O ludziach, którym wiele zawdzięczam. Autobiografia Karola Czejarka, cz. XXVIII

3
"Kwiat pamięci" namalowany przez Natalię Stelmaszczyk

Zostali wybrani z wielu, jako pozostający nieustannie w mojej wdzięcznej pamięci.

– Państwo Stanisław i Helena Polakowie; zastąpili mi rodzinę, gdy moja Matka i młodsza siostra wyjechały do Niemiec.

– Franciszek Welter, przyjaciel mojego śp. Ojca; zadbał po Jego śmierci, abym zdobył wyższe wykształcenie i poszedł ich śladem zawodowym.

– Tadeusz Kaczmarek, wiceminister kultury, w roku 1973 sprawił, że mogłem z żoną przenieść się ze Szczecina do Warszawy i kontynuować pracę w zawodzie księgarza.

Podziękuję też

Wiesławowi Rogowskiemu – dziennikarzowi i pisarzowi, którego poznałem jeszcze w Szczecinie, dokąd przybył z Bydgoszczy, gdzie pełnił, m.in. funkcje, które i mnie przypadły w udziale w szczecińskim ruchu społeczno-kulturalnym i w administracji kultury.

Słowa wdzięczności skieruję również do:

prof. dr hab. Huberta Orłowskiego – członka rzeczywistego PAN, trzykrotnego doktora „honoris causa” (Uniwersytetu Opolskiego, Uniwersytetu Warmińsko – Mazurskiego i Uniwersytetu Wrocławskiego)…                                                                                                           …i do swoich (nieżyjących już od dawna) teściów,

Józefa i Jadwigi Bartosiaków, którzy od pierwszego dnia mojego wejścia do ich rodziny, „bez pytań” zaakceptowali moją miłość z Magdą (która trwa już 55 lat).

Poparcie dla naszego związku uzyskaliśmy też od początku ze strony rodzeństwa Magdy, a szczególnie Jej najmłodszej siostry – Elżbiety, (a po zamążpójściu, także od Jej męża Mirosława Górnego), która wraz z Karolem Koczym była świadkiem na naszym ślubie w 1974r. Stąd moje podziękowanie obejmie też    

– Doc. dr. Karola Koczego, który przybył do Szczecina z nakazem pracy i pozostał w nim na stałe, przyczyniając się m.in. do utworzenia na Uniwersytecie Szczecińskim „germanistyki”, która liczy się dziś nie tylko w Polsce, ale też daleko poza jej granicami.

(I nie wiem, czy to przypadek, czy tylko zrządzenie losu, że Karol Koczy spoczywa dziś na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie zaledwie kilka grobów od mojego śp. Ojca?).

Ludzi, którym „wiele zawdzięczam” w swoim życiu – było oczywiście dużo więcej, m.in. prof. Elżbieta Zawadzka, prof. Tadeusz Namowicz, prof. Anna Duszak, prof. Tomasz G. Pszczółkowski, prof. Adam Koseski, dr Henryk Wasiak z małżonką, Zdzisław Piasecki. A wcześniej, w Szczecinie, m.in. Józef Kański, Erazm Kuźma, Janusz Sułkowski, Henryk Malicki, Roman Łyczywek, Marian Łempicki, Henryk Huber, Władysław Daniszewski.

Do tego grona (razem z żoną)  zaliczamy też grono naszych wspaniałych przyjaciół poznanych już w Warszawie, m.in. Danutę i Tolka Oleksiewiczów, Wandę i Jana Bogutynów, Krystynę i Witolda Kierebińskich, Izę i Jana Chruślińskiego, Halinę i Zbigniewa Okoniów, Szymona i Wiesławę Koprowskich, Elżbietę i Tadeusza Gadzinów, Urszulę Plewkę-Szmidt (z mężem), państwa Muszyńskich, Wawrzyniaków, oraz Lewandowskich Serocka, a nadto m.in. Henryka Mąkę, Andrzeja Fogtta, Henryka Albina Tomaszewskiego, Bronisławę Wilimowską, Kinię Mieszkowską – Dalecką, Marię Wollenberg – Kluzę (z mężem), Zbigniewa Lengrena, Eryka Lipińskiego (z żoną Maruszką), Barbarę Przybyłowską, Zofię Rybicką, Andrzeja Kreutz-Majewskiego, Wojciecha Pykosza i jego mamę, Pawła Rogalińskiego i wielu, wielu jeszcze innych – w tym i w Niemczech:

„Wieczną pamięcią” darzę swoją Mamę (Marię Dierks) i siostrę z Jej mężem – Anię i Helmuta Müllerów, pozostając nadal w kontakcie z Brigidą Gwosdz (jej wspaniały mąż – Bernard, a mój cioteczny brat –  od 10 lat już nie żyje).

Do grona wypróbowanych przjaciól zaliczam też: Iwonę Roszkowską i jej męża Romana, księdza Josefa Krögera, Axela Schmidta von Gödelitz i rodzinę Hohmannów z Paderborn…

Na tym zaprzestanę, gdyż wymienianie wszystkich, zajęłoby zbyt dużo miejsca.

Dodam jednak do tej LISTY jeszcze swoich lekarzy, którzy dotąd dbali (i nadal dbają) o moje zdrowie, jak dr Ałła Graban, dr Jacek Kuśnierz, dr Tadeusz Mendel, dr Piotr Orzeszko (mój obecny lekarz rodzinny), dr Jacek Pachlewski oraz dr Anna Wiączek…

Dzięki nim mogę dziś powiedzieć (a mam 83 lata), że  jestem zadowolony z tego, co udało mi się dotąd w życiu zrobić,  i że mam nadal cudowną żonę, dzieci i wnuczęta.  

Dumni jesteśmy z żoną, że „nasi rodzinni następcy” z powagą traktowali zawsze naukę, w tym i uczenie się języków obcych (co w dzisiejszym świecie jest bardzo ważne). No i, że… od najmłodszych lat interesowali się „kulturą i sztuką”, malują, ładnie piszą, a dwoje z nich nawet śpiewa w chórze Teatru Wielkiego – Opery Narodowej!

Teraz uzupełnię kilkoma zdaniami o każdym z moich wybranych na początku bohaterów, uzasadniając ich wybór:

Helena i Stanisław Polakowie zapewnili mi przez kilka lat, po wyjeździe mamy i siostry do Niemiec, pokój w swoim mieszkaniu przy ul. Jana Styki w Szczecinie (które otrzymali w zamian za opuszczenie przez nich tego, które zajmowałem po moich rodzicach przy ul. Okrzei). Dzięki nim miałem zapewniony „dach nad głową”, tym przytulniejszy dla mnie, ponieważ byli naprawdę wspaniałymi ludźmi. Do mojej pełnoletności traktowali mnie, jak własnego syna.

Pan Stanisław, odkąd pamiętam, zawsze prowadził sklep mięsny, a p. Helena była w nim ekspedientką. I tak moje życie toczyło się wśród nich, aż do mego pójścia „do wojska” (w 1959r.), dla odbycia – obowiązkowej wtedy – zasadniczej służby wojskowej.

Państwo Polakowie  (razem ze swymi dziećmi i całą rodziną) byli moimi najwierniejszymi kibicami; zawsze obecni na wszystkich wyścigach, w których startowałem, a  ich syn – Tadeusz – został nawet później kolarzem.

Podobnie jak Państwo Franciszek i Jadwiga Welterowie, u których zostawałem, gdy – za życia jeszcze Ojca – rodzice czasami wyjeżdżali na krótkie urlopy ze Szczecina.

Pan Welter był znakomitym germanistą, i – odkąd pamiętam – wielkim przyjacielem mojego ojca i to od czasów, gdy razem pracowali po wojnie w Polskiej Misji Wojskowej w Berlinie. Też razem z nami Welterowie wrócili do Polski i jak my – osiedlili się w Szczecinie.

Panu Welterowi zawdzięczam wiele, zwłaszcza w trudnym dla mnie czasie po śmierci ojca. Przez wiele lat był kierownikiem Studiów Języków Obcych w Wyższej Szkole Handlowej (przekształconej potem w Politechnikę Szczecińską). Pilnował mojej nauki, dzięki czemu zdałem egzaminy wstępne na Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu, o co wtedy z moim życiorysem (dziecka repatrianta z Berlina i matki Niemki) nie było w tamtych latach łatwo. 

W kierowanym przez niego Studium, także uczyłem (po ukończeniu studiów) języka niemieckiego, do czasu wybrania mnie na II Sejmiku Miłośników Ziemi Szczecińskiej – na sekretarza prezydium i Rady Szczecińskiego Towarzystwa Kultury.

U pana Weltera – jeszcze przed studiami – pogłębiałem swoją znajomość gramatyki oraz  historii literatury niemieckiego obszaru językowego. A po niespodziewanej śmierci mego ojca, wspomagał on moją mamę finansowo w utrzymaniu naszej rodziny.

Przez wiele lat nasze rodziny spędzały ze sobą wszystkie święta, urodziny i imieniny.

Do dziś brzmią w moich uszach śpiewane przez nich pieśni, od …”Roty”, do …śląskiej „Karolinki”. Łezka kręci się w oku, gdy wspominam tamte chwile: tata grał na pianinie, a „wujek” Franek na akordeonie. Bywało, że jego akordeon zamieniał się w… organy. Wtedy ojciec grał „na klawiszach”, a wujek Franek – klęcząc – rozciągał instrument i przyciskał guziki instrumentu z przeciwnej strony klawiatury. Takie wspomnienia …sprzed 70 lat.

Dzięki Welterowi poznałem Karola Koczego ( – do dziś – swego najlepszego przyjaciela). To on po śmierci „wujka” został kierownikiem jego Studium Języków Obcych.

A teraz kilka zdań o…

Tadeuszu Kaczmarku, który miał odwagę podać mi rękę w najtrudniejszej dla mnie życiowej chwili. Kiedy zostałem pozbawiony pracy w Szczecinie, zapewnił mi jej kontynuowanie w Warszawie – w Centralnej „Składnicy Księgarskiej”.

Gdy Tadeusz Kaczmarek był już na emeryturze , spotykałem się z Nim przez wiele lat (przynajmniej raz w tygodniu) odwiedzając go z żoną lub sam w Domu Seniora PAN w Konstancinie pod Warszawą, w którym mieszkał do końca swego życia.

Podczas tych spotkań Tadeusz (bo byliśmy po imieniu) zapytał mnie kiedyś o ocenę ministrów kultury (a było ich sporo, którzy przewinęli się przez nasze życie); ja zdecydowanie opowiedziałem się za Lucjanem Motyką, choć bardzo ceniłem współpracę  z min. Aleksandrem Krawczukiem, on najbardziej cenił Józefa Tejchmę. Ale min. Motyka był tym, który wsparł nasze „szczecińskie” działania, kiedy powstawało Szczecińskie Towarzystwo Kultury. (Przyjechał wtedy do Szczecina i zapewnił finanse z budżetu centralnego, m.in. na odbudowę Zamku Książąt Pomorskich, zmodernizowanie szczecińskich teatrów, a także na działania na rzecz rozwoju szczecińskiego środowiska twórczego: pisarzy, artystów plastyków, muzyków i… społecznego ruchu kulturalnego).

Ze wspomnianym min. Tejchmą, miałem m.in. takie przyjemne zdarzenie, gdy potrzebowałem od niego podpisu pod wnioskiem do ówczesnego premiera Rakowskiego, w sprawie przekazania Zamku Ujazdowskiego na Centrum Sztuki Współczesnej. Zapytał mnie nagle …”a w białym domu wszystko uzgodnione?”. Przytaknąłem, co nie do końca było prawdą. Pismo podpisał, i tak doszło do powstania, wspaniałego do dziś CSW w Zamku Ujazdowskim!

A wracając jeszcze do min Kaczmarka… był człowiekiem niezwykle konkretnym, uczciwym,  kochał sztukę, artystów, znał się na „książce”, będąc wcześniej przez wiele lat wydawcą, redaktorem, a nawet tłumaczem książek z j. rosyjskiego.

Miał w swoim życiu też epizod „niemiecki”, był bowiem w latach okupacji robotnikiem przymusowym w Niemczech – a mimo to – w swoich działaniach zawsze popierał potrzebę współpracy zarówno z Niemcami, jak i z Rosjanami.

Dzięki niemu poznałem wielu wspaniałych artystów, m.in. Tadeusza Kulisiewicza, Janusza Kaczmarskiego, Eryka Lipińskiego, Gustawa Zemłę, Mariana Sztukę, Andrzeja Strumiłłę, także muzealników – Stanisława Lorentza, dyr. PSP Jana Soytę, szefa CBWA Mieczysława Ptaśnika czy Józefa Zbigniewa Polaka, dyr. Gen. PKZ-tów (autora projektu m.in. Pomnika Powstania Warszawskiego oraz „Ściany Wschodniej w Warszawie).

Min. Tadeusz Kaczmarek był mi człowiekiem bliskim jako znawca księgarstwa i zawsze popierający jego rozwój  jako branżę kultury, a nie handlu.  Obronił nawet swego czasu księgarnie „Domu Książki” przed ich połączeniem z „Ruchem”, choć dziś książki sprzedaje się także w dużych marketach, a ich sprzedaż w kioskach „Ruchu” przeszła obecnie (co chwalę) do sprawnie działających „empików”.

Z wielkim szacunkiem często wspominam Wiesława Rogowskiego, świetnego – w mojej ocenie – dziennikarza i pisarza! Gdy po przyjeździe ze Szczecina zamieszkałem z żoną w Warszawie, zaprosił mnie do redakcji „Głosu Pracy” i zaproponował współpracę. Skorzystałem z niej, pisząc potem w pismach nie tylko w tych, którymi kierował.

Poznaliśmy się  (i zaprzyjaźnili) jeszcze w Szczecinie, gdzie był naczelnym m.in. Głosu Szczecińskiego. Od pierwszego dnia przybycia do Szczecina, aktywnie włączył się w działalność społeczno-kulturalną.  

Jego inicjatywie Szczecin zawdzięcza m.in. Zjazdy Pisarzy Ziem Zachodnich i Północnych, jak i dni książki i prasy organizowane z wielkim rozmachem nie tylko w maju, ale także jesienią każdego roku w regionie nadmorskim – Świnoujściu, Międzyzdrojach, Wolinie, ale i w innych  miastach powiatowych – Stargardzie, Pyrzycach, Myśliborzu, Choszcznie pod nazwą – „Dni Szczecińskiej Książki”.   

Ale nade wszystko był pisarzem, z którego dorobku wiele utworów do dziś tkwi w mojej pamięci, przede wszystkim Jego powieść „Awaria”. (W której przewidział załamanie się sytemu politycznego, który w Polsce trwał do symbolicznego roku 1990, kiedy to ruch „Solidarności” obalił niechcianą władzę i panujący wówczas system gospodarowania)!

Zbliżyła nas także do siebie problematyka, jaką poruszał  w swojej twórczości: ukazanie losu Żydów, Polaków i Niemców uwikłanych w tragiczne wydarzenia II wojny światowej. (Dość przypomnieć jego powieści: „Kamienny bruk”, „Noc”, „ Spotkania na skraju cienia”).

Zabłysnął też Wiesław Rogowski ciekawymi słuchowiskami radiowymi i kilkoma sztukami teatralnymi, z których np. Teatr PR nadał ciekawe słuchowisko „Tariki”, a Teatr w Olsztynie wystawił sztukę „Człowiek, który umarł młodo”.

Jest też autorem książki „Zapomniana przyjaźń Boya”, opracowanej na podstawie korespondencji Boya z pisarzem ludowym (za jakiego też się uważał) Jakubem Wojciechowskim z Barcina.

Dodam do tego wszystkiego, że spotykaliśmy się nie tylko na gruncie współpracy zawodowej, ale i prywatnym, tym chętniej, iż moja żona, uczyła (jeszcze w Szczecinie) w szkole podstawowej… syna Państwa Rogowskich – Wojtka, który dziś jest znanym w Warszawie, wspaniałym lekarzem urologiem.

Nie zapomnimy Cię Wiesławie, jak i Twojej Małżonki – Wandy, która też w międzyczasie dołączyła do grona osób, o których mówi się już tylko w czasie przeszłym.

 

Stąd cieszy mnie fakt, że z prof. dr hab.

Hubertem Orłowskim mogę nadal pozostawać w odnowionym kontakcie po dość długiej przerwie. W każdym razie znowu mejlujemy do siebie, wymieniając nasze zdania na różne bieżące sprawy. On m.in. bardzo chwali pisaną przeze mnie obecną autobiografię, a nawet przyznał któregoś dnia, że dowiaduje się z niej o wielu szczegółach, których wcześniej nie znał. A ja oddaję mu cześć za to, że dzięki naszej długoletniej przyjaźni (praktycznie od moich lat „studenckich” – 1963/1969), tak wiele się  od niego się nauczyłem. Przede wszystkim zamiłowanie do „nauki”, badań (m.in. Kirsta, Anny Seghers), jak i podjęcia się wielu tłumaczeń literackich. I gdyby nie okoliczności, związane z moimi awansami zawodowymi (w służbie polskiej kultury), na pewno poszedłbym wyłącznie wskazaną przez Huberta Orłowskiego drogą. Na którą zresztą, po odejściu z pracy w MKiS, chętnie wróciłem!

Połączył nas nie tylko Tomasz Mann (którego Hubert Orłowski jest niedoścignionym znawcą), ale i Georg Heym, a przede wszystkim współczesna literatura „wojenna” NRD, Kurt Tucholsky i niemiecka literatura „Na emigracji”.

Dzięki Tobie – szanowny Kubo – już w latach moich studiów, nawiązałem owocne kontakty także wieloma innymi wówczas znanymi germanistami, jak m.in profesorami: Janem Choderą, Stefanem Kubicą i Andrzejem Bzdęgą, a w latach późniejszych – także z prof. Norbertem Honszą, prof. Franciszkiem Gruczą, prof. Janem Czochralskim, prof. Tadeuszem Namowiczem czy prof. Zbigniewem Światłowskim.

I cieszę się, że do grona swoich przyjaciół zaliczyła mnie też Twoja żona – zmarła przedwcześnie – Halinka.

W każdym razie, sumując swoje życie, nie da się w nim pominąć Ciebie, naszych spotkań (także „warszawskich”, w naszym mieszkaniach na Chmielnej, Oskara Lange i Puławskiej), a nie tylko na konferencjach i seminariach naukowych.

Dzięki Ci za wszystko. Pozostaniesz na zawsze w mojej wdzięcznej pamięci (i mojej żony. Jak wiesz – po Tobie nasz syn ma na imię Hubert).

Wciąż budzisz nasz podziw dla swoich dokonań naukowych, licznych książek i za pełnione w życiu funkcje w szkolnictwie wyższym! Wystarczy Twoje imię i nazwisko wystukać w Internecie, a jak „na dłoni” ukaże się wszystko, czego w swoim pracowitym życiu dokonałeś i co na zawsze pozostanie po Tobie!

Osobiście gratuluję Ci szczególnie dwóch Twoich książek:

„Literatura w III Rzeszy” oraz „Odpominania. Warmia z oddali” (która jest Twoją „mini” autobiografią).

Ogromnie cenię Cię też za wieloletnią, ukazującą się do tej pod m.in. pod Twoją redakcją, „Poznańską Biblioteką Niemiecką”.

A za „Literaturę w III Rzeszy” cenię Cię dlatego, gdyż, jak swego czasu napisał Witold Nawrocki, jest to książka ukazująca „nie tylko tych pisarzy, którzy wyrażali aprobatę dla faszyzmu…, ale przede wszystkim tych, którzy wykazali się odważną postawą buntu przeciwko złowrogiemu mitowi antyhumanizmu…”.  Opisany przez Ciebie dramat Carla von Ossietzky’ego zasługuje tu na szczególne podkreślenie.

 

Ciąg dalszy nastąpi i będzie miał tytuł:                                         

„O moich teściach i Karolu Koczym”

Poprzedni artykułKsiążki Macieja Andrzeja Zarębskiego
Następny artykułMirosław Rusinek: „rozmowy o natchnieniu, wizjach, traumach i psychozach twórczych można między bajki włożyć”
Karol Czejarek, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt - kierownik po. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematyka UE i Globalizacji oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS. Rok 2024 owocował w dalsze dokonania twórcze Karola Czejarka. Oprócz 30 opublikowanych w PD artkułów, recenzji książkowych, pożegnań i rozmów, również wydanie dwóch publikacji książkowych: przekładu (z j. niemieckiego na polski) Hansa-Gerda Warmanna „Panie Abrahamson, Pańska synagoga płonie” (TSKŻ, Szczecin 2024) oraz „Autobiografii. Moja droga przez życie” (Biblioteka Świętokrzyska, Świętokrzyskie Towarzystwo Regionalne, Zagnańsk 2024). W kwietniu 2025 ukazała się monografia autora o życiu i twórczości Bronisławy Wilimowskiej „Wszystko było dla niej malarstwem” (w Wydawnictwie ASPRA-JR).

3 KOMENTARZE

  1. No cóż, można tylko westchnąć zazdrośnie, ilu wspaniałych ludzi przewinęło się ( a ilu jeszcze się przewinie? ) przez życie niezmordowanego twórcy i animatora kultury, Karola Czejarka. Oczywiście wzdycham zazdrośnie, ale z wielkim podziwem i szacunkiem dla Niego ( Karola ) i ludzi, z którymi połączyło Go oddanie kulturze. Obyś czynił takie i podobne „cuda” przez następnych… A! Nie będę żałował – STO lat! Z wyrazami wielkiej sympatii – Szymon Koprowski.

  2. Pamięć o życzliwości osób, które przemknęły przez nasze życie, pozostawiając trwały ślad, uzmysławia tysiące wariantów jak inaczej mogło by się ono potoczyć, o ile trudniej, boleśniej. Drążenie pamięci w poszukiwani dobra, którego doświadczyliśmy od innych, wynika z obecności jasnej strony mocy w nas samych,
    Ewa Łastowiecka

  3. Dobry wieczór. Szanowny i Drogi Karolu ze wzruszeniem przeczytałem tę część Twojej biografii. Życie Cię nie rozpieszczało, zwłaszcza w latach młodości. Ten okres wywarł piętno w póżniejszym życiu, które też nie byłlo łatwe. Dzięki Państwu Helenie i Stanisławowi Polakom oraz Franciszkowi Welterowi przetrwałeś najtrudniejszy okres. To Oni stworzyli Tobie Szanowny Karolu „Dom Rodzinny” i umożliwili naukę i przygotowali Cię do ciężkiej pracy.
    Skończyłeś studia i swoją pracowitością i uzyskiwanymi wynikami w pracy zajmowałeś kolejne stanowiska, przyczyniając się do rozwoju kultury nie tylko w Szczecinie. Jednocześnie zostałeś pracownikiem naukowym, który wykształcił wielu germanistów, przyczynił się do rozwoju współpracy naukowej między Polską i Niemcami itd. Doceniony zostałeś w tej pracy i zostałeś Profesorem.
    Wiele miejsca w tej cześci i pozostałych poświęciłeś wielu Osobom, które odegrały rolę w Twoim życiu. Eksponujesz te Osoby a sam z Rodziną usuwasz się w cień. Piszesz tylko, że nadal masz cudowną Żonę, Dzieci i Wnuczęta. Skromność Twoja nie zna granic.
    Serdecznie i gorąco pozdrawiam całą Rodzinę, życzę dalszej aktywności a zwłaszcza zdrowia. Mietek

Skomentuj Ewa Łastowiecka Anuluj odpowiedź

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj