Pokojowe misje Wojska Polskiego poza granicami państwa

0

„…Prowadzenie misji pokojowych nie jest zajęciem dla żołnierzy, ale tylko żołnierze potrafią to czynić…”: Dag Hammarskjold –szwedzki dyplomata, Sekretarz Generalny ONZ w latach 1953 – 1961

Dag Hammarskjold zginął tragicznie w wypadku lotniczym, podczas wykonywania zadań służbowych 18 września 1961 roku.

Żołnierze Wojska Polskiego nieprzerwanie od 1953 roku, począwszy od służby w Komisji Nadzorczej Państw Neutralnych – wokół 38 równoleżnika w Korei, uczestniczą w misjach pod błękitną flagą ONZ, a obecnie i w natowskich operacjach stabilizacyjnych, szkoleniowych i logistycznych, a także siłach porządkowych i logistycznych Unii Europejskiej.

W sumie w operacjach i misjach poza granicami kraju uczestniczyło ponad 100 tysięcy polskich żołnierzy, których służba była wysoko oceniana za profesjonalizm i zaangażowanie. Wyrazem tego może być fakt, że podczas ceremonii wyróżnienia Sił Zbrojnych ONZ pokojową Nagrodą Nobla, 10 grudnia 1988 roku, w 7-osobowej delegacji odbierającej w Oslo z rąk króla Norwegii to zaszczytne wyróżnienie, był polski żołnierz, st. chor. sztab. Edward Ziobro, trzymający proporzec Organizacji Narodów Zjednoczonych. W ceremonii uczestniczył także sekretarz generalny ONZ Javie Perez de Cuellar.

 Polacy brali udział w sumie w 80 operacjach i misjach poza granicami kraju. Byli wszędzie tam, gdzie międzynarodowa społeczność wspierała stabilizacje, budowanie, utrzymanie, a w niektórych przypadkach wręcz wymuszanie pokoju. Polska obecność w kolejnych operacjach miała znaczący wymiar polityczny, ale też armia kraju doświadczonego przez historię, a przez ponad 70 lat zaznającego pokoju, zdobywała cenne doświadczenie – tyleż bojowe, co i humanitarne.

Dorastały kolejne pokolenia żołnierzy i dowódców – „misjonarzy”, którzy poznali wojenną dramaturgie, otarli się o śmierć i ryzykowali utratę zdrowia. W ponad stu przypadkach złożyli w służbie daninę życia. Szczególnie tragiczne pod tym względzie były dwie operacje: iracka i afgańska.

Niesprawiedliwie byłoby jednak dzielić służbę w kolejnych misjach na trudne i łatwe, ryzykowne czy „spokojne”. Począwszy od Korei, gdzie po raz pierwszy Polska zaznaczyła swój udział, przez Bliski Wschód, byłą Jugosławie, kraje Afryki i odległą Azje, po Irak i Afganistan. W kolejnych operacjach, niezależnie od ich formuły, stopnia ryzyka i osiąganych efektów, wspólną miarą była rzetelna służba, poświęcenie oraz godne reprezentowanie Wojska Polskiego na arenie międzynarodowej.

W niektórych misjach uczestniczyliśmy niemalże symbolicznie, wysyłając obserwatorów i nieduże zespoły specjalistów. Polska wysyłała także policjantów, cywilnych ekspertów w miejsce największych tragedii wojennych, ludobójstwa, klęsk humanitarnych i czystek etnicznych.

Debiutem w misjach międzynarodowych była Korea w 1953 roku, gdy po podpisaniu zawieszenia broni w Panmundżonie Polacy weszli w skład międzynarodowej komisji nadzorującej rozejm: NNSC. Przez misję przewinęło się ponad 900 żołnierzy, głównie oficerów. Podobny charakter miała służba 160 polskich oficerów w Wietnamie w Międzynarodowej Komisji Nadzoru i Kontroli ICSC, w latach 1954 – 1973.

Po wojnie Jom Kippur między Izraelem a arabskimi sąsiadami, w1973 roku Sekretarz Generalny ONZ zaprosił Polskę do wzięcia udziału w Doraźnych Siłach Pokojowych UNEF II, do nadzorowania zawieszenia broni między Izraelem a Egiptem i Syrią. Dla Polski, a zwłaszcza Wojska Polskiego było to wydarzenie bez precedensu i zarazem było wielkim wyzwaniem, gdyż po raz pierwszy w historii żołnierze polscy mieli pełnić zaszczytną służbę pokojową, polegającą na rozdzieleniu wrogich sobie państw w strefie buforowej. W dodatku działo to się na Bliskim Wschodzie, w najbardziej zapalnym regionie świata. Należy mocno zaakcentować, że Polska była jedynym państwem z bloku sowieckiego, od 1955 roku należąca do Układu Warszawskiego, któremu zaproponowano wzięcie udziału w Doraźnych Siłach Zbrojnych ONZ. Wszelkie koszty związane z organizacją i wyposażeniem jednostki, łącznie z uposażeniem żołnierzy i przetransportowaniem wojska i sprzętu do Egiptu i powrotem do kraju oraz dalszą rotacją, co pół roku ponosił ONZ.

Polska wystawiła Wojskową Jednostkę Specjalną Doraźnych Sił Zbrojnych ONZ liczącą 1014 oficerów i żołnierzy. Do zakończenia misji w 1979 roku, czyli do zawarciu pokoju między Egiptem i Izraelem w Camp David, przez PWJS przewinęło się ponad 12 tysięcy oficerów i żołnierzy. Oprócz tego rozwinięto bardzo dobrze wyposażony szpital polowy oraz Grupę Wydzieloną na Wzgórzach Golan, na granicy Syrii z Izraelem. Ponieważ te dwa państwa nadal pozostawały i pozostają w stanie wojny, Grupę przekształcono w Polski Kontyngent Wojskowy w Siłach Zbrojnych ONZ w Syrii: UNDOF. Żołnierze polscy w błękitnych hełmach pełnili tam służbę do 2009 roku. Należy także podkreślić, ze dla oficerów i żołnierzy służących w czasach PRL, udział w misjach ONZ był niepowtarzalną okazją legalnego wyjazdu za granicę, zwiedzenie często egzotycznych krajów i poznania żołnierzy z innych państw, w tym i należących do NATO, jak na przykład Kanada. Wszyscy żołnierze w błękitnych hełmach stawali się towarzyszami broni, oddawali sobie nawzajem honory wojskowe i zachowywali się wobec siebie przyjaźnie. Polscy dowódcy często podlegali operacyjnie oficerom innej narodowości i na odwrót. W czasie wolnym organizowano wycieczki i zwiedzanie słynnych miejsc i obiektów. Czy młody człowiek, niezbyt zamożny mógłby w czasach PRL oglądać słynne piramidy w Egipcie, lub meczet Umajjadów z pochowaną głową św. Jana Chrzciciela w Damaszku i średniowieczne zamki krzyżowców ze słynnym Krak des Chevaliers, albo ruiny starożytnego Baalbeku w Libanie? Reasumując ten wątek, oficerowie i żołnierze zabiegali o wyjazdy na misje, ale liczba miejsc była ograniczona, a wojsko wtedy było liczne. A wyjazd na misję był darmowy i jeszcze przysługiwał dodatek w dolarach. Ale relatywnie niewielki.

Polacy pełnili także służbę w Libanie w Kontyngencie Wojskowym w Tymczasowych Siłach ONZ w Republice Libańskiej – UNIFIL, organizując zabezpieczenie medyczne i logistyczne. W latach 1992 – 2009 przebywało w Libanie ok. 19 tys. Polaków.

Nie sposób opisać szczegółowo wszystkich misji, w których uczestniczyli polscy żołnierze, dlatego je tylko zasygnalizuje. Namibia i Kambodża, dwa krańce świata i olbrzymi kontrast między nimi. Polacy zajmowali się tam wsparciem logistycznym, które stało się już naszą specjalnością oraz przygotowywali i zabezpieczali wybory w tych krajach. Szczególnie ciężko było w Kambodży. Kraj był w ruinie w wyniku ludobójczej polityki Czerwonych Khmerów, których niedobitki próbowały atakować Polaków, ale na szczęście obyło się bez ofiar. Nie zabrało Polskiego Kontyngentu Wojskowego nawet na Haiti, o czym mało kto wie.

Kolejny rejon misji polskich żołnierzy to służba w byłej Jugosławii w UNPROFOR . Były tam niezliczone miny i ciągłe walki serbsko – chorwackie. Żołnierze działali w trudnych warunkach, w rozproszeniu, w izolowanych posterunkach. Później musiały wkroczyć siły NATO z udziałem polskich spadochroniarzy z 6 Brygady Powietrzno-Desantowej.

Irak i Afganistan to odrębna historia, która ciągle trwa. Tam jest po prostu wojna. Polacy wraz z sojusznikami stabilizują sytuacje, wspierają tworzące się władze, szkolą siły bezpieczeństwa i pomagają w odbudowie zniszczonego wojną kraju. Żołnierze i oficerowie polscy uczą się współpracy z koalicjantami, w budowaniu relacji z miejscową ludnością i działania w warunkach ekstremalnych. Obrona City Hall w irackiej Karbali, czy odparcie ataku rebeliantów na polską bazę w Ghazni w Afganistanie przejdą na pewno do historii wojskowości jako przykład właściwej postawy i wartości bojowej polskiego żołnierza.

Te działania na pewno pozwoliły na wyciągnięcie właściwych wniosków w zakresie wykorzystania bojowego sprzętu technicznego, odpowiedniej taktyki walki i zmieniły także mentalnie naszych żołnierzy. Zapłacono jednak za to wysoką cenę.

Początkowo poważnym mankamentem w organizowaniu misji zagranicznych, był brak uregulowań systemowych dotyczących uprawnień uczestników działań poza granicami kraju. Wielu żołnierzy powracało z misji z ranami i kontuzjami, z objawami stresu pourazowego i często załamanych psychicznie. Byli co prawda leczeni przez wojskową służbę zdrowia, dostawali odszkodowania pieniężne, ale często musieli o nie walczyć przed sądami. Zdarzało się, że po powrocie z misji zostawali sami ze swoimi problemami. Podobne problemy miały miejsce w bogatych Stanach Zjednoczonych, po wojnie w Wietnamie, co znamy z filmów. Dlatego byli „misjonarze” postanowili „wziąć sprawę w swoje ręce” i zaczęli się organizować, zakładając stowarzyszenia. Dwa z nich odegrały ważną rolę w dążeniach do uzyskania należnych uprawnień. Najwcześniej powstało Stowarzyszenie Kombatantów Misji Pokojowych ONZ, kierowane przez gen. bryg. w st. spoczynku Tadeusza Cepaka. Obecnie prezesem jest gen. bryg. w st. spoczynku Stanisław Woźniak. Obydwaj generałowie dowodzili wcześniej polskimi jednostkami na misjach, a gen. Woźnik był nawet dowódcą wszystkich Sił Zbrojnych ONZ w Libanie z tytułem Zastępcy Sekretarza Generalnego ONZ.

Drugą organizacją jest Stowarzyszenie Rannych i Poszkodowanych w Misjach poza Granicami Kraju, założycielem i prezesem jest st. chor. sztab. Tomasz Kloc, ranny podczas misji w Iraku.

Dzięki zabiegom zainteresowanych „misjonarzy”, wspartych przez polityków na czele z Ministerstwem Obrony Narodowej, Sejm RP uchwalił 19 sierpnia 2011 roku długo oczekiwaną Ustawę o weteranach działań poza granicami państwa.

Ustawa w sposób kompleksowy uregulowała węzłowe sprawy związane z pełnieniem służby w misjach zagranicznych. Określiła definicje „weterana” i uprawnienia z tym związane. Weterani, którzy odnieśli rany lub kontuzje podczas wykonywania obowiązków służbowych i przedstawili stosowną dokumentacje, w trybie administracyjnym uzyskali status „weterana poszkodowanego” i z tego tytułu odpowiednie uprawnienia. Aktualnie trwają prace nad nowelizacją Ustawy o Weteranach

 Oprócz zapisów ustawowych weterani oczekują także uznania ze strony społeczeństwa. W tym zakresie następują pozytywne zmiany. Niebagatelne jest także wsparcie materialne, nie wszyscy na pewno wiedza, że zaawansowana proteza nogi kosztuje ok. 200 tys. zł., dlatego wiele zakładów pracy i osób prywatnych sponsoruje leczenie i rehabilitacje weteranów.

Dzień 29 maja ustalono jako Międzynarodowy Dzień Uczestników Misji Pokojowych ONZ, a w Polsce obchodzony jest pod nazwą „Dnia Weterana” od 2012 roku

Weteranom należy się szacunek i wsparcie, bo ich wysiłek i poświęcenie przyczyniły się do budowy bardziej bezpiecznego świata.

P.S. Autor w latach 1981/1882 pełnił służbę na Wzgórzach Golan, w Polskim Kontyngencie Wojskowym w Siłach Zbrojnych ONZ w Syrii na stanowisku zastępcy dowódcy kontyngentu PKW.

P.S. W ostatnim czasie w wyniku starań organizacji zrzeszających weteranów oraz samych „misjonarzy” Sejm RP znowelizował „Ustawę o weteranach działań poza granicami kraju” Ustawa rozszerza możliwość uzyskania statusu „weterana” przez uczestników misji w Wietnamie i Korei i innych nie uwzględnianych wcześniej regionach. Zwiększa także zakres uprawnień weteranów , związanych z pomocą medyczną dla osób, którzy podczas misji zostali ranni lub kontuzjowani, a także podnosi dodatki pieniężne dla uczestników, którzy odnieśli poważne obrażenia. I jeszcze jedna, ważna rzecz. Zmarłym weteranom będzie bezwarunkowo przyznawana wojskowa asysta honorowa, podczas uroczystości pogrzebowych.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here