Pluralizm mediów po węgiersku

0
Laurie Simmons, 1978

Polityczna, społeczna, światopoglądowa polaryzacja polskich mediów masowych, pogłębiająca się ich ideowa dwubiegunowość oraz tendencyjność i upartyjnienie, a także postępująca agresja w artykulacji poglądów bez poszanowania odmiennych punktów widzenia, ułatwiają od lat wdrażanie i utrwalanie się języka hiper perswazji; języka propagandy opartego na kłamstwie. Postępującej zaś degradacji misyjnych funkcji mediów (a na tym przecież polegają ich ustawowe powinności informacyjne, edukacyjne i kulturalne), towarzyszy ograniczanie wolności słowa poprzez stopniowe zawężanie pluralizmu opartego na wielości źródeł informacji oraz zapewnieniu dostępu do rzetelnych, obiektywnych wiadomości wszystkim obywatelom. Jesteśmy też świadkami niszczenia demokratycznych instytucji państwa prawa.

Nienawiść w życiu publicznym, zanik merytorycznych debat, szkalowanie inaczej myślących, cyniczne gry polityków i ich poczucie bezkarności, nie pojawiły się nagle, na zasadzie deus ex machina. Ten proces trwa od lat i niestety jest w dużym stopniu inspirowany, animowany przez polityków różnych opcji, którzy jakby zapomnieli, że ich zadaniem winna być należyta służebność wobec całego społeczeństwa, narodu oraz państwa, a nie wyłącznie walka i niszczenie adwersarzy politycznych. Rządzący też o tym nie pamiętają.

Powyższa konstatacja o kondycji większości polskich mass mediów i zaniku przyzwoitości w relacjach społecznych, jest nazbyt ogólna, z konieczności uproszczona i zawiera szereg wątków wymagających oddzielnych, precyzyjnych analiz. Autor jednakże postanowił skupić się tu wyłącznie na jednym problemie, dotyczącym wyciszonych ostatnio zapowiedzi dekoncentracji i repolonizacji mediów, dostrzegając w tych rządowych inicjatywach zagrożenie tak dla pluralizmu, wolności prasy, jak i dla wolności słowa. Zauważa bowiem, że trwający w Polsce upadek społecznych funkcji mediów i niszczenie ich ważnej roli dla poszanowania prawa oraz w demokratyzacji życia, wpisuje się w pewną niszczycielską konwencję, zrealizowaną właśnie u naszych bratanków na Węgrzech. Przykład węgierski warto przeanalizować, choćby ku przestrodze obywateli, bo powielanie orbanowskiej metody na media wydaje się zamierzonym przez rządzących sposobem podporządkowania mediów i jest od miesięcy wdrażaną taktyką, choć ostatnio spowolnioną.

Republika Węgierska, rok 2010

Liczba mieszkańców: 10 mln osób. Węgierska prasa codzienna liczyła ponad 40 tytułów o nakładzie 1,6 mln egz. Czasopisma ogólnokrajowe: blisko 100, nakład 1,1 mln egz. Ponadto kilkaset tytułów gazet i czasopism regionalnych, branżowych, itp. Dostęp do internetu deklarowało 1,5 mln osób. Urząd premiera rządu objął w dniu 29.05.2010 r. (po ośmioletniej przerwie) Victor M. Orban. Obowiązywała Konstytucja Republiki Węgierskiej z roku 1989, której art. 61 stanowił:

  • Każdy ma prawo do swobodnego wyrażania opinii i możliwość ich rozpowszechniania.
  • Republika Węgierska uznaje i chroni wolność prasy.
  • Nowelizacja ustawy o „wolności prasy” wymaga większości 2/3 parlamentu.
  • Podobnej większości wymaga powoływanie Przewodniczącego publicznych mediów, podjęcie uchwały przez organ regulatora w sprawie przydzielenia koncesji oraz decyzji o zapobieganiu nadmiernej koncentracji mediów.

Prasa węgierska, a w tym media elektroniczne, podlegały nadzorowi narodowego Urzędu ds. Mediów i Telekomunikacji, będącego regulatorem rynku. W pewnym zakresie (mediów elektronicznych) wypełniał on funkcje podobne do polskiego regulatora (KRRiT); udzielał m.in. koncesji nadawcom radiowym i telewizyjnym i sprawował nad nimi kontrolę. Media elektroniczne; radio i telewizja, funkcjonowały w dwóch podstawowych formach prawnoekonomicznych: koncesjonowanych mediów komercyjnych oraz publicznych nadawców radiowych i telewizyjnych, finansowanych z abonamentu – z prawem nadawania reklam (w ograniczonym ustawą zakresie).

  1. Radio:

77 stacji radiowych; publicznych i komercyjnych.

Ponad 7 mln odbiorników.

  1. Telewizja:

35 nadawców telewizyjnych; publicznych i komercyjnych.

Blisko 4,5 mln odbiorników telewizyjnych.

Zagrożenia wolności słowa (wybrane przykłady z lat 2010-2011)

W lipcu 2010 roku partia rządząca wystąpiła z inicjatywą reformy medialnej, postrzeganą przez opozycję jako próbę ograniczenia wolności prasy. Mimo sprzeciwów opinii publicznej oraz krytyki prasowej węgierski parlament przyjął pierwszą część ustawy reformującej funkcjonowanie mediów, zmieniając strukturę nadzoru mediów publicznych.

Prasoznawcy węgierscy na forum krajowym i zagranicznym wyrażali pogląd, że prowadzona reforma medialna zmierza do ograniczenia pluralizmu mediów i niezależności prasy, „likwidując autonomię misji publicznej mediów”.

W grudniu 2010 r. w parlamencie Węgier rozpoczęła się debata na temat drugiej części ustawy medialnej, na mocy której miała zostać powołana Rada ds. Mediów. Jej członków wybierałby na 9-letnią kadencję zdominowany przez centroprawicę parlament, a jej szefa – premier; lider centroprawicy.

Niebezpieczeństwo realizacji tych postanowień Endre B. Bojtar, redaktor naczelny tygodnika „Magyar Narances”, tak określił: „Jeśli w mediach publicznych będzie przedstawiane tylko zdanie rządu, to znaczy, że ograniczona zostanie możliwość wyboru politycznego”[1]. Inni krytycy ustawy zwracali uwagę, że jej celem głównym jest „wyeliminować wszystko, co jest poza Fideszem”.

Projekt ustawy dawał nowej Radzie ds. Mediów m.in. prawo wglądu w treść publikacji oraz nakładania na media kar finansowych za „brak zrównoważenia politycznego”, dochodzących do 25 mln forintów (90 tys. euro) w przypadku prasy drukowanej, a w przypadku radia i telewizji do 200 mln forintów (700 tys. euro).

W dniu debaty (03.12.2010 r.) na znak protestu przeciwko tak skrojonej reformie medialnej „Magyar Narancs” opublikował pustą pierwszą stronę; inne pisma zapowiedziały podobny protest. Ukazały się liczne publikacje noszące znamienne tytuły: „Kaganiec na media”, „Zaklejanie ust prasie”.

20 grudnia 2010 r. Węgierski parlament po całonocnej debacie[2], nad ranem, przyjął drugą część kontrowersyjnej ustawy. Głosująca przeciw ustawie opozycja na znak protestu zakleiła sobie usta.

21 grudnia 2010 r. W pobliżu parlamentu 1500 osób protestowało przeciwko ustawie, która – jak akcentował publicysta „Nepszava” – „wprowadza quasi cenzurę, bowiem daje nowotworzonej Radzie ds. Mediów prawo cenzury prewencyjnej; kontroli jeszcze przed ewentualnym wystąpieniem wykroczenia w postaci publikacji, które m.in. „nie są zrównoważone politycznie”.

Reakcja organów UE i pozorowane ustępstwa

19.01.2011 r. podczas sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego miała miejsce gwałtowna i ostra krytyka węgierskiej ustawy medialnej i jej mentora premiera V. Orbana.

  • Protestowano przeciwko m.in. prawu Rady ds. Mediów (w której wszyscy członkowie w liczbie 5 osób pochodzą z rządzącej partii Fidesz) – do karania mediów za „niezrównoważone politycznie” publikacje, co uznano też za niezrozumiałe, nazbyt ogólne i godzące w wolność słowa sformułowania.
  • Organizacje praw człowieka w UE uznały ustawę za zamach na wolność prasy.
  • Jedynym obrońcą ustawy, który na forum Parlamentu Europejskiego bronił jej zasadności, był Jacek Kurski (PIS, EKR).
  • Protestował przeciwko „atakom na tle ideologicznym” i przyrównał sytuację mediów na Węgrzech do tej w Polsce.
  • Uznał, że krytyka europarlamentarzystów (zwłaszcza socjalistów, liberałów i Zielonych) jest „zemstą za skuteczny konserwatyzm wprowadzany w życie”.
  • Stawiane Węgrom zarzuty ocenił jako niesprawiedliwe.

Trudno dziś zgadnąć, czy V. Orban mógł się spodziewać tak szybkiej reakcji zagranicznych mediów, międzynarodowych organizacji dziennikarskich oraz europarlamentarzystów, którzy w trybie niespotykanym doprowadzili do zajęcia się „węgierskim sposobem na media” przez Parlament UE. Jego odpowiedź na to, co usłyszał w Brukseli, wskazuje że nie był zaskoczony, bo na tym samym forum, uzasadniając potrzebę reformy węgierskich mediów, jednocześnie zapowiedział wprowadzenie szybkich zmian do ustawy. Następnie rząd w Budapeszcie przystąpił do prac nad projektem nowelizacji, której efekt po paru już tygodniach Komisarz ds. Agendy Cyfrowej, N. Kroes, powitała z zadowoleniem i stwierdziła, że „nowelizacja dotyczy wszystkich czterech kwestii dyskutowanych w kontekście niezgodności z prawem unijnym”. Zmiany jednakże objęły fragmentarycznie zapisy w sprawie „niezrównoważonych” materiałów informacyjnych, nakładania kar na nadawców zarejestrowanych w innych krajach UE oraz przepisów dotyczących szerzenia nienawiści czy obrażania jednostek, mniejszości lub większości. Dziennikarze węgierscy uznali, że mają one charakter jedynie kosmetyczny i nie obejmują najważniejszych kwestii, czyli ochrony źródeł dziennikarskich, ani procedury powoływania Rady ds. Mediów.

Łagodzeniem nakazu „zrównoważonego” informowania Węgierski Parlament zajął się 7 marca 2011 r. uchwalając nowelizację ustawy o mediach zgodnie z którą:

  1. Obowiązek „zrównoważonego” informowania nie obejmował już przekazów internetowych na żądanie, lecz tylko media ogólnie dostępne. Blogi i dzienniki internetowe wyłączono spod podlegania ustawie.
  2. Zagranicznym oferentom dostępnych na Węgrzech produktów medialnych „nie będą już w przypadku naruszenia ustawy groziły kary pieniężne, lecz tylko inne konsekwencje prawne”. Nie dotyczy to jednak oferentów węgierskich, którzy „przeniosą swą siedzibę za granicę tylko po to, by uchylić się przed węgierską ustawą”.
  3. Anulowano dotychczasowy przepis zabraniający „obrażania” osób lub grup. Zakazane pozostało natomiast „podżeganie przeciwko osobom, narodom oraz grupom etnicznym lub religijnym”.

I znów pani komisarz N. Kroes mogła wyrazić swe zadowolenie, widząc dobrą wolę premiera Orbana i jego rządu, który tak szybko zajął się sprawą. Jakby nieświadoma stosowanej przez premiera rządu węgierskiego taktyki „kroczek do tyłu, dwa kroki naprzód”. Metodę pozorowanych ustępstw pod wpływem nacisków organów UE i krytyki na forum europejskim Orban następnie udoskonalił i stosował wielokrotnie. „Opanowanie mediów” dawało bowiem partii rządzącej możliwość wprowadzenia innych, ustrojowych zmian, w tym zmiany konstytucji, przy niezrozumiałej ospałości i nieskuteczności organów UE.

Dziennikarka Anita Kömüves uważała, że wcześniejsza utrata władzy (2002/2006) zszokowała V. Orbana i „postanowił więc, że tym razem nie przegra, potrzebował do tego nowej konstytucji, ordynacji wyborczej, zaatakował demokratyczne instytucje oraz potrzebował mediów (…) Orban w obawie przed utratą władzy chce wyeliminować to, co może go osłabić”[3].

Komisja Europejska nie podjęła się próby ograniczenia wpływu Fideszu na sposób powoływania Rady ds. Mediów, na czele której premier postawił swą bliską współpracowniczkę, co – jak nieoficjalnie przyznawali nawet eurokraci – groziło upolitycznieniem rady. „Nie ma w prawie UE takich zapisów, które pozwalałaby domagać się od Węgrów zmian legislacyjnych w tej kwestii” – wyjaśnił rzecznik Komisji Europejskiej. Wprawdzie węgierski lewicowy dziennik „Nepszabadsag” zaskarżył ustawę do trybunału konstytucyjnego, który jednak już wówczas tracił dotychczasowe kompetencje, będąc głównym punktem zainteresowania partii rządzącej, stając się następnie (po latach) przykładem do naśladowania nad Wisłą.

Lata 2011-2014 (kolejne przeobrażenia na rynku węgierskich mediów)

Okres ten obfitował w szereg wydarzeń skupiających uwagę Komisji Europejskiej; wielokrotnie przedstawiała Orbanowi zarzuty łamania europejskiego prawa, grożąc sankcjami, które jednak nie zostały na Węgry nałożone. Premier Orban za każdym razem wycofywał się „pół kroku”, niby ustępował, zapowiadał zmiany, po czym realizował swoje pierwotne zamiary, zwykle w kilku etapach, co można zilustrować następująco:

  • Styczeń 2011r. Rząd Orbana z pomocą Rady ds. Mediów, otwiera liczne gazety i portale, które są utrzymywane z reklam rządowych, a następnie tworzy Fundusz ds. Misji i Majątku Mediów, któremu podlegają węgierskie media publiczne (radio, tv, Duna TV i agencja MTI), połączone wkrótce w spółkę Buda Koernyeki Mediaszolgaltato. (Zarządzanie scentralizowane, finansowanie głównie ze środków budżetowych). Zmiany te część ekspertów węgierskich oceniało pozytywnie[4], uzyskały one też znaczącą, jak akcentowały rządowe media, akceptację społeczną. Protestowała głównie opozycja.
  • Kwiecień 2011. Parlament węgierski uchwala nową konstytucję Węgier; prace parlamentarne nad ustawą zasadniczą trwały 9 dni, w sprawie zmian nie przeprowadzono konsultacji społecznych. Zniesiono m.in. Sąd Najwyższy wprowadzając w jego miejsce organ pn. Küria (usuwanie prezesa SN trwało aż do 2016 r.), upośledzono pozycje Trybunału Konstytucyjnego ograniczając zakres jego kontroli. Konstytucja weszła w życie z dniem 1 stycznia 2012.
  • Lata 2012-2013. Dalsza rozbudowa nowego systemu medialnego. Biznesmeni bliscy rządzącej partii otrzymują koncesje na tworzenie, bądź przejmowanie ogólnokrajowych i lokalnych gazet, stacji radiowych i telewizyjnych, wspomaganych „szerokim strumieniem państwowych pieniędzy”; największym reklamodawcą staje się państwo. Ograniczanie działalności prasy opozycyjnej. Wprowadzenie przez parlament podatku od reklam telewizyjnych, uderzającego głównie w RTL. Zaprzyjaźniony z Orbanem Lörinca Meszaros (który wcześniej dorobił się ogromnego majątku m.in. na gazowych kontraktach z państwem), wykupuje wszystkie gazety lokalne, do czego – swoimi dotacjami – dokładała się Unia Europejska, której organy ciągle zgłaszały zastrzeżenia do stanu węgierskiej praworządności. Meszaros staje się właścicielem 200 tytułów.

Uzdrawianie mediów po kolejnych wyborach

Tuż po wygranych wyborach premier Orban w rozmowie z portalem 24.hu ujawnił chęć przejęcie wszystkich węgierskich mediów. I zamiar ten realizował z ogromna konsekwencją:

  • Październik 2016. Zawieszenie działalności, zamknięcie największego na Węgrzech lewicowo-liberalnego dziennika „Nepszabadsag”, a następnie zmuszenie wydawcy z Austrii do jego sprzedaży biznesmenowi powiązanemu z rządem; mieszkańcy Budapesztu wychodzą na ulice, by protestować, wyrazić sprzeciw wobec zamknięcia ostatniego, niezależnego – jak wielu twierdziło – a na pewno opozycyjnego wobec rządu dziennika, „sfera publiczna zaczyna przypominać tę z końca okresu komunizmu” – oceniał sytuację na Węgrzech dziennikarz z Kropka.hu, Dominik Hejj[5].
  • Listopad 2016, Bruksela, konferencja poświęcona niezawisłości i pluralizmowi mediów, organizowana przez Komisję Europejską. „Na mojej gazecie – informował zebranych Andreas Pal Desi z „Nepszabadsag” – wykonano egzekucje z powodów politycznych”[6]. Natomiast Mark Dekan z koncernu Ringier Axel Springer, wydawcy m.in. polskiej edycji „Newsweeka” opowiadał o odcięciu tygodnika od reklam instytucji publicznych i spółek skarbu państwa, a także „o nasilających się dążeniach do renacjonalizacji mediów w krajach Europy Środkowej”[7]. Zaś Frans Timmermans wskazywał zagrożenia powstałe wskutek jednoczesnego nacisku na media ze strony pozostających w zmowie rządzących i ludzi biznesu.
  • Sierpień 2017. Biznesmeni powiązani z Fideszem przyjmują ostatnie trzy niezależne gazety regionalne”. Jeśli coś w węgierskim świecie medialnym nie należy ani do Peciny, ani do Meszarosa, znaczy to, że należy do Lapcom Kiado Zrt,, która od tego tygodnia znajduje się w rękach Andy’ego Vajny – komisarza rządowego ds. węgierskiego przemysłu filmowego”[8] – „tak wygląda dekoncentracja mediów na Węgrzech”, dodaje w nagłówku redakcja.
  • Kwiecień 2018. Victor Orban wygrywa kolejne wybory i zapowiada „ostateczne porządkowanie mediów”. Trwają prace nad sposobem „totalnej centralizacji”, bowiem rząd nie jest „zadowolony z gospodarowania w tych mediach, gdyż z systemu wypływa bez nadzoru mnóstwo pieniędzy”.
  • Grudzień 2018. Premier Orban podpisuje 5 grudnia dekret na mocy którego 476 prorządowych redakcji zrzeszyło się w ramach jednego podmiotu Fundacji Prasy i Mediów Europy Centralnej. „Oligarchowie, którzy byli posiadaczami tych mediów, po prostu zrzekli się ich na rzecz fundacji”[9]. Według rzecznika prasowego fundacji dokonane przekształcenia własnościowe „służą interesom czytelników, a jednocześnie reprezentowaniu obywatelskiego systemu wartości”. I ani słowa o tym, że powstanie takiego monstrualnego molocha jest sprzeczne z zasadą uczciwej konkurencji, unijnymi przepisami o przeciwdziałaniu praktykom monopolistycznym, a także z wymogiem pluralizmu mediów; pluralizmu źródeł informacji a także systemów ich finansowania.

Efekty orbanowskiej konsekwencji

Media były i są dla Victora Orbana kluczowe dla utrzymania władzy. Zasadność tej tezy autor przedstawił w powyższym kalendarium zdarzeń na rynku węgierskich mediów oraz wyrywkowej ich charakterystyce. Opisanych zmian Orban dokonywał po zapewnieniu swej partii większości parlamentarnej, zmianie konstytucji, a jednocześnie przy akceptacji nie małej części opinii publicznej, która jest wyraźnie podzielona. Znaczące gremia społecznościowe i obywatelskie (organizacje, stowarzyszenia) udzielają rządowi Fideszu wyrazistego poparcia. Co można traktować jako efekt skutecznego oddziaływania spacyfikowanych , bądź milczenia „zakneblowanych” przez rząd mediów – jak mówi węgierska opozycja – a także jako rezultat przemyślanej przez Orbana taktyki postępowania zarówno na forum krajowym, jak i unijnym.

Autor pominął w tekście istotne dla zrozumienia postaw Węgrów, wprowadzone przez rząd Orbana ustawy i zmiany w zakresie poprawy egzystencji obywateli, ale także sposoby uruchamiania populistycznych, pronarodowych i nacjonalistycznych emocji. Wspomniane poparcie ma więc i inne wytłumaczenia. Skupiając się głównie na historii niszczenia mediów niezależnych od rządu oraz przedstawieniu rezultatów takich godzących w demokrację metod, autor chciał wskazać niebezpieczeństwo wynikające z ewentualnego powielania patentu na „węgierską drogę pluralizmu i dekoncentracji mediów”.

[1] http://wiadomosci.gazeta.pl/, dostęp 4.02.2011.

[2] Można zaryzykować hipotezę, że polski przykład z 2005/6 roku podporządkowania publicznych mediów elektronicznych jednej opcji politycznej, został (też nocą) przez rząd Orbana zmodyfikowany i obejmował już całą prasę, dając początek procesowi, który zakończył się niedawno na Węgrzech dramatycznym organiczeniem pluralizmu mediów.

[3] https://deon.pl/wiadomości, dostęp 8.11.2015.

[4] Analityk węgierskiego ośrodka prasoznawczego Szazadveg, Tomasz Lanczi, przekonywał, że „centralizacja mediów nie wpłynęła na ich funkcjonowanie w sensie politycznym”, a „lewicowe organa prasowe (do nich ekspert zaliczał m.in. RTL, a także portale Index i Origo), mają zdecydowaną przewagę na całym węgierskim rynku medialnym”, https://www.deon.pl/wiadomości, dostęp 16.12.2015.

[5] http://www.tvn24.pl , dostęp 10.09.2017.

[6] www.wyborcza.pl , dostęp 17.11.2016.

[7] Tamże.

[8] https://.newsweek.pl/polska, dostęp 9.08.2017.

[9] https://wiadomości.onet.pl/tylko-w-onecie, dostęp 18.12.2018.

Poprzedni artykułPremier League: Manchester City walczy o obronę tytułu…
Następny artykułCo wziąć pod uwagę przy wyborze sukni ślubnej?
Zbigniew Kosiorowski
Dr Zbigniew Kosiorowski, prof. nadzw. ZPSB – prozaik, dziennikarz, autor licznych reportaży radiowych, prasowych i słuchowisk. Ukończył studia wyższe polonistyczne (UAM, Poznań) i podyplomowe: prawa autorskiego (UJ, Kraków), krytyki artystycznej (WSNS, W-wa), a także w dziedzinie zarządzania, doradztwa finansowego i budowy strategii spółek (SGH, W-wa). Doktorat z ekonomii w zakresie nauk o zarządzaniu (SGH, W-wa). Współzałożyciel i redaktor naczelny Wydawnictwa GLOB (1984-1990), czasopism: Morze i Ziemia (1978-1981) i Między Innymi (1985-1989). W latach 1990-2006 prezes i redaktor naczelny Polskiego Radia Szczecin SA. Medioznawca i ekspert prawa autorskiego, profesor Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu, autor monografii naukowych m.in.: Radiofonia publiczna (1999), Dysjunkcje misji (2009), podręczników cyfrowych do nauczania online: Gospodarowanie kapitałem ludzkim (2011) i Ochrona własności intelektualnej (2011), a także kilkudziesięciu artykułów naukowych z dziedziny zarządzania. Założyciel i dyrektor Szczecińskiej Szkoły pod Żaglami (1987-2003), kapitan jachtowy. Wydał ponad 20 pozycji książkowych, m.in.: W pętli (1985), Gnilec (1986), cykl powieści młodzieżowych Przez cztery oceany (1986-1990), Archipelag odpływów (2010), Desant (2013), Kamień podróżny (2016) i Zapadnia (2018).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here