Andrzej Fogtt jest niewątpliwie jednym z najwspanialszych polskich współczesnych malarzy! (Zresztą nie tylko malarzy, jest także rzeźbiarzem, autorem murali, architektem wnętrz i przestrzeni publicznej). Jego obrazy znajdują się w wielu narodowych muzeach (m.in. w Szczecinie, Wrocławiu, Kielcach, Katowicach i w Muzeum Sztuki w Łodzi). Ponadto w ponad 100 kolekcjach prywatnych w Polsce, w Europie, Japonii i USA. I mimo, że napisałem o nim w listopadowo/grudniowym kwartaliku „Res Humana”, napiszę o Nim także w swoim macierzystym organie, jakim od lat jest dla mnie „Przegląd Dziennikarski”. Tym bardziej, iż na początku roku 2026 w Galerii „Stalowa” w Warszawie, odbędzie się Jego kolejna wystawa indywidualna, na którą naszych Czytelników serdecznie zapraszam.
A w planie przyszłego roku ma dalsze prezentacje swego dorobku, m.in. w Malmö (Szwecja) i w Lublinie.
Dobrze by było, gdyby z okazji Jego jubileuszu 75-lecia nasze najwspanialsze galerie narodowe: Zachęta lub Centrum Sztuki Współczesnej – Zamek Ujazdowski w Warszawie, zorganizowały Artyście wystawy podsumowujące Jego dokonania! I wierzę, że tak się stanie!
A On tymczasem imponuje tysiącom swoich fanów nieustannym rozwojem swego przewspaniałego talentu, który roku 1984 został uhonorowany Grand Prix Festiwalu Współczesnego Malarstwa Polskiego w Szczecinie! Ale już kilka lat wcześniej (w 1976r.) – ten niezwykły Artysta otrzymał bardzo prestiżowe wyróżnienie na XI Ogólnopolskiej Wystawie Młodych w Sopocie.
W roku 1984 reprezentował także Polskę (wraz Z Dudą-Graczem, Bożenną Biskupską, Danutą Leszczyńską – Kluza i Stefanem Wierzbickim (z wyboru wybitnego znawcy i krytyka sztuki – Jerzego Madeyskiego), w cenionym na całym świecie – Biennale Sztuki w Wenecji. Odremontowany z tej okazji Pawilon Polski pękał w „szwach” od zwiedzających, którzy z uznaniem odnosili się do wystawionych w nim dzieł. A tak na marginesie – wielka szkoda, że „zbiory” dokumentujące udział polskich artystów nie tylko w Wenecji (ale i w innych światowych prezentacjach sztuki – np. „Documenta” w Kassel, nie są gromadzone i pokazywane w wybranej placówce muzealno-wystawienniczej, np. w jakimś wybranym jednym z wielu, odrestaurowanym zabytku, których zapewne nie brakuje.
Wielkim echem odbiły się także indywidulane wystawy Andrzeja Fogtta, m.in. w Instytucie Polskim w Paryżu (w r. 1987), w Galerii pod „Wieżą Telewizyjną” w Berlinie (1989), jak i w wielu innych miejscach zagranicą i w Polsce, np. w „Galeria Simultan International” we Frankfurcie nad Menem czy w „Galeria DAGART Arras” w Lille we Francji.
W Polsce Artysta wystawiał dotąd swe prace niemal w całym kraju – w Krakowie, Poznaniu, Szczecinie, Opolu, Lublinie, Rzeszowie, Przemyślu, Tarnobrzegu, Częstochowie, Reszlu, Zamościu, Bielsku – Białej, Jeleniej Górze, Zakopanem, Gorzowie Wielkopolskim i Szczyrku. Wszędzie z OGROMNYM POWODZENIEM! Nic, tylko klaskać za to uznanie i zyskaną dzięki temu popularność. Teraz czas na podsumowanie Jego kreatywności w Zachęcie lub Centrum Sztuki Współczesnej! (I mam nadzieję… że nasze obie „narodowe” instytucje złożą Artyście w tej sprawie stosowne zaproszenie). Tym bardziej, iż Andrzej Fogtt niedawno obchodził 75. rocznicę swoich urodzin, jest więc okazja, aby to uczcić.
Urodził się 9 października 1950r. w Poznaniu, gdzie studiował w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w pracowniach Magdaleny Abakanowicz i Zdzisława Kępińskiego, którzy także na trwałe zapisali się w panteonie polskiej sztuki współczesnej.
Podkreślę, że był też swego czasu Andrzej Fogtt ofiarnym działaczem związkowym, oddanym sprawom rozwoju i upowszechniania sztuki w Polsce, a w latach stanu wojennego współorganizatorem ZPAMiG (Związku Polskich Artystów Malarzy i Grafików – wspólnie m.in. z Mieczysławem Wejmannem, Henrykiem Stażewskim, Władysławem Hasiorem, Władysławem Jackiewiczem, Stanisławem Dawskim, Leonem Michalskim, Eugeniuszem Geno Małkowskim, Andrzejem Gierago, Leszkiem Rózgą, Zbigniewem Bednarowiczem i wieloma innymi artystami „z najwyższej półki”).
Był też inicjatorem powstania Centrum Sztuki Współczesnej w Zamku Ujazdowskim! I… zabiegającym do dziś o zapewnienie artystom godnych warunków uprawiania swej sztuki. A w tym zakresie wciąż jest nadal WIELE DO ZROBIENIA.
Przede wszystkim w zapewnianiu wybitnym polskim artystom – nie tylko malarzom (ale także w innych dyscyplinach sztuki) – możliwości prezentowania swego dorobku w Europie i na świecie. A wewnątrz kraju – na sprawiedliwszy i szerszy niż dotąd – mecenat państwa nad dziełami muzealnymi sztuki współczesnej, sprawami zakupów dzieł sztuki i rozwoju rynku sztuki, np. poprzez odpisy na rzecz kultury z podatku od dochodu przedsiębiorstwom (taki mają w naszym kraju m.in. firmy budujące kościoły czy wodociągi na wsi).
Chodzi o to – podkreślę raz jeszcze, aby w procesie rozwoju gospodarczego naszego kraju, decydenci wszystkich szczebli rządowych pamiętali o KULTURZE! Niezbyt często w oficjalnych przemówieniach czy orędziach o niej słyszymy. Bywa, że W OGÓLE! A przecież jest ona ważnym ogniwem rozwoju państwa i jego bezpieczeństwa. (Stąd wielu takich artystów, jak Andrzej Fogtt – rezygnuje z walki o te sprawy ze wspomnianych wyżej powodów).
Patrząc – z perspektywy lat – na dzieła Fogtta, należy niezmiennie podziwiać Jego twórczość, iskrzące się w niej życie otaczającej nas rzeczywistości i natury (nie tylko przyrody). To malarstwo zadziwia niezwykłymi kolorami, tematami, formą i kompozycją.
Jego sztuka to ciągła wynalazczość i poszukiwanie TREŚCI, co u oglądających wyzwala energię i kształtuje wrażliwość na PIĘKNO, umacnia ich miłość do własnego kraju.
Jego sztuka – to przede wszystkim UMIŁOWANIE WOLNOŚCI! Ale cechuje ją też wyjątkowy ROZMACH I KREATYWNOŚĆ , we wszystkich zresztą prezentowanych cyklach Jego twórczości (udokumentowanych w wielu wspaniale wydanych katalogach towarzyszących niemal wszystkim dotychczasowym wystawom). A ON – dalej maluje, w coraz to nowych stylach, będących wynikiem aktualnie przeżywanych emocji i doznań.
Mam nadzieję, że na (wcześniej wnioskowanej przeze mnie) wystawie w Zachęcie czy w CSW w Zamku Ujazdowskim, zaprezentowane zostaną wszystkie Jego cykle twórcze, z których każdy następny wyrastał z poprzedniego.
A początkiem Jego niezwykłej wirtuozerii były niezapomniane „ŻYWIOŁY”, które powstały z początkowych rzeźb Artysty, m.in. „Ręka, stara jak świat” (1973). Od nich wszystko się zaczęło.
Z „Żywiołów” wyrósł cykl „ŻYWIOŁEM OPĘTANIE”, którym Artysta reprezentował Polskę na wspomnianym 41. Biennale Sztuki w Wenecji w 1984 roku. Wystawiał na nim obrazy bardzo dużego formatu (400 x 1650 cm).
W 1992r. Artysta – jak zwierzył mi się kiedyś – miał sen, „aby do obrazów zastosować pola magnetyczne”. I tak powstał zupełnie realny cykl, który nazwał „PRZESTRZEŃ ENERGETYCZNA”.
Najpiękniejsze obrazy z tego cyklu, to m.in. „Zwiastowanie”, „Tramwaj gwiezdny”, „Anioł” oraz „Postać”! (Malując te obrazy, Artysta dodawał do farby pyłek stalowy F804, by nastąpiła reakcja w polu magnetycznym, dlatego jego płótna z tego cyklu mają niezwykłe – przyciągające wzrok – organiczne wykwity)!
Z ramach tego cyklu powstała też wizja „WIEŻY JEDNOŚCI” – przekształcona w konkretny projekt architektoniczny, która w zamyśle Artysty – miała się stać być symbolem współczesnej Warszawy (ale tak się – niestety – nie stało). Wtedy m.in. pojawił się cykl: „HOMOTROTURUS” – mniej więcej w roku 1997. Nieco dziwna jest jego nazwa, ale odpowiadająca temu, co wtedy przyświecało Artyście najbardziej: m.in. fakt pojawienia się w Warszawie wielu żebraków, których Fogtt namiętnie fotografował (a potem poruszony ich losem – malował).
Pisał wtedy i wiersze. Ale przede wszystkim obrazami z tego cyklu – Fogtt zdobył dużą popularność. Po czym los skierował go do wsi Kuraszewo na Podlasiu, gdzie zainteresowała go kultura prawosławia i tak powstał cykl zatytułowany przez Artystę „KURASZEWO”.
Setki kropek, które go charakteryzują są formą ILUSTRACJI WSZECHŚWIATA! Najpiękniejsze obrazy z tego cyklu mają tytuły: „Pole Wieży”, „Wschód a słońce w południe”, „Drzewa Prawosławne” i „Cerkiew w Kuraszewie”.
I tak dochodzimy do obecnego, tworzonego przez Artystę, mniej więcej od roku 2009, cyklu nazwanego „BRDA”! Który de facto – można powiedzieć – jest „powrotem” Fogtta do energii „żywiołów”. Charakteryzują się jednak nieco innym widzeniem „pejzażu i postaci” – gdy zapytałem jakim? – odpowiedział mi „malowanym w kształcie pierwotnym i w symbiozie z kosmosem”!
„Brda” jest więc kontynuacją „Żywiołów”, które były „źródłem” wszystkich następnych cykli! Choć jest (co podkreślę) – NOWYM WYMIAREM malowanej przez Artystę PRZESTRZENI!
Postrzegany przez Artystę – cudownymi kolorami, (mimo, że woda Brdy jest – jak woda w każdej rzece – bezbarwna). Ale nie na obrazach Fogtta!
I jeszcze o jednym cyklu Artysty wspomnę, niezwykle wymownym, wstrząsającym, tragicznym – będącym wyrazem PROTESTU na wojnę w Ukrainie! Treści „BUCZY” nie będę komentował – gdyż wszyscy wiemy, co tam się wydarzyło: ludobójstwo – inaczej tego nazwać nie można.
Napaść Rosji na Ukrainę nigdy nie powinna była nastąpić, „wołają” te obrazy! Nic dodać, nic ująć – cały Fogtt! – Czuły, wrażliwy, humanista w każdym wymiarze i calu.
Szkoda, że nie udało mu się zrealizować jednego z największych swoich projektów architektonicznych – wybudowania w Warszawie „WIEŻY JEDNOŚCI”. Gdyż był to projekt na miarę Centrum Pompidou w Paryżu czy Lincolna w Nowym Yorku i Kennedy’ego w Waszyngtonie! A może nawet jeszcze większym, aby w pełni unaocznić pomysł Artysty, od Łuku Tryumfalnego w Paryżu, Bramy Brandenburskiej w Berlinie czy Statui Wolności w Nowym Yorku!
Ale mimo tej „porażki” Artysta nie może narzekać na brak rozpoznawalności! A WSZYSTKO, CO DOTĄD STWORZYŁ – TO WYNIK JEGO PRACY. PRACY TYTANICZNEJ, KTÓRĄ W SWOIM ŻYCIU WYKONAŁ!
TA PRACA przyniosła mu uznanie, popularność i SŁAWĘ; stał się Artystą ROZPOZNAWALNYM W POLSCE I NA ŚWIECIE.
Andrzeju – przyjmij ode mnie (i mojej rodziny) oraz od „Przeglądu Dziennikarskiego” szczere gratulacje!!!
PS.
Także za znakomity cykl Gobelinów zrealizowany w r. 1982 dla Muzeum w Świdnicy pt. „Bitwa pod Cedynią” (w której Mieszko I pokonał wojska cesarza Ottona III). Również za zrealizowany w roku 2024 projekt oświetlenia podwórza w Łodzi przy ulicy Piotrkowskiej 118 i… za udział w wielkich konkursach architektonicznych, m.in. na Salę Widowiskową dla zespołu „Mazowsze” (uzyskując II nagrodę), „Wieżę Pamięci” w Nowym Yorku oraz na wielofunkcyjny most w Warszawie i modernizację Wałów Chrobrego w Szczecinie. Także za „Teatr nad Wisłą” oraz projekt „Ołtarza” dla Kościoła w Rzeszowie (w kształcie biblioteki, do której KAŻDY mógłby przynieść swoją książkę!).
NA KAŻDYM ETAPIE SWEJ TWÓRCZOŚCI FOGTT MALOWAŁ TEŻ „PORTRETY”, których powstało do tej pory ponad 3000 (niebywale dużo i – powstają dalej)! Na ich bazie powstał też cykl interpretacji portretów Witkacego i Rembrandta!
Na zakończenie wrócę jeszcze raz do niespełnionego projektu Artysty – WIEŻY JEDNOŚĆI! Stąd ucieszyłem się słysząc, że pewna firma z Dubaju podpisała niedawno z Artystą umowę o PRAWA DO TEGO PROJEKTU. Przekazała nawet zaliczkę, za którą Fogtt aktualnie buduje w Jabłonnie (gdzie obecnie mieszka z rodziną) pracownię, gdyż miasto Warszawa „wywala” go z dotychczasowej pracowni przy ul. Lwowskiej. (Co zostawiam bez komentarza, jak i sprawę niepodjęcia wcześniej przez Magistrat realizacji budowy jego Wieży Jedności i wielofunkcyjnego mostu).
Cieszy natomiast, że budowana przez w Artystę pracownia będzie także dostępna dla chcących go w niej odwiedzić, podobnie, jak miało to miejsce w poprzednich (na ul. Lwowskiej, Podskarbińskiej i Inżynierskiej w Warszawie). A na terenie okalającym nową pracownię będą stały rzeźby.
I jeszcze króciutko o „Wieży Jedności”: która mogła się stać symbolem łączącym kraje UE w walce o prawa człowieka pod hasłem: NIGDY WIĘCEJ WOJNY! A przede wszystkim symbolem, że naród polski (w tym i Warszawa) nigdy nie poddał się hitlerowskim Niemcom, a po II wojnie światowej i w niespotykanym w dziejach cywilizacji – wysiłkiem całego narodu odbudował kraj i zniszczoną w ponad 80 procentach stolicę! Wieża z pewnością przypominałaby także Europie i światu bohaterskie Powstanie Warszawskie (w 1944r) i wcześniejsze w Getcie Warszawskim. Jak i przemiany, jakie dokonały się w Polsce po roku 1990.
Wieża miała też szansę stania się dla Warszawiaków (ale i turystów odwiedzjących coraz „gęściej” stolicę), swoistym CENTRUM służącym kulturze i rozwojowi sztuki, poprzez znajdujące się w niej również kina, teatry, sale koncertowe, konferencyjne i wystawowe. Oczywiście też firmy gastronomiczne i wreszcie zrealizowałby się postulat zbudowania tak brakującego w Warszawie Centrum Kongresowego i WIELKIEJ SALI KONCEROWEJ!










