Mieczysław Wojtczak – autor książek o kulturze polskiej, a przede wszystkim o filmie

1

Już dawno temu chciałem napisać o najnowszej książce autora: („Przeminęło… jednak pozostało”),

będącej – de facto – historią powojennego filmu polskiego w latach 1944 – 1970!

(Przepraszam Autora i Wydawcę, że tak długo to trwało, a w tym celu pobrałem przecież egzemplarz recenzyjny). Ale gdybym go nawet nie dostał, kupiłbym książkę i o niej napisał, bo zasługuje na to. Liczy łącznie (ukazała się w dwóch tomach) ponad 1000 stron!

Wielokrotnie już do niej sięgałem, szukając informacji o jakimś filmie – z lat mojej młodości,

a właśnie książka Mieczysława Wojtczaka jest „encyklopedią wiedzy” o filmach, ich autorach, scenarzystach, reżyserach i aktorach – w ogóle o ludziach związanych z polską kinematografią pierwszych 25 powojennych lat. Oddaje atmosferę polityczną tamtego okresu! (W tym i zakazów oraz obaw ówczesnej partyjnej i rządowej władzy, związanych z rozpowszechnianiem „co odważniejszych” filmów).

Jest też dowodem dumy z osiągnięć polskich twórców i wytwórni filmowych tamtych lat i – co podkreślę – z polskim filmem nie było wtedy tak źle, jak się próbuje teraz to przedstawić.

Wojtczak (przepraszam „Pana Wiceministra” – szefa ówczesnej Kinematografii, że tak „w skrócie” będę o nim w tej recenzji pisał) prezentuje w niej punkt widzenia nie tylko swój, ale i ówczesnej prasy, także piszących wtedy krytyków filmowych (i nie tylko filmowych) czy wreszcie oceniających całą kinematografię polityków, czyli tzw. czynnika społeczno-politycznego.

Autor zaczyna swą książkę od przedstawienia warunków, w jakich powstawały po wojnie pierwsze wytwórnie filmowe, nawiązujące do polskich wytwórni przedwojennych, nawet tych z okresu filmu niemego.

W sumie – stworzył niebywałe dzieło o historii POWOJENNEGO FILMU! (A wcześniej napisał też ciekawą książkę o literaturze i polityce kulturalnej nie tylko w odniesieniu do filmu. Jest autorem wielu innych książek oceniających „tamte lata”. Warto się z nimi zapoznać.

Słowa uznania kieruję też do Wydawnictwa „Emka”, które od lat wprowadza na polski rynek czytelniczy książki z zakresu tzw. LITERATURY INTELEKTUALNO-POLITYCZNO-EKONOMICZNEJ. (Gdy tylko nadarzy się okazja, przeprowadzę „rozmowę” na łamach PD z liderem tego Wydawnictwa – panem Jackiem Marciniakiem, redaktorem naczelnym „Emki”).

Ale dziś przede wszystkim gratuluję Mieczysławowi Wojtczakowi! I to nie tylko za treść książki, ale i za styl pisania, który jest wartki, nienużący i wzbogacony znaczącymi komentarzami O TYM, JAK TO NAPRAWDĘ BYŁO – z „powojenną” twórczością filmową i jej rozpowszechnianiem.

Dziękuję Mu za ujawnienie prawdy o polskim kinie i przypomnienie, jak rodziła się jego baza pod dzisiejsze sukcesy POLSKIEJ KINEMATOGRAFII! Która jest, i mam nadzieję, że już zawsze będzie, częścią światowego kina, do którego przecież też aspirowała, gdy była jeszcze w innym systemie politycznym.

Autor (jako były szef polskiej kinematografii) ma w tym procesie ROZWOJU POWOJENNEGO KINA, także swoje osobiste zasługi, które należy docenić.

Szczególnie ciekawy jest fragment Jego książki, mówiący o tym, z jakiego powodu „poległ na swojej funkcji”, kiedy został odwołany ze stanowiska I wiceministra kultury? Bo zgodził się m.in. na upublicznienie filmu Andrzeja Wajdy „Człowiek z marmuru”! (Udział w tym miał także ówczesny minister kultury Józef Tejchma! Obaj panowie mieli odwagę skierować ten film (pod każdym względem do dzisiaj ważny) do rozpowszechnienia! Mam nadzieję, że środowisko kultury (nie tylko filmowe) nigdy im tego nie zapomni.

Reasumując:

książka jest o BLASKACH I CIENIACH POWOJENNEJ KINEMATOGRAFII.

Autor próbuje odpowiedzieć w niej na pytanie: czy były to dobre, czy tylko złe lata? Czy był to sukces, czy porażka ówczesnej polityki kulturalnej państwa?

Ja np. z tamtego okresu zapamiętałem wiele znaczących filmów, jak m.in.

„Matka Joanna od Aniołów”, „Pokolenie”, „Popiół i diament”, ale też „Piątka z ulicy Barskiej: (który był w pewnym sensie zapowiedzią „przełomu”) czy nowatorski film Andrzeja Wajdy „Pokolenie”.

Obok Wajdy pojawił się w tamtych latach „rewolucyjny” Munk ze swoją koncepcją filmu. I wielu, wielu innych.

W Filmowych Klubach Dyskusyjnych było w „tamtych czasach” sporo pozytywnego fermentu intelektualnego, nawet prób rozliczania narzuconego „realizmu socjalistycznego”!

Wojtczak – moim zdaniem obiektywnie – przypomina w książce także i to, co mu się udało osobiście zrobić dla filmu, dla środowiska filmowego i w ogóle dla KINA i KULTURY.

Dowodem tego (już po „polskim październiku”) były i takie filmy, jak m.in.

„Eroica”, „Popiół i diament”, „Ostatni dzień tygodnia”, „Lotna”.

Przypomina także, jak wrócił „do łask” Aleksander Ford ze swoimi filmami, jak młodzi reżyserzy próbowali szturmować bramy ówczesnej cenzury i jak w ogóle próbowano wprowadzać współczesność i nowoczesność do dzieł filmowych, a w końcu przeciwstawiać się partyjnemu betonowi i cenzurze.

Przypomina też, jak Toeplitz walczył swego czasu m.in. o „Kanał” Wajdy, jako „dzieło najwyższej rangi artystycznej”.

Nigdy nie przypuszczałem, że Mieczysław Wojtczak wzniesie się na takie wyżyny obiektywizmu,

że był aż takim „pracusiem” i zbieraczem dokumentów, z których zbudował swe ponad 1000- stronnicowe dzieło!

Chylę czoła przed Jego wiedzą i RZETELNY OPIS FAKTÓW ówczesnego życia kulturalnego.

Autor, nim przyszedł do resortu kultury, był wcześniej „temperamentnym” dziennikarzem, a po odejściu z resortu, stał się – nie tylko obecną książką (ale i wcześniejszymi) – utalentowanym dokumentalistą – historykiem, pisarzem, niemal archiwistą!

I nie wiem, czy wiele osób pamięta, że nim został I zastępcą ministra kultury i sztuki oraz szefem kinematografii, przeszedł praktykę w piśmie studenckim „Horyzonty”, pracował w tygodniku „Sygnały”, potem w Polskiej Agencji Prasowej.

Był też edytorem tygodnika „Wiadomości Kulturalne”. Ja osobiście cenię go jeszcze za założenie Fundacji Kultury Polskiej.

Dziś – mimo, iż jest już „starszym panem” – nadal jest pełen werwy i pomysłów i wykorzystuje swój czas na pisanie, co zaowocowało – jak najbardziej zasłużenie – przyjęciem go w szeregi Związku Literatów Polskich. Został też odznaczony medalem „Gloria Artis”! I do dziś – mimo piastowania wielu znaczących funkcji w „starym” PRL-owskim systemie władzy – cieszy się szacunkiem środowiska filmowego i ludzi kultury, czego byłem świadkiem na promocji Jego książki W KLUBIE KSIĘGARZA.

Chwalę zatem opisaną przez Wojtczaka „historię” polskiego filmu, bez której nie byłoby – POWTÓRZĘ – dzisiejszych sukcesów polskiego kina; nie byłoby filmów kandydujących do Oskarów, jak „Boże ciało” czy wcześniej nagrodzonej „Idy”. Nie byłoby dzisiejszego rozmachu polskiej sztuki filmowej.

WSZYSTKO BOWIEM MA SWÓJ POCZĄTEK I (na szczęście) SWOJĄ KONTYNUACJĘ.

Przy okazji – raz jeszcze – opowiadam się za ciągłością historii, bo dzisiejsza polska rzeczywistość nie powstała z niczego, miała także swoją jasną przeszłość. Tym bardziej, iż Autor nie gloryfikuje „minionych czasów”, lecz je dokumentuje, gdyż nie da się tej PRZESZŁOŚCI w całości odrzucić!

I chwała Wojtczakowi za przypomnienie dni od… „Zakazanych piosenek” do kina … moralnego niepokoju. Za przypomnienie wielu filmów o tematyce okupacyjnej! Także takich, jak: „Krzyżacy” i „Trylogia” Sienkiewicza. Filmów Nasfetera i… uwiecznienie „PISZCZYKA”!

Arcydziełami były i są takie filmy, jak „Muzykanci” i „Nóż w wodzie”! Także dorobek twórczy, m.in.

Kawalerowicza (nie tylko Wajdy, Munka i Zanussiego), czy nawet „Siedem grzechów” Załuskiego!

Polscy filmowcy nieustannie walczyli o „światowe” widzenie narodowej rzeczywistości, o kontakt z widzami i o mówienie „pełnej prawdy”.

O tym właśnie jest w książka Wojtczaka!

Mieczysław Wojtczak: Przeminęło… jednak pozostało. Od Zakazanych Piosenek do Moralnego Niepokoju. Nasze kino w latach 1944 – 1970, t. I 527 stron, t. II 616, Wydawnictwo „Studio Emka”, br., Warszawa 2019 (www.studioemka.com.pl)

Poprzedni artykułPacyfista Albert Einstein
Następny artykułO sztuce tłumaczenia (na podstawie własnego doświadczenia i wiedzy)
Karol Czejarek
Karol Czejarek, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt - kierownik po. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematyka UE i Globalizacji oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS.

1 KOMENTARZ

  1. Dziękuję Panu Karolowi Czejarkowi za to, że potrafi, nie tylko tekstem o Mieczysławie Wojtczaku, uświadomić szczególnie młodym czytelnikom, że „rozkwit” kultury to nie wyłącznie sprawa ostatnich kilku lat, ale także czasy powojenne, okres socrealizmu, skrępowane cenzurą i polityką zadaniową wobec twórców. A jednak powstało mnóstwo wspaniałych dzieł ( nie tylko filmów ) na najwyższym poziomie. A dzisiaj cenzura nie istnieje, ale zastępuje ją poprawność polityczna, równie toksyczna jak cenzura instytucjonalna. Nie wiadomo co gorsze.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here