Papież Franciszek – „obcy w Watykanie”?

0
Fot. Benhur Arcayan - Malacañang Photo Bureau, public domain

Na forum tygodnika „Nie” papież Franciszek nie jest tak obrażany jak na forum najpopularniejszego portalu konserwatywnego wPolityce.pl. W wywiadzie dla „Gościa Opolskiego” dr Rafał Cekiera powiedział: „Nie chodzi o to, że papieża nie można krytykować. Ale na forum wPolityce.pl nie ma krytyki i merytorycznego sporu czy niezgody na pewne posunięcia, które pewnie są kontrowersyjne, ale papież jest atakowany i obrażany w… obronie wiary katolickiej”.

***

Idź, odbuduj mój kościół!

13 marca 2013 r., chwilę po ogłoszeniu wyników konklawe kardynałów, „New York Times” napisał: „Pierwszy jezuita, pierwszy latynoamerykanin, pierwszy Franciszek”. Ten wynik konklawe był zaskoczeniem dla wielu, chociaż nie powinien. Wszak kardynał Jorge Mario Bergoglio na poprzednim konklawe zdobył tylko nieco mniej głosów niż kard. Ratzinger, późniejszy Benedykt XVI. Chyba nikt z komentatorów nie spodziewał się takiego wyboru imienia papieża. Wśród osiemdziesięciu imion przyjmowanych przez papieży na przestrzeni dwudziestu wieków nie było jeszcze Franciszka. Niektórzy watykaniści spodziewali się, że nowy papież nawiąże do dziedzictwa Leona XIII czy Grzegorza Wielkiego – poprzez analogię do złożoności i trudności czasów, w jakich żyli, a także wyzwań, przed jakimi stawali.

Przyjmując imię Franciszek I, argentyński kardynał miał zapewne świadomość zarówno symboliki ubóstwa związanej z postacią św. Franciszka z Asyżu, jak i słów, które ten usłyszeć miał od Chrystusa w czasie objawienia: „Franciszku, idź odbuduj mój Kościół, gdyż popada w ruinę!”. Duchowość św. Franciszka wywarła ogromny wpływ nie tylko na świat chrześcijański, ale była i jest do dzisiaj szanowana także przez inne religie. I chociaż od czasu wezwania skierowanego do św. Franciszka minęło ponad osiem wieków, Kościół znajduje się obecnie na podobnym dziejowym zakręcie. I podobnie jak za czasów Franciszka nie chodzi o odbudowę struktur, ale o odnowę duchową – sięgnięcie do samej głębi ewangelicznego przesłania.

Papież Franciszek na początku swego pontyfikatu zdawał sobie sprawę, że stoi na progu Kościoła wstrząsanego kolejnymi skandalami i wszelkimi pokusami dzisiejszego świata. Remedium na odnowę dzisiejszego Kościoła ma stać się życie ewangeliczne, w ubóstwie i apostolstwie, na wzór „Biedaczyny z Asyżu”. Taką postawę reprezentował już wcześniej, jako kardynał Jorge Mario Bergoglio, krytykując duchownych za przepych i bogactwo.

W liście z dnia 13 lutego 2013 r. (na Wielki Post) kardynał Bergoglio napisał do swoich wiernych w Buenos Aires: „Żyjemy z przemocą, która zabija, niszczy rodziny, wywołuje wojny i konflikty w tylu państwach świata. Żyjemy z zawiścią, nienawiścią, oszczerstwem, świeckością w naszym sercu. Natomiast cierpienie niewinnych i nastawionych pokojowo nie jest dla nas policzkiem”. Uważa się, że warto sięgać po ten dokument, gdyż bardzo wiele mówi nam o tym, jak papież Franciszek rozumie świat i jaki będzie cały jego pontyfikat.

„Pogarda dla praw osoby i narodów słabszych nie leży daleko od nas. Potęga pieniądza z jego demonicznymi skutkami, jak narkotyki, korupcja, handel żywym towarem – łącznie z handlem dziećmi – w połączeniu z biedą materialną i moralną to moneta obiegowa.[…] Brak wartości moralnych w społeczeństwie wkracza do rodzin, do dzielnic, do miasteczek i miast, mówi nam o naszych ograniczeniach, o naszej słabości i naszej niezdolności do tego, aby naprawić tę niekończącą się listę czynników sprzyjających destrukcji”. Te czynniki powodują, że znajdujemy się w pułapce, w której doznajemy uczucia niemocy. A ona zmusza nas do refleksyjnych pytań: „Czy ma sens próba zmiany tego wszystkiego? Czy możemy w związku z tym coś zrobić? Czy warto w ogóle chcieć coś zmieniać, jeśli świat kroczy w tańcu karnawałowym, traktując wszystko jako tylko chwilowe? Oczywiście, gdy już maski opadną, ukazuje się prawda i – choć dla wielu zabrzmi to anachronicznie – znowu pojawia się grzech, który rani nasze ciało z całą swą niszczycielską mocą, wykrzywiając przeznaczenie świata i historii”.

Sytuację Kościoła katolickiego i atmosferę przed konklawe w marcu 2013 r. porównuje się czasem do tej poprzedzającej okres bezpośrednio przed Soborem Watykańskim II. Kościół zagubiony pośród walk frakcyjnych, nadmiernie zinstytucjonalizowany, skompromitowana Kuria Rzymska, wierni pozostawieni sami sobie. Na dodatek po tzw. Vatileaks – tak dziennikarze nazwali skandal związany z „wyciekiem” do mediów i opublikowaniem tajnych dokumentów z najbliższego otoczenia papieża Benedykta XVI, do jakiego doszło w 2012 r. w Watykanie – wybuchła afera IOR (Instytut Dzieł Religijnych, zwany potocznie Bankiem Watykańskim). Następnie rozszerzająca się fala pedofilii w Kościele, abdykacja Benedykta XVI – uznana za bezprecedensową w najnowszej historii Kościoła. I świat pozostał z pytaniem – dokąd zmierza Kościół powszechny. A kilka dni później dochodzi kolejny „dylemat”, którym dla Kościoła stał się „zagadkowy”, bliżej nieznany kardynał Jorge Bergoglio.

Sytuację papieża Franciszka porównuje się niekiedy do wyzwania, jakie stało przed papieżem Janem XXIII. Ten papież – związany nierozerwalnie z Soborem Watykańskim II – odziedziczył Kościół, dla którego najpilniejszym zadaniem stało się wypracowanie nowej koncepcji eklezjologicznej. A wymusiły ją takie zjawiska natury społecznej, jak schyłek kolonializmu, przebudzenie ludów kolonialnych, rozprzestrzenianie się komunizmu (głównie w Azji), problemy misji w krajach Trzeciego Świata, a także coraz szybciej postępujące przemiany w sferze ekonomicznej, politycznej i moralnej świata.

Franciszek na progu swojego pontyfikatu zastał świat zdezorientowany i duchowo zagubiony. Zastana sytuacja: szok cywilizacyjny, ogromne skomercjalizowanie życia społecznego, coraz większa rola Chin i innych mocarstw, przeorientowanie Kościoła z Europy na Amerykę Łacińską wymuszają potrzebę zmiany narracji odnośnie fundamentalnych wartości, która stałaby się prostszą i zrozumialszą dla współczesnych ludzi.

Dzieło Jana XXIII, jego przesłanie, do dzisiaj determinuje wyobrażenia o Kościele. Papież Franciszek, kierując się drogą encykliki Jana XXIII „Mater et magistra”, środek ciężkości praktycznego zainteresowania katolickiej myśli społecznej przesuwa z problemów własności na osobę ludzką. Zgodnie z encykliką „Pacem in terris” wzywa świat do solidarności międzyludzkiej, a sam Kościół stawia ponad pomieszaniem idei, doktryn czy walk. I tak jak kiedyś Jan XXIII stara się zmieniać relacje między Kościołem a światem. Franciszek głębsze wypaczenie prawdy o pojmowaniu Bożej miłości dostrzega w dominującej do tej pory postawie Kościoła – potępiającej i pesymistycznej w stosunku do współczesności.

„Franciszkowa herezja miłosierdzia”           

To tytuł artykułu Jarosława Makowskiego opublikowanego w Newsweeku (29.09.2017), w którym autor odnosi się do treści listu z dnia 16 lipca 2017 r., sygnowanego przez 62 naukowców, skierowanego do papieża Franciszka.

Sygnatariuszami listu są osoby od dawna krytykujące postawę Watykanu, którzy także Jana Pawła II uznawali za zbyt postępowego. Są to przede wszystkim przedstawiciele, którzy reprezentują konserwatywne skrzydło w Kościele. I bliżej im do schizmatyckiego Bractwa Piusa X negującego postanowienia II Soboru Watykańskiego, które otworzyły i zachęcały Kościół do otwartego dialogu ze światem. Pod tym dokumentem podpisał się m.in. Bernard Fellay, przełożony Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X czy były szef banku watykańskiego – Ettore Gotti Tedeschi. List podpisał także Arkadiusz Robaczewski, były pracownik KUL i przyjaciel Radia Maryja.

W liście do papieża autorzy napisali, że „prawo kościelne wymaga reakcji, gdy widzi się, że pasterze Kościoła wprowadzają wiernych w błąd”. A dalej piszą: „W świat poszedł sygnał, że moralność nie ma znaczenia. To niesłychana doktryna, która nie może być szerzona”. Autorzy nie nazwali jednak samego papieża heretykiem, ale za heretyckie uznano jego poglądy. Taka sytuacja nie miała miejsca w Kościele od 700 lat, dokładnie od 1333 r.

Istotnym punktem sprzeciwu dla nich jest adhortacja „Amor Laetitia”, a szczególnie stanowisko papieża Franciszka wobec osób rozwiedzionych, którzy żyją w nowych związkach. Według papieskiej adhortacji, sytuację tych osób w Kościele katolickim należy rozpatrywać indywidualnie. Autorzy listu do papieża szczególnie krytykują jego słowa o tym, że rozwiedzeni chrześcijanie, którzy zawarli nowe związki cywilne, „nie znajdują się w stanie grzechu ciężkiego” i dlatego też mogą „otrzymać łaskę uświęcającą i wzrastać w miłości”. A więc w konsekwencji mogą korzystać z sakramentu komunii. To, zdaniem przeciwników papieża, jest sprzeczne z prawdą objawioną, w którą muszą wierzyć katolicy.

Jarosław Makowski pisze dalej: „Jak wiemy, najtrudniej być prorokiem we własnym Kościele. Taki los spotyka dziś papieża Franciszka, który zmaga się z jawnymi, ale także ukrytymi przeciwnikami swojego pontyfikatu i strategii duszpasterskiej, jaką zaproponował Kościołowi. Chce Kościoła ubogiego i dla ubogich. Miłosiernego, a nie potępiającego. Towarzyszącego człowiekowi, a nie czyhającego na każde jego potknięcie. Ci jawni oponenci właśnie powiedzieli »nie« tej papieskiej wizji”. Uważa, że główną osią krytyki papieża Franciszka jest to, że jest zbyt miłosierny. Papież rozumie sytuację tych ludzi, którzy często nie ze swej winy żyją w nowym związku. I zwraca się do nich: „Nie jesteście gorsi. Nawet jeśli sami siebie oskarżacie, nawet jeśli o zdradę oskarżają was księża, to Boże miłosierdzie jest większe niż oskarżyciele”.

Według autora artykułu, list tradycjonalistów do papieża nie jest w stanie zachwiać jego pozycją. W Kościele był zawsze obecny nurt, dla którego ważniejsza niż realny człowiek była doktryna. Wg niego, ten tradycjonalistyczny nurt przypomina bardziej skansen niż żywy ruch, który mógłby powstrzymać Franciszka przed głoszeniem „ewangelii miłosierdzia”. Odnosząc się do postawy polskiego Kościoła, Jarosław Makowski stawia fundamentalne pytanie: „Nie zmienia to zarazem faktu, że my, tu, w Polsce, gdzie kościelne doktrynerstwo trzyma się mocno, musimy samych siebie pytać: czy chcemy katolicyzmu, którego głównym przesłaniem jest miłosierdzie i współczucie wobec człowieka, którego życie naznaczone jest dramatem, czy chcemy katolicyzmu, który tak trzyma się swoich przepisów, tak jest skory do potępiania i sprowadzania Ewangelii do doktrynerstwa, że traci z oczu człowieka z krwi i kości?”.

Dariusz Bruncz w swoim artykule „Kardynałowie buntują się przeciwko papieżowi” napisał o ciekawym spostrzeżeniu James’a Martina SJ (WP. opinie – 08.04.2018). Otóż ten jeden z najbardziej znanych duchownych rzymskokatolickich w USA, a zarazem redaktor naczelny prestiżowego pisma jezuickiego „America” stwierdził na Twitterze, że „nie może wciąż wyjść ze zdziwienia, że ci sami ludzie, którzy podczas pontyfikatów Jana Pawła II i Benedykta XVI mówili, że niezgadzanie się z papieżem jest równoznaczne z odstępstwem, teraz czują się upoważnieni do niezgadzania się, a nawet nieposłuszeństwa”. I dalej, przeciwstawiając się takiej postawie, zauważa: „Logika jest taka – jesteśmy nieposłuszni wobec papieża, gdy odchodzi od depozytu wiary. A kiedy odchodzi od depozytu wiary? Ano wtedy, kiedy nie zgadza się z naszą interpretacją wiary. Więc jesteśmy nieposłuszni, gdy nie zgadzamy się z nim, a zatem jesteśmy urzędem nauczycielskim Kościoła”.

Uważa się, że oskarżanie o herezję jest niejako wpisane w charakter papiestwa, a Franciszek nie jest wyjątkiem. W pierwszej połowie XIV wieku o szerzenie herezji oskarżano Jana XXII. Krytykujący papieża zarzucali mu wypaczanie nauki o zbawieniu. O herezję oskarżano także kanonizowanego Jana Pawła II za to, że śmiał prowadzić dialog ekumeniczny, czy też za to, że zdarzyło mu się ucałować Koran. Z kolei Benedykta XVI podejrzewano o herezję „cichej kontestacji” Soboru Watykańskiego II i o to, że modlił się w dawnej cerkwi Hagia Sophia przerobionej później na meczet.

Papież Franciszek wobec ubogich

Podczas spotkania z dziennikarzami 26.02. 2018 r. papież Franciszek, opowiadając o okolicznościach podjęcia decyzji o wyborze swego imienia powiedział, że bardzo chciałby, żeby Kościół był ubogi i dla ubogich. Mówił też o ostatnich chwilach przed ogłoszeniem wyników konklawe. Jak wspomniał, siedział wtedy obok swego wielkiego przyjaciela, emerytowanego arcybiskupa Sao Paulo, Claudio Hummesa. Warto zacytować historyczne słowa Franciszka: „Kiedy liczba głosów dochodziła do dwóch trzecich i zaczęło się robić »niebezpiecznie«, kardynał Hummes objął mnie, ucałował i powiedział: »Nie zapomnij o ubogich«. I wtedy natychmiast pomyślałem o Franciszku z Asyżu”.

„Franciszek jest jedynym mężem stanu, który ma dość odwagi, by pyszałkowatemu światu jasno i bez ogródek wyłożyć prawdę. A i dość autorytetu, by być słuchanym. Franciszek jest nie tylko sumieniem świata, ale i jego nadzieją” – to słowa prof. Zygmunta Baumana – światowej sławy socjologa, filozofa i eseisty, emerytowanego profesora Uniwersytetu w Leeds – zamieszczone w artykule „Franciszek chciałby, aby w Kościele klękano przed biednymi”. ( Newsweek, 14.04.2017)

W przesłaniu wideo skierowanym do uczestników rzymskiej Caritas 28 kwietnia 2015 r. papież Franciszek powiedział:
„Jakże chciałbym, aby Kościół w Rzymie okazywał się coraz bardziej uważną i troskliwą matką wobec słabych. Wszyscy mamy słabości. Jakże chciałbym, aby wspólnoty parafialne wraz z wejściem biednego do kościoła, przyklękały na znak czci w taki sam sposób, jak wtedy, gdy wchodzi Pan”. Zwracając się do biednych, podopiecznych Caritas z Wiecznego Miasta Franciszek zapewnił ich, iż dla Kościoła nie są oni ciężarem. „Jesteście bogactwem, bez którego nasze próby odkrycia oblicza Pana są nadaremne”. A wszystkich pozostałych napominał, że naszym obowiązkiem jest „bronić biednych, a nie bronić się przed biednymi, służyć najsłabszym, a nie wykorzystywać ich”. Wyznał, że pragnie, by Rzym stał się miejscem gościnnym dla wszystkich cierpiących i dla tych, którzy uciekają przed wojną i śmiercią.

Papież nie żąda dla biednych jedynie jałmużny. Oni nie żyją jedynie w nędzy cielesnej, ale w upokorzeniu i poniżeniu. Upomina się o poszanowanie ich człowieczeństwa, prawa do godnego życia i ludzkiego szacunku. Stąd apel biskupa Rzymu, aby „klękano przed biednymi”. Jak podaje prof. Zygmunt Bauman, w czasie nieszporów za kończący się rok 2014 papież Franciszek ostrzegał przed konsekwencjami lekceważenia naszej odpowiedzialności względem biednych: „Kiedy w mieście biedni i słabi otoczeni są opieką, okazują się skarbem Kościoła i społeczeństwa. Kiedy jednak społeczeństwo lekceważy biednych, prześladuje ich, widzi w nich przestępców, wpycha w ramiona mafii, wtedy ubożeje i wręcz popada w nędzę, traci wolność”.

„I czegoś innego jeszcze świat potrzebuje niczym zagubiony w pustyni włóczęga wody: przyhamowania międzyludzkiej nierówności” – pisze prof. Bauman. Podaje przykłady danych statystycznych dotyczących nierówności materialnej ludzkości. Dosyć obrazowo pokazał to londyński „Guardian” (20 stycznia 2014 r.): „ (…) najbogatsi ludzie świata (którzy kontrolują pospołu tyleż bogactwa co najuboższa połowa ludzkości) nie są znani z jazdy autobusami, ale gdyby zachciało im się zobaczyć coś dla nich nowego, pomieściliby się z łatwością w jednym piętrusie”. A 23 stycznia 2014 r. „Forbes” podał, że już wówczas 85 najbogatszych ludzi na świecie posiadało łącznie tyle majątku, co 3,5 miliarda najbiedniejszych. A w tym samym czasie ponad 80 procent ludności planety żyło w krajach, w których szybko rosła nierówność społeczna. 80 procentom ludzkości musiało wystarczyć poniżej 10 dolarów dziennie. I dalej: 5 procent globalnego dochodu przypadało na 40 procent ludności Ziemi, a jego trzy czwarte dwudziestu procentom najbogatszych.

W listopadzie 2016 r. – na zakończenie Nadzwyczajnego Jubileuszowego Roku Miłosierdzia – papież Franciszek w Liście Apostolskim Misericordia et Misera ustanowił w Kościele katolickim Światowy Dzień Ubogich, który ma być obchodzony w 33. Niedzielę Zwykłą (przypadającą między 13 a 19 listopada). Po raz pierwszy obchodzono ten dzień 19 listopada 2017 r. pod hasłem „Nie miłujmy słowem, lecz czynem”.

Podczas uroczystej mszy św. z tej okazji w Watykanie papież mówił, że do potrzebujących należy podchodzić nie z zaciśniętymi pięściami, ale z wyciągniętymi rękoma. Obojętność wobec ubogich nazwał „wielkim grzechem”. Za wielki grzech wobec ubogich uznał też zaniechanie, piętnując wygodnickie mówienie: „To mnie nie obchodzi, to nie moja sprawa, to wina społeczeństwa”. Dodał też, że nikt nie może uważać się za bezużytecznego, nikt nie może uznać siebie za tak ubogiego, aby nie mógł dać czegoś innym.

Zaznaczył też, że troska wierzących o osoby ubogie nie może ograniczać się jedynie do pewnej formy pomocy, ale wymaga ona – jak to nazwał – owej „wrażliwości miłości”, która traktuje drugiego jako osobę i szuka jego dobra. Zachęcił również do dokonania poważnego rachunku sumienia, aby zrozumieć, jak i czy naprawdę potrafimy słuchać ubogich. Tym bardziej, że często wiele inicjatyw pomocowych jest bardziej ukierunkowanych na samozadowolenie, niż na prawdziwe rozpoznanie „wołania ubogiego”.

Papież dodał też, że troska o ubogich jest dobrą okazją do współpracy w tej dziedzinie z innymi organizacjami oraz osobami o innych światopoglądach. „Chciałbym, aby również w tym roku i w przyszłości dzień ten był świętowany pod znakiem radości z nowo odkrytej rzeczywistości bycia razem”.

Papież Franciszek online

„Jan Paweł II przybliżył papiestwo ludziom w sposób nieznany historii – za to zostanie zapamiętany. Franciszek robi coś podobnego: idzie tam, gdzie spędzamy sporą część życia, czyli online. Przybliża papiestwo ludziom w wirtualnej rzeczywistości. Nadal widzisz tłumy, gdy papież dokądś przybywa – ale nie wszyscy są w stanie przyjechać do Watykanu albo uczestniczyć w Światowych Dniach Młodzieży. Ale mogą być online. Wszyscy wolimy poznawać naszych liderów osobiście, nie – przez komunikaty wyprane w biurze prasowym”.

Te słowa wypowiedział Michael J.O’Loughlin – amerykański dziennikarz i autor, który pisze o religii do jezuickiego pisma „America” oraz magazynu „Crux”. Jest autorem książki „The Tweetable Pope”. Maciej Gajek – wydawca serwisu Newsweek.pl – przeprowadził z nim interesujący wywiad, opublikowany 20.12.2017 r.

Swoją aktywnością w mediach społecznościowych papież pobił rekord Davida Beckhama. „Jeśli chcesz się dowiedzieć, co naprawdę myśli Franciszek, czytaj jego Twittera” – mówi O’Loghlin. Warto w tym miejscu podać dane statystyczne aktywności papieża na Twitterze:

– konto papieża Franciszka prowadzone po angielsku śledzi 10,1 mln osób, po hiszpańsku – 12,4 mln, po włosku – 4,09 mln, po polsku – 746 tys.;
– papież twittuje w 9 językach (po angielsku, hiszpańsku, włosku, portugalsku, polsku, łacinie, francusku, niemiecku i arabsku);
– 4 tys. razy kliknął „obserwuj”;
– ok. 1000 razy zatweetował w każdym języku. Gdyby podsumować wszystkie twitterowe konta, papież byłby 25. najczęściej obserwowanym człowiekiem świata.
Dodatkowo – konto papieża na Instagramie obserwuje 3,4 mln osób. W ciągu pierwszych 24 godzin osiągnął liczbę miliona followersów, czym pobił rekord Beckhama.

To są jednak dane, ciekawostki. Istotne jest jednak coś innego, ważniejszego. Twitterowe „follow” (śledzenie, obserwowanie, podążanie) za papieżem powinno łączyć się ze słuchaniem jego nauk. Jak mówi O’Loughlin – „Tweety Franciszka to inspiracja, przewodnik, który powinno się wcielać w życie. W aktywności papieża nie chodzi przecież o promowanie marki »Franciszek«, ale o zachęcanie do życia Ewangelią. To kluczowe: i czytać, i działać”. Ciekawa jest odpowiedź autora „The Tweetable Pope” na pytanie Macieja Gajka: „Chrześcijanin używający mediów społecznościowych powinien zadać sobie pytanie: co zaćwierkałby Jezus?”– A odpowiedź autora brzmiała: „Jeśli chcesz wiedzieć, co napisałby na Twitterze Jezus, to zajrzyj na konto Franciszka”.

W nowoczesnej technologii papież dostrzega wartość i dobro, i widzi jakie z niej można czerpać korzyści. Uważa to za dar od Boga, dzięki któremu można np. walczyć z biedą. Ale jednocześnie papież ostrzega przed zagrożeniami wynikającymi ze zbytniego zaangażowania się w technologię. „Lubię obserwować Franciszka na Twitterze, bo często przypomina mi, by oderwać się od ekranu. Że w życiu chodzi o coś więcej niż rzeczywistość wirtualną” – mówi rozmówca Macieja Gajka.

Na koniec tej „medialnej” części artykułu związanej z papieżem Franciszkiem wyjaśnienie, dlaczego Franciszek nazwał siebie kiedyś dinozaurem. Otóż okazuje się, że mimo iż podbił media społecznościowe, narzekał, że nie wie, jak używać komputera. Robi to za niego mała grupa doradców, którzy spotykają się z papieżem, konsultują z nim jego wystąpienia i wybierają najlepsze zdania. Papież dostaje je na biurko po hiszpańsku czy włosku i pod każdym zdaniem, które ma być wysłane w świat, pisze literkę F. Mimo to O’Loughlin uważa, że „to najbardziej autentyczny i najbardziej osobisty kontakt z papieżem, na jaki może liczyć jakikolwiek katolik na świecie”.

­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­Papież Franciszek a polski Kościół

Dr Rafał Cekiera z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach w październiku 2017 r. przeprowadził ciekawą analizę postrzegania papieża Franciszka przez polskich katolików. Jej celem miała być odpowiedź na pytanie: „Dlaczego polscy konserwatywni katolicy tak bardzo nie lubią papieża Franciszka”. Bazę tej analizy stanowiły komentarze internautów pod tekstami o papieżu, publikowane w okresie od czerwca do października 2017 r. na forum portalu religijnej prawicy wPolityce.pl. Socjologa zainteresowało 59 artykułów, w tytule których pojawiło się słowo „papież” lub „Franciszek”. Pod nimi pojawiły się 863 komentarze, wśród których aż 75% było negatywnych, 23% neutralnych i tylko 1,4% pozytywnych.

Wyniki swoich badań nt. „Papież Franciszek – swój czy obcy” (jako analizę treści forum portalu wPolityce.pl) dr Cekiera przedstawił 27 października 2017 r. na sesji XXII Seminarium Śląskiego, które odbyło się pod hasłem: „Sami swoi? Wielokulturowość we współczesnej Europie”. Autor analizy mówił o kilku aspektach traktowania papieża Franciszka jako obcego: „porównanie z poprzednikami, postrzeganie go jako uzurpatora, jako antychrześcijanina – wroga chrześcijaństwa i jako wroga Polski”. Internauci bardzo często porównują obecnego papieża do jego poprzedników. Według nich, Jan Paweł II to był „nasz papież”, konserwatywny Benedykt XVI nazywany jest „dobrym Niemcem”, natomiast Franciszek to „ten obcy”, który nawet nie pochodzi z Europy. Zadziwiająca jest też skala niechęci do papieża. Przykładowe pejoratywne określenia to np. „kompletny pustak bez daru Ducha”, „satanista”, „mason”, „uzurpator” czy nawet „Belzebub”. W tym kontekście nie dziwią też teorie spiskowe, w myśl których pontyfikat „obcego w Watykanie” papieża jest wynikiem działań „wrogich sił”, które wymusiły rezygnację Benedykta XVI ze stanowiska. Wg tego socjologa z Uniwersytetu Śląskiego: „Obecny papież odbierany jest jako ktoś, kto »ośmiela się« nam mówić, jak mamy wierzyć, ktoś, kto samą swoją obecnością »pokalał« Jasną Górę. W odczuciu komentujących Polacy, którzy mają jedyny słuszny wzór wiary, zostali takim »bergolącym« (przykład słowotwórstwa internautów) z okna papieżem pokarani”.

Ciekawa jest refleksja porównawcza autora badań. Otóż porównał on wpisy na najpopularniejszym portalu konserwatywnym – wPolityce.pl – z wpisami na forum tygodnika „Nie”. I był zdumiony faktem, że na tym ostatnim papież nie jest tak obrażany jak na forum wPolityce.pl. W wywiadzie dla „Gościa Opolskiego” dr Rafał Cekiera powiedział: „Nie chodzi o to, że papieża nie można krytykować. Ale na forum wPolityce.pl nie ma krytyki i merytorycznego sporu czy niezgody na pewne posunięcia, które pewnie są kontrowersyjne, ale papież jest atakowany i obrażany w… obronie wiary katolickiej”.

21 listopada 2017 r. w Newsweek.pl ukazał się ciekawy artykuł Jarosława Makowskiego – historyka filozofii, dziennikarza i publicysty pt. „Dlaczego polska prawica czuje niechęć do papieża Franciszka?”. Na początku autor nawiązuje do wyników badań, jakie przeprowadził dr Rafał Cekiera. Podkreśla jego słowa: „Papież jest na tym najpopularniejszym portalu, reklamującym się jako konserwatywny, naznaczany obcością przez internautów poprzez kilka kategorii: dziwaczność, śmieszność, głupota, niezrozumiałość, wstręt i odraza, zagrożenie”.

Tytułem wstępu autor pisze: „Przyglądając się uważnie rodzimemu katolicyzmowi nie możesz się dziwić, że jego gorliwi wyznawcy nienawidzą Franciszka. Papież jest symbolem tego wszystkiego, czego boi się duża część polskich katolików”. W swoim artykule Jarosław Makowski omawia cztery zasadnicze powody, będące odpowiedzią na pytanie zawarte w tytule wpisu: „Dlaczego?”. Pierwszym powodem jest pochodzenie papieża Franciszka. Nie-Europejczyk, pochodzący z Argentyny, a więc jakby z Trzeciego Świata. Jak on więc może rozumieć problemy europejskiego Kościoła, a już specyfikę polskiego w szczególności! Papież często mówiący o miejscu biednych w Kościele, wręcz „Kościele dla ubogich”, jest solą w oku dla polskiej religijnej prawicy, która postrzega go jako lewaka, komunistę, „czerwonego papieża”. A to przypomina im teologię wyzwolenia szczególnie rozpowszechnioną w krajach Ameryki Łacińskiej.

Tę obcość papieża można pojmować w sensie dosłownym – jak pisze autor – „(…) Franciszek jest obcym par excellence. Jest synem włoskich emigrantów, co nieustannie podkreśla, gdy mówi, że ten, kto przyjmuje uchodźcę, przyjmuje samego Chrystusa”. Polscy konserwatyści nie mogą wybaczyć stosunku papieża do uchodźców, który w swoich orędziach, listach papieskich przekonuje i nawołuje, by ich przyjmować, chronić, integrować. Takie słowa są dla większości wręcz nie do przyjęcia. Nic więc dziwnego, że za scenę tradycyjnego umycia nóg w Wielki Czwartek, do którego papież wybrał uchodźców, a w tym kobietę i muzułmanina, był mocno krytykowany. Religijna prawica uznała ten ewangeliczny gest „niemądrym gestem poddaństwa wobec islamu”. I ta krytykowana postawa Franciszka wobec imigrantów jest drugim powodem niechęci do pontyfikatu „obcego” papieża.

Trzecim powodem jest problem kontynuacji dziedzictwa Jana Pawła II, a właściwie odejście od niej. Obecny papież zamienił dylemat wyboru między tzw. „cywilizacją życia” a „cywilizacją śmierci” na kluczowy dla niego spór między „kulturą chciwości” a „kulturą solidarności”. Odejście od kontynuacji dziedzictwa papieża Polaka jest dla polskich katolików – i to zarówno duchownych jak i świeckich – przejawem „jawnej zdrady”. A jej udokumentowaniem ma być adhortacja papieża Franciszka o rodzinie „Amoris laetitia”, którą Tomasz Terlikowski uznał za odwrócenie się od nauczania Jana Pawła II. W swojej opinii napisał: „Wypowiedzi Franciszka nie pozostawiają wątpliwości. Nie da się obronić tezy, że nic się nie zmieniło. »Amoris laetitia« to aksamitne zerwanie z nauczaniem św. Jana Pawła II”. Jeśli więc papież Franciszek zrywa z nauczaniem papieża Polaka, to – jak pisze Jarosław Makowski – „nie dziwmy się, że część pobożnych katolików chce go żywcem palić na stosie”.

Czwartym powodem jest otwartość papieża Franciszka na dialog, rozmowy zarówno z krytykami Kościoła jak i ateistami. Jako głowa Kościoła, swojego pierwszego wywiadu na nowym stanowisku udzielił Eugenio Scalfariemu – dziennikarzowi jawnie deklarującemu swój ateizm. Wywiad został opublikowany w dzienniku „La Repubblica”, znanym ze swojego chłodu (oględnie mówiąc) wobec Watykanu. Papież określił Eugenio Scalfariego jako osobę niewierzącą, ale jednocześnie ciekawą wiary. Te dwustronne rozmowy odbywały się w atmosferze serdeczności i pełnego wzajemnego zrozumienia. Ważne, jak sądzę, jest wyznanie Franciszka w tej rozmowie: „Nawracanie to głupota. Trzeba się umieć nawzajem poznać i wysłuchać. Zdarza się, że po jednym spotkaniu mam ochotę na kolejne, bo rodzą się nowe idee i odkrywa się nowe potrzeby. To ważne: poznać się, wysłuchać, poszerzyć krąg myśli. Na świecie pełno dróg, które to zbliżają się do siebie, to się oddalają, ale ważne jest, by prowadziły ku dobru”.

Zacytuję w tym miejscu fragment wspomnianego wcześniej artykułu prof. Zygmunta Baumana: „Wybierając Scalfariego na swego pierwszego rozmówcę, Franciszek wezwał świat do dialogu służącego wzajemnemu zrozumieniu i życzliwej współpracy, pojednaniu i rzetelnej, szczerej solidarności – przeciwstawiając go za jednym zamachem nagminnemu dziś pseudodialogowi obliczonemu na wzajemne wyobcowanie, budowanie murów i fortyfikowanie okopów”.

Myślę, że warto w tym miejscu wspomnieć o postawie wobec papieża Franciszka nie zwykłego wiernego-katolika, szeregowego księdza wikarego, czy proboszcza, ale księdza z tytułem profesora, byłego rektora krakowskiego seminarium, który miał wpływ na intelektualne i duchowe formowanie kleryków. Tym księdzem jest prof. Edward Staniek. Warto zacytować fragment homilii ks. profesora, którą wygłosił 25 lutego 2018 r. w krakowskim kościele sióstr felicjanek. „Modlę się o mądrość dla papieża, o jego serce otwarte na działanie Ducha Świętego, a jeśli tego nie uczyni – modlę się o szybkie jego odejście do Domu Ojca. O szczęśliwą śmierć dla niego mogę zawsze prosić Boga, bo szczęśliwa śmierć to wielka łaska”.

Według ks. prof. Stańka, błędem papieża jest zapraszanie uchodźców muzułmańskich do katolickich parafii i nawoływanie do dialogu z islamem. Za wielki błąd papieża uważa też jego propozycję spojrzenia przez pryzmat miłosierdzia na ludzi żyjących w związkach niesakramentalnych. Jarosław Makowski w swoim artykule „Krakowski ksiądz modli się o śmierć Franciszka” zamieszczonym na łamach Newsweeka (19.03.2018) pisze: „Tak czy inaczej, papież, w opinii ks. Stańka to heretyk, który podkopuje doktrynę Kościoła. A jeśli tak, to będąc dobrym katolikiem, jak krakowski duchowny, nie pozostaje nic innego jak gorliwie się modlić o śmierć papieża”. Według Jarosława Makowskiego, odpowiedź, chociaż i częściową na pytanie: dlaczego wśród kapłanów, także i tych młodych jest tylu przeciwników papieża?, można znaleźć we wspomnianym kazaniu.

Innym błędem papieża jest – wg ks. prof. Stańka – (podobnie sądzi wielu polskich duchownych) to, że w swoich homiliach „(…) nie powtarza słowo w słowo nauczania św. Jana Pawła II”. Takie nauczanie Franciszka jest i będzie kwestionowane przez naszych duchownych, którzy z kolei w swoich kazaniach odwołują się do polskiego papieża.

Ujawnienie treści tego kazania spowodowało oburzenie. A to z kolei sprowokowało reakcję krakowskiego arcybiskupa, Marka Jędraszewskiego, który napisał w swoim oświadczeniu: „Z ogromnym bólem i żalem przyjąłem wiadomość o słowach, jakie pod adresem Ojca Świętego Franciszka wypowiedział niedawno ks. prof. Edward Staniek podczas homilii w kościele sióstr felicjanek w Krakowie. Tę sprawę poruszyłem podczas osobistej z nim rozmowy”. Tylko, jak zauważa Jarosław Makowski, to nie rozwiązuje problemu – „Bo co mają myśleć wierni, szeregowi katolicy, którzy nie od dziś są karmieni przez tzw. katolickie portale i »tweeterowych księży« niechęcią wobec Franciszka. Czy może więc dziwić, że w Polsce narasta przekonanie, że Franciszek nie jest naszym papieżem?”.

Myślę, że ciekawą ilustracją takiej postawy może być sytuacja, którą opisał Mariusz Sepioło (Tygodnik Powszechny , 31.01.2015 r.). Obrazuje ona kształtowanie kościelnej świadomości „szeregowych katolików” przez proboszczów, wikarych, z którymi stykają się na co dzień i postrzeganie przez nich biskupa Rzymu. W swoim reportażu Mariusz Sepioło pisze: „To było w 2013 r., jakiś czas po wyborze kard. Bergoglia na papieża – mówi Wojciech, młody wikary z małej, podtoruńskiej parafii. – Chciałem zrobić dobry uczynek, a wyszło odwrotnie. Na własną rękę kupiłem portrecik Franciszka i przyniosłem do kancelarii. Proboszcz z trzydziestoletnim doświadczeniem, wydawał mi się mądrym, doświadczonym księdzem, który potrafi stanąć ponad podziałami w Kościele. Zmierzył mnie wzrokiem, jakbym przyniósł Lenina. Kazał zabrać portret. Do dziś w kancelarii wiszą portrety Jana Pawła II i Benedykta XVI”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here