znacznie przyczynił się… Donald Tusk. Wszystko zaczęło się od słynnej „łapanki" gwiazd medialnych do startu w wyborach, gdzie partie, jedna przez drugą, prześcigały się w „łowieniu" coraz to kolejnych osobistości za obiecane wcześniej, odpowiednie ustępstwa. Między nowo zdobytymi okazami znaleźli się: zwycięzca Big Brothera – Janusz Dzięcioł, znana kick-bokserka – Iwona Guzowska, dziennikarka Krystyna Bochenek, aktor Tadeusz Ross, czy też były trener reprezentacji Polski – Antoni Piechniczek. Walka między partiami była na tyle zażarta, że podkupywały one od siebie gwiazdy wciąż nowymi argumentami, byle tylko zapełnić swoje listy wyborcze znanymi nazwiskami. Platforma, tracąc już wcześniej Janusza Dzięcioła na rzecz SLD, postanowiła za wszelką cenę zdobyć przewagę liczebną gwiazd w swoich szeregach nad innymi partiami. Według ujawnionego w prasie wywiadu, znany reżyser, Kazimierz Kutz, zobowiązał się do kandydowania z list PO w zamian za obietnicę Tuska do promowania autonomii Śląska. Umowa ustna została zawarta a Kutz został posłem VI kadencji. Teraz piłka jest po stronie premiera.

 

Śląsk, nie Ślůnsk

 

                 Przyglądając się bliżej historii Śląska, możemy bez zawahania powiedzieć, ze jego historia jest co najmniej zawiła. Cały jego obszar należał do Polski już od czasów panowania Mieszka I a potem Bolesława Chrobrego. Następnie przez setki lat był on raz w granicach Rzeczpospolitej, raz znów poza jej obszarem. Po I Wojnie Światowej Ślązacy chcący przynależeć do nowo powstałej II RP wywołali trzy powstania, demonstrując mocarstwom silne związki tego obszaru z naszym krajem. Dzięki nim Rada Ambasadorów wydzieliła granicę polsko-niemiecką z wielką korzyścią dla tych pierwszych. W nagrodę za odwagę Ślązaków i ich przywiązanie do władzy w Warszawie, Sejm Ustawodawczy nadał tym ziemiom szeroko zakrojone wolności, nazywając je Autonomicznym województwem śląskim. Powstał Sejm Śląski, odrębny skarb, organizacja policji czy żandarmerii. Następnie, w czasach realnego socjalizmu, wszelkie separatystyczne dążenia były natychmiast tłumione. Radykalni Ślązacy, dążący do niepodległości bądź autonomii byli aresztowani. Od lat 90-tych, garstka działaczy Ruchu Autonomii Śląskiej wciąż działa, ale bez większego poparcia społecznego.

 

Polityka dewolucji

 

               Dążenia bardzo wąskiej grupy intelektualistów śląskich do uzyskania autonomii mają swoją podstawę. Wraz z coraz większą globalizacją przyszła też moda na promowanie regionów. W ten sposób rozpadły się niemalże wszystkie federacje w Europie Środkowo-Wschodniej, a niedawne autonomie uzyskały niepodległość. Jeszcze niedawno byliśmy świadkami powstania państwa Czarnogóra, a chwilę później Kosowa. Ale problem ten dosięga nie tylko młodych demokracji. Najlepszym przykładem na to jest Wielka Brytania. Podczas wyborów w 1997 roku, Tony Blair, w myśl polityki dewolucji (przekazywania dodatkowych uprawnień organom lokalnym), obiecał złagodzić surową politykę wobec poszczególnych części składowych Zjednoczonego Królestwa. Doprowadził on do referendum, w którym 75% Szkotów opowiedziała się za utworzeniem własnego, szkockiego parlamentu. Ponieważ rok wcześniej Szkoci odzyskali skradziony w XIII wieku przez Anglików legendarny kamień koronacyjny, znów mieli okazję poczuć się zupełnie odrębnym narodem. Tym sposobem w zeszłym roku premier szkockiego parlamentu przedstawił projekt ustawy dotyczącej przeprowadzenia referendum niepodległościowego. Jak widać, mimo, iż Szkoci są odrębnym narodem i posiadają tradycje państwowości, natomiast Ślązacy nie, autonomia w bardzo wielu przypadkach okazuje się pierwszym krokiem do niepodległości. Jak widać, polityka dewolucji nie spełniła swojego zadania i zawiodła.

 

Polska dzielnicowa: Reaktywacja

 

               Autonomia Śląska jest problemem znacznie bardziej złożonym niż może się wydawać. W naszej historii spotkać możemy wiele obszarów, które podobnie jak Śląsk, przez wiele lat cieszyły się autonomią. Były to choćby Wolne Miasto Gdańsk, czy Wolne Miasto Kraków. Co więcej, Polskę zamieszkuje duża ilość mniejszości etnicznych, którym również wypadałoby nadać status autonomii. Są to na przykład Kaszubi, Kurpie, Lasowiacy, Kujawianie, Dobrzynianie, Podlasianie czy Łemkowie. Mając zaś na uwadze fakt, że Ślązacy walczą nie tylko o swoją niezależność, ale też o autonomię każdego regionu Polski, który pragnąłby mieć swój własny parlament, sytuacja, do której dążą, wydaje się makabryczna. Idąc w ślad żądań Ruchu Autonomii Śląska uzyskalibyśmy rozbicie dzielnicowe podobne do tego z XII-XIV wieku. Na szczęście wiele wskazuje na to, że szaleńcze pomysły pozostaną w wąskich kręgach górnośląskich intelektualistów, a szumne plany wprowadzenia w życie przedwojennych podziałów spełzną na niczym.

 

               Podziały Polski nie przyniosą żadnych korzyści, jak niektórzy obiecują. Stworzą tylko kolejne tysiące posad dla urzędników, polityków, następne parlamenty i zażartą walkę wyborczą. Skarb państwa zamiast wydawać pieniądze na sprawy najpilniejsze, takie jak służbę zdrowia, czy szkolnictwo, przeznaczyłoby je na olbrzymią, biurokratyczną sieć urzędów. Pomysł dzielenia Polaków za wszelką cenę nie wydaje się najlepszym rozwiązaniem dla naszego kraju. Jak powiedział przedwojenny polityk, Roman Dmowski:

Jesteśmy różni, pochodzimy z różnych stron Polski, mamy różne zainteresowania, ale łączy nas jeden cel. Cel ten to Ojczyzna.

Poprzedni artykułPolak nie sługa, nie zna, co to pany!
Następny artykułV Rozbiór RP?
Paweł Rogaliński
Paweł Rogaliński jest politologiem, filologiem, rzecznikiem prasowym organizacji pozarządowej oraz twórcą Przeglądu Dziennikarskiego. Od 2015 roku należy do prestiżowej grupy Światowych Odpowiedzialnych Liderów Fundacji BMW Stiftung Herbert Quandt. Za swoje osiągnięcia nagradzany na całym świecie, m.in. w Londynie, Berlinie, Rio de Janeiro, Warszawie, Brukseli i Strasburgu. Ukończył następujące kierunki studiów na Uniwersytecie Łódzkim: stosunki międzynarodowe: nauki polityczne, zarządzanie oraz filologię angielską, osiągając przy tym ogólnokrajowe sukcesy naukowe (m.in. Studencki Nobel). Obecnie przygotowuje rozprawę doktorską w Londynie poświęconą popularności politycznej w krajach anglojęzycznych. Jego ostatnia książka pt. „Jak politycy nami manipulują. Zakazane techniki” (Wydawnictwo Sorus, Poznań 2013) z powodu dużej popularności doczekała się dodruku już w kilka miesięcy po wydaniu. Więcej na stronie oficjalnej: www.rogalinski.eu.

20 KOMENTARZE

  1. RFN jest "dzielnicowo rozbity" – federacja republik i jakos to nie wpływa na ich niepodległosc czy  dobrobyt  chyba ze pozytywne nie trzeba byc geniuszem by zazuwazyc ze najskuteczniejsza władza to władza lokalna

  2. Cały jego obszar należał do Polski już od czasów panowania Mieszka I a potem Bolesława Chrobrego. Następnie przez setki lat był on raz w granicach Rzeczpospolitej, raz znów poza jej obszarem.

    ???????? LLLLOOOOOOLLLLLL, chyba ci sie śniło

    To my NAROD Śląski

  3. te godki lo dzielnych powstancach to dyrdymaly. wynik plebiscytu pokozol prowda o przynaleznosci gornego slaska .stabilno gospodarka na ti postawiyli slonzoki w referendum. jak by te powstania boly teroz to jego przywodcy byli by sadzeni za terroryzm i na cuba do guantanomo

  4. jo robia na kopalni wujek ruch slask 18 wrzesnia 2009 roku byl u nos wybuch metanu to byl piontek dwajscia chopa poszlo do bozi. zalobaogloszono dopiero od poniedzialku? a po co pryndzej? pan prezydent krassnal musiol sie przecierz wytancowac na dorzynkach. pan bog byl tym razem rychliwy i sprawiedliwy[smolensk]

  5. jako jest roznica miedzy polokiem a slazokiem ? polok 1 roz mysli a 20 razy robi i poprawio , a slonzok 20 razy mysli i roz robi co by niy musiol poprawiac.

  6. a tak nawiasem po co wam te niedoedukowane hanysy? odpowiem. bo bez nich wpierdalalibyscie co wam z zada wylezie dumne i pyszalkowate polaczki. jestescie zalosni . wyzej sracie jak dupe macie.

  7. historia slaska nauczana z polakich podrecznikow mija sie zprawda wjakichs 90 procentach to chytre przekazy podprogowe lecz jest moda na dochodzenie prawdy. niech zyje autonomia

  8. Wybacz, Pawle, ale to dyrdymały. Wyciągasz naciągane wnioski, stawiasz
    naciągane tezy i odnoszę, że traktujesz historię wybiórczo i po łebkach.

    Piszesz: „Idąc w ślad żądań Ruchu Autonomii Śląska uzyskalibyśmy rozbicie dzielnicowe podobne do tego z XII-XIV wieku.”
    Drogi Pawle! Rozbicie dzielnicowe to czas, gdy istniało wiele mniej lub bardziej niezależnych księstewek, czas gdy Polska jako taka nie istniała. RAŚ forsuje ideę autonomii regionów.
    Odnoszę wrażenie, że starasz się docinać fakty i wiedzę historyczną do z góry założonej tezy.
    Czy autonomiczne regiony w ramach niepodległej RP to niepodległe skłócone księstewka? Nie. Od autonomii do podziału Polski na odrębne państwa jest droga wielkokrotnie dłuższa niż od dzisiejszego kształtu naszego kraju do Polski regionów autonomicznych.
    Gdyby przyjąć Twoją tezę za słuszną Niemcy już od dzisięcioleci byłyby wspomnieniem, a w ich miejscu istniałoby kilkanaście niemieckojęzycznych republik, o Stanach Zjednoczonych czytalibyśmy w książach historycznych, a Ameryka Północna byłaby niczym patchwork – uszyta z niewielkich krajów, podobnie Kanada, Włochy, Hiszpania…

    Używasz słowa „podziały”. A kto tu mówi o podziałach? Autonomiści (i nie tylko oni) mówią o nieco innej wersji ustroju naszego kraju, alternatywnej wersji podziału oprawnień władz centralnych i regionów.

    Mam duże wątpliwości, czy tzw. autonomia przyniesie tylko kolejne tysiące posad dla urzędników, polityków, następne parlamenty i zażartą walkę wyborczą. Oczywiście jeżeli taka będzie wola „kasty politycznej” to tak, jednak mądrze przeprowadzona reforma może mieć odwrotny skutek – odchudzenie i likwidacja wielu instytucji centralnych.
    Przykładem, że istytucje regionalne są wydajniejsze, bardziej innowacyjne i tańsze niż centralne jest (była) Śląska Kasa Chorych. Instytucja ta miała najlepsze wyniki pośród kas chorych, wprowadziła nowoczesny i „antykorupcyjny” system magentycznych kart medycznych i… została zlikwidowana wraz z innymi k.ch.
    Jak jest ze scentralizowanym NFZ-em – każdy wie: biurokracja, przerost zatrudnienia, niemoc, brak innowacji, niebotyczne koszty, brak reform.

    Niestety, tzw. władze centralne wcale nie wiedzą lepiej co jest dobre dla obywateli niż władze regionalne. To właśnie władze lokalne mają wiedzę, gdzie najlepiej przekazać pieniądze, jakie sa potrzeby obywateli itp.
    Władze centralne i tak tworzą lokalne oddziały, dyrekcje, delegatury swoich instytucji, ministerstw, funduszy i agencji… a biurokratyczna hydra rośnie. Skoro i tak są regionalne klony instytucji centralnych, po co centrala?

    Oczywiście, są instyucje, które muszą być koordynowane centralnie, sprawy, które muszą pozostać w rękach „centrum” lub przez władze centralne nadzorowane, bez nich nie ma państwa, nie ma polityki państwowej, państwowości (obrona, sprawy wewnętrzne, nadzór nad edukacją, sądownictwo, wymiar sprawiedliwości, prawo ponadregionalne, sprawy zagraniczne, językowe itp.).

    Autonomia, czy przynajmniej większa samodzielność regionów to nie „pomysł dzielenia Polaków”, ale akceptacja, że Polska jest kolorowa, różnorodna, że regiony miały różną historię, doświadczenia, że mają różne potrzeby, to także akceptacja faktu, że my, Polacy, jesteśmy samodzielni i władza centralna nie musi nas prowadzić za rączkę.
    To także akceptacja słów Dmowskiego, bo przecież autonomia lub większa samodzielność regionów nie jest sprzeczna z celem pt. Dobro Ojczyzny.

  9. Drogi MQ: Rozwój samorządu lokalnego i autonomia to dwie różne rzeczy, które mylisz. Nie myl też proszę autonomii z rozwojem społeczeństwa obywatelskiego i dążeniem do społeczeństwa otwartego (w pełni upodmiotowionego społ. obywatelskiego). Za rozwojem samorządów i społeczeństwa obywatelskiego – jestem jak najbardziej za. Niestety autonomia nie wpisuje się już w te dwa pojęcia. Można bowiem swobodnie rozwijać organy regionalne, ale nie trzeba przy tym podkreślać odrębności Śląska i teorii, że Ślązak nie jest Polakiem itp. – prawda?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here