Pani Profesor Zofia Książek – Zosia

3

Nie żałuję tego, co-m czynił

dla mojej udręczonej Ojczyzny

(…).

Bo wierzę, że moja Ojczyzna

będzie wielka i silna. Akt wiary. Zofia Książek

Zosia – tak Panią Profesor Zofię Książek, nauczycielkę języka polskiego w I Liceum Ogólnokształcącym im. Stefana Czarnieckiego w Chełmie nazywali – i wciąż nazywają – wszystkie pokolenia uczniów i absolwentów tej szkoły. Kto i kiedy tak nazwał Panią Profesor Zofię Książek – nie wiadomo. Może jest to zwykłe zdrobnienie od imienia Zofia, wyrażające głębię charakteru i niezwykłą osobowość Zofii Książek, a może jest to nawiązanie do Zosi z Pana Tadeusza Adama Mickiewicza, którym Pani Profesor była zafascynowana i którego utwory z głęboką interpretacją patriotyczną omawiała z uczniami na lekcjach języka polskiego.

Zofia Książek urodziła się 16 czerwca 1908 r. w Krasiłowie na Wołyniu. Pochodziła z rodziny o głębokich tradycjach patriotycznych i humanistycznych. Rodzicami jej byli Stanisława Okólska i Jan Książek. W dzieciństwie zachorowała na chorobę Heinego-Medina. Wcześnie, dzięki światłemu ojcu – co zawsze podkreślała – nauczyła się czytać: w dzieciństwie rozczytywała się w literaturze o treści historycznej, a jej ulubioną lekturą była książka pt. Pod Raszynem, opisująca bohaterskie, zwycięskie zmagania polskich żołnierzy z nawałą bolszewicka w bitwie warszawskiej w 1920 r. oraz antologia pt. Biesiada literacka, zawierająca utwory patriotyczne najwybitniejszych poetów Polski Niepodległej.

W 1919 r. Zofia Książek zamieszkała z rodzicami w Radomiu. Tu ukończyła szkołę powszechną i rozpoczęła naukę w Żeńskim Gimnazjum Realnym. W 1926 r. rodzice przenieśli się do Chełma, gdzie w 1933 r. Zofia Książek ukończyła Gimnazjum im. Stefana Czarnieckiego. Dyrektorem szkoły był wówczas Wiktor Ambroziewicz, działacz niepodległościowy, pedagog, inicjator w 1920 r. powołania Muzeum Ziemi Chełmskiej (od 1934 r. noszącego jego imię); od 1936 r. dyrektor Gimnazjum im. Stefana Batorego w Warszawie i kurator Okręgu Szkolnego Warszawskiego, po II wojnie światowej dyrektor Państwowego Instytutu Robót Ręcznych, autor Mojej przygody pedagogicznej. O szkole polskiej nieco inaczej (Warszawa 2000).

W latach 1933–1938 Zofia Książek studiowała polonistykę na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Jej profesorami byli m. in. Ignacy Chrzanowski, Stanisław Pigoń i Kazimierz Nitsch. W 1938 r. rozpoczęła pracę zawodową jako nauczycielka języka polskiego w Maciejowie Wołyńskim.

Zawsze pasjonowała mnie pedagogika. Mając siedem lat, w czasie pierwszej wojny światowej, uczyłam młodego żołnierza Słowaka wcielonego do austriackiej armii. Już wtedy wyobrażałam siebie jako nauczycielkę i pisałam fikcyjne list dziewcząt do chłopców. Polskę kochałam, choć wtedy jeszcze jej nie znałam – ta miłość stała się dyktatem mojego życia. Po przyjeździe do Radomia zetknęłam się z ukochaną, wyśnioną i wymarzoną Polską. Jej wielką tragedią i bohaterstwem. Jako uczennica pensji dla dziewcząt Marii Gajl w Radomiu, idąc do szkoły, mijałam codziennie stojących na rogach ulic żołnierzy polskich okaleczonych przez wojnę, żebrzących o pomoc. Te obrazy wstrząsnęły mną i stały się zaczątkiem mojej patriotycznej pasji”. (Zofia Książek, Wszystko było Prawdą, wszystko jest Prawdą. Wybór, opracowanie, wstęp Zbigniew Waldemar Okoń. Chełm 2006, s. 31-33).

W 1938 r., po uzyskaniu tytułu magistra filozofii, Zofia Książek odbyła roczną praktykę nauczycielską w Prywatnym Gimnazjum Żeńskim im. Królowej Korony Polskiej w Maciejowie Wołyńskim. Po wybuchu II wojny światowej przedostała się do Chełma: do 1944 r. mieszkała przy ulicy Wileńskiej, gdzie naprzeciwko jej domu w czasie wojny i okupacji mieściła się siedziba Gestapo.

Podczas niemieckiej okupacji w latach 1941–1944 uczestniczyła w tajnym nauczaniu. Lekcje z czterema, pięcioma dziewczętami odbywały się często w jej domu. Uczyła języka polskiego, była egzaminatorem z tego przedmiotu. Należała do jednej z grup nauczycieli prowadzących tajne nauczanie na poziomie szkoły średniej. Tworzyli ją m. in. Kazimierz Janczykowski (geografia), Kazimierz Andrzej Jaworski (język polski), Antonina Jaworska (przyroda), Michał Kińczyk (język łaciński). Z grupą tą współpracował ksiądz Zygfryd Berezecki (religia, egzaminator z tego przedmiotu), obecnie kandydat na ołtarze.

W latach 1944–1972 Zofia Książek pracowała w I Liceum Ogólnokształcącym im. Stefana Czarnieckiego jako nauczycielka języka polskiego. Do szkoły przyjmował ją dyrektor Marian Lipski. Rekomendację do pracy w liceum otrzymała od legendarnego dyrektora tej szkoły Wiktora Ambroziewicza.

Prof. zwyczajny Urszula Płowiec (matura 1950), polska ekonomistka, pracownik naukowy Instytutu Koniunktur i Cen Handlu Zagranicznego, wykładowca Akademii Finansów w Warszawie, przewodnicząca Komitetu Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk, członek Rady Strategii Społeczno-Gospodarczej przy Radzie Ministrów:

„Charakterystyczną postacią naszej szkoły była Zofia Książek. Drobna, gładziutko uczesana, wsparta na lasce (…). Uczyła nas literatury polskiej. Pałała uwielbieniem dla romantyzmu. „Czucie i wiara” silniej mówiły do niej niż chłodny racjonalizm. Była powiernicą naszych młodzieńczych problemów i rozterek sercowych. Chodziły wieści, że miała wielu starających się o jej rękę, ale nie chciała nikomu jej oddać. (Urszula Płowiec, O moich nauczycielach… [w:] Księga pamiątkowa Czarniecczyków. Tom II. Chełm 1997, s. 273-274).

Zofia Książek podczas pracy w szkole mieszkała w budynku szkolnym, w niewielkim pokoiku na parterze, siermiężnie wyposażonym, pełnym książek i matczynego ciepła. Tu do końca życia, a zmarła w wieku 107 lat (w 2015 r.), odwiedzali ją jej uczniowie i wychowankowie, pisali do niej listy z najodleglejszych zakątków Polski i świata.

Anna Wepa-Pinter (matura 1965), mieszkanka Wiednia:

Uczyli mnie wspaniali nauczyciele, tacy jak profesor Zofia Książek, wspaniała nauczycielka języka polskiego. Była osobą obdarowana niezwykłą osobowością, surowa w stosunku do siebie, wymagająca i niezwykle sprawiedliwa. Nauczyła nas właściwej interpretacji uczciwości i patriotyzmu. W liście, jaki otrzymałam od 92-letniej Pani Profesor, często pojawiają się myśli związane z losami kraju. Mam jakiś bardzo osobisty stosunek do tematyki wojennej. (…). Tę tematykę przeżywam, gromadzę i po prostu nią żyję. (…). Muszę wiedzieć, co cierpieli moi rodacy, nieszczęsne ofiary politycznej katastrofy”. (Wywiad z Anną Wepą-Pinter. [w:] Księga pamiątkowa Czarniecczyków. Tom IV. Chełm 2005, s. 60).

Wśród absolwentów I Liceum Ogólnokształcącego im. Stefana Czarnieckiego w Chełmie, których wychowawczynią i polonistką była Zofia Książek, jest wielu pisarzy, poetów, krytyków literackich, dziennikarzy, pracowników nauki. Ich nazwiska spotykamy dziś w ogólnopolskich słownikach i encyklopediach literackich i naukowych. Należą do nich m. in. Marek Adam Jaworski, Mirosława Knorr, Waldemar Michalski, Zbigniew Waldemar Okoń, Jerzy Tuszewski, Józef Wiesław Zięba, profesorowie: Andrzej Czarnocki, Ryszard Lipczuk, Paweł Misiuna, Urszula Płowiec, Jan Witkowski. Wychowanką jej jest Barbara Szubert (matura 1963), działaczka Solidarności, m. in. przewodnicząca Komitetu Założycielskiego NSZZ „Solidarność” w Województwie Chełmskim, wiceprzewodniczącą Zarządu Regionu Chełmskiego, redaktorka wielu pism i druków solidarnościowych, internowana w 1981 r. oraz wielokrotnie do 1989 r. więziona i szykanowana za działalność opozycyjną.

Dr Józef Wiesław Zięba (matura 1951), poeta, prozaik, historyk literatury, długoletni dyrektor Muzeum im. Józefa Czechowicza w Lublinie:

Od pierwszych dni gimnazjalnej edukacji matkowała nam jako wychowawczyni pani Zofia Książek, zwana Zosią. Zosia o głowę niższa od każdego ze swych wychowanków wspierała swoje chore nogi laską. Ubrana jak uczennica w czarny, z białym kołnierzykiem fartuch, bez trudu ujarzmiała czterdziestoosobową czeredę rozhukanych chłopców. Nie używała nigdy przy tym podniesionego głosu, jedynie swym przenikliwym wzrokiem przygważdżała każdego intruza. Przy tym głęboko przeżywała wszystkie nasze niepowodzenia i kłopoty. Była naszym wyrzutem sumienia. (…). Zosia nie prawiła nam nigdy wychowawczych morałów, ale dzięki swej jednoznacznej postawie była dla nas największym autorytetem moralnym. Gotowa była służyć każdemu dobrą radą i pomocą w rozwiązywaniu wewnętrznych problemów. Mieszkała w małym pokoiku na terenie szkoły. Przyjmowała tam często po lekcjach wychowanków, którzy zwierzali się ze swoich kłopotów. Kiedyś nawet, by ułatwić kontakt, zachęciła do napisania do siebie listów. Każdy mógł w liście wyznać, co go gnębi i jakiej oczekuje pomocy”. (Józef Wiesław Zięba, Przyśpieszona edukacja – przyśpieszona indoktrynacja. [w:] Księga pamiątkowa Czarniecczyków. Historia. Sylwetki. Wspomnienia. VI Zjazd Czarniecczyków. Chełm 1995, s. 179).

Prof. dr hab. Andrzej Czarnocki (matura 1964), politolog, Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie:

„W przeciwieństwie do dzisiejszej zmieniającej się szybko, prawie galopującej rzeczywistości, w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych XX wieku, wszystko wydawało się stabilne, niezmienne, trwałe. Rządy komunizmu w Polsce, znacznie złagodzone krótkotrwałą, październikową odwilżą, dzierżyły wówczas ster systemu, także systemu edukacji. Daleko było jeszcze do marcowych, studenckich niepokojów. Krótko mówiąc, młody człowiek nieoswojony jeszcze z przemijaniem, mógł sądzić, że tak, jak było, tak będzie zawsze .(…).

Oficjalnie znajdowaliśmy się w świecie dobra, będącym ukoronowaniem całego dotychczasowego rozwoju ludzkości. Rzecz jednak w tym, że oficjalny świat zła, choć odległy i niedostępny, kusił nas nie tyle swym materialnym dobrobytem (to nastąpiło dopiero w latach siedemdziesiątych), co wolnością. Słyszany od czasu do czasu w domu głos „Wolnej Europy” budził nostalgie patriotyczne. (…).

Czy szkoła nasza, podporządkowana z konieczności panującemu systemowi, zakładającemu wbrew naturze człowieka, że wszyscy muszą myśleć jednakowo, stanowiła wówczas placówkę planowanej indoktrynacji, jak wyobrażali to sobie jeszcze wtedy stosunkowo słabo wykształceni partyjni spece od propagandy? (…). Najbardziej newralgiczne punkty obowiązującej w państwach realnego socjalizmu stanowiły nauki, których przedmiotem rozważań był człowiek i jego złożona natura. W szkole więc główna rola założonej przez system indoktrynacji przypadała wówczas takim przedmiotom, jak wiadomości o Polsce i świecie współczesnym, propedeutyka filozofii, język polski i rosyjski. (…).

Trzeba przyznać, że najmocniej opierali się żądaniom systemu nauczyciele o mocno ugruntowanym chrześcijańskim i patriotycznym systemie wartości. Należała do nich prof. Zofia Książek, osoba o silnym charakterze i indywidualności. Panią profesor cechowała wśród różnych niesprzyjających okoliczności zewnętrznych niezwykła wprost równowaga i pogoda ducha, wyrażające się specyficznym, łagodnym poczuciem humoru. Uczniowie jej zawsze podkreślają głęboki humanizm i patriotyzm w przekazywanych przez nią w trakcie lekcji języka polskiego treściach nauczanie. (Andrzej Czarnocki, Szkoła nie zniewolonych umysłów. [w:] Księga pamiątkowa Czarniecczyków. Historia. Sylwetki. Wspomnienia. VI Zjazd Czarniecczyków. Chełm 1995, s. 138-141).

Ksiądz Stanisław Rojek:

„Pani Profesor Zofia Książek uczyła mnie języka polskiego tylko jeden rok szkolny. Minęło już sporo czasu (ponad 50 lat) i wiele poszło w zapomnienie. Pozostały w mojej świadomości dwie sprawy.

Pani Profesor Zofia Książek na lekcjach nie ulegała aktualnej „poprawności politycznej”. Z literatury wydobywała, jak tylko mogła, wszystkie elementy patriotyczne. Budziła w nas miłość do Ojczyzny i wszystkiego, co polskie. Kształtowała nasze charaktery na fundamencie prawdziwych chrześcijańskich wartości, budząc w nas pełne zaufanie do swojej osoby i nauczanie w prawdzie. (…).

Nie bała się dawać publicznie wyrazu swoim przekonaniom i wierze. W głoszeniu poglądów i w życiu codziennym była bardzo odważna – w tamtych czasach bohaterska”. (Ksiądz Stanisław Rojek, Wspomnienie. [w:] Zofia Książek, Wszystko było Prawdą, wszystko jest Prawdą. Wybór, opracowanie, wstęp Zbigniew Waldemar Okoń. Chełm 2006, s. 193).

W 1972 r. Zofia Książek odeszła na emeryturę. Zamieszkała przy ulicy 11 Listopada w Chełmie, gdzie wciąż odwiedzali ją jej uczniowie i wychowankowie. O swoim odejściu ze szkoły napisała w 1995 r. z charakterystycznym dla niej poczuciem humoru i ironii:

„Niszczący jak walec reżim stalinowski z całą furią uderzył w szkołę. Należało wybierać. (…). I rozpoczęła się walka: najpierw z prefektem szkolnym, potem z kilkoma nauczycielami, zarzucając im odseperowanie się od nowej ideologii oraz niewłaściwą interpretację nauki w zakresie paru przedmiotów.

I tak na przykład nauczycielowi matematyki polecono głosić teorię marksistowską, którą trzeba było wtłoczyć między tangensy i kotangensy.

Atmosfera zagęszczała się.

Solidaryzujący się ze Stalinem czas spowodował, że co starsi spośród grona zaczęli wymierać (takim tragicznym pod tym względem był rok 1966).

Ci, którzy nie przyjęli zaproszenia na tamten świat, zostali załatwieni w sposób bardzo prosty. Rok 1972 przyniósł jednobrzmiącą decyzję władz oświatowych wszystkich szczebli: „Starzy na emeryturę!” I wielką miotłą wymieciono starych”. (Zofia Książek, Kto winien? [w:] Księga pamiątkowa Czarniecczyków. Tom II. Chełm 1997, s. 72-73).

Zofia Książek nigdy nie skarżyła się na tę decyzję. Odeszła wolna, nie dała się sprasować walcowi absurdu i zakłamania, jaki – który to już raz! – po wydarzeniach marcowych 1968 r. przetaczał się przez Polskę. Zachowała poczucie godności, niezależności i wolności. Pozostała człowiekiem czystych rąk, gorących serc, wrażliwych dusz i nieskażonych sumień.

Wykształcona w intelektualnej atmosferze przedwojennego Krakowa, wierna jego wielkim, kulturowym i naukowym ideałom, patriotycznym tradycjom, pozostała w świecie wartości, którego granice wyznaczał humanizm, godność i niezależność człowieka oraz jego humanistyczne, religijne, moralne, filozoficzne i patriotyczne horyzonty. Jej świat duchowy był znacznie większy od przestrzeni, na jakiej rozgrywały się sprawy tych, dla których pojęcia honoru, patriotyzmu, wolności, sprawiedliwości, prawdy historycznej, odpowiedzialności, wiary oraz miłości do Polski i Boga były tylko deklaracją przynależności do partii politycznej, grup interesu społecznego czy określonej orientacji filozoficznej.

Świat Zofii Książek był całkowicie od tych układów i formacji wolny i niezależny.

Jej intencje nigdy nie rozmijały się z czynami, słowa – z prawdą, prawda – z rzeczywistością. Miała świadomość, że żyje w kraju, który wciąż ktoś w imię naprawy i patriotycznych haseł – psuje, w imię wolności – zniewala, w imię dobra człowieka – indoktrynuje. Wiedziała, że musi żyć w Polsce takiej, jaką ta Polska jest: wierzyła, że nadejdzie Polska, o jakiej marzyła, o jaką walczyli ludzie uczciwi, mądrzy, nieugięci, prawi i sprawiedliwi. Tacy, jakich za wzór stawiała nam na lekcjach języka polskiego i godzinach wychowawczych.

Dr inż. Ludwik Kossowicz (matura 1945), główny specjalista ds. rozwoju przemysłu rafineryjnego Zjednoczenia Przemysłu Rafineryjnego i Nafty, zastępca dyrektora ds. naukowo-badawczych Instytutu Technologii Nafty, „Złoty Inżynier 2005”, autor prac naukowych na temat nowoczesnych paliw silnikowych, benzyn bezołowiowych, tlenowych dodatków do benzyn motorowych, asfaltów z wtórnych produktów przerobu ropy oraz stosowania dodatków asfaltów poekstrakcyjnych do poprawy właściwości asfaltów parafinowych dla zastosowań drogowych:

Miłością całej klasy była polonistka Zofia Książek. Jej lekcje stawały się wydarzeniami dnia i zajęć szkolnych i angażowały nas wszystkich do bezpośredniego udziału w czasie ich biegu. Nauczyła nas kochać polską literaturę i nauczyła przede wszystkim dyskutować. Pani Zosia pokazała się już w tym czasie świetnym psychologiem młodzieży. Umiała dla każdego ucznia znaleźć zainteresowanie literaturą, z której płynęły nie tylko nuty miłości Ojczyzny, lecz także filozofia życia, szacunek dla społeczeństwa, a przede wszystkim wartościowanie wszystkich elementów twórczych w jednostce dla otaczającego środowiska. (…). Wychodziłem z tych lekcji polskiego zaopatrzony w życie i jego prawa oraz w wartości piękna. Pani Zofia Książek dodała mi osobiście wiele swoich myśli i dlatego tak bardzo przeżywałem lekcje języka polskiego”. (Ludwik Kossowicz, Moja matura w roku 1945 w Liceum im. Stefana Czarnieckiego”. [w:] Księga pamiątkowa Czarniecczyków. Tom II. Chełm 1997, s.197).

Zofia Książek zdawała sobie sprawę, że Polska drugiej połowy XX wieku stawała się krajem „przemienianych kołodziejów”, dalekim od wyobrażeń Cypriana Kamila Norwida o odrodzonym społeczeństwie polskim. Świat z czasów jej dzieciństwa i młodości nie istniał, zniszczony bylejakością i absurdami socjalistycznego życia, zniewolony politycznymi i partyjnymi doktrynami. Wiedziała – i widziała, że przemiana Polski po 1944 r. nie zmierzała w kierunku przemienienia kołodziejów Cypriana Kamila Norwida czy codziennych zjadaczy chleba Juliusza Słowackiego – w aniołów. W przemianie tej brak było miejsca dla Boga, dla niezależnego i wolnego człowieka. Dlatego nie akceptowała nigdy, szczególnie wśród uczniów, obiegowych opinii, wyuczonych na pamięć poglądów, uproszczonych analogii, wyświechtanych sloganów, zindoktrynowanych haseł, wykrzyczanej „na wiecach” miłości do Ojczyzny, pustych prawd, które – jak w wierszu Jana Kasprowicza – „puste sumienia głuszą”. Potrafiła wygłosić cało-lekcyjny wykład o monologu z Odprawy posłów greckich Jana Kochanowskiego, zaczynający się od słów: „O nierządne królestwo i zginienia bliskie…”, o tragicznej dla Polski przepowiedni Piotra Skargi, o interpretacji słynnego powiedzenia Mickiewicza z III części „Dziadów” „A imię jego czterdzieści i cztery”, o proroctwie Wernyhory, o „sercu serc” Bolesława Prusa, o „sumieniu sumień” Stefana Żeromskiego, o „durniach w pelerynach” z wiersza J. Tuwima pt. Dziesięciolecie.

Zofia Książek odrzucała z całą stanowczością wszelkie zachwyty współczesnych proroków o komunistycznej przyszłości Polski, o nauczycielach socjalistycznego społeczeństwa, o integrujących naród ideach i przyszłościowych uchwałach ówczesnych gremiów politycznych naszego kraju.

Pozwalała uczniom w kontekście omawianych lektur wyartykułować swoje tęsknoty i marzenia, niepokoje i oczekiwania, budziła w nich stan świadomości, który weryfikowali dopiero w swoim dorosłym życiu. Jej lekcje, ich wymowa i patriotyczne przesłanie zapadały nam głęboko w pamięć.

Gdy nie mogła o czymś mówić – po prostu milczała. Było to milczenie gorzkie, bolesne, wymowne i pouczające, pełne mądrości i prawdy, wymowniejsze od słów, których nie mogła wypowiedzieć. Słychać było je w klasie. Zapadało głęboko w nasze serca, dusze, sumienia, pamięć, świadomość. Słyszę to milczenie jeszcze dzisiaj, wciąż je słyszę, mimo że od ukończenia przeze mnie w 1963 r. naszego liceum minęło już lat sześćdziesiąt. Było ono dla uczniów, niezależnie od czasu ukończenia przez nich szkoły, zawsze – i wciąż jest – bardzo czytelne i zrozumiałe. Jego wymowa nabierała treści w miarę, jak dojrzewali – w roku 1948, 1956, 1968, 1970, 1975, 1980, 1981, 1989, 2023.

W latach 1959–1963 Zosia była moją wychowawczynią i polonistką. Matkowała naszej klasie już od pierwszego dnia naszego pobytu w szkole. Wymagała dużo od nas, wymagając równie dużo od siebie.

Oto jeden z przykładów. 28 lutego 1963 r. zmarł nagle, w wieku 56 lat, ksiądz Zygfryd Berezecki, który uczył nas religii w przykościelnej zakrystii. Władze szkolne zakazały młodzieży uczestnictwa w pogrzebie, który odbył się w Chełmie 4 marca 1963 r. i na który przybyły tłumy ludzi z terenu całej Polski.

Pogrzeb księdza Zygfryda Berezeckiego stał się wielką manifestacją patriotyczną, był wyrazem czci i hołdu złożonemu wybitnemu kapłanowi i humaniście, wspaniałemu człowiekowi, Polakowi, wielkiemu synowi chełmskiej ziemi, który swoim życiem i działalnością odcisnął trwałe piętno na życiu, działalności i duchowości ogromnej rzeszy wiernych, dla których był i pozostał ponadczasowym przykładem żywej miłości do Polski, do Boga, do Matki Bożej Chełmskiej, do ludzi.

Wbrew zakazowi władz szkolnych prawie cała nasza klasa poszła na pogrzeb księdza Zygfryda Berezeckiego. Dyrekcja liceum potraktowała to jako „zbiorowe wagary”. Wezwano rodziców, zagrożono nam obniżeniem stopni ze sprawowania (byliśmy wtedy uczniami jedenastej klasy). Ukarać miała nas profesor Zofia Książek, nasza wychowawczyni, która na zebraniu z rodzicami „stanowczo stanęła po naszej stronie”, nie ganiła nas za uczestnictwo w pogrzebie księdza Zygfryda Berezeckiego – i prowadziła całe to „dochodzenie w sprawie zbiorowych wagarów” w taki sposób, że w konsekwencji nikogo z nas nie ukarano.

Profesor Zofia Książek rozumiała młodzież.

Wtedy, u progu naszej młodości, krnąbrnej, wydawałoby się – nie przemijającej, a przecież z każdym dniem odchodzącej nieuchronnie w przeszłość – to Zosia przygotowywała nas do obcowania z literaturą, z jej historycznymi, obecnymi i przyszłymi dokonaniami, z politycznymi uwikłaniami i walką, którą prowadziła: ukazywała nam świat, który literatura opisywała, przedstawiała i przepowiadała.

Nie byliśmy przygotowani do obcowania ze „sztuką słowa”, z literaturą, jej otwartością i tajemniczością zarazem, z prawdą, którą w sobie nosiła, z potrzebą jej wypowiadania, z duchowym odradzaniem się i wyzwalaniem człowieka.

To Zosia uświadomiła nam obowiązek pozytywistycznej pracy nad sobą i duchowego odradzania się człowieka, ukazała potęgę ludzkiego ducha, wyzwalającego w ludziach pragnienia wolności, wiary, nadziei, miłości, dobra, szczęścia, nauki i pracy.

Odkrywała przed nami nasze osobowości, zdolności, wrażliwość, zainteresowania, a gdy uznała to za potrzebne, szczególnie w klasach dziesiątej i jedenastej – marzenia. Jest rzeczą zdumiewającą, że w tych ocenach i spostrzeżeniach nigdy się nie pomyliła. Ożywał wówczas, wydawałoby się, będący przeżytkiem minionych epok, problem Sienkiewiczowskiego Janka Muzykanta, który nagle okazywał się uzdolnionym matematykiem, astronomem, lekarzem, aktorem, naukowcem, konstruktorem, humanistą, pisarzem, nie pozostawionym – dzięki niej – samemu sobie.

To ona wprowadzała nas w świat prawdy i czystości moralnej, pokazywała, czym dla człowieka jest sprawiedliwość i wolność, wyzwalała w nas refleksję i zadumę nad światem, nad otaczającą nas rzeczywistością, budziła rozważania o historii Polski, uczyła miłości do Boga, Ojczyzny, ziemi rodzinnej, do człowieka. Uczyła nas solidarności. Uświadamiała nam, w jakiej Polsce żyjemy.

Człowiek w jej rozważaniach dydaktyczno-wychowawczych, w przesłaniu, które niosła literatura – był zawsze postacią centralną, jego honor, godność i człowieczeństwo, niezgoda na fałsz, kłamstwa, zakłamanie i obłudę były wartościami nadrzędnymi, decydującymi o postawie, moralności i trwaniu człowieka, określającymi jego obecność i jego miejsce wobec Polski, Boga, ludzi i społeczeństwa. Pasjonował ją polski romantyzm, wierzyła, że Polska odzyska – „już niedługo” – wolność i niepodległość. Fascynowały ją geniusz i wizjonerstwo Adama Mickiewicza i Juliusza Słowackiego: gdy w dyskusjach na lekcjach języka polskiego, podawaliśmy na przykład rok 1944 jako rok uzyskania przez Polskę niepodległości i spełnienia się słów A. Mickiewicza: A imię jego czterdzieści i cztery – ucinała krótko: Nie o taką Polskę chodziło Mickiewiczowi. Powtarzała, że spełni się jeszcze przepowiednia J. Słowackiego i Polak zostanie papieżem. Przerażał ją mroczny świat rewolucji w Nie-Boskiej Komedii Zygmunta Krasińskiego, uwznioślało zwycięstwo Chrystusa i wiary w tym dramacie. Jej rozważania o Bogu i Polsce, ciągłe odwoływanie się do wiary i miłości, nadziei i wolności, przenoszone później na lekcje religii, odbywane z księdzem Zygfrydem Berezeckim w przykościelnej zakrystii, ukazywały nam świat wartości, którego nie było wokół nas.

Skromna, ukierunkowana na człowieka i jego problemy, „mała i nieśmiała”, jak określił Zofię Książek dyrektor Wiktor Ambroziewicz, rekomendując ją dyrektorowi Marianowi Lipskiemu do pracy w szkole, miała Zosia dwie pasje, o których jako uczniowie liceum wiedzieliśmy niewiele.

Były to literatura i teatr.

Swoją wielką przygodę z teatrem – uściślijmy: teatrem szkolnym – Zofia Książek rozpoczęła od pierwszych dni swojej pracy nauczycielskiej, w roku szkolnym 1938/39, w Maciejowie Wołyńskim, gdzie w Prywatnym Gimnazjum Żeńskim im. Królowej Korony Polskiej uczyła języka polskiego. Kontynuowała ją od września 1944 r. w chełmskim Gimnazjum i I Liceum Ogólnokształcącym im. Stefana Czarnieckiego w Chełmie. Nigdy jej nie zakończyła, nie przerwała nawet w latach sześćdziesiątych, gdy teatr szkolny przestał istnieć. Teatru, o jakim marzyła i jaki sobie wyobrażała, uczyła młodzież szkolną przede wszystkim na lekcjach języka polskiego, na których bardzo często uczniowie recytowali, właściwiej – grali utwory literackie (lub ich fragmenty).

Zofia Książek:

„Moje teatry to nieodmiennie cztery ściany sal klasowych – moi aktorzy to większa lub mniejsza grupa uczniów wyłuskanych z klasowych zespołów. Zdarza się zawsze, że w tych klasowych zespołach parę lub kilka osób wyróżnia się od reszty pod względem cech intelektualnych lub charakterologicznych, co dopinguje do wykorzystywania tych cech w formie inscenizacji, ściśle opartej na materiale utworów literackich. Te właśnie utwory pełniły rolę scenariuszy, a im więcej zawierały dramatyzmu w różnorakich odcieniach, tym bardziej kusiły. Oczywiście jest tu mowa o fragmentach lub wręcz migawkach (…), zaczerpniętych z „Maratonu”, ze wspomnień Piłsudskiego, z noweli Prusa, z III cz. „Dziadów”, a w całości zaprezentowano parę komedii Fredry. (…).

Staż. Rok rok szkolny 1938/39. Szkoła żeńska w Maciejowie Wołyńskim. (…). Analiza „Maratonu” Ujejskiego (utworu ściśle wymazanego z programu w latach 40-tych, 50-tych (…) jako nadmiernie patriotycznego. (…). W oparciu o fragment z dzieła Piłsudskiego, obrazując pewną scenę – scenariusz tworzył się sam. Zdarzyło się, że jedna z takich scen nabrała w przyszłości cech symbolicznych, więcej – proroczych. Wybrany został pewien fragment, którego treścią był moment przekazania Komendantowi meldunku składanego przez zwiadowcę.

Osobę Komendanta prezentowała wysoka, poważna dziewczyna, natomiast rolę owego żołnierza wprost wybłagała drobna, z pałającym wzrokiem Grażyna Śniadecka. Gdy nadszedł moment przekazania meldunku Grażyna wyprężała się przepisowo, lecz pod wpływem emocji zaczęła plątać się i bełkotać, tak, że postanowiłem „zmienić aktora”. Na tworzy Grażyny pojawił się wyraz głębokiej przykrości, a widząc, że nie zamierzam ustąpić, Grażyna dała mi słowo,że poćwiczy tę rolę i odegra zgodnie z wymaganiami.

Słowa dotrzymała, „roli nie położyła”.

Nie wiedziałam wtedy, że mam przed sobą przyszłego żołnierza z oddziału legendarnego „Ponurego” – żołnierza, którego będą stawiać za wzór innym, a który w walce z Niemcami, naprowadzonymi przez zdrajcę, polegnie otrzymawszy 16 kul. Nad mogiłą tej wspaniałej dwudziestoletniej dziewczyny roztacza się dziś cisza Gór Świętokrzyskich.

Gdy otworzono we wrześniu 1944 roku szkoły w Chełmie, jedną z nich było Gimnazjum (potem Liceum) im. im. Stefana Czarnieckiego. Szkołę wypełniła młodzież męska i taki charakter miała przez kilka lat następnych.

Z tymi uczniami, na pół już dojrzałymi, pracowało się bardzo dobrze. (…). W tamtych latach (1944-1950) dyrektorował nam Marian Lipski, arbiter elegantiarum, reprezentujący autentyczną, przedwojenną kulturę. (…). Młodzież wykazywała wiele inwencji. Na próbach przejęła reżyserię samorzutnie i „na żywioł”. Zespół był bardzo zdolny. W jego skład wchodziły takie tuzy, jak Wojtek Schejbal, dystyngowany Paweł Misiuna, basujący Henryk Dybalski, statysta Jerzy Tuszewski. (Zofia Książek, Moi aktorzy. [w:] Księga pamiątkowa Czarniecczyków. Tom II. Chełm 1997, s.179-182).

Stanisław Podlewski (matura 1950), trener koszykówki, kierownik Wydziału Kultury Fizycznej i Sportu Urzędu Miejskiego w Chełmie, prezes Wojewódzkiej Federacji Sportu (byłego) Województwa Chełmskiego:

Ze wzruszeniem i dumą wspominam te tygodnie spędzone w teatrze szkolnym, z mądrymi i utalentowanymi kolegami i kochaną reżyserką, mecenasem i duszą artystyczną przedsięwzięć – panią profesor Zofią Książek”. (…). Jako doskonali deklamatorzy występują wtedy: Henio Dybalski, Paweł Misiuna, Stachu Kurman (…). To oni stanowili właśnie trzon powstałego w 1947 r. teatru szkolnego. Wielka była siła ekspresji w tym, co mówili nasi koledzy, a wykonanie Wielkiej Improwizacji A. Mickiewicza przez Pawła Misiunę uważam do dziś za jedno z najlepszych, jakie słyszałem”. (Stanisław Podlewski, Naprawdę tak było. [w:] Księga pamiątkowa Czarniecczyków. Historia. Sylwetki. Wspomnienia. VI Zjazd Czarniecczyków. Chełm 1995, s. 171, 172).

Prof. dr hab. nauk medycznych Paweł Misiuna (matura 1949), światowej sławy uczony, chirurg, twórca i założyciel II Kliniki Akademii Medycznej w Lublinie (dziś: Uniwersytet Medyczny w Lublinie), mistrz i nestor lubelskich chirurgów, autor ponad 200 publikacji oryginalnych w czasopismach polskich i zagranicznych, 49 publikacji w pamiętnikach zjazdowych krajowych i międzynarodowych, 11 publikacji książkowych i encyklopedycznych:

„W Liceum Stefana Czarnieckiego zdałem maturę i myślałem, co dalej. Interesowała mnie polityka, brałem pod uwagę Wydział Konsularno-Dyplomatyczny na Uniwersytecie Warszawskim, ostatecznie jednak ojciec mi powiedział, że wybór tej drogi może być ryzykowny. Próbowałem też sił na kursie aktorskim u Zelwerowicza. Widząc jednak, jak wygląda artystyczne życie, które nie bardzo mi pasowało, uznałem, że to nie moja droga”. (Profesor Paweł Misiuna. Czuję się chirurgiem spełnionym. Rozmawiała Anna Guzowska. „Alma Mater” Nr 2(107) Rok XXVIII, kwiecień-czerwiec 2018, s. 60).

Zofia Książek:

„Obecnie, gdy wracam pamięcią do tamtych lat, oceniam pewne zjawiska i treści z perspektywy połowy wieku w nieco inny sposób, bardzo specyficzny.

Widzę tych moich chłopców, praprawnuków Zanów, Suzinów, Sobolewskich, grających wybrane role, a nieświadomych tego, że rzeczywistość, w której los ich umieścił, była nie tylko powtórzeniem przeszłości, lecz zaktualizowaniem jej w jeszcze bardziej twardych konturach.

Odtwarzanej bowiem „teatralnie” minionej tragedii narodowej towarzyszyły dymy snujące się nad spaloną Warszawą, kłamstwa kryjące zbrodnię katyńską, cierpienie bohaterów narodowych, traconych w więzieniach, tropionych jak zwierzęta oraz systemy dławiące wolność. Dobrze, że o tym nie wiedzieli. Ich młodość była mniej gorzka. Czas przeminął, aktorzy zeszli ze sceny, kurtyna sama zapadła”. (Zofia Książek, Moi aktorzy. [w:] Księga pamiątkowa Czarniecczyków. Tom II. Chełm 1997. s. s.179-182).

Jerzy Tuszewski (matura 1950), dziennikarz, dokumentalista, reżyser radiowy i teatralny, realizator, reżyser i scenarzysta filmów dokumentalnych, krytyk muzyczny i filmowy, dramaturg, poeta, wieloletni pracownik polskiego radia, nestor polskiej radiofonii:

Któregoś dnia po lekcjach zebrała się grupa młodych ludzi i obwołali się Kołem Literackim im. Jana Kasprowicza. Patronowała im „Zosia”, to jest – chciałem powiedzieć – Pani Profesor, polonistka, Zofia Książkówna. (…). Starszy ode mnie Marek Adam Jaworski i Stefan Kudełko, który jakiś czas siedział ze mną w jednej ławce w naszej klasie, redagowali naszą gazetkę ścienną pt. „Młoda Myśl”, do której niekiedy i ja się dokładałem.

Pełne dynamiki rozgrzane mózgi. Nikt nikogo nie naganiał. Przychodzili sami. Ktoś kiedyś krzyknął: Robimy teatr. No i zrobiliśmy. Co oczywiście jest pełną zasługą „Zosi”. Pani Profesor Zosia mimo kłopotów ze swoimi nogami, pełna młodzieńczych iskier, przedwojenna polonistka, okazała się niezwykle twórczym, cierpliwym reżyserem. (…).

Na początku tryumfuje staropolski Aleksander Fredro. Nawet mówiło się na korytarzach szkoły, że będziemy mieli Teatr Szkolny imienia Aleksandra hr. Fredry. (…). Na pewno jednak zaczęliśmy od sztuki pt.„Pan Geldhalb”. Wszyscy pracowaliśmy jak woły. Na długie tygodnie większość wieczorów zajęta. (…). Znalazłem się w środku całej sprawy. Otrzymałem rolę Majora w sztuce pt.„Pan Geldhalb”, a w roku następnym przyszło „Dożywocie”, w którym to przedstawieniu przyszło mi zagrać starego Ordona.

Niezwykłą współpracę z Panią Reżyser Zofią Książkówną do dziś żywo pamiętam”. (Jerzy Tuszewski. Szkoła samodzielności czyli notki krótkie z perspektywy sześćdziesięciu sześciu lat. [w:] Księga pamiątkowa Czarniecczyków. Tom VI. Chełm 2010, s. 142, 143, 145).

Marek Adam Jaworski (matura 1947), poeta, dziennikarz, długoletni redaktor naczelny „Kameny”:

„Oto i mamy kolejny zjazd wychowanków (…). Będzie okazja do spotkań z kolegami, których nie widziało się długo. czasami bardzo długo (…). Zamazały się w pamięci twarze, uleciały imiona i nazwiska. Kto przyjedzie do Chełma? Czy się poznamy? Czy będziemy mieli o czym rozmawiać? Czy nie pokłócimy się na tematy bliskie nam wszystkim?

A kto żyje z naszych wychowawców, wspaniałych ludzi, którzy umieli przygotować nas do życia, którzy uczyli nas miłości do ludzi, do Ojczyzny, którzy nie żałowali czasu nawet u siebie w domu, jak pani Zofia Książek, poza godzinami i bezinteresownie nadganiali program. Próby III części „Dziadów”, które mieliśmy wystawić w szkolnym teatrze, zajęły zbyt wiele godzin, ale dziś pamiętam tekst i pewne fragmenty potrafię recytować. (Marek Adam Jaworski. Zjazd koleżeński w Chełmie. [w:] Księga pamiątkowa Czarniecczyków. Historia. Sylwetki. Wspomnienia. VI Zjazd Czarniecczyków. Chełm 1995, s. 174 – 175).

Teatr, który Zofia Książek prowadziła w ramach zajęć pozalekcyjnych (kół zainteresowań), powszechnych wówczas w szkołach podstawowych i średnich, był ważną formą wypowiadania się jej uczniów i ich profesorki. Pozwalał Zofii Książek wymykać się narzuconym, doktrynalnym szablonom i schematom nauczania i wychowania. Pozwalał z konsekwencją, wrażliwością, ufnością w swych uczniów, spokojem i godnością urzeczywistniać jej program wychowawczy: z wiarą, nadzieją, ale i troską o przyszłość młodzieży przenikać poprzez literaturę i teatr w umysły i serca swoich uczniów i wychowanków.

Na podkreślenie zasługuje jeszcze jeden aspekt teatralnej działalności Zofii Książek. Używając współczesnej terminologii teatralnej, należałoby jej „lekcje teatralne” zakwalifikować – do bardzo popularnych i rozpowszechnionych obecnie – teatrów małych form, teatrów poezji, czy teatrów jednego aktora. Jeżeli mam już ulegać takim skojarzeniom, to chciałbym podkreślić, że był to teatr spontaniczny, improwizowany, wrażliwy społecznie, odważny, wolny i nieskrępowany artystycznie. Aktorem był uczeń, widownią – uczniowie i nauczyciel: ale jakże często role te się odmieniały.

Literatura była największą pasją Zofii Książek. Była jej wielką, skrywaną miłością. Gdy „Zosia” pracowała w szkole, nikt nie wiedział, że pisała wiersze: znaliśmy ją jako nauczycielkę języka polskiego, a nie poetkę.

Literatura, której nas uczyła, była dla niej odniesieniem do jej marzeń i oczekiwań dotyczących jej pracy dydaktycznej i wychowawczej, ukazywała właściwe rozmiary polskiej rzeczywistości, która była, jest i która wolna i demokratyczna – w co głęboko wierzyła – nadejdzie. Za pomocą literatury, nie tylko z lektur szkolnych, mogła to wszystko, w co wierzyła, co w literaturze odnajdywała i czego w przyszłości od literatury oczekiwała przekazywać swoim uczniom i wychowankom. Znała ją doskonale, od wczesnej młodości, gdy jako studentka Uniwersytetu Jagiellońskiego uczyła się jej pod kierunkiem profesorów: Ignacego Chrzanowskiego, Stanisław Pigonia i Kazimierza Nitscha.

Literatura nie była dla niej głosem przeszłości. Była Mickiewiczowską arką przymierza między dawnymi a młodszymi laty, w którejona także, jak polski lud, składała broń swego rycerza, swych myśli przędzę i swych uczuć kwiaty.

Literaturze poświęciła całe swoje życie. W oparciu o literaturę, ogromną wiedzę, własne, życiowe doświadczenia, dziejową mądrość historii, odwoływanie się do filozofii, do prawd zawartych w Starym i Nowym Testamencie, w oparciu o miłość i nadzieję oraz głęboką wiarę w Boga i w wolną i niepodległą Polskę budowała swój własny program nauczania i wychowania młodzieży, którym porywała uczniów i wychowanków, program – jakże często wybiegający w przyszłość, odbiegający od zideologizowanych programów i schematów socjalistycznego systemu nauczania.

Od uczniów wymagała nie tylko znajomości literatury, ale przede wszystkim stawiała ich przed koniecznością zajęcia stanowiska wobec określonych problemów społecznych, moralnych, politycznych czy artystycznych. Wymagała od interpretatorów lektur szkolnych obiektywizmu, dystansu do dzieła i jego autora, ustosunkowania się do czasu, w którym to dzieło powstawało i którą opisywało oraz do rzeczywistości, w której było interpretowane.

Zofia Książek, własną twórczość literacką zaczęła uprawiać – co potwierdzają jej rękopisy – najprawdopodobniej od 1972 r., tj. wówczas, gdy odeszła na emeryturę. Odsunięta od pracy z młodzieżą – nagle – w pełni sił, „miotłą”, która, jak sama napisała, „wymiotła starych” – zaniepokojona rozwojem wydarzeń w Polsce, kierunkiem i metodami wychowywania młodego pokolenia, pisarstwo swoje zaczęła traktować jako monolog z samą sobą oraz jako dalszy, samotny, dialog z Polską, z ukochanymi uczniami i wychowankami, którzy nie zapomnieli o niej – i stale, nieprzerwanie od 1972 r., indywidualnie i „klasami”, odwiedzali ją w jej domu przy ulicy 11 Listopada.

Prof. Jan Witkowski (matura 1955), specjalista metod komputerowych w Wojskowej Akademii Technicznej, zastępca dyrektora ds. naukowych Instytutu Mechaniki Technicznej na Wydziale MT Politechniki Warszawskiej, działacz Solidarności, szykanowany przez Służbę Bezpieczeństwa, autor ponad 130 publikacji naukowych m. in. z podstaw konstrukcji maszyn:

Było to w niedzielę 25 września 2005 r., w ostatnim dniu VIII Zjazdu Czarniecczyków (zjazdy absolwentów I Liceum Ogólnokształcącym im. Stefana Czarnieckiego w Chełmie odbywają się co 5 lat – przyp. zwo). Poprzedniego wieczoru, podczas spotkania naszego pokolenia, napisaliśmy wszyscy dziękczynny list do Pani Profesor. Dziś chcemy go dostarczyć, ale na przyjście do domu adresatki musimy telefonicznie uzyskać zgodę. Tuż przed dziesiątą dzwonię do Pani Profesor, mając duszę na ramieniu. Telefonując przez cały czas słyszę ciepły, serdeczny głos, ujmujący stylem i pamięciową świeżością. Po pełnym „przeegzaminowaniu” mnie Pani Profesor zaprasza na godzinę piętnastą i informuje, jak mogę dostać się do domu (czekać mają na mnie uchylone drzwi). Z wrażenia zapominam poinformować, że nie przyjdę sam i zapytać o zgodę. (…).

O umówionej godzinie (…) znajdujemy uchylone drzwi i całujemy ręce Pani Profesor (…). Pani Profesor jest zdziwiona, ale przyjmuje od Janki nasz list i siedem białych róż. Wraz z listem wręczamy tomik poezji Justyny Król, tegorocznej absolwentki naszego liceum. Tomik opatrzony jest autografem autorki skierowanym do naszej „Zosi”. (…). Pani Profesor jest wzruszona, ale i zaskoczona ilością osób. Dziękując za list i wiersze, woła: „Przeczytam, przeczytam”. (…).

Temat przerywa dzwonek telefonu. Dzwoni, jak okazało się później, ksiądz Franciszek Ostrowski – Czarniecczyk i maturzysta z 1953 roku. Prosi, oczywiście, o przyjęcie go przez Panią Profesor. Słyszymy dociekliwe i dowcipne indagowanie go przez naszą „Zosię”, która usiłuje dociec, ile osób przybędzie. „Ludzie, ludzie. Ja ledwie żyję” – powtarza pół żartem, pół serio.

Gdy telefoniczną rozmowę kończy zaproszenie nowego gościa, zrywamy się ponownie do odejścia. Pani Profesor osadza jednak nas na krzesłach, wyjaśniając: Wczoraj u mnie była cała „banda”. Jeśli wytrzymałam wczorajszy dzień, to chyba dożyję setki. Wytrzymam i dziś”. (Jan Witkowski, Spotkanie. [w:] Zofia Książek, Wszystko było Prawdą, wszystko jest Prawdą. Wybór, opracowanie, wstęp Zbigniew Waldemar Okoń. Chełm 2006, s. 194, 195, 198).

Zofia Książek świadomie nie uczestniczyła w życiu literackim Chełma – zarówno w okresie międzywojennym, jak i po 1944 r., nie zabiegając zupełnie o jakąkolwiek formę swojej w nim obecności. Mimo wieloletnich propozycji nie angażowała się w życie literackie Chełma: nie wyraziła zgody na przyjęcie do Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Chełmskiej, do Grupy Literackiej „Pryzmaty” czy do Chełmskiego Klubu Literatów „Osnowa”. Do wydania debiutanckiego tomu wierszy Z tej ziemi „namawiałem” ją przeszło piętnaście lat. Gdy zgodziła się na jego druk w 1998 r. – już w wolnej i niepodległej Polsce – miała 90 lat.

W literaturze chełmskiej, biorąc pod uwagę wiek autorki, jest to debiut jedyny i niepowtarzalny. W tym widzę – oprócz wartości artystycznych i przesłania jej wierszy piękno i niezwykłość jej poezji. Przez następnych osiem lat przekonywałem ją, aby wydała kolejny tom wierszy, na co zgodziła się dopiero w 2006 r.

Autorka Z tej ziemi żyła – był to jej stanowczy i konsekwentny wybór – z dala od krzykliwych nurtów literackich czy tendencji i eksperymentów pedagogicznych. Nigdy nie pretendowała do roli poety, wybitnego pedagoga, czy konspiracyjnego bohatera walczącego o wolną i niepodległą Polskę.

Ustalenie daty debiutu prasowego Zofii Książek trudno jest określić, gdyż nie gromadziła ona żadnej w tej sprawie dokumentacji.

Debiutowała najprawdopodobniej w „Literackim Głosie Nauczycielskim” w 1972 r. Większość swoich utworów (wiersze i artykuły) drukowała w latach dziewięćdziesiątych XX wieku na łamach chełmskiego magazynu katolicko-społecznego „Pro Patria”. Na wydanie zbioru swoich artykułów nigdy się nie zgodziła. Wydała dwa tomy poezji: Z tej ziemi (1998) i Wszystko było Prawdą, wszystko jest Prawdą. (2006). Wiersze jej ukazały się także [w:] Strofy sercem pisane. Antologia. Wybór, wstęp, opracowanie Z. W. Okoń (2000); Słownik biograficzny twórców ziemi chełmskiej. Opracowanie całości Z. W. Okoń (2005).

Twórczość poetycka Zofii Książek mieści się w tradycyjnej konwencji literackiej. I nie ma w tym nic nienaturalnego, wszak wiersze jej pochodzą spod pióra osoby wychowanej na największych klasykach polskiej literatury. Bardzo współczesna – i wciąż aktualna – jest treść tych utworów: na wskroś humanistyczna, głęboko refleksyjna, odwołująca się do wiary w Boga, do najżywotniejszych uczuć patriotycznych, nie brak w jej twórczości wierszy pełnych społecznych rozterek, rozważań egzystencjalnych, czy praw uniwersalnych o czasie, w którym żyjemy. W centrum tych refleksji znajduje się człowiek ukazany zarówno w wymiarze historycznym, jak i „zwykłego” ludzkiego życia. I jest to człowiek, który zawsze zachowuje godność i człowieczeństwo, nawet w najtragiczniejszych momentach życia i życia swojego narodu. Człowiek, który w pełni zdaje sobie sprawę ze swej maleńkości wobec Boga (Ziarnko piasku), ale i wielkości wobec historii doczesnego świata (Do Kopernika).

Atmosfera intelektualna wierszy Zofii Książek wprowadza Czytelnika w klimat refleksji, zadumy, rozważań o historii, o Ojczyźnie, o kresowej ziemi rodzinnej, o Bogu, o człowieku. Ich tematyka jest na wskroś humanistyczna. Autorka akceptuje ludzką egzystencję nawet w wymiarze najbardziej tragicznych dziejów narodu polskiego (Katyń, Obrońcom Westerplatte, Palmiry), ukazuje wartości i postawy ludzi, których nie było w stanie zniszczyć bestialstwo hitlerowskich czy sowieckich oprawców (Maksymilian Kolbe, 18 stycznia 1940 roku, Akt wiary).

Pisze o prawdzie historii w sposób prosty, bolesny, bez pomijania wydarzeń skrywanych przez komunistyczną cenzurę, manipulującą faktami odrywającymi dzieje współczesnej Polski od wydarzeń historycznych narodu polskiego. Odrzuca wszelkie próby fałszu i kłamstwa (Odsłonięcie w Warszawie pomnika ku czci pomordowanych na Wschodzie, Zdrajcy).

W twórczości Zofii Książek na pierwszy plan wysuwają się rozważania o Bogu. Autorka Wszystko było Prawdą, wszystko jest Prawdą odwołuje się do wiary, nadziei i miłości do Stwórcy, które odnajduje w codziennym z Nim obcowaniu.

Szczególną urodą odznaczają się wiersze o tematyce eschatologicznej. Mają one bardzo osobisty charakter, pisane są z perspektywy wieku poetki (Ważne, Odpoczywajmy). Mówią o nieuchronnym odchodzeniu człowieka do Boga. Autorka stwierdza, że wszystko, co człowiek zrobił, czego doświadczył, co przeżył, o czym myślał i marzył, o co się modlił, wszystko to w życiu człowieka było i jest Prawdą. Człowiek nie jest w stanie tej Prawdy zmienić, ukryć, przeinaczyć. Prawda ta po wiek wieków pozostanie Prawdą tu na ziemi i tam – w królestwie niebieskim.

Bardzo wyraziste i znamienne są wiersze, które bez zbędnych dociekań interpretacyjnych zaliczyć możemy do utworów o charakterze epigramatycznych. Dotyczą one ludzkich przywar i wad, odnoszą się do zjawisk obyczajowych, moralnych, pełne są ironii, często kpiny, groteski i aluzji. Ukazują rzeczywistość powojennej Polski z jej codziennymi patologiami społecznymi i politycznymi. Oto widzimy robotników bez pośpiechu budujących socjalizm (Budowniczowie), spotykamy się z koniunkturalną zmiennością ludzkich postaw i charakterów (Taki wiek), tworzeniem prawa czy przeprowadzania wielkich reform, np. oświatowych na potrzeby i dla korzyści określonych ludzi, ich moralności i socjalistycznej ideologii (Wy, którzy czekacie…). Utwory te są zaskakująco aktualne i dzisiaj, nie ukrywają – nie bez goryczy – prawdy o Polakach (Ballada powyborcza, Alimenty, Małżeńskie znaki drogowe), demaskują ich dwulicowość, postępowanie, społeczny fałsz i moralną obłudę.

Wiersze autorki Z tej ziemi wyrastają z polskiej romantycznej tradycji literackiej. Przejrzyste stylistycznie, dalekie od jakichkolwiek awangardowych zabiegów artystycznych, odwołują się do najżywotniejszych uczuć i przeżyć Polaków, uwikłanych w polską historię XX wieku. Genezę tych utworów, ich dojrzałość, niewolną przecież od potknięć artystycznych, nieobcych każdemu autorowi, ich humanistyczną głębię, kontekst kulturowy i patriotyczną szczerość, najpełniej zapewne zrozumieją uczniowie i wychowankowie Zofii Książek. Ale nie tylko oni. Czytelnicy odnajdą w jej twórczości to, co jest w niej niezwykle cenne i najwartościowsze: gorącą miłość do Boga, do Polski, do człowieka: miłość głęboką i wszechogarniającą wszystko, co człowiek robi, do czego dąży, o czym marzy, z czym się utożsamia, bez czego nie może żyć tu i teraz.

W 2015 r. młodzież I Liceum Ogólnokształcącego im. Stefana Czarnieckiego w Chełmie pod kierunkiem polonistki Anny Popielewicz zrealizowała film pt. Książki Zofii Książek, film o jej pięknym i niezwykłym życiu, o wychowaniu kilkunastu pokoleń Polaków (scenariusz i reżyseria: Kamila Siedlecka, Patryk Gąsior; narratorka: Julia Karpińska; tłumaczenie na język angielski: Marta Hetman, Zofia Pawluk, Oliwia Flis, Jagoda Głąb, Anita Łąkowska: (Patrz: http://www.dziennikwschodni.pl/chelm/n,999994470,jacek-barczynski-książki-zofii-ksiązek-uczniowie nakrecili-film-o nauczycielce.html). Film zdobył prestiżową III nagrodę w międzynarodowym konkursie pt.”Our roots” („Nasze Korzenie”), ogłoszonym przez Muzeum Galicja w Krakowie oraz podobną placówkę w Kalifornii. W przesłaniu filmu książkami Zofii Książek – w kilkusetnych nakładach – są jej uczniowie i wychowankowie, zasłużeni dla Chełma i Polski, którzy swym życiem, pracą i działalnością trwale wpisali się w historię Chełma i Ziemi Chełmskiej, w dziedzictwo narodowe naszej Ojczyzny. Tytułami tych książek są ich imiona i nazwiska.

Zofia Książek zmarła 21 lipca 2015 r., przeżywszy 107 lat. Po żałobnej Mszy Św. w Kościele Rozesłania św. Apostołów na cmentarz przy ul. Lwowskiej w Chełmie odprowadzały i żegnały Ją tłumy chełmian – władze i mieszkańcy Chełma oraz przybyli z Polski i świata Jej uczniowie i wychowankowie.

My wszyscy z Niej – tak Zofię Książek w ich imieniu, parafrazując słynną wypowiedź Zygmunta Krasińskiego, odnoszącą się do Adama Mickiewicza, żegnał Janusz Krzywicki (matura 1965), nauczyciel matematyki i wicedyrektor I Liceum Ogólnokształcącego im. Stefana Czarnieckiego, wiceprezydent Chełma (Patrz też: Janusz Krzywicki, My wszyscy z Niej. [w:] Księga pamiątkowa Czarniecczyków. Tom III. Chełm 2000, s. 210).

Odwołując się do wypowiedzi Zygmunta Krasińskiego, chciałbym dodać, że Pani Profesor Zofia Książek – Zosia była dla mego pokolenia i miodem, i mlekiem i żółcią i krwią duchową…

Zofia Książek – Honorowy Obywatel Miasta Chełm, legendarna nauczycielka języka polskiego I Liceum Ogólnokształcącego im. Stefana Czarnieckiego w Chełmie – dla wszystkich pokoleń Czarniecczyków, których uczyła i wychowywała – była, jest i pozostanie jak Mickiewiczowski Konrad, którego miłość nie na jednym spoczęła człowieku i obejmowała przeszłe i przyszłe pokolenia.

Poprzedni artykułOd zmierzchu do świtu. Rozdział III: „Srogi”
Następny artykułNiezwykła droga dr. Józefa Musioła – od pasterza poprzez podsekretarza stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości do  sędziego Sądu Najwyższego
Zbigniew Waldemar Okoń - pisarz, animator kultury, regionalista. Ukończył filologię polską na UMCS w Lublinie (1968) oraz 3-letnie studia podyplomowe na Uniwersytecie Warszawskim (1991). Dyrektor Zasadniczej Szkoły Zawodowej (1969-1974), wizytator Kuratorium Oświaty i Wychowania (1975), dyrektor Wojewódzkiego Domu Kultury w Chełmie (1975-1987), wicedyrektor d/s naukowych i konserwatorskich Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie (1987-1991), nauczyciel dyplomowany szkół chełmskich (1982-1989, 1991-2002). Od 2003 roku na emeryturze. Redaktor naczelny studenckiego, ogólnopolskiego, naukowego pisma „Językoznawca” (1965-1968), współzałożyciel i wiceprzewodniczący Studenckiej Grupy Literackiej „Kontrapunkty” w Lublinie (1965-1968). Współredaktor „Ziemi Chełmskiej” oraz wydawnictw poświęconych chełmskiemu szkolnictwu (1968-2005). Członek Grupy Literackiej „Pryzmaty” w Chełmie (1969-1990, przewodniczący 1983-1990), Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Chełmskiej (sekretarz Zarządu 1975-1987). Lubelskiego Oddziału Związku Literatów Polskich (1984-, wiceprezes Oddziału 2006-2010, przewodniczący Komisji Rewizyjnej Oddziału 2010-,). Debiutował w „Ziemi Chełmskiej” (1962). Autor 7 tomów poetyckich, 1 powieści, 11 monografii twórców i regionalistów chełmskich.

3 KOMENTARZE

  1. Zbyszku , dziękuję za wspomnienie o mnie , ale …… w 1959 roku (w kwietniu zmarł nasz ukochany Ojciec w wieku zaledwie 50 lat) maturę zdała moja Siostra Elżbieta Kluba, popularna „Żaba”. Najpierw skończyła fizykę na UMCS w Lubinie , potem studia doktoranckie na UW W-wa.Nominacja profesorska była wstrzymywana ze względu na moją działalność i otrzymała ją dopiero w wolnej Polsce. Piszę to bo wymieniasz profesorów, a prof.dr hab.Elżbieta Kałuszyńska nigdy, nigdzie nie jest wspominana. Była ulubienicą Zosi , ale także prof Stanisławskiej, stąd ta fizyka na UMCS. Pozdrawiam serdecznie – Barbara Szubert

  2. Dziękuję Zbigniewie za Twój ciepły artykuł o Pani Profesor z naszego Liceum. Była rzeczywiście przykładem wysokich standardów etycznych. Słusznie zwróciłeś uwagę na Jej patriotyczne nastawienie i przywiązanie do tradycji. Wiedzą o tym jej wychowankowie i uczniowie, widać to również w jej utworach poetyckich. Bo przecież wartości patriotyczne (nie mylić z nacjonalizmem) nadal są aktualne. Pozdrawiam serdecznie, Ryszard Lipczuk

Skomentuj KrzysioMisio Anuluj odpowiedź

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj