O czym mówią kamienie w Kamieniu Pomorskim i Wolinie?

0

O czym mówią kamienie w Kamieniu Pomorskim i Wolinie?

Będzie to drobne uzupełnienie do mojego wcześniejszego tekstu o Pomorzu Zachodnim[1]. Tym razem są to impresje z moich październikowych – jednodniowych – wycieczek do dwóch zachodniopomorskich miast.

Kamień Pomorski – miasto (blisko 9 000 mieszkańców) położone nad Zalewem Kamieńskim, zaledwie parę kilometrów od wybrzeża Bałtyku. Oblegane przez turystów i kuracjuszy. Mimo ogromnych zniszczeń wojennych zachowało się wiele ciekawych obiektów historycznych – niektóre pieczołowicie odrestaurowane – z konkatedrą i jej słynnymi organami na czele. Już w IX wieku istniał tu gród słowiańskich Wolinian, w roku 967 podbitych przez naszego Mieszka I. Potem był Kamień ważnym ośrodkiem Księstwa Pomorskiego pod panowaniem dynastii Gryfitów, przyłączony na krótko do Polski przez Bolesława Krzywoustego. To do Kamienia przeniesione zostało w roku 1176 biskupstwo z Wolina. Był to skutek najazdów duńskich na Wolin. Prawa miejskie Kamień uzyskał w roku 1274. Miał więc Kamień i przeszłość duńską (od lat 80-tych XII wieku, w sumie około 50 lat), miał też swoją historię szwedzką (po roku 1630) i oczywiście już później historię brandenbursko-prusko-niemiecką – aż do roku 1945.

Nazwa miasta prawdopodobnie ma związek z ogromnym głazem narzutowym położonym w korycie rzeki (a chyba poprawniej mówiąc: cieśniny) Dziwny niedaleko Wyspy Chrząszczewskiej. Nazwano go Głazem Królewskim, ponoć to na nim stał Bolesław Krzywousty w 1121 roku, kiedy przyjmował defiladę floty podbitych Pomorzan.

A skąd się ten głaz tam znalazł? Oto wytłumaczenie.

Żył sobie niegdyś samotnie w pomorskich borach pewien olbrzym. Razu pewnego zobaczył urodziwą olbrzymkę. Oczarowany jej urodą ruszył za nią. Ona zaczęła go namawiać do podpisania cyrografu. Wtedy rozczarowany i rozwścieczony olbrzym chwycił ogromny głaz i cisnął nim w kierunku uciekającej dziewczyny, która powróciła do swej dawnej postaci, czyli do postaci diabła. Nie trafił, a głaz leciał, leciał, aż upadł tu, gdzie leży obecnie.

No dobrze, niekoniecznie tak było … I przyznam, że tegoż to głazu na własne oczy nie widziałem, a legendę z Internetu przejąłem.

Tuż obok słynnej Katedry znajduje się kamień „Dąb Otton” upamiętniający pierwszego misjonarza, biskupa, który na prośbę Bolesława Krzywoustego przybył z Bambergu i wprowadzał na Pomorzu wiarę chrześcijańską. Pierwszym celem jego misji chrystianizacyjnej na Pomorzu Zachodnim były Pyrzyce, a drugim właśnie Kamień, wówczas siedziba księcia pomorskiego Warcisława I. Tam misjonarz przebywał najdłużej, bo około trzech miesięcy. Udało mu się ochrzcić dwór książęcy oraz mieszkańców miasta i okolicy. Niemały udział w powodzeniu tej misji miał bezpośredni wpływ władzy książęcej[2]. Zaczęły powstawać kościoły, wkrótce rozpoczęto budowę katedry, która dzisiaj jest jednym z najważniejszych zabytków miasta.

A sam dąb został zasadzony – jak wynika z napisu na kamieniu – w roku 2001.

Niewiele dalej widzimy głaz postawiony dla uczczenia prominentnego obywatela Kamienia (Cammin) Ewalda von Kleista. Był on wynalazcą tzw. butelki lejdejskiej (zwanej najpierw butelką Kleista), pierwszego kondensatora, przyrządu do magazynowania ładunku elektrycznego. Ewald von Kleist ogłosił swój wynalazek w roku 1746. Nieco – bodajże dwa miesiące – później takiego samego wynalazku dokonał profesor z Lejdy, i to od tego niderlandzkiego miasta pochodzi obecna nazwa wynalazku. Ewald von Kleist, prawnik, urodzony koło Białogardu (Belgard) (żył w latach 1700 – 1748) był dziekanem kapituły przy kamieńskiej katedrze, sprawował opiekę nad szkołą katedralną, a w wolnym czasie badał zjawiska elektryczne. Obelisk znajduje się przed budynkiem, w którym von Kleist mieszkał. Zabytkowy dworek doczekał się remontu niedawno, w roku 2021.

Jest w Kamieniu Pomorskim głaz poświęcony żyjącej tam kiedyś społeczności żydowskiej. Został postawiony w roku 2008. Inna sprawa, że – jak wynika z mojej eksploracji Internetu – społeczność żydowska w tym mieście nie należała do zbyt licznych. W szczytowym roku 1880 gmina żydowska w Kamieniu liczyła 158 osób. Później systematycznie się kurczyła. W latach 1930/31 było zaledwie 35 Żydów.

Kamień Pomorski kamieniami stoi: w – fotogenicznej turystycznie – Bramie Wolińskiej znajduje się Muzeum Kamieni (nie zdążyłem zwiedzić).

Wolin położony na wyspie o tej samej nazwie, nad cieśniną Dziwna i Zalewem Szczecińskim – niewielkie obecnie miasteczko (ok. 5 000 mieszkańców), ale z jakże bogatą – jeszcze nie do końca zbadaną – historią. W średniowieczu ośrodek kultu Świętowita, miasto jak na tamte czasy potężne, zamieszkałe przez Wolinian, z krótkimi epizodami polskimi – za Mieszka I, Chrobrego i Bolesława Krzywoustego.

Tak jak wcześniej w Kamieniu również w Wolinie biskup Otton w roku 1124 próbował pogańskich Słowian ochrzcić, ale tym razem jego misja spotkała się z bardzo niechętnym przyjęciem. Biskup został pobity i zmuszony do opuszczenia miasta. Zdołał jednak wymóc na Wolinianach przyrzeczenie, że przyjmą chrzest, jeśli wcześniej dadzą się ochrzcić mieszkańcy Szczecina. Misja wolińska udała się dopiero podczas drugiej wyprawy misyjnej Ottona, cztery lata później. W Wolinie powstało pierwsze biskupstwo na Pomorzu. Dopiero później funkcję tę przejął Kamień. Od XI do XVII wieku Wolin był w Księstwie Pomorskim, w latach 1630-1720 pod panowaniem szwedzkim, potem pruskim i niemieckim. I dopiero – podobnie jak Kamień – od roku 1945 w granicach Polski.

Ale jest też nowy wątek: duńskich wikingów. Nie bez powodu w Wolinie po drugiej stronie Dziwny znajduje się okazały skansen: Centrum Słowian i Wikingów.

W centralnym miejscu Wolina na skwerze niedaleko ratusza i Muzeum Regionalnego stoi głaz wyglądający … jak pisanka wielkanocna. Jest to kamień runiczny postawiony w roku 2014 z okazji XX Festiwalu Słowian i Wikingów. A te kolorowe „wzorki” to pismo runiczne, pismo używane przez dawnych germanów z Północy, czyli wikingów. W polskiej wersji napis głosi: Ku chwale Haralda, króla Danii, syna Gorna wzniesiono ten kamień. Panowie z Jomsborga kazali wykonać ten pomnik. Wykuł go Eryk Rudy.

Kto to był ów Harald? Harald Blåtand, czyli Harald Sinozęby to – jak pisze Roman Czejarek[3] – taki duński odpowiednik naszego Mieszka I. W 958 roku został królem Danii, potem był też królem Norwegii. Podobnie jak Mieszko I przyjął chrzest (o rok wcześniej od Mieszka!), a jego syn Otto pojął za żonę córkę Mieszka I Świętosławę, która później zmieniła imię na Gunhilda. Otto nie był jednak przekonany do nowej wiary, a Świętosława została wkrótce wygnana z Danii i schroniła się u swego brata Bolesława Chrobrego. Dodajmy na marginesie, że wróciła później do Danii, że została żoną i matką królów Norwegii, Szwecji, Anglii. Inna sprawa, że historycy wcale nie są zgodni i pewni co do tożsamości tej „matki królów” i jej imienia.

A Otto, nieposłuszny syn Haralda, wrócił do pogaństwa, przyjął imię Swen Widłobrody i w roku 980 ogłosił się królem Danii. Walczący o zachowanie władzy Harald został ranny i uciekł do Jomsborga. Obecni badacze już prawie nie mają wątpliwości, że Jomsborg to była ówczesna osada, warowny gród wikingów na terenie dzisiejszego Wolina. I prawdopodobnie to Harald zakładał tę osadę. A więc nie tylko słowiański lud Wolinian tam zamieszkiwał. I właśnie w Jomsborgu dzielny lecz przegrany Harald się schronił. I tutaj na terenie dzisiejszego Wolina w roku 986 (albo 987) zmarł. Stąd ten głaz na wolińskim skwerze, wykonany w stylu kamienia runicznego w Jelling (Dania), zwanego Metryką Chrztu Danii. Harald Sinozęby spoczywa dziś w kościele w Roskilde obok 40 swoich następców.

Ale to nie wszystko! W roku 1994 szwedzka firma telekomunikacyjna Ericsson wpadła na pomysł połączenia telefonu komórkowego z innymi urządzeniami bez pomocy kabla. Główny twórca tej technologii był wielkim fanem wikingów i króla Haralda Sinozębego. Blåtand to po angielsku bluetooth, i tak się obecnie ten system – używany przez kierowców, ale przecież nie tylko – nazywa! A logo – biało-niebieski symbol złożony z dwóch trójkątów i grota strzały to … znaki runiczne wikingów: duże litery „H’ i „B”. Historia i teraźniejszość splatają się ze sobą.

[1] Ślady przeszłości w miastach Pomorza Zachodniego | Przegląd Dziennikarski (przegladdziennikarski.pl)

[2] Olga Baranowska (2001): Pomorze Zachodnie. Moja mała ojczyzna. Szczecin, s. 25.

[3] Roman Czejarek (2017): Wolin, smartfony i zepsute zęby, w: Sekrety Pomorza Zachodniego. Łódź, s. 149 nn.

Poprzedni artykułMistrzostwa Świata w piłce ręcznej tym razem rozgrywane w Polsce i Szwecji…
Następny artykułHumor i satyra w walce z okupantem hitlerowskim na ziemiach polskich w latach 1939-1945
Prof. dr hab. Ryszard Lipczuk – germanista, językoznawca, pracownik naukowy Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu (w latach 1970–1993) i Uniwersytetu Szczecińskiego (1993– 2018). Ukończył studia germanistyczne na Uniwersytecie Warszawskim (1970), tam też obronił rozprawę doktorską (1977). Habilitacja w roku 1986 na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Od 1990 prof. nadzw., w r. 2002 uzyskał tytuł profesora, 2004 prof. zw. Na Uniwersytecie Szczecińskim pełnił w latach 1993–1997 i 2005–2012 funkcję dyrektora Instytutu Filologii Germańskiej, w latach 1993–2015 był kierownikiem Zakładu Języka Niemieckiego tegoż Instytutu. Od 1.X.2018 prof. emerytowany. Redaktor naczelny serii naukowej „Stettiner Beiträge zur Sprachwissenschaft” (od r. 2008) wydawanej w Hamburgu. Jest autorem licznych monografii naukowych, artykułów, recenzji, redaktorem i współredaktorem kilku słowników polsko-niemieckich, leksykonów i podręczników do nauki języka niemieckiego. Poza tym: autor trzech tomików reportaży (m.in. „Germanista w podróży”, „Sławni ludzie Trasy Romantycznej”) i pięciu tomików rymowanek (m.in. „Limeryki i inne wybryki”, „Wybryki rymowane nowe”, „Rymy poważne i niepoważne”). Występował z referatami i wykładami gościnnymi w Tokio, Vancouver, Wiedniu, Graz, Angers, Sztokholmie, Gandawie, Lubljanie, Arhus oraz (wielokrotnie) w Niemczech. Homepage: http://lipczuk.univ.szczecin.pl Facebook: https://www.facebook.com/RLpubl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj