Octave Mirbeau – bezkompromisowy krytyk religii

0
563

Sto lat temu zmarł Octave Mirbeau (1884-1917), francuski pisarz, dramaturg, krytyk sztuki, dziennikarz bliski awangardzie i anarchizmowi. Ten materialista i wolnomyśliciel przez całe swoje życie walczył z Kościołem katolickim, który uważał za najgroźniejszą dla ludzkości organizację.

Ona bowiem swoim nauczaniem lub, jakby to powiedział autor Ogrodu udręczeń, „wyrachowanym praniem mózgów”, miała niszczyć w zarodku wszelaką myśl indywidualną i stanowić odwieczną tamę dla rozwoju społeczeństw demokratycznych. Instytucja ta, zdaniem bezkompromisowego ironisty, była tym bardziej niebezpieczna, że swoimi mackami ogarniała cały świat i dysponowała poważnymi środkami finansowymi, pomagającymi jej realizować swoje przedsięwzięcia. Na przełomie XIX i XX wieku pisarz nawoływał więc w swoich artykułach do wykorzenienia trucizny, jaką rozprzestrzeniały od wieków wszelkie religie (katolicyzm miał wieść w tym prym), do odrzucenia „moralności” lansowanej przez księży, która tak naprawdę godziła w ludzką naturę. Ten obrońca Dreyfusa przypuszcza atak na (od)święt(n)e wartości, obnażając ukrywane oblicze ludzi Kościoła, które już ze świętością niewiele miało wspólnego.

Podobnie jak Voltaire, także Mirbeau potępiał Kościół przywołując jego niegdysiejsze okrucieństwa, jakich dokonywał rękami fanatycznych wyznawców w imię Boga. Wiele razy wypominał wyszukane tortury, masakry i palenie na stosach, jakich dopuszczali się krzewiciele jedynie słusznej wiary, przekonani, że niosą poganom boskie wyzwolenie – bogobojna postawa wręcz nakazywała im bezprzykładną bezwzględność. Na łamach licznych periodyków uparcie przypominał historyczne i jemu współczesne „zasługi” na rzecz instytucji, którą chętnie porównywał do „nienasyconej ośmiornicy„, np. wyprawy krzyżowe, krucjaty przeciw albigensom, ludobójstwo Indian, wojny religijne, Inkwizycję, czy chociażby krwawy podział Afryki między kolonizatorami zachodniego chrześcijaństwa, których „heroiczne czyny” zostały pobłogosławione tak przez katolickiego proboszcza, jak i protestanckiego pastora. „Bóg miłości”, jak go pokazywali chrześcijanie, był tak naprawdę, zdaniem pisarza, „wszechmocnym i maniakalnym bandytą”, który musiał znajdować niezrozumiałą przyjemność w „zadawaniu cierpienia i śmierci” człowiekowi (Kolonizujmy, „Le Journal”, 1892).

Mirbeau należał również do tych krytyków religii, dla których była ona po prostu „opium dla ludu”. Ogłupianiem całych mas ludzkich zajmowali się ochoczo zazwyczaj mierni, ale ambitni i pozbawieni skrupułów szalbierze, którym zależało jedynie na zachowaniu bogactw i władzy – żądali urzędów, a przede wszystkim szacunku za wykonywaną pracę. Idąc za radą markiza de Sade’a, Francuz ośmiesza fanatyków i, by użyć słów literata, różnych „łobuzów” żerujących na głupocie, ignorancji i naiwności ludzi, w których wzbudzano irracjonalne poczucie winy, którym wmawiano tyleż śmieszne, co przerażające niedorzeczności, sprzedawano wiarę na ołtarzu, „a wodę z cudownych źródeł w butelkach” (Interes ponad wszystko, 1903). Pisarz szydzi przy tym bezlitośnie z wszelakich przesądów, pomagających utrzymać „nieokrzesanych” w iście religijnym posłuszeństwie, w które mogli wierzyć, jak sądził, tylko „pacjenci szpitali psychiatrycznych”, kpi z „błazenady, jaką jest religia” organizująca ku uciesze gawiedzi okolicznościowe ceremonie teatralne. Nie tylko w swoich polemicznych pismach, lecz także w utworach literackich, Mirbeau nie waha się przedstawiać na przykład wiejskich księży, manipulujących swoimi owieczkami i straszących ich przerażającymi obrazami piekła, by tylko wyciągnąć od biedaków ostatnie oszczędności. Naigrawa się również, nie zawsze w wybredny sposób, z chrześcijańskiej dobroczynności, która miała zastąpić sprawiedliwość społeczną, a która w rzeczywistości była odrażającym choć intratnym interesem (Ognisko, 1908).

Przywołane ataki na Kościół katolicki wywodziły się jeszcze z okresu Oświecenia i nie były niczym nowym, ale Mirbeau nie bał się nawet poruszyć tematu tabu, jakim w tym czasie było (i wciąż jest) wykorzystywanie seksualne nieletnich obu płci przez służących Bogu. Ci ostatni, niepomni nauk Chrystusa, często je „naginali” dla własnych, partykularnych potrzeb. Piętnował więc nie tylko przemoc psychiczną, jakiej dopuszczali się duchowni na nastoletnich „niewinnych duszach”, ale również ganił, nie bez obrzydzenia, ich silnie nasycone cielesnym pożądaniem zapędy względem bezbronnych. Pisarz przestrzegał przed powierzaniem dzieci kapłanom, którzy w kolegiach religijnych, zakonach czy seminariach nadużywali swej władzy, zmuszając swych podopiecznych do cielesnych zbliżeń. Powieść Sebastian (Sébastien Roch – 1890), która jest poniekąd autobiograficzna, stanowi w tym kontekście próbę poruszenia surowo zakazanej problematyki, przedstawia ona bowiem historię tytułowego młodzieńca uwiedzionego i zgwałconego przez „poczciwego jezuitę”. Także w komedii Ognisko mistrz pióra opisuje trudną sytuację młodych dziewcząt, które żyjąc w przybytku uchodzącym w powszechnym przeświadczeniu społecznym za moralne schronienie, będą regularnie zmuszane do uprawiania seksu ze swoimi „moralnymi opiekunami”.

Do ostatnich chwil życia Mirbeau smagał swym bezpardonowym piórem wychowanie katolickie, mające na celu zarażanie „bogobojnym lękiem”, wpajanie dzieciom „wątpliwej moralności” i „wiedzy podszytej zabobonami”, wychowanie przygotowujące w ten sposób kolejne zastępy wyznawców, którzy już jako dorośli o „wytresowanych umysłach” mogli z powodzeniem indoktrynować kolejne pokolenia. Katolickie szkolnictwo przypominało wolnomyślicielowi swoisty cyrk, w którym torturuje się i wynaturza normalne dzieci po to, by zrobić z nich w przyszłości „krwiopijne potwory”. Pisarz marzy więc o edukacji laickiej wyzbytej z przesądów, urojonych lęków i innych „duchowych mrzonek”, pragnie szkoły kształcącej wolne i świadome jednostki, bo tylko takie mogą zbudować prawdziwe społeczeństwo demokratyczne. Choć mija już sto lat od śmierci twórcy Złych pasterzy, to jego krytyka jest wciąż aktualna.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułKapelusze – ich rodzaje oraz dobór do kształtu twarzy
Następny artykułLumberseksualny, metroseksualny?
Tomasz Kaczmarek
Prof. Tomasz Kaczmarek – dramatopisarz, dr hab. prof. UŁ w Instytucie Romanistyki, dr nauk humanistycznych Paryża IV (Sorbona). Jego zainteresowania naukowe obejmują przede wszystkim literaturę francuską i włoską XX wieku, a w tym obszarze zwłaszcza dramat i awangardę teatralną w Europie pierwszej połowy XX wieku. Jest autorem kilku monografii. W 2002 roku został laureatem I Ogólnopolskiego Konkursu na Polską Sztukę Współczesną. Jego dramat Matka cierpiąca przeszła w Laboratorium Dramatu próbę czytania reżyserskiego i aktorskiego, prezentowana była podczas pierwszego Przeglądu LD (w reżyserii Jarosława Tumidajskiego), a następnie weszła do repertuaru teatru (w reżyserii Eweliny Pietrowiak). W Laboratorium Dramatu odbyły się także czytania aktorskie dwóch innych sztuk autora. W 2008 roku nagrodzona została sztuka Peregrynacje Pani Plucik w Konkursie Forum Współczesnego Dramatu "Lustro. Obraz. Iluzja". W 2015 ukazał się Traum, jego debiut powieściopisarski. Prof. Tomasz Kaczmarek prowadzi zajęcia z zakresu historii literatury francuskiej XIX i XX wieku oraz praktycznej nauki języka francuskiego i włoskiego.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here