Pedofilia w Kościele katolickim. Gdy dobro Kościoła jest ważniejsze od dobra dziecka

0
Fot. mumandthecity.pl

„Te historie zawsze wyglądały podobnie. Gdy pojawiał się zarzut wykorzystywania seksualnego dzieci przez księży, reakcje – zarówno w Ameryce, Niemczech czy Polsce – były analogiczne. Najpierw niedowierzanie: »Jak to, ksiądz wykorzystuje seksualnie dzieci? Niemożliwe«. Potem, gdy pojawiało się coraz więcej dowodów, że to jednak prawda, gdy ofiary zaczynały mówić o swoim cierpieniu, przychodziła obrona: »To źli ludzie oczerniają księdza. To liberałowie i lewicowe media atakują Kościół«. A w końcu, gdy prawda wychodziła na jaw, poszczególne diecezje starały się wyciszyć skandal, płacąc odszkodowania ofiarom nadużyć seksualnych”.

3 marca 2017 r. w Newsweeku pojawił się ciekawy artykuł Jarosława Makowskiego pt. „Pedofilia w Kościele katolickim. Gdy dobro Kościoła jest ważniejsze od dobra dziecka”. W 2001 r. autor spędził kilka miesięcy w USA i wtedy przyglądnął się bliżej problemowi „pedofilskiego skandalu” z udziałem duchownych jak i jego niszczącemu wpływowi na Kościół amerykański. Symbolem pedofilii w Kościele w tym kraju stał się ks. John Graham z Bostonu, który został skazany przez sąd na 10 lat więzienia. Oskarżono go o skrzywdzenie ponad 130 nieletnich. Proces tego duchownego spowodował lawinę kolejnych pozwów, wpłynął na to, że pokrzywdzeni zaczęli mówić o swoich traumach. Jak się wkrótce okazało, ten proceder seksualnego wykorzystywania dzieci przez księży dotyczył nie tylko diecezji bostońskiej, całej Ameryki, ale całego Kościoła. Także Kościoła w Polsce.

Jarosław Makowski zastanawia się nad przyczynami wieloletniego wykorzystywania dzieci przez „pedofilów w sutannach”. Odpowiedź znajduje w panującej w Kościele zmowie milczenia. A wynika ona z zasady: „Kościół jest jak matka. A matki się nie krytykuje. Nawet, jeśli duchowni krzywdzą dzieci”. I chociaż raporty wewnątrzkościelne o przestępstwach seksualnych trafiały do Rzymu, były natychmiast „zamiatane pod watykański dywan”. Księży przenoszono do innych parafii czy klasztorów. „Kościół, działając w ten sposób, chronił swoje tzw. dobre imię. Kosztem dzieci” – pisze autor.

6 listopada 2015 r. do amerykańskich kin trafił amerykański dramat biograficzny w reżyserii Toma McCarthy’ego pt. „Spotlight”. Film przedstawia historię śledztwa dziennikarzy „The Boston Globe” ze „Spotlight” – najstarszego amerykańskiego dziennikarskiego zespołu śledczego w sprawie tuszowania licznych przypadków molestowania seksualnego dzieci przez księży katolickich. W filmie pokazana jest zmowa milczenia, nie tylko ze strony Kościoła. W tej „kulturze milczenia” mieli swój niechlubny udział dziennikarze (mając poszlaki o pedofilskiej działalności księży, nie potrafili zadawać trudnych pytań), prawnicy, którzy wiedząc o tym, jak bardzo są krzywdzone dzieci, kierowali się jedynie zyskiem, a nie przyzwoitością czy współczuciem. Winę ponosili też rodzice czy wychowawcy, którzy nie chcieli słuchać dzieci, ponieważ nie wierzyli, że ten „dobry ksiądz” może je krzywdzić. Film pokazuje więc, że ten proceder seksualnego wykorzystywania dzieci był możliwy, gdyż „firmowała go (…) bostońska elita: duchowni – prawnicy – dziennikarze”.

Jarosław Makowski uważa, że skandal pedofilski w Kościele nie jest zamkniętym rozdziałem. Mimo wielu szkód, jakie Kościołowi przyniosła polityka milczenia biskupów oraz zamiatania przez nich brudów pod dywan, przenoszenia winnych duchownych do innych parafii, wciąż nie brakuje hierarchów kościelnych, którzy uważają, że „dobry wizerunek kościelnej instytucji jest ważniejszy niż dobro krzywdzonego dziecka”. Swój artykuł autor kończy ważną konkluzją: „Przeciwnikiem Kościoła i Pana Boga nie są liberalne czy świeckie media, ale fałszywi, najczęściej polityczni obrońcy Kościoła i kleru, którzy są gotowi usprawiedliwić każdy rodzaj grzechu i nieprzyzwoitości”.

Raport Sądu Najwyższego w Pensylwanii

W sierpniu 2018 r. Sąd Najwyższy w Pensylwanii opublikował wstrząsający raport dotyczący pedofilii w Kościele katolickim. Raport ten powstał na podstawie dokładnych prac komisji ekspertów-mężów zaufania, którzy w trakcie śledztwa przeanalizowali około 2 mln tajnych dokumentów dotyczących przestępstw wobec nieletnich w kilku diecezjach. Ten dokument mówi o 300 księżach, którzy w ciągu 70 lat mogli molestować ponad 1000 dzieci. Liczbę tych nieletnich ofiar można było zidentyfikować na podstawie zapisów kościelnych.

Dla śledczych trudna do przyjęcia była świadomość, że ich praca, z powodu przedawnienia przestępstw księży, nie zaprowadzi żadnego z nich przed sąd. Szokującym jest fakt, że tylko dwóch spośród 300 księży, którzy dopuścili się aktów pedofilskich w ciągu ostatnich 70 lat, stanęło przed sądem.

Raport zawiera wiele wstrząsających opisów. Najmłodsza ofiara miała 1,5 roku. Jeden z księży wykorzystał seksualnie 7. letniego chłopca, po czym kazał mu przyjść do spowiedzi i wyznać swoje „grzechy”. Inna grupa księży z jednej z diecezji w stanie Pensylwania zmuszała nastolatka do pozowania nago na krzyżu, a księża z ochotą robili sobie zdjęcia na tle tej sceny ukrzyżowania.

Ten wstrząsający raport wzburzył amerykańską opinię publiczną. To był dla Amerykanów kolejny szok – po ujawnieniu skandalu w Bostonie w 2002 r. Śledztwo dziennikarskie „Boston Globe” ujawniło ukrywanie przypadków pedofilii wśród księży oraz przenoszenie ich do innych parafii przez kardynała Bernarda Lawa.

Po opublikowaniu tego raportu (w sierpniu 2018 r.) przetoczyła się przez Polskę po raz kolejny dyskusja na temat pedofilii wśród polskich księży. Po raz kolejny stawiano sobie pytanie, kiedy wreszcie polski Kościół przygotuje podobny raport i rozliczy się z przypadków pedofilii. Tomasz Sekielski w wywiadzie dla WP Opinie (05.09.2018) uważa, że jak na razie odpowiedzią na to pytanie jest „wyniosłe milczenie kościelnych hierarchów”. Wskazuje też na negatywną rolę tzw. obrońców Kościoła, którzy uważają, że w polskich realiach jest to sprawa marginalna i nie warto się nią zajmować, że jest to akcja przygotowana przez lewaków i liberałów i ma ona uderzyć w polski Kościół.

Czy jest to problem marginalny w Polsce? Niektórzy przedstawiciele polskiego Kościoła przyznają (nieoficjalnie), że dotyczy to 1%, czyli około 300 księży. Z kolei – według Watykanu – w skali Kościoła powszechnego na świecie jest to 2% księży pedofilów (czyli w Polsce 600). A przyjmując założenie, że jest to taki sam wskaźnik jak w USA czy Australii – 5-7%, to liczba sprawców wynosiłaby 1000. Należy też uświadomić sobie, że jeden sprawca-pedofil, to na ogół nie jedna ofiara. Liczba ofiar księży pedofilów może sięgać więc 2-3 tysięcy.

Tomasz Sekielski uważa, że Kościół także zdaje sobie sprawę z tego, że nie jest to marginalny problem i dlatego tak niechętnie rozlicza się z nim. „Im dłużej Kościół ukrywa tę przykrą dla siebie prawdę, im dłużej nie przedstawia liczb, danych, im dłużej nie powstaje komisja, która nie byłaby komisją kościelną, ale komisja złożona z jakichś autorytetów, osób zaufania publicznego, które miałyby wgląd w kościelne archiwa, w których to wszystko jest, trzeba tylko do nich sięgnąć – dopóki tego Kościół nie zrobi, będzie tracił”.

Raport Konferencji Episkopatu Polski o pedofilii w polskim Kościele

14 marca 2019 r. podczas konferencji dla dziennikarzy został przedstawiony przez Konferencję Episkopatu Polski raport o pedofilii w polskim Kościele i problem wykorzystywania seksualnego dzieci przez księży. W spotkaniu z dziennikarzami uczestniczyli m.in. prymas Polski abp Wojciech Polak, abp Stanisław Gądecki, abp Marek Jędraszewski, ojciec Adam Żak, który zajmuje się z ramienia Kościoła ochroną dzieci i młodzieży. Dane statystyczne dotyczące przestępstw seksualnych księży przedstawił ks. Wojciech Sadłoń , dyrektor (ISKK) – Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego.

Kościelni badacze ISKK przy sporządzaniu raportu bazowali na informacjach, które przekazały im same diecezje. Raport dotyczy okresu od 1 stycznia 1990 r. do 30 czerwca 2018 r. Z raportu wynika, że od 1990 r. zgłoszono 382 przypadki wykorzystywania seksualnego dzieci. 198 przypadków dotyczyło osób poniżej 15. roku życia, 184 przypadki dotyczyły osób powyżej tego wieku. Jeden przypadek dotyczy jednego sprawcy, który mógł mieć więcej niż jedną ofiarę na sumieniu.

Z tych 382 przypadków 362 sprawy doczekały się postępowań kanonicznych. Odnośnie 20 przypadków Kościół wskazał, że brakuje o nich danych. 270 przypadków zostało zakończonych w postępowaniach kanonicznych, a 68 duchownych zostało wydalonych ze stanu kapłańskiego. Umorzono sprawy 34 sprawców, a 28 duchownych uniewinniono w postępowaniach kanonicznych. Jak podaje raport, trwają jeszcze 92 postępowania kanoniczne.

Jak powiedział dziennikarzom jeszcze przed konferencją jeden z pracowników ISKK, w raporcie znalazły się przypadki, o których diecezje wiedziały, które były zgłoszone. A więc oznacza to, że upubliczniony raport nie zawiera wszystkich przypadków molestowania nieletnich przez księży, lecz te, o których wiedziano w poszczególnych diecezjach.

Uczestniczący w konferencji abp Marek Jędraszewski zrelacjonował swoją wizytę w Watykanie na szczycie poświęconym pedofilii w Kościele. Powołał się też na słowa papieża Franciszka, który powiedział m.in., że wykorzystywanie dzieci to problem uniwersalny, występujący na całym świecie, w różnych środowiskach, co jednak nie umniejsza tego, co działo się w Kościele. „Tym bardziej, że problem dotyczy osób konsekrowanych, które oddały się na służbę Kościołowi i drugiemu człowiekowi” – dodał abp Jędraszewski.

Abp Stanisław Gądecki – przewodniczący KEP (Komisji Episkopatu Polski) podkreślił, że problemem powinien zająć się również rząd oraz samorządy. Bo co z tego, że Kościół poradzi sobie z problemem, jeśli pedofilia i wykorzystywanie dzieci będzie w społeczeństwie. Dodał, że na 10 dziewcząt, 9 z nich doznaje krzywd w swojej rodzinie.

„To jest problem globalny. Do tej pory przyzwyczailiśmy się do tego hasła ukutego ideologicznie: pedofilia w Kościele. To hasło, dość zręcznie dobrane, miało wskazać na problem, jaki istnieje i poderwać autorytet Kościoła. Doprowadzić do tego, żeby zaufanie wiernych do instytucji Kościoła zostało zniszczone – stwierdził.

Abp Gądecki dodał też takie stwierdzenie: Tworzy się programy seksualizacji dzieci, aby więcej zarobić na środkach antykoncepcyjnych, a z drugiej strony jest atak na to, co spowodowało przestępstwo. Jest ogromny przemysł, który pompuje seksualność, a z drugiej strony od razu pałką w głowę wobec tych, którzy się temu poddają. Zastrzegł się jednak, że to jest pewne uproszczenie problemu, ale takie zjawisko istnieje.

Opinie na temat raportu i postaw biskupów

Raport KEP przedstawiony dziennikarzom na konferencji, jak i słowa występujących biskupów wywołały oburzenie wśród wielu Polaków. I nie tylko.

Karolina Kołodziejczyk w swoim artykule „Niemieckie media o ofiarach molestowania seksualnego w Polsce” (WP Wiadomości, 17.04.2019) przedstawia opinię Floriana Hassela –warszawskiego korespondenta „Süddeutsche Zeitung”. Niemiecki dziennikarz pisze o przypadku Marka Lisińskiego – ofiary molestowania, jego historii oraz o geście zadośćuczynienia papieża Franciszka, a także o raporcie KEP.

Hassel podkreśla, że w odróżnieniu od Polski, w Stanach Zjednoczonych, Irlandii czy Australii powstały komisje śledcze, które udokumentowały tysiące przypadków wykorzystywania seksualnego dzieci i młodzieży w minionych dziesięcioleciach. Ocenia, że „jeśli chodzi o wyjaśnienie takich przypadków, katolicka Polska pozostaje daleko w tyle”.

Odnosi się krytycznie do dotychczasowych działań polskich biskupów. Pisze: „W przeciwieństwie do Niemiec, Irlandii czy Australii nie powołano niezależnych ekspertów ani świadków, nie wykorzystano też instrumentów. Okres powojenny do upadku komunizmu został pominięty”.

Oceniając raport KEP w sprawie pedofilii uważa, że zawiedli się ci polscy katolicy, którzy liczyli na pokorę ze strony biskupów. A cytując „Tygodnik Powszechny” pisze, że stanowisko biskupów wywołało u wielu z nich szok i oburzenie. Uważa, że dla biskupów „pedofilia” jest problemem globalnym, zaś „pedofilia w Kościele” jest „czystym ideologicznym konstruktem”, który ma podkopać autorytet Kościoła.

Magdalena Nałęcz (WP Wiadomości, 15.03.2019) pisze o ostrej reakcji w sieci (na Facebooku), Szymona Hołowni, znanego katolickiego publicysty. Rozczarowany wystąpieniem Episkopatu napisał: „ Oglądając wczoraj tę konferencję miałem wrażenie, że oglądam transmisję z samobójstwa (a co najmniej poważnego samookaleczenia) instytucji”. Według niego, konferencję prowadzono z „wybitnym antytalentem medialnym i zupełnym brakiem społecznego słuchu”, zabrakło w niej „choć cienia ludzkich emocji i ludzkiej twarzy”. A na koniec dodał, że „nie ma już »Polskiego Kościoła«”. „Jest ten konkretny wierzący i prawy biskup, ta konkretna parafia, ten konkretny Kościół lokalny”.

Sporo emocjonalnych i gorzkich słów wyraził Szymon Hołownia w swoim felietonie w „Tygodniku Powszechnym” (15.03.2019 r.). Bardzo krytycznie odniósł się do postawy, jaką zaprezentował na konferencji nowo wybrany (po raz kolejny) przewodniczący Komisji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki. Warto zacytować dłuższy fragment z felietonu, w którym Hołownia, zwracając się do abp. pisze:
Księże arcybiskupie, jakich medialnych, społecznych, ale też i moralnych doradców trzeba mieć, by w chwili, gdy wszyscy (poza samymi biskupami) czekają na proste, jasne, twarde, krótkie słowa: na krzyk przyjaciół Boga, który został w tych gwałconych na plebaniach dzieciach poniżony, pobity, zbrukany – martwić się o „zaufanie do hierarchii”? Żeby rozwijać kobierzec refleksji, z którego wynika, że w zasadzie wszędzie się dzieci krzywdzi, krzywdzi się je na setki rozmaitych sposobów, a wszyscy tylko Kościoła się czepiają, gdy przecież tymczasem Kościół ma tyle wspaniałych procedur i dokumentów, gdy Kościół był łaskaw (o wiele lat za późno) powołać »delegatów«?”.

Natomiast w odniesieniu do postawy zastępcy przewodniczącego KEP, abp. Marka Jędraszewskiego felietonista – nie bez ironii – napisał:
Hierarcha ten, któremu nieodparty przymus odbycia pielgrzymki do Fatimy uniemożliwił doczekanie do końca watykańskiego szczytu w sprawie pedofilii w Kościele, wyjaśnił podczas konferencji, iż hasło „zero tolerancji”, choć używane wcześniej w tym samym kontekście przez ten sam Episkopat, wywodzi się tak naprawdę z ideologii hitlerowskiej i komunistycznej”.

W swoim wpisie Hołownia wyraził radość z faktu, że w polskim Kościele są jeszcze tacy biskupi jak prymas Wojciech Polak, „który jako jedyny na tej nieszczęsnej konferencji dowiódł, że wie, o czym ona jest. I że rozmawia o tej sprawie z kimś jeszcze spoza otorbiającego zwykle biskupów korowodu klakierów w koloratkach (…) Wiem dobrze, że prymas nie jest w tym gronie jedyny”.

I jeszcze jedna gorzka refleksja Szymona Hołowni na temat KEP:
„Nie wiem, co się jeszcze musi stać, jak bardzo muszą opustoszeć lekcje religii w polskich szkołach, listy zapisów na ministranckie wycieczki z księdzem, a wreszcie i kościelne ławki, żeby do Konferencji Episkopatu Polski dotarło, że naprawdę nikogo nie interesuje stanowisko (tym razem błyskawicznie stanowcze) polskich biskupów w sprawie karty LGBT+ i że nie będzie nikogo interesować ich stanowisko w żadnej innej sprawie, dopóki porządnie, po Bożemu, nie załatwią tej”.

W podobnym tonie wypowiedział się dla Wirtualnej Polski (WP Wiadomości, Jarosław Kociszewski, 15.03.2019) włoski ekspert (proszący o anonimowość) zajmujący się polityką Watykanu i Kościoła. Uważa on, że zarówno raport Episkopatu Polski jak i wcześniejsza konferencja w Watykanie to są „zwyczajne kpiny z ofiar”. Jak mówi: „Oni się otworzyli, raz jeszcze przeżyli cały swój dramat przed hierarchami i nie usłyszeli nic konkretnego”. Uważa, że Kościół stosuje jakąś pokrętną logikę usprawiedliwiania się, uciekania od odpowiedzialności i unikania wskazywania konkretnych przestępców, zamiast stawić czoła problemowi.

Artur Sporniak – kierownik działu Wiara z „Tygodnika Powszechnego” ( 14.03.2019 ) podkreślił, że „ta konferencja była spóźniona o ładnych parę lat sprawdzianem dla Kościoła”. Przypomniał, że proces tak poważnego zajmowania się problemem pedofilii w polskim Kościele trwa od 2014 r. „Jeżeli po pięciu latach tak duży Kościół europejski potrafi przedstawić pierwszą, pobieżną statystykę, to nie wiem, czy jest to egzamin oblany, ale jeżeli zdany, to bardzo słabo”. I dalej zauważa, że „Kościół polski jeszcze nie dojrzał do tego, żeby dopuścić zewnętrznych audytorów”.

Dosyć ostro wypowiada się też na temat abp. Marka Jędraszewskiego, zastępcy przewodniczącego KEP. Przypomina, że problemem pedofilii w Kościele zajmuje się hierarcha, który długo bronił abp. Juliusza Paetza oskarżanego o molestowanie kleryków i księży. Zwrócił także uwagę na – jego zdaniem – lekceważące zachowanie przedstawiciela polskiego Kościoła na konferencję biskupów w Watykanie. Abp Jędraszewski przyjechał do Watykanu w miejsce abp. Stanisława Gądeckiego i „jeszcze przed jej oficjalnym zakończeniem wyjechał na pielgrzymkę do Fatimy. Po prostu wyjechał, zamiast siedzieć tu do końca i wziąć udział razem z Franciszkiem w nabożeństwie pokutnym (…)”.

Warto wspomnieć o niedawnej kontrowersyjnej wypowiedzi abp. Marka Jedraszewskiego (08.04.2019), który wziął udział w Krakowie w V Europejskim Kongresie Samorządów. W trakcie panelu „Czy religia jest jeszcze człowiekowi potrzebna”, w swojej wypowiedzi odniósł się do prześladowania chrześcijan w Australii. Jako przykład podał australijskiego kardynała George’a Pella – najwyższego rangą hierarchę Kościoła skazanego za pedofilię, którego sąd uznał winnym gwałtu na dwóch 13.letnich chłopcach z chóru kościelnego i skazał na 6 lat więzienia. (Ten 77 letni kardynał był bardzo wpływową osobistością w Watykanie, bliskim doradcą i współpracownikiem papieża Franciszka.) Według abp. Jędraszewskiego, kardynał jest ofiarą prześladowania Kościoła katolickiego w Australii. Powiedział: „Spójrzmy na to, co wiemy o sytuacji kardynała George’a Pella z Australii. Straszne rzeczy, które mają tam miejsce. W imię pewnych reguł prawnych łamie się podstawowe prawa człowieka”.

Na tę wypowiedź zareagował przewodniczący Rady Miasta Krakowa, Dominik Jaśkowiec, który na znak protestu przeciw takiemu stanowisku metropolity krakowskiego zrezygnował z udziału w spotkaniach publicznych z udziałem abp. Jędraszewskiego. Jak oświadczył: „Nie ma i nigdy nie będzie mojej aprobaty dla relatywizowania pedofilii”. Przypomniał równocześnie, że kardynał George Pell został dwukrotnie skazany przez australijskie sądy za przestępstwa seksualne wobec dzieci.

Warto zapoznać się też z opinią Marka Lisińskiego – ofiary księdza pedofila – na temat raportu. W rozmowie z Magdą Mieśnik – dziennikarką WP Wiadomości (14.03.2019) powiedział: „Obejrzałem to. Nie spodziewałem się niczego przełomowego, ale i tak poczułem, jakby biskupi wymierzyli mi policzek. Zero szacunku dla ofiar, za to prośba o miłosierdzie dla katów. Usłyszeliśmy, że to księża podejmują próby samobójcze, bo źle się z tym czują. A my-ofiary? Nikt nie mówi dla ilu z nas zakończyło się to tragicznie”.

Lisiński zwraca też uwagę na udział abp. Jędraszewskiego w prezentacji raportu: „Abp Jędraszewski mówił o postawie nieskazitelnej stanowczości wobec pedofilów, a sam przecież chronił abp. Paetza”. Nie wierzy też w liczbę przypadków molestowania przez dzieci podaną w raporcie przez Episkopat. Uważa, że tych ofiar może być ponad 2 tys.

Z kolei w wywiadzie dla Magazynu TVN24 (16.03.2019) Marek Lisiński odniósł się zarówno do raportu KEP, jak i postawy hierarchów. Znamienny jest tytuł tego wywiadu: „Papież Franciszek nad nami zapłakał. Polscy biskupi nie mieli dla nas łez”. W wywiadzie Marek Lisiński – ofiara księdza pedofila, a równocześnie prezes fundacji „Nie lękajcie się” mówi: „Dzwonią do mnie ofiary i mówią, że czują się tak, jakby znów je zgwałcono. Biskupi mówią o miłosierdziu wobec sprawców, a gdzie jest troska i szacunek wobec skrzywdzonych? Poza tym nie wierzę w te liczby i dlatego powołamy Komisję Sprawiedliwości i Zadośćuczynienia. Świecką i obywatelską”.

W tej rozmowie opowiedział także o ważnym geście papieża Franciszka podczas spotkania w Watykanie wraz z posłanką Joanną Scheuring-Wielgus i Agatą Diduszko: „ (…) I podszedł do mnie. On, głowa Kościoła katolickiego, złożył mi wyrazy szacunku. To jest dla mnie naprawdę ważne. Jestem osobą niewierzącą, ale w tamtym momencie czułem dreszcze i przejęcie – wiedziałem, że papież Franciszek okazuje w ten sposób szacunek innym ofiarom, nie tylko mnie. A w Polsce słyszę arcybiskupa, który mówiąc o przestępstwach seksualnych wobec dzieci, mówi o całej skali problemów i wylicza handel organami, zmuszanie dzieci do tego, by zostawały żołnierzami i o seksturystyce”.

Film dokumentalny „Tylko nie mów nikomu”

„Parę lat temu, kiedy stanąłem twarzą w twarz z ofiarami księży pedofilów, polskich księży, to sobie powiedziałem, że zrobię ten film. Bo widziałem dorosłych ludzi płaczących, mających rozwalone kompletnie życie, którzy nie potrafią nawiązać relacji interpersonalnych, których związki, małżeństwa się rozpadają, którzy popadli w alkoholizm, narkomanię. Niektórzy mają za sobą próby samobójcze. (…) Widziałem łzy w oczach dorosłych osób, które są tak zdenerwowane, kiedy o tym mówią, że nie są w stanie wymienić imienia i nazwiska księdza, nie dlatego, że nie chcą, tylko mają absolutną blokadę psychiczną. Tego nie da się zagrać” – opowiada Tomasz Sekielski.

Jest on autorem filmu dokumentalnego (razem ze swoim bratem Markiem) „Tylko nie mów nikomu”. Zdjęcia zrealizowano w grudniu 2017 r. i styczniu 2018 r. Oficjalna premiera filmu miała miejsce 11 maja br. i w ciągu pierwszych trzech dni po jego publikacji na kanale YouTube, obejrzało go ponad 12 milionów widzów. Produkcja filmu została opłacona przez prywatnych darczyńców, którzy na stronie Patronite wpłacili na film 450 tysięcy zł. (duże stacje telewizyjne odmówiły mu finansowania, dlatego musiał sięgnąć po crowfunding). Dzień wcześniej odbył się pokaz prasowy dla dziennikarzy oraz dla patronów, którzy wsparli go przy realizacji projektu. Autor filmu zaplanował też specjalny, zamknięty pokaz dla ofiar księży pedofilów, którzy byli bohaterami tego filmu i przed kamerami opowiedzieli swoją historię.

„Ten film wstrząśnie każdym, kto ma w sobie chociaż trochę wrażliwości. Ten film poruszy wszystkich, którzy mają w sobie odrobinę empatii. Jeszcze nigdy w swoim zawodowym życiu nie mierzyłem się z tak przygniatającym, trudnym tematem” – tak Sekielski opisuje swój dokument. Przyznaje, że do tej pory ofiary molestowania, jeśli były pokazywane, to ich twarze były zamazywane, ze zniekształconym głosem. W tym filmie z imienia i nazwiska opowiadają, co przeżyły. „Mówią: tak, stało się to, ale to nie jest moja wina i domagam się sprawiedliwości. To wymaga od nich olbrzymiej odwagi. Wciąż wiele osób odbiera ich zwierzenia jako atak na Kościół”. A później autor dodaje, że ciekawym jest fakt, iż wiele z tych ofiar nie straciło swojej wiary i wciąż chodzą do kościoła, mimo traumatycznych przeżyć.

Tomasz Sekielski rozmawiał z kilkudziesięcioma osobami pokrzywdzonymi. Jest pod wrażeniem odwagi tych autentycznych osób, które (za wyjątkiem dwóch) zdecydowały się jawnie, bez zasłania twarzy, opowiedzieć swoje tragiczne historie molestowania przez księży. „Świadomie rozmawiam z ludźmi dorosłymi, którzy w jakiś sposób już to przepracowali i część tych traumatycznych przeżyć już sobie jakoś ułożyli. Chcą wystąpić w filmie, dać świadectwo, aby ci inni, którzy żyją w takim milczeniu, z poczuciem krzywdy, żeby też się ujawnili, walczyli o swoje prawa, walczyli o prawdę” – mówi Sekielski.

Jednym z bohaterów filmu Sekielskiego miał być Marek Lisiński, szef fundacji „Nie lękajcie się”. I mimo że jego wyznania zostały już nagrane, ostatecznie zdecydowano się na zmianę koncepcji i wycięcie jego historii z pierwszej części* filmu dokumentalnego. Na marginesie warto dodać, że jego historia zainspirowała z kolei twórców ”Kleru” Wojciecha Smarzowskiego.

Lisiński w wieku 13 lat był napastowany seksualnie przez księdza w małej parafii w diecezji płockiej. „Ten ksiądz mnie molestował, masturbował, dopuszczał się też innych czynności seksualnych”. Po wielu latach Lisiński założył księdzu sprawę w procesie kanonicznym, w którym sprawca został skazany na 3 lata w zawieszeniu w posłudze kapłańskiej i dostał od biskupa dożywotni zakaz pracy z dziećmi. Ale dalej jest księdzem, nadal spełnia posługi kapłańskie.

Jak mówi, w miasteczkach, w których mieszkał, ksiądz „zrobił ze mnie bandytę i złodzieja, oskarżył o kradzież pieniędzy ze skarbonki, mówił, że nigdy nie byłem ministrantem, bo pochodzę z rodziny patologicznej”.

W swojej historii odpowiada też na zapytania ludzi, którzy chcieli wiedzieć: dlaczego przez wiele miesięcy chodził do księdza, dlaczego nie potrafił przestać po pierwszym razie. „To jest niezrozumiałe, to trzeba przeżyć, to trzeba wejść w ten schemat działania sprawcy, jak sprawca uzależnia nas od siebie psychicznie i fizycznie na wiele sposobów. Poza tym jesteśmy dziećmi, byliśmy dziećmi (…) i nie odróżniamy tak naprawdę dobra od zła. (…) Sprawca doskonale zagrał rolę mojego ojca i bardzo mocno to wykorzystał, czyniąc mi zło. I jeszcze dodatkowo wykorzystał taką rolę, że był takim moim przewodnikiem duchowym, że był takim moim pośrednikiem między Bogiem a mną, i zastraszył mnie totalnie”.

Zapytany przez dziennikarza (WP Aktualności, 04.01.2019), co znaczy, że „pedofil zagrał rolę ojca”, odpowiada: „Jeśli dziecko wychowuje się bez ojca i pojawia się dorosły mężczyzna, który zapełnia mu tę lukę i wchodzi w rolę dobrego człowieka, to dziecko potrzebuje takich ludzi wokół siebie. Ten ksiądz zbudował na tym swój autorytet” .

Molestowanie zniszczyło psychikę dziecka. W wieku 14 lat zaczął pić alkohol, były próby samobójcze, nie potrafił okazywać uczuć swoim partnerkom i dzieciom. Jak sam przyznaje, działał destrukcyjnie, na granicy życia i śmierci. Jednak w 2004 r. przestał pić, zdecydował się na terapię.

Chociaż wygrał proces kanoniczny w Watykanie oraz proces cywilny (w wyniku którego ksiądz ma go przeprosić), do dziś nie podał jego nazwiska. Ksiądz pedofil jednak złożył apelację od wyroku sądu, a Lipiński wciąż czeka na list polecony z przeprosinami.

Rozmawiając z ofiarami, autor filmu „Tylko nie mów nikomu” współczuje im i zaczyna rozumieć, jak wielkim zniszczeniem dla psychiki młodego człowieka jest wykorzystywanie seksualne przez osobę dorosłą, w ogóle, nie tylko przez księży. Jak wielkim zniszczeniem psychiki jest to, że rodzice tych dzieciaków nie wierzą im, w historie, że zrobił im to ksiądz. Te dorosłe osoby zmuszane były jako dzieci do milczenia. I dopiero jako dorośli odważają się głośno mówić o tym, co im się stało. Mówiąc o aspekcie społeczno-kulturowym mówi: „Najpierw rodzina, bliscy nie chcą, by to ujawniać, albo dlatego, że nie wierzą i oskarżają dziecko o konfabulację, albo dlatego, że ksiądz jest Bogiem i lepiej tego nie ruszać”.

Po przejściu tego „pierwszego muru zmowy milczenia” osoby te napotykają następną przeszkodę do pokonania, którą jest machina kościelna, która zrobi wszystko, aby ukryć sprawcę. Następują próby wymuszania na tych osobach podpisywania deklaracji, że zrzekają się jakichkolwiek roszczeń wobec Kościoła.

Myślę, że warto w tym miejscu przytoczyć wypowiedź matki chłopca – Dariusza Kołodzieja, byłego ministranta z diecezji opolskiej. Swoją historię opowiedział niedawno w polskim parlamencie. Jego matka, Irena Kołodziej, wspomina:
„W tym dniu, kiedy się dowiedziałam, co się stało, kiedy syn mi o tym opowiedział, ja i moja przyjaciółka przyjechałyśmy od razu do biskupa Czai w Opolu. Pierwsze słowa, które padły od biskupa były, że najlepsze coście zrobiły, to żeście przyjechały tutaj do nas. Od razu kazali mnie i mojej przyjaciółce złożyć przysięgę pod krzyżem, z jedną ręką na sercu, z drugą ręką na Piśmie Świętym, że nie możemy nikomu o tej sprawie powiedzieć, żeby nie wyszło to poza mury tego budynku. Ja i moja przyjaciółka płakałyśmy (…) I po tym wszystkim praktycznie milczałyśmy. Miałyśmy taki strach w sobie, że nawet między sobą bałyśmy się rozmawiać na ten temat, no bo przecież składałyśmy przysięgę milczenia. Mów prawdę i milcz”.

W wywiadzie dla tygodnika „Wysokie Obcasy” Tomasz Sekielski przyznał, że za pomocą ukrytej kamery udało mu się nagrać konfrontacje księży pedofili z ofiarami. Na taki krok zgodziły się osoby pokrzywdzone. Jedną z bohaterek była kobieta, która w wieku 7-8 lat była wykorzystywana przez księdza. „Mamy nagrane, jak ksiądz, patrząc jej w oczy, do wszystkiego się przyznaje. Mówi: taki miałem popęd, taka była sytuacja, ale ja przecież nikogo nie krzywdziłem, to było bardzo ojcowskie. Kobieta była wstrząśnięta. Z trudem oddychała. (…) Ksiądz, o którym mówię, kazał się dziewczynce masturbować i robił różne obrzydliwe rzeczy. A teraz patrzy na nią, dorosłą kobietę, i mówi, że był dla niej jak ojciec” – powiedział Sekielski.

W rozmowie z dziennikarzem WP Opinie (05.09.2018) Tomasz Sekielski, autor dokumentu mówi: „Pracując nad filmem o księżach pedofilach w Polsce, mam to szczęście, że natrafiam na duchownych, którzy nieoficjalnie, ale jednak, chcą mi pomóc w realizacji tego filmu. Bo uważają, że jest to w interesie Kościoła, że na dłuższą metę Kościół, dokonując uczciwego rozliczenia, wygra, skorzysta na tym. Oni sami mają dość tego, że grupka czy grupa zwyrodnialców psuje opinię o całym Kościele. I uważają, że należy pokazać prawdę taką, jaka jest. Nawet, jeśli miałaby zaboleć”.

*13.05.2019 Tomasz Sekielski potwierdził, że powstanie druga część dokumentu o księżach pedofilach.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here