„Moje obrazy to połączenie snów, przeczytanych książek i słuchanej muzyki”. Wywiad z Martą Najmowicz

0
Marta Najmowicz
Z Martą Najmowicz, artystką, malarką, absolwentką kilku różnych kierunków studiów, rozmawia dr Paweł Rogaliński.
 
Paweł Rogaliński: – Patrzę z podziwem na Pani najnowszy obraz. Jaki jest tytuł tego dzieła?

Marta Najmowicz: – Bardzo dziękuję. Tytuł obrazu to „Wędrujące myśli”.

PR: – To bardzo interesujące! Proszę zdradzić, co i kogo przedstawia ten obraz.

MN: – Tytuł częściowo opisuje to, co znajduje się na obrazie. Wchodzimy do umysłu mędrca i obserwujemy moment kształtowania się jego myśli. Być może właśnie tworzy pewną teorię (śmiech).

PR: – Skąd wzięła Pani inspirację do namalowania tego dzieła? Przypomina nieco antyk…

MN: – Intryguje mnie sztuka antyku, która jest połączeniem piękna oraz filozofii. Podziwiając dzieła twórców, lubię dopowiedzieć historię, kim mogła być dana postać.

PR: – Które dzieła starożytności są dla Pani najbardziej inspirujące?

MN: – Tutaj króluje starożytna Grecja – Dyskobol, Wenus z Milo, ale również Dawid.

PR: – Wydaje mi się, że przypomina on nieco Pani pierwszy obraz. Tam również przedstawiona była męska twarz.

MN: – Właśnie teraz to sobie uświadomiłam ale własnie tak jest. Męska twarz i do tego rzeźba.

PR: – Jaka jest główna tematyka Pani obrazów, poza tymi, które omówiliśmy? Wiele osób widzi w nich wszechświat, hipnozę, a niektórzy bańki mydlane.

MN: – Najwięcej moich obrazów kręci się wokół kosmosu. Lubię też surrealizm i realizm magiczny. Fascynuje mnie to, co nieznane i ulotne. Lubię trochę namącić w głowach moim odbiorcom (śmiech).

PR: – To ciekawe. Zatem jakie emocje w odbiorcach mają wywoływać Pani obrazy?

MN: – Chcę wywoływać emocje kontrastowe: od przyjemnego spokoju po konsternację. Cieszy mnie, kiedy odbiorca nie od razu wie co widzi, ale po chwili namysłu stwierdza: „Ach, to o to chodzi!”.

PR: – Ma Pani swoich ulubionych malarzy?

MN: – Tak, jest malarka, którą uwielbiam od lat. Jest to Frida Kahlo, która, jako artystka, jest dla mnie wielką inspiracją. Tak naprawdę to jej sztuka i historia napędzały moje pierwsze kroki w malarstwie. Poza Fridą, bardzo lubię malarstwo Gustawa Klimta i Salvadora Dali oraz Zdzisława Beksińskiego.

PR: – A mogę spytać o ulubiony obraz? I dlaczego właśnie ten?

MN: – Las dos Fridas, czyli Dwie Fridy autorstwa Fridy Kahlo. Za każdym razem, gdy na niego patrzę – inaczej go interpretuję. Uważam, że dzieło Kahlo w bardzo psychologiczny sposób odzwierciedla każdego człowieka – w dwojaki sposób, Każdy z nas posiada dwie strony, nawet jeśli jeszcze o tym nie wie.

PR: – Racja. A czy ma Pani jakiś obraz w swojej własnej kolekcji, który uznaje Pani za najlepszy, najbliższy swojemu sercu?

MN: – Nie posiadam (jeszcze) żadnego oryginalnego obrazu innych artystów, ale w przyszłości mam nadzieję, że uda mi się pozyskać jakieś arcydzieło. Póki co zadowalam się szkicami i rysunkami z mojego wczesnego dzieciństwa, która przypominają mi o tym, że sztuka zawsze była częścią mojego życia.

PR: – Z których technik malarskich Pani najczęściej korzysta?

MN: – Z technik Marty Najmowicz (śmiech). Jestem samoukiem, maluję to, co czuję, i jak chcę. Moja technika – maluję wyobraźnią, sercem, natchnieniem. Artystyczna samowolka. 

PR: – Proszę pamiętać, że „samowolka” niejednokrotnie okazywała się lepsza od profesjonalizmu. Chociaż z tego, co wiem, jest Pani osobą wszechstronnie wykształconą?

MN: – Być może, nie mam porównania. Z jednej strony jest to duże utrudnienie, bo wszystkiego musiałam nauczyć się sama. Z drugiej strony czuję, że nie podążam za schematami i to daje mi wolnośc. Tak… jestem absolwentką kilku kierunków studiów, z czego żaden z nich nie jest związany z malarstwem ale dzięki temu łatwiej jest mi odnaleźć się w świecie. Tak sądzę.

PR: – W jakim wieku zafascynowało Panią malarstwo?

MN: – Samym malarstwem zafascynowałam się jeszcze w szkole podstawowej, natomiast szeroko rozumiana sztuka: od śpiewu, po taniec, rysunek – mam wrażenie, że są ze mną od zawsze.

PR: – Poza malowaniem, ma Pani jeszcze drugą pracę…

MN: – Zgadza się. Gdy ktoś mnie pyta, czym się zajmuję, to czasem droczę się mówiąc, że prowadzę dwa życia: dzienne oraz nocne. Za dnia pracuję w korporacji jako kierownik projektów, a wieczorami zakrzywiam własną czasoprzestrzeń, zamykam się w mojej pracowni i często do późnych godzin nocnych maluję.

PR: – Jak wygląda zatem, krok po kroku, taka noc malarska?

MN: – Dość często zaczyna się na pustym płótnie i kończy na pustym płótnie (śmiech). Większość moich obrazów to połączenie snów, przeczytanych książek i słuchanej muzyki. Początek obrazu prawie często jest mi znany, wiem jaki efekt chcę osiągnąć i co przedstawić. Jednakże proces malowania obrazu trwa nie tylko jeden wieczór. Każdy obraz ewoluuje wraz z mijającymi dniami oraz moimi przeżyciami.

PR: – Zatem ile czasu zajmuje namalowanie jednego obrazu?

MN: – Nie jestem w stanie odpowiedzieć konkretnie. Odpowiem więc językiem korporacyjnym – czyli widełkami – od kilku godzin do kilkudziesięciu. 

PR: –  Podczas malowania towarzyszy Pani kubek kawy, lampka wina, papierosy?

MN: – Wszystko zależy od dnia. Jeśli jest to środek tygodnia – najczęściej jest to kubek herbaty lub woda, podczas weekendu częściej wino.

PR: – Na większości Pani obrazów dominuje kolor niebieski. Dlaczego?

MN: – To jest pytanie doskonałe, na które nie znam odpowiedzi. Niebieski wcale nie jest moim ulubionym kolorem. Tutaj zapewne działa moja podświadomość.

PR: – To najzimniejsza z barw, pełna symboliki. Przypomnę, że w starożytnej Grecji i Rzymie była utożsamiana z najwyższym z bogów – Zeusem lub Jupiterem. Stąd też obraz „Wędrujące myśli” tak silnie skojarzył mi się z antykiem.

MN: – Kolor niebieski symbolizuje również kreatywność, inspirację i świeżość. Jeszcze nie odkryłam znaczenia mojej ukrytej fascynacji błękitem. Może w przyszłości zagadka zostanie rozwiązana. 

PR: – Jakie jest Pani największe marzenie?

MN: – Chciałabym stać się znaną w szerszym gronie malarką jeszcze za życia (śmiech)

PR: – W tym też celu uruchomiła Pani własną stronę internetową…

MN: – To prawda. Moja strona pachnie jeszcze świeżością. 

PR: – Proszę zdradzić adres tej witryny. Podejrzewam, że wielu naszych czytelników z chęcią ją odwiedzi.

MN: – Zapraszam na martanajmowicz.art lub martanajmowicz.pl

PR: – Czy chciałaby Pani przekazać jakąś wiadomość czytelnikom „Przeglądu Dziennikarskiego”?

MN: – Sztuka jest relaksem dla oczu i duszy. Dziękuję za dotrwanie do końca mojego pierwszego w życiu wywiadu. Zapraszam do śledzenia moich mediów społecznościowych.

PR: – Również bardzo serdecznie dziękuję i w imieniu całej redakcji „Przeglądu Dziennikarskiego” życzę Pani wszystkiego najlepszego w 2022 roku, a w szczególności owocnego rozwoju kariery.

MN: – Dziękuję. Również życzę wszystkiego najlepszego.

Rozmawiał Paweł Rogaliński

Poprzedni artykułNie palę Moskwy
Następny artykułMistrzostwa Europy w piłce ręcznej. Jak wypadną Biało-Czerwoni?
Paweł Rogaliński
Dr Paweł Rogaliński jest politologiem, medioznawcą, filologiem oraz twórcą Przeglądu Dziennikarskiego. Od 2015 roku należy do prestiżowej grupy Światowych Odpowiedzialnych Liderów Fundacji BMW Stiftung Herbert Quandt. Za swoje osiągnięcia nagradzany na całym świecie, m.in. w Londynie, Berlinie, Rio de Janeiro, Warszawie, Brukseli i Strasburgu. Ukończył następujące kierunki studiów na Uniwersytecie Łódzkim: stosunki międzynarodowe: nauki polityczne, zarządzanie oraz filologię angielską, osiągając przy tym ogólnokrajowe sukcesy naukowe (m.in. Studencki Nobel). W 2021 roku obronił na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie rozprawę doktorską pt. "Model polityka popularnego w komunikacji politycznej w państwach anglosaskich". Jego ostatnia książka pt. „Jak politycy nami manipulują. Zakazane techniki” (Wydawnictwo Sorus, Poznań 2013) z powodu dużej popularności doczekała się dodruku już w kilka miesięcy po wydaniu. Więcej na stronie oficjalnej: www.rogalinski.eu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here