Orłu korona, narodowi reformy – wspomnienia posła na Sejm RP

0

W minionym 2014 roku przypadały rocznice kilku ważnych wydarzeń, które zapoczątkowały w Polsce w 1989 r. proces wychodzenia z tzw. realnego socjalizmu. Dwadzieścia pięć lat temu obradował okrągły stół, odbyły się wybory parlamentarne, powołano rząd Tadeusza Mazowieckiego, a Sejm uchwalił reformy Leszka Balcerowicza. Przeprowadzono też nowelizację Konstytucji przywracając orłu koronę i historyczną nazwę państwa polskiego.

Propozycja zmian w nazwie i symbolice narodowej wyszła ze Stronnictwa Demokratycznego, którego klub poselski 14 września 1989 r. złożył w tej sprawie do laski marszałkowskiej projekt ustawy. Ta inicjatywa ustawodawcza spotkała się z oporem Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, którego przewodniczący Bronisław Geremek włożył wiele wysiłku w przekonanie sejmowej reprezentacji SD do wycofania projektu. Nie kwestionowano zasadności tej inicjatywy, ale argumentowano, że jest przedwczesna. W tej sprawie odbywały się wspólne posiedzenia prezydiów klubów koalicyjnych. Porozumienia nie osiągnięto, a demokratów wsparł jednoznacznie klub PSL-Odrodzenie. Komisja Ustawodawcza pod przewodnictwem Hanny Suchockiej (byłego członka SD), przygotowując projekt nowelizacji Ustawy Zasadniczej pominęła kwestię korony dla orła uzasadniając, że można to zrobić zwykłą ustawą. W debacie sejmowej w imieniu klubu poselskiego Stronnictwa głos zabrał jego wiceprzewodniczący Andrzej Bondarewski, a wspierali jego argumentację klubowi posłowie: Anna Dynowska, Tadeusz Bień, Kazimierz Ujazdowski i Jan Świtka, który powiedział: „projekt przywrócenia orła w koronie jest uzasadniony z punktu widzenia narodowego, jak też psychiczno-moralnego, a także politycznego.” Chcąc zdyskredytować klub SD rozpowszechniano plotkę, że jego posłowie nie są jednomyślni i trzeba było wprowadzać dyscyplinę partyjną w głosowaniu. Tę informacje zdementował z sejmowej mównicy Tadeusz Bień.

W dyskusji plenarnej, Jan Maria Rokita występując w imieniu Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego argumentował, że nakładanie orłu korony jest przedwczesne gdyż „nie odzwierciedla ona jeszcze w pełni polskiej rzeczywistości”. Korona jest symbolem suwerenności państwa – mówił Rokita – i narodu, a tak jeszcze nie jest. Posłowie „Solidarności” poprą tę zmianę, ale bez przekonania – powiedział poseł Rokita. Następnie wymienił począwszy od „Solidarności” aż do rządu londyńskiego – organizacje, które mają moralne uprawnienia przywrócenia godła z koronowanym orłem. Tego prawa odmówił siłom politycznym działającym w minionym czterdziestoleciu. Taka postawa i argumentacja spotkała się ze zdecydowanym odporem wielu posłów. Komisja Ustawodawcza po wysłuchaniu dyskusji plenarnej i zdecydowanego stanowiska klubu poselskiego SD, do głosowania przedstawiła poszerzony projekt nowelizacji konstytucji. W trybie ekspresowym przygotowała go Kancelaria Sejmu. Wykreślono preambułę, pierwszy i drugi rozdział i oczyszczono Ustawę Zasadniczą z innych atrybutów socjalizmu. W wersji z orłem w koronie poddano projekt pod głosowanie. Za było 374 posłów, przeciw 1, wstrzymało się 11.

Marsz w nieznane              

Najwięcej czasu w sejmowym maratonie u schyłku 1989 r. zajęło procedowanie i uchwalanie 11 ustaw zaproponowanych w imieniu rządu przez wicepremiera Leszka Balcerowicza. Były to ustawy o charakterze ustrojowym wprowadzające drakońskie zasady obliczone na szybkie wprowadzenie gospodarki rynkowej. Dopuszczały upadłość przedsiębiorstw państwowych, stwarzały podstawy prawne dla inwestycji zagranicznych, wprowadzały nowe zasady stosunków pracy. Przedstawiając 17 grudnia w Sejmie wspomniane ustawy, Leszek Balcerowicz uzasadniał je katastrofalnym stanem polskiej gospodarki, którą mogą uratować tylko takie chirurgiczne cięcia. Zdaniem rządu była to najszybsza i jedyna droga do urynkowienia gospodarki i wyjścia z zapaści gospodarczej. Należy podkreślić, że program powstał w ekspresowym tempie i w takim był uchwalany. Komisja Ustawodawcza pracowała praktycznie bez przerwy, ale i tak było zbyt mało czasu na analizę społecznych skutków tego historycznego przedsięwzięcia. Dla większości parlamentarzystów takie koncepcje gospodarcze, były nowością, nie byli oni merytorycznie przygotowani do ich fachowej analizy. Dano wiarę autorom programu transformacji, że pogorszenie sytuacji materialnej będzie chwilowe, a jej pozytywne efekty widoczne po 3-4 latach. Przyjęta przez Sejm szybka ścieżka legislacyjna uniemożliwiała skorzystanie z pomocy ekspertów gospodarczych, bądź przeprowadzenie jakiejkolwiek debaty. Należy podkreślić, że pozytywna atmosfera wokół rządu Tadeusza Mazowieckiego nie sprzyjała krytyce, czy też zgłaszaniu kontrpropozycji. Posłowie mieli szereg wątpliwości, które znalazły wyraz w bogactwie pytań kierowanych do Leszka Balcerowicza (nie było debaty, tylko pytania). Obawy o skutki reform wyrażał klub poselski Stronnictwa Demokratycznego w imieniu którego 11 pytań postawił Tadeusz Bień. Posłowie Stronnictwa chcieli m.in. wiedzieć, „czy w warunkach znacznie zwiększonych różnorodnych obciążeń gospodarki nieuspołecznionej i rzemiosła, nie zachodzi obawa ograniczenia ich działalności, a zatem i wpływów do budżetów terenowych”. Posłowie Stronnictwa obawiali się o los polskiego dotychczasowego sektora prywatnego. Wyrażali pogląd, że ta gałąź gospodarki może odegrać istotną rolę w jej urynkowieniu. Odpowiedzi na stawiane pytania udzielali wicepremierzy i niektórzy ministrowie. 28 grudnia uchwalono 11 ustaw, które przeszły do historii jako plan Balcerowicza, Senat nie wniósł żadnych poprawek, a 31 grudnia 1989 r. prezydent Wojciech Jaruzelski je podpisał.

Z perspektywy 25 lat i sytuacji społeczno-gospodarczej Polski, rodzi się pytanie czy nie było innej filozofii transformacji i alternatywy, nie tak brzemiennej w społeczne skutki. Oczywiście była, ale nikt jej wówczas nie przedstawił. Można było skorzystać ze szwedzkich wzorów budowania kapitalizmu. Polska wybrała drogę proponowaną przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. De facto o wprowadzaniu takiego modelu zadecydowała osoba wicepremiera, czyli Leszka Balcerowicza powiązanego z tą międzynarodową instytucją. Rafał Woś w „Dzienniku Gazeta Prawna” w artykule „Bezdroża transformacji”(2-4 stycznia 2015 r.) pisze, że w Obywatelskim Klubie Parlamentarnym była antybalcerowiczowska grupa ok. 30 parlamentarzystów, do której należeli m.in., Karol Modzelewski, Ryszard Bugaj, Aleksander Małachowski. R. Woś operuje nazwą Grupa Obrony Interesów Pracowniczych. Ci posłowie i senatorowie nie mogli pogodzić się, że jako ludzie „Solidarności” reprezentujący pracobiorców mają akceptować tę szokową terapię, która wpędzała w biedę tysiące ludzi zatrudnionych w państwowych zakładach pracy. Karol Modzelewski ustawy te poddał w Senacie krytyce, ale nie znalazł zrozumienia. W Sejmie Komisja Budżetowa, której przewodniczył Ryszard Bugaj przyjęła uchwałę krytyczną wobec planu Balcerowicza, ale została jedynie przyjęta przez rząd do wiadomości. Obawy o społeczne skutki terapii szokowej nieśmiało wyrażał Lech Wałęsa, prezydent Wojciech Jaruzelski (jego wątpliwości rozwiewał w bezpośredniej rozmowie Leszek Balcerowicz). Tadeusz Mazowiecki, kiedy zobaczył, jaką biedę przyniosły te reformy dla znacznej części społeczeństwa powiedział, że gdyby przewidział ich skutki to głęboko zastanowiłby się nad ich wprowadzeniem. Byłego premiera, chrześcijańskiego socjalistę szokowała skala bezrobocia i polskiej biedy.

W wyniku transformacji zbudowano liberalną gospodarkę rynkową, kraj rozwija się w miarę stabilnie, ale zaniedbano sferę społeczną. Nastąpiło znaczne rozwarstwienie społeczeństwa. Niezmiennie utrzymuje się wysokie bezrobocie, powiększa się liczba wykluczonych, młodzi Polacy masowo emigrują nie widząc perspektyw dla siebie w kraju swojego urodzenia. Spada liczba urodzonych dzieci, w miastach zmniejsza się liczba mieszkańców (np. Legnica przestała być miastem stutysięcznym). Zbyt wielu Polaków żyje poniżej, albo na granicy minimum socjalnego, a cierpią na tym dzieci. Z tymi negatywnymi zjawiskami, na dobrą sprawę, żaden z kolejnych rządów na przestrzeni minionego ćwierćwiecza nie próbował sobie poradzić. Leszek Balcerowicz był także wicepremierem w rządach: Krzysztofa Bieleckiego i Jerzego Buzka i pilnował, aby nie było żadnej istotnej korekty w jego planie. Także rząd Sojuszu Lewicy Demokratycznej, który zapomniał o sprawach socjalnych. Doprowadził nawet do uchwalenia ustawy opracowanej w resorcie Barbary Blidy umożliwiającej eksmisję na bruk. Jesteśmy świadkami sprzedaży kamienic wraz z lokatorami, o los których nikt się nie martwi. Obecne konflikty wokół służby zdrowia oraz górnictwa są następstwem zaniedbań kolejnych ekip rządzących, pozbawionych wrażliwości społecznej. Plan Balcerowicza ma nadal wielu apologetów. Ubiegły rok rocznicowy obchodzony był w atmosferze wielkiego sukcesu zapoczątkowanego transformacją w 1989 r. Nieliczne głosy wskazujące na minusy transformacji ginęły w medialnym szumie gloryfikatorów planu Balcerowicza.

Poprzedni artykułPraca dziennikarska, Manama, Dubaj, Ras al-Chajma 01-02.2015
Następny artykułPraca dziennikarska, Sułtanat Omanu 01.2015
Lesław Lech
Lesław Lech jest przewodniczącym ruchu politycznego Zjednoczenie Demokratyczne. W przeszłości był również wiceprzewodniczącym Stronnictwa Demokratycznego, członkiem władz naczelnych i wojewódzkich, wiceprzewodniczącym Wojewódzkiej Rady Narodowej we Wrocławiu (1984-1990) oraz przewodniczącym Wojewódzkiego Komitetu Narodowego Funduszu Ochrony Zdrowia (1991-1996). W 1989 roku został wybrany do Sejmu kontraktowego, w którym pracował w komisjach: Spraw Zagranicznych, Mniejszości Narodowych oraz Komisji Konstytucyjnej. Należał do sejmowej grupy polskich obserwatorów, którzy śledzili i oceniali przebieg wyborów parlamentarnych w innych krajach. Był przewodniczącym klubu poselskiego SD (1990-1991). Współpracował w latach 80-tych z “Kurierem Polskim” oraz “Rzemieślnikiem”. W latach 2000-2002 współpracował z “Gazetą Południową”. Jest autorem opracowań historycznych dotyczących Stronnictwa, m.in.: “Związek Młodzieży Demokratycznej w latach 1945-1948”, ”Społeczno-polityczna działalność profesora Stanisława Kulczyńskiego”, “Wybrane koncepcje ustrojowe Klubów Demokratycznych i Stronnictwa Demokratycznego w latach 1937-2004”. Z wykształcenia jest magistrem historii UWr.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here