Protest. Wystawa

0

Przystąpienia Polski do UE a następnie do układu z Schengen uruchomiło na pograniczu polsko-niemieckim cały szereg procesów integracyjnych. Szczególnie wyraźnie uwidoczniły się one w Euroregionie Pomerania. Wiele osób mieszkając na stałe w Polsce podjęło pracę w Niemczech. Zainicjowano programy, dzięki którym młodzież uczęszczała do niemieckich szkół. Obywatele polscy zaczęli osiedlać się po stronie niemieckiej, dojeżdżając do pracy w Polsce. Z kolei obywatele niemieccy zaczęli w coraz większym stopniu doceniać ofertę kulturalną i rozrywkową metropolii szczecińskiej. Polskie i niemieckie władze podjęły rozmowy w kierunku utworzenia Transgranicznego Regionu Metropolitalnego Szczecina – wspólnej przestrzeni gospodarczej i infrastrukturalnej, w której granica nie miałaby już mieć znaczenia.

Jednak w związku z epidemią COVID-19 polskie władze w marcu 2020 roku zamknęły liczne przejścia graniczne z Niemcami i wprowadziły nakaz 14-dniowej kwarantanny dla osób wjeżdżających do Polski. Decyzja ta uderzyła przede wszystkim w osoby dojeżdżające do pracy w kraju sąsiada, które w wyniku tej decyzji często pozostały bez środków do życia. Wywołało to demonstracje społeczności transgranicznych na niemal całym pograniczu. Pod naporem opinii publicznej rząd zniósł ten nakaz, ale z wyłączeniem pracowników medycznych, co nie zakończyło protestów. Po niemal trzech miesiącach otwarto zamknięte przejścia graniczne i umożliwiono przekraczanie granicy do Polski bez obowiązku kwarantanny. Ograniczenia wjazdu wprowadziły z kolei władze Meklemburgii-Pomorza Przedniego.

Wywołane obostrzeniami i ograniczeniami protesty znalazły się na pierwszych stronach gazet i na paskach telewizji informacyjnych. W Euroregionie Pomerania demonstracje odbywały się w dwóch miejscach: na zamkniętych przejściach granicznych w Lubieszynie-Linken i Rosówku-Rosow. Obecna na nich Katarzyna Jackowska, aktywna na pograniczu animatorka kultury lokalnej, postanowiła udokumentować nie tylko przebieg tych wydarzeń, ale stojące za nim – czasem bardzo trudne – emocje. Fotografie złożyły się na wystawę pt. „Protest”. Stały się też inspiracją do refleksji nad latami integracji i wspólnej pracy społeczności polsko-niemieckiego pogranicza. Autorka zaprosiła do podzielenia się opiniami mieszkańców tej części Europy. Cała wystawa do obejrzenia online (www.mediadizajn.pl/portfolios/wystawa-wirtualnego-festiwalu-podrozniczego-na-pograniczu).

 

Paweł Bartnik

Wspomnienie z protestów? Uzbrojeni po zęby polscy żołnierze. W czerwonych beretach, z karabinami, którzy stali na granicy i nie wiem czego pilnowali. To jest coś, co pamiętałem sprzed 30 lat. Czułem się mocno niekomfortowo, prawdę mówiąc, gdy widziałam tego żołnierza, naprawdę po zęby uzbrojonego. (…) To był ten zły obraz. A ten dobry obraz, wzruszający, to niewątpliwie były rodziny. Niektórzy pracodawcy niemieccy proponowali takie rozwiązanie, że polscy pracownicy mieli możliwość pracować i mieszkać po niemieckiej stronie, ale niestety rodziny zostały w Polsce. W związku z tym oni się nie widzieli, granicy nie można było przekroczyć. Właściwie widywali się tylko podczas tych protestów. (…) Nieraz widać było – małe dzieci po jednej stronie, ojcowie po drugiej, to było wzruszające bardzo. To, co było jeszcze pozytywne to jest to, że było dosyć sporo młodych ludzi i po jednej, i po drugiej stronie. To pokazywało, że dla młodych ludzi, tych urodzonych pod koniec lat 80., na początku lat 90., granica otwarta pomiędzy państwami jest najwyższą wartością. Oni w ogóle nie umieli tego zaakceptować.

Zawsze trzeba w życiu wyciągnąć wnioski, również po tej całej pandemii, która się jeszcze nie skończyła trzeba wyciągnąć wnioski na przyszłość. To nie jest ostatnia rzecz, która staje się globalnym problemem. Te globalne problemy się będą pojawiały, również na granicach. Jeśli współpraca transgraniczna ma dalej funkcjonować – a jest ogromną wartością, jest jedną z najważniejszych wartości UE – to musimy wypracować takie mechanizmy, które będą traktowały obszar transgraniczny nie jako wydzielony z Rzeczpospolitej czy z Niemiec, ale taki ekstra teren, w którym obowiązują – w razie czego – przepisy przejściowe, dając ludziom szansę żyć normalnie. Przez ten okres nam było strasznie trudno żyć.

 

Aleksandra Piasecka

Protest pokazał coś zupełnie innego. Pokazał, jak mieszkańcy pogranicza potrafią się dla jednej sprawy zjednoczyć. Na granicy stali i Polacy, i Niemcy. Każdy miał w tym swój cel. Ja chciałam, żeby dalej rozwijała się współpraca transgraniczna, ktoś chciał jeździć do fryzjera, a ktoś chciał się widywać codziennie ze swoją rodziną, bo postanowił pracować tu a mieszkać tam. Każdy z nas miał jakiś cel i choć nie był to cel tych protestów, bardziej efekt, to mogliśmy zobaczyć, że potrafimy się jako mieszkańcy regionu zjednoczyć. Co potwierdza tezę, że ta zamknięta granica była sztucznym kijem wciśniętym w organizm, który żyje wspólnie, może jeszcze nie oddycha razem, ale jednak żyje wspólnie.

Serce biło mi dosyć mocno jak podjeżdżałam do tej granicy. Moje dziecko młodsze miało 6 i pół roku w momencie zamknięcia granicy. Do tego czasu często przejeżdżam z nim wracając ze Szczecina. Rozmawiając z mężem często padało pytanie: gdzie jesteś. „Na granicy!” I on w końcu mówi do mnie: „Mamo, a czemu ty mówisz, że ty jesteś na granicy? Co to jest ta granica właściwie?” I to najfajniej pokazuje, w jakim duchu i w jakich realiach nasze dzieci się wychowują. I nagle dla takiego dziecka, które nie wie, co to jest granica, to coś, to miejsce jest zamknięte. On widzi tam swoją babcię i dziadka, i trzyma transparent: „Ja chcę do babci i do dziadka!” To było jego, on sam chciał mieć taki transparent, co pokazuje, w jaki sposób zostaliśmy odcięci od tego życia, na które się zdecydowaliśmy. A zdecydowaliśmy się, bo Unia Europejska nam gwarantowała wolność przemieszczania się, swobodę przepływu pracowników, usług i to wszystko funkcjonowało, i my byliśmy z tego zadowoleni. Natomiast moment, w którym to nagle jest wszystko sztucznie zatrzymane spowodował, że my nie mogliśmy się odnaleźć.

Całą rodziną jeździliśmy na te protesty, ponieważ chcieliśmy w naszych dzieciach rozbudzać postawę obywatelską. Stało się to taką naszą małą tradycją, że całą rodziną jedziemy na granicę, bo jest protest. Podczas jednego z tych protestów, to chyba było 1 maja, Hugo zasnął w wózku. Marta Szuster podeszła do mnie i nakryła wózek flagą UE. Oni protestowali, ja tak jeździłam tym przykrytym wózkiem. To było bardzo wymowne. Oto rośnie mały Europejczyk, w regionie transgranicznym, jeszcze w ogóle nie wie, o co chodzi, a już jest na barykadzie, bo trzeba walczyć o te wolności, które daje nam Unia Europejska i o to, żeby nam tak po prostu nie odbierać tego, na to się zdecydowaliśmy, tej transgranicznej współpracy i tożsamości.

 

Michał Kulik

Moja obecność na protestach wynikała przede wszystkim z obowiązku. Czułem obowiązek, że muszę uczestniczyć. (…) Poza taką podstawą osobistą, człowieka, obywatela, to była też taka potrzeba dokumentalisty, żeby to utrwalić.

Okazało się, że w naszej świadomości ta granica przestała istnieć. Nagle ktoś pokazał: popatrzcie, tutaj jest granica. Był lekarz, który mieszka po stronie polskiej i ma praktykę po stronie niemieckiej. Była rodzina polsko-niemiecka, która mieszka po stronie niemieckiej i do dzieci przyjeżdżała nauczycielka języka i nagle się okazało, że to niemożliwe. Ja sam często jeździłem do kolegi, który mieszka 500 m od granicy polsko-niemieckiej i się okazało, że nie mogę do niego pojechać, dalej to jest utrudnione. Z jednej strony poczuliśmy, że możemy być obywatelami Europy, a z drugiej strony widzimy, że ktoś może nam tę granicę na nowo pociągnąć.

 

Katarzyna Werth

Chyba nikt z nas nie rodzi się demonstrantem, ale jeżeli jest taka potrzeba i po prostu nie ma innego wyjścia, to trzeba się spiąć i zaufać sobie, wszystko zorganizować. Wszystko jest wtedy możliwe.

Ta granica dla nas już wiele lat nie istniała i nie istnieje, więc po prostu musieliśmy zawalczyć o swoje wartości, o typowo europejskie, fundamentalne wręcz podstawy.

 

Edward Orłowski

Pogranicze? Trzeba mieć przede wszystkim na uwadze, że to pogranicze, na którym żyjemy jest jednym z najmłodszych pograniczy w Europie, bo tak naprawdę ma dopiero te swoje 20 lub 30 lat maksymalnie. Wcześniej była to, mimo przyjaźni polsko-enerdowskiej, silna granica. Natomiast w porównaniu do innych pograniczy w Europie jesteśmy tak jakby w przedszkolu. I ten przedszkolny czas, to musimy przyjąć, że nie jest on najłatwiejszy.

To nie był nasz pierwszy protest. Myśmy tego nie robili dlatego, że lubimy protestować. Robiliśmy to dlatego, że uważaliśmy i uważamy do dzisiaj, że wszystkie środki, które wówczas zostały podjęte – włącznie z tym brutalnym zamknięciem granic ze strony Polski – były nieadekwatne do sytuacji i one bardziej szkodziły, co zresztą do dzisiaj jest widoczne i w wielu wypadkach bardzo czytelne.

 

Jola Grenke

W drugi czy trzeci dzień po zamknięciu granicy chciałam się dowiedzieć, jak to wszystko funkcjonuje, bo do końca nikt nie wiedział o co chodzi. Mieliśmy tutaj taką młodą wolontariuszkę, z którą się udałam na granicę, bo ona potrzebowała lekarstwa z Polski, nie za bardzo mogliśmy je zorganizować. Chciałam się po prostu dowiedzieć, jak działa to wszystko i czy jest możliwość przekazania tabletek przez granicę. Pojechałyśmy do Lubieszyna i tam było takie niesamowite spotkanie, ponieważ w pewnym momencie z samochodu wyskoczył żołnierz i wymierzył do mnie taką olbrzymią lufę. (…) Nie wiedziałam, co mam robić, jedyne, co powiedziałam to: „uciekaj!”

 

Marta Szuster

Rząd zamknął granice nie rozumiejąc specyfiki pogranicza, nie wiedząc jak ono funkcjonuje. Dla nas to nie są dwa kraje.

Dla nas to jest idealne życie, takie jak sobie wymarzyliśmy. Ja od dziecka jeżdżę w tę i z powrotem. Urodziłam się w Szczecinie, wychowałam w Hamburgu, po czym z Hamburga znowu wróciłam do Szczecina. I zawsze jakiejś części mi brakowało. W Hamburgu brakowało mi Polski, w Polsce brakowało mi Hamburga. Przeprowadzając się na pogranicze, mam wszystko w jednym. Mam polskich sąsiadów, niemieckich sąsiadów, mam blisko do Szczecina. Także to jest chyba miejsce, którego szukałam całe życie. Znalazłam swój dom.

Z protestów zapamiętałam zjednoczenie ludzi. Ta Wspólnota była taka odczuwalna, osoby stojące po dwóch stronach granicy, i taka tęsknota do normalności po prostu. Ta jedność między ludźmi – Polacy, Niemcy, pracodawcy, osoby pracujące, nauczyciele. Mój syn zrobił baner z napisem: „Wpuśćcie moją nauczycielkę!” (…) On bardzo chciał iść na protest i bardzo chciał coś powiedzieć. Było wiele takich sytuacji, wiele takich na pewno osobistych doświadczeń rodzin, ludzi, których ta granica tak naprawdę rozerwała.

 

Marcin Przybysz

Ja jestem dzieckiem PRL-u. Pamiętam graniczne historie, miałem tę przyjemność być członkiem chóru chłopięcego i dużo jeździliśmy z tym chórem. W związku z tym namacalnie też doświadczyłem granic, zwłaszcza granic niemieckich. Bo akurat przejazd z PRL-u do DDR-u nie był specjalnym z problemem, chociaż też się na tej granicy stało, ale to trzepanie na granicy niemiecko-niemieckiej autobusu pełnego dzieciaków, to były jakieś przedziwne historie. I teraz nagle się okazuje, że ta granica z niczego wyrasta i że nie można jej przekroczyć. (…) My się trochę przyzwyczailiśmy do takiej myśli, że nic nie jest dane raz na zawsze, że wolność jest czymś, co bardzo łatwo utracić albo nagle ona może rzeczywiście wyparować. To był taki namacalny dowód na to, że tak, że ta Unia tak sobie nie wzięła, była i przyszła. My do niej wstąpiliśmy. Ale z dnia na dzień ta rzeczywistość może się zmienić i faktycznie warto być przygotowanym na kryzysy. A przygotowanie na kryzysy może wystąpić tylko i wyłącznie na skutek intensyfikacji współpracy, spotkań z ludźmi, poznawania ludzi, czy właśnie zejścia na płaszczyznę emocjonalną.

 

Klaudia Wildner-Schipek

Pogranicze to jest mój dom. Całe dorosłe życie wiążę z tym miejscem – zarówno zawodowe, jak i prywatne, więc jest to mój dom i nie wyobrażam sobie więcej takich sytuacji, jakie miały tu miejsce w zeszłym roku, kiedy były zamknięte granice. Wszyscy się decydujemy na pewną koncepcję życia: że jest to obszar transgraniczny w Euroregionie Pomerania, w ramach Unii Europejskiej, która daje nam pewne wartości, ale też przywileje życia tutaj. To była też moja koncepcja, że mamy właśnie tę możliwość – obojętnie czy się mieszka po polskiej czy po niemieckiej stronie – korzystania z tych darów właściwie dwóch krajów. Pandemia nam pokazała, że pewne rzeczy nie są takie oczywiste, jak nam się do tego momentu wydawało.

Myślę, że gdyby protesty się nie odbyły, to granice byłyby zamknięte znacznie dłużej. Myślę, że głos ludzi miał duże znaczenie, że przynajmniej politycy zaczęli reflektować jak faktycznie wygląda to pogranicze, bo to nie jest tylko właśnie granica, że sobie pojadę to Aldi czy do Netto i zrobię zakupy, i wrócę, tylko że tutaj są całe koncepcje życiowe zbudowane na tym pograniczu w różnych konstelacjach, których nie można po prostu wyłączyć tak zwyczajnie.

 

Dorota Trynks

Moje dzieci urodziły się już, gdy nie było granicy. Chciałabym, by tak zostało.

 

Autorka tekstu: Kinga Rabińska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here